Jak wygląda mój dzień?


Hej. Bardzo lubię pisać na luźne tematy i taki oto dzisiaj mi przyszedł do głowy temat: Dzień ze mną? Co robię przez pewną część mojego życia. To na pewno zobaczyć można na moim Instagramie. Nie mogę jednak żyć bez bloga, więc i tu nieco odkrywam. 

 Pewnie stali czytelnicy wiedzą o mnie niektóre rzeczy np. że jestem mamą, osobą pozytywną, dbającą o własną psychikę i rozwój. Dobrze jest mieć stały rytm dnia, wykonywanie pewnych czynności dobrze na mnie działa. 


Śniadanie na szybko



Należę do tej grupy osób, co z rana średnio kreatywne. Wymyślić coś dobrego na śniadanie jest mi czasami trudno. Ostatnio często jadłam po prostu ciasto dyniowe. I nie jest to zła rzecz, bowiem ciasto robiłam bez cukru dodanego. W składzie tylko daktyle, dynia, mąka pełnoziarnista orkiszowa, jajko, olej kokosowy. 

Na pewno to lepsze niż drożdżówka ze sklepu. Choć niestety muszę przyznać, że z tą dietą nie bywa idealnie. Nie ma co się jednak poddawać, pojedyncze odstępstwa od diety nie zrobią mi krzywdy. A co do odstępstw, to w biedronce wypatrzyłam przepyszne rogale Marcińskie. Dobrze, że nie jeżdżę tam zbyt często.

Staram się nie wychodzić bez śniadania z domu, zwłaszcza jak poranki są już chłodne. Jednak kończy się to i tak, że zabieram kanapkę i owoc na wynos. Nie lubię jeść w pośpiechu, a z porami wstawania mojego syna bywa różnie. Ostatnio syn zaskoczył mnie zdaniem: "mamo weź kanapki na wynos". 


Z dzieckiem do przedszkola



Przedszkole jest stałym elementem dnia od września i póki co dobrze się trzyma.
Ponieważ przedszkole znajduje się 7 km od naszego miejsca zamieszkania, a jestem kierowcą, to odwożę i przywożę syna. 

Ma to swoje plusy i minusy. Syn ma stałe godziny, w których jest w przedszkolu. A z drugiej strony, kiedy  jest poza domem, to staram się w tym czasie załatwić wszystkie sprawy. 

Do tych sprawa zalicza się gotowanie, sprzątanie, robienie zakupów,  prowadzeniem bloga, Instagram itd. Niby te parę godzin wydawać się może dużo, a z drugiej strony ten czas potrafi tak szybko minąć. Niestety, ale kiedy po południu jadę po syna, to bywam i tak zmęczona, że poszłabym spać. Zwłaszcza teraz, kiedy zrobiło się jesiennie. 


Z kozą i z psem na spacer




Niektórzy się dziwią po co nam koza, skoro nie daje mleka. Spotkałam się nawet z pytaniem, czy tą kozę mam na mięso. Na wsi różne jest podejście do zwierząt. Jeszcze z dawnych czasów panują "dziwne" przekonania.
 
A prawda jest taka, że mąż tą kozę przywiózł po prostu, bo ktoś jej nie chciał. Ta koza była z dzieckiem, ale ludzie są mało odpowiedzialni. Bo koza, jak każde zwierzę może zrobić krzywdę, więc nie wygląda to tak, że dziecko cudownie bawi się z kozą i jest wszystko super. 

Po prostu trzeba się nauczyć obsługi kozy, czego można się po niej spodziewać, na ile można zaufać własnemu dziecku. Jest to obowiązek, ale też dużo przyjemności i zabawy. I kosiarka do trawy za darmo. A ponieważ mamy kawałek własnej łąki, to już wiadomo po co nam koza?

Oczywiście pies też jest wiernym towarzyszem zabaw, zabieram go na spacer 3 razy dziennie i korzysta z uroków naszej cudownej łąki. 

Spacery bez końca



Po odebraniu syna z przedszkola czas szybko nam płynie. Wcześniej, kiedy było jeszcze długo jasno, to syn przebywał na zewnątrz do wieczora. Niestety należy do tego typu dzieci, że mama zawsze musi być blisko, więc nie mogę go zostawić na podwórku. Z drugiej strony sama nie lubię siedzieć w domu, więc nie przeszkadza mi to. 

Latem i wczesną jesienią często chodziliśmy na spacery naszymi wiejskimi dróżkami. W październiku było trochę prac w ogrodzie i syn aktywnie w nich uczestniczył. Czasami więcej przeszkadzał, niż pomagał, ale wiem że to taki etap, który po prostu minie. 

Cieszę, że kiedy moje dziecko woli iść na spacer, niż oglądać tv. Kiedy bawi się ze zwierzakami. Takie życie blisko natury jest niezwykle ważne i wpływa nie tylko na jego rozwój, jak  i na odporność.


Wieczorem to wiadomo, jak w każdej rodzinie. Teraz kiedy czasu więcej w domu, niż na zewnątrz, to wchodzą różne puzzle, gry, albo syn bawi się samochodzikami itp. Mam też więcej swobody dla siebie, to i zdarzy się jeszcze książkę poczytać. 


Opisałam Wam jak to wygląd nasz przeciętny dzień na wsi. Jestem ciekawa, czy lubicie tego typu tematy, czy to dla Was raczej nuda i mam więcej nie pisać takich? Dajcie znać w komentarzu.


Komentarze

  1. Chciałabym mieszkać na wsi i mieć kilka zwierzaków. Niestety pozostaje to w sferze marzeń bo za coś żyć trzeba więc czy chce czy nie chce muszę chodzić do pracy :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja kiedyś mieszkałam na wsi i z wielką przyjemnością zamieniłabym duże miasto, na dom na wsi :). Nie wiedziałam, że masz kozę, ale argument z kosiarką trafiony :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak Ci zazdroszczę tej wsi i tej kozy! :) Moja starsza córka jeszcze jak mieszkała na wsi też marzyła o kozie. Los jednak po śmierci jej męża z powrotem ją wypchnął do miasta i to daleko. Zabrała ze sobą labradorkę i 3 koty, z kozą już by tak łatwo jej nie było w bloku ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale pysznie wygląda to ciasto!

    Pozdrawiamy 🙂
    www.twinslife.pl

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudna ta koza :) w dzieciństwie dziadkowie mieli jedną, ale nie umiałam się z nią dogadać. Ja ją chciałam wydoic a ona mnie kopnąć. Skończyło się na mleku od sąsiada :D

    OdpowiedzUsuń
  6. super, mam sporo wolnego czasu, który nie jest jakoś super zagospodarowany. na szczęście codziennie jeżdżę do rodziców odwiedzam pieski

    OdpowiedzUsuń
  7. bardzo ciekawy wpis
    w zwyczajności i codzienności siła:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciasto na śniadanie nie jest źle, ponieważ jest domowe :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mój jeden dzień to materiał na ksiazke ;p
    Kózka urocza

    OdpowiedzUsuń
  10. Zagospodarowanie czasu to ważna sprawa, mnie jednak po pierwsze zachwyca koza, bo jest to jednak zwierzak, a zwierzak zawsze pozytywnie wpływa na życie. Odstresowanie na 100%. Niestety nigdy nie mieszkałam na wsi więc mam raczej marne pojęcie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Urodziłam się na wsi, wiele lat mieszkałam i tęsknię.
    Dlatego ciesz się miejscem, w którym mieszkasz.
    Koza mnie kompletnie rozczuliła, można mieć psa, kota, dlaczego więc nie można kozy?
    Bardzo ciekawie spędzasz dni.
    Pozdrawiam :-)
    Irena-Hooltaye w podróży

    OdpowiedzUsuń
  12. No i koza wygrała ;-) Dużo spacerów, podoba mi się :-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ale słodka koza, mogłabym mieć taką kosiarkę :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Mam wieś w genach i chociaż mieszkalam zawsze w małych lub większych miastach z mężem przeprowadziliśmy się na wieś 1.5 roku temu. Pięknie sobie żyjesz w takim wolnym rytmie, koza jako kosiarka haha to jest mysl, może też sobie sprawie ;)swoją drogą to fantastycznie,że Twoj synek dorasta w takim otoczeniu, już wiem że i on kiedyś będzie miał sentyment do życia na wsi.
    Pozdrawiam serdecznie ❤

    OdpowiedzUsuń
  15. Ciekawy dzionek masz i fajnego pupila :) my też mieszkamy niby w mieście, a na wsi, a raczej na wyspie :) każdy z nas tu ma swój dom duży ogród i ma czym oddychać. W tych czasach to ważne... Ja zamiast kozy mam psa :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Cudowne życie na wsi, zwykłe codzienne obowiązki, ale jakieś takie niezwykłe :) to my tworzymy naszą codzienność i jakakolwiek by nie była, jest nasza :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Twój dzień jest wypełniony po brzegi, ale to dobrze. Masz tyle ciekawych zajęć. Koza jest super i wspaniale, że jest z Wami na dobre i na złe.

    OdpowiedzUsuń
  18. Koza, tuliłabym! Poważnie. Idealny towarzysz nie tylko dla dziecka! Zazdroszczę pozytywnie miejsca w którym się znajdujesz. Piszę do Ciebie z bloku na jedenastym piętrze bez balkonu :-) Możesz sobie w dresach wyjść na pole tudzież na dwór i pić kawę po prostu na świeżym powietrzu!

    OdpowiedzUsuń
  19. Koza mnie urzekła, chciałabym mieć takie cudowne stworzenie. Twój dzień, jest w pewnych aspektach bardzo podobny do mojego :)

    OdpowiedzUsuń
  20. U mnie na śniadanie jest przeważnie omlet z sezonowymi dodatkami. Dzień mam również wypełniony po brzegi jak Ty :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Sama pochodzę ze wsi i patrząc teraz na mojego synka, który wychowuje się w mieście widzę ile traci. Bądź co bądź u nas również dzień wygląda całkiem ciekawie a pupila też mamy - niesfornego psa beagla :-)

    OdpowiedzUsuń
  22. Przyznam Ci się, że zastanawiam się czy nie przygarnąć jakiejś kozy. Miałaby sporo miejsca do biegania i do skubania ;) Ostatnio widziałam post na fb, że był koziołek po przejściach do zabrania. Spóźniłam się jednak, bo już go ktoś zaadoptował. Czyli, ze moja kózka gdzieś tam jeszcze na mnie czeka ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. No to masz co robić innymi słowy 😊 ja jak jestem w domu caly dzień, to nie umiem się tak zorganizować. Lepiej jak mam wiecej obowiązków😊 A z tą kozą to mnie zaskoczyłaś😊

    OdpowiedzUsuń
  24. Rytm dnia...
    Muszę się zastanowić nad własnym. Jedno jest pewne, pracując w domu, zanim zejdę do pracowni, muszę ogarnąć domowe sprawy i wtedy dopiero działam, inaczej gubię ten rytm.
    Jak to po co Ci koza... co za pytanie, po to samo co mi cztery koty ;)
    Pozdrawiam Basiu :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja sobie nie wyobrażam życia w mieście, mieszkam na uboczu małego miasta i już nigdy nie chcę wrócić do blogu. Wieś ma swoje uroki

    OdpowiedzUsuń
  26. Ta koza jest wasza? A ja myślałam, że jak wychodzicie na spacer to ona zawsze gdzieś blisko sobie chodzi i dlatego te zdjęcia :) Coś chyba muszę nadrobić parę postów ;)
    My też mieszkamy na wsi. Pamiętam jak byłam w domu, a chłopcy w szkole to czas leciał mi jeszcze szybciej. Niby parę godzin sama w domu, a jednak nic prawie nie zdążyłam. Teraz już są więksi, więc mam więcej czasu dla siebie, ale bywa i tak, że się nie wyrabiam. Zazdrościmy swojej łąki, mój młodszy marzy o kurach, ale nie mamy miejsca ;)

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Copyright © Retromama.blog