Masaż Tajski czy Rehabilitacyjny, co wybrać? Gdzie się udać?

masaż



Jeśli jesteście ze mną na bieżąco, to pewnie wiecie, że ostatnio stawiam na rozwój duchowy. Ale nie tylko, poszukuje też dla siebie alternatywnych metod, aby poczuć się lepiej. Zadbać o siebie kompleksowo. W końcu jestem mamą, a mama musi mieć zdrowie końskie. 
Raz w miesiącu chodzę na rehabilitację  i codziennie robię ćwiczenia w domu.  Wykonuje niektóre pozycje z jogi, dużo spaceruje. Jednak ciągle wydaje mi się, że to za mało. Często skarżę się na bóle kręgosłupa, a moje nerwy są wystawiane na próbę. Nie jestem z żelaza, jestem tylko kobietą.

Podczas mojej niedawnej wycieczki do Krakowa doszłam do wniosku, że muszę poszukać dla siebie salonu masażu. I co się okazało, że w Krakowie mam najbliżej Salon Masażu ThaiSun Kraków Centrum. Jest to jedna z filii Ogólnopolskiej sieci salonów masażu Tajskiego i Relaksacyjnego.  A najważniejsze jest to, że dojazd jest prosty, bo salon mieści się zaraz obok Starego Miasta. Wystarczy więc tylko wysiąść z pociągu i przespacerować chwilkę i jest się na miejscu. Salony Masażu ThaiSun są zlokalizowane w największych miastach Polski: Warszawie, Krakowie i Wrocławiu. 

Dlaczego zastanawiam się nad taką formą masażu?

Chodziłam parę razy na masaże rehabilitacyjne na NFZ i niestety nie przyniosły one dla mnie korzyści. Byłam w stanie pójść tylko na połowę zabiegów, po czym rezygnowałam bo ból był nie do zniesienia. Po drugie nie czułam się komfortowo chodząc na masaże do przychodzi. Zdarzało się, że leżąc rozebrana ma łóżku, w trakcie masażu wchodziła pielęgniarka, lub co gorsza osoba postronna z korytarza. Nie rozumiem tego, dlaczego instytucje państwowe tak nie szanują cudzej intymności, a co gorsza i mojego czasu. Co z tego, że zabieg jest bezpłatny? Liczy się też dojazd do Ośrodka, paliwo, nerwy stracone na zabiegu, który nie działa dobrze.  Z powyższych powodów zdecydowałam się na zabiegi prywatne. 

A co może mi zaoferować Salon Masażu ThaiSun?

Masaż Tajski wykonywany przez profesjonalne masażystki - Tajki, z 10 letnim doświadczeniem. Co ważne,  siła zabiegu dostosowana jest do potrzeb klienta. A nie ma nic gorszego niż zbyt mocny masaż. Zabieg zawiera w sobie elementy akupresury, masażu shiatsu, ajurwedy oraz jogi pasywnej. Są to dla mnie pojęcia znane, choć nie doświadczyłam ich w pełni na własnej skórze. Tym bardziej więc jestem zainteresowana tą forma relaksu.  

Mam nadzieję, że uda mi się wygospodarować czas na wyprawę do tego salonu, a zabiegi masażu przyniosą mi same korzyści. Napiszcie koniecznie, co  tym myślicie. Czy to dobry pomysł skorzystać z masażu tajskiego?



Asia i Marek, miłość naznaczona bólem



To była miłość od pierwszego wejrzenia, jak z bajki: Asia i Marek.

Ona blondynka z mnóstwem loków na głowie, okalających buzię jak u anioła.  On o chłopięcej urodzie, rysach  twarzy młodego boga. 
Poznali się jeszcze w liceum, od tego czasu byli nie rozłączni. Trzymali się za ręce na przerwach, chociaż chodzili do innych klas, to na każdej lekcji bujali w obłokach i tęsknili do siebie. Dobrana para, nadająca na podobnych falach. Wszystko mieli zorganizowane i zaplanowane. Po liceum, studia,  mniej czasu dla siebie, ale ciągłe telefony i rozmowy długimi godzinami. Ferie, wakacje spędzali na wyjazdach wraz ze swoją paczką znajomych. Mnóstwo przygód, podziwianie widoków i świetne fotki na facebooku. Jeszcze w trakcie studiów ślub i wspólne mieszkanie zakupione przez jego rodziców w prezencie ślubnym. Nie myśleli jeszcze o dzieciach, bo chcieli jeszcze zaznać uroków życia.  Ona szybko dostała pracę w salonie urody. On pracował fizycznie, ale niczego im nie brakowało. Rodzice nadal pomagali, bo ona zawsze była oczkiem w głowie taty, który miał firmę i stać go było na pomoc córce. 

Po skończonych studiach zaczęli myśleć o dziecku, ale jeszcze to do nich tak nie docierało mocno. W końcu byli jeszcze tacy młodzi. Znajomi balowali na imprezach, więc im też się jeszcze nie śpieszyło do potomstwa. W końcu jej kariera zawodowa nabierała tępa. Zupełnym zaskoczeniem było pojawienie się dwóch kresek na teście ciążowy. Cieszyli się oboje, bo ich miłość w końcu nabrała sensu. Jednak Asia postanowiła nie zwalniać tempa w pracy. Była już kierowniczką, więc nie pracowała tak wiele. Poza tym szefostwo nie widziało potrzeby, aby zdrowy pracownik poszedł na chorobowe. W końcu ciąża to nie choroba. Chodziła na wizyty kontrolne, lekarz nie widział nic niepokojącego. Pomału organizowali pokoik dla dziecka. Wszystko nabierało innego sensu.

Kłopoty zaczęły się w pracy, nie wielkie plamienie, słabość. Zadzwoniła do Marka, aby przyjechał. Jak wariat jechał do lekarza. Szybko szpital, godziny w bólu i w końcu najgorsze. Maleństwa nie udało się uratować, ale to był dopiero początek koszmaru. Zaczęła się długa walka o własne zdrowie. Poronienie spowodowało konsekwencje i w końcu wyrok, nie może mieć więcej własnych dzieci.  Trudno było szukać winnego, być może to lekarz zawalił, a być może tak miało być.
I chociaż ich miłość była mocna, w tych trudnych chwilach przeszła prawdziwą próbę. Odsunęli się od znajomych, których byli nastawieni tylko na lekkie życie. Asia zrezygnowała z pracy, bo szefostwu nie podobały się zbyt długie dni chorobowego. Nie wychodziła z mieszkania całymi dniami. Marek musiał chodzić do pracy, chociaż jej rodzice nadal ich wspierali. Jednak żadne pieniądze nie były w stanie ukoić tego bólu. Ich związek musiał przejść próbę trwałości.

Nadal się kochają, ale miłość naznaczona bólem staje się inna, dojrzalsza. Nie ma już lekkiego podejścia do życia. Jest za to nieustanna tęsknota. Widok matek z dziećmi wywołuję łzy i ból w sercu. Ciężko jest chodzić na imprezy rodzinne, śmiać się i udawać że wszystko jest w porządku. Rodzina milczy, nikt nie chce dodawać więcej bólu. Asia nie może sobie darować, że nie zwolniła tempa w prac. Marek żałuje, że pozwolił jej pracować w ciąży. Przecież niczego im nie brakowało, ale do tego co było nie da się już powrócić.
To prawda, że fotki na facebooku nadal wrzucają, pokazują swoją niezłomną miłość. Wiedzą jednak, że ich rodzina nigdy już nie będzie pełna. Zawsze będzie ta pustka, pokoik dla dziecka, w którym nikt nie zamieszka.  Jest jednak światełko w tunelu, powoli myślą o adopcji, niech tylko minie ten ból... 



Postacie i imiona w tym opowiadaniu są całkowicie fikcyjne.


Techniki medytacji według Osho

book of OSHO


Medytacja, to prostsze niż mogłoby Ci się wydawać. 

Myślisz, że musisz tego się uczyć? Być może już to potrafisz, ale o tym nie wiesz. Czy potrzeba ćwiczyć  techniki oddychania, odpowiednio siedzieć i nie rozpraszać się? Wcale tak nie musi być. To też nie specjalna, tajemna wiedza pochodząca od sił diabelskich. Tego trzeba doświadczyć na sobie samym. Poczuć ten spokój, tą radość wewnętrzną...Gorąco polecam Wam tą książkę. Z pewnością dzięki niej nie stoczycie się na manowce, ani  nie posiądą Was siły zła i ciemności.

"Techniki medytacji" Osho, to zdecydowanie książka zupełnie inna od tych jakie dotychczas czytałam. Jest to praktyczny poradnik, zawierający proste opisy tego, jak można medytować.

Osobiście jednak nie traktuje jej całkiem dosłownie. A wbrew pozorom czyta się ją łatwo i przekaz który niesie jest  momentami nawet absurdalny.  Jednak przy głębszym zastanowieniu można w tym odnaleźć coś więcej. Można wiele z niej wyciągnąć i wprowadzić również do swojego życia.

Medytacja może do nas przyjść sama. Dzięki tej książce dowiedziałam się, że można medytować tańcząc, śmiejąc się, spacerując, modląc, a nawet w trakcie wykonywania codziennych czynności. Odzyskana równowaga emocjonalna to największa korzyść jaką można uzyskać.
Są różne książki uczące skomplikowanych technik medytacji. Tą mogę polecić początkującym. Znajdziecie w niej mnóstwo rad,  jak  uwolnić się od chaosu w głowie, od wewnętrznego roztargnienia, wreszcie jak nie dać sobą  manipulować.

Kim właściwie jest OSHO? Z tego co można znaleźć w internecie to współczesny nauczyciel i filozof, żyjący w latach 1931-1990. Skutecznie zaprzeczał wszelkim podziałom religijnym. Jego nauki zostały spisane przez jego uczniów, po jego śmierci.  Działalność, która prowadził w ciągu życia była dość kontrowersyjna, skutecznie tępiona przez rządzących na całym świecie. Osho ze swoimi naukami przemierzał całe kontynenty. Ze względu na głoszenie odmiennych poglądów,  również na tematy cielesności został wielokrotnie potępiony, a także otrzymał wyrok w zawieszeniu. Zmarł (prawdopodobnie otruty) w wieku 58 lat. Ewidentnie prawdy przez niego głoszone komuś przeszkadzały. W końcu porywał całe tłumy swoimi przemówieniami. Uderzał w bardzo nie wygodny cel, w różne religie świata, zagrażając ich upadkowi...

okładka książki



Czy żałuję, że posłałam dziecko do przedszkola?

kids


Tytuł prowokacyjny, lecz pewnie zaciekawi Was moja odpowiedź. 

Tak jak zmienne są pory roku, tak i matki są różne i mają swoje zdanie odnośnie wychowania dzieci. Dlatego chciałabym tu podkreślić, że każdy ma prawo do własnego zdania. Dzieci posyła się do przedszkola, czy do żłobka z różnych powodów. Chyba mało jest już takich matek, co zapiszą dziecko wtedy, kiedy już jest to obowiązek, czyli do zerówki. Ja niestety byłam takim dzieckiem, ale czy coś straciłam z tego powodu? Na pewno w ciągu tego jednego roku w przedszkolu zdążyłam zbyt słabo się za klimatyzować i zawrzeć mało przyjaźni.

Kiedy ktoś wyznaje pogląd, że im wcześniej, tym lepiej to zgodzę się z nim. 

Jest jednak jeden warunek. Dzieci są różne, jedne lubią kontakt z rówieśnikami bardziej, a inne wolą przebywać w domu. Mój syn przyzwyczaił się bardzo szybko do przedszkola, a ja wiedziałam że tak będzie. Bo znam moje dziecko. Widziałam jego zainteresowanie dziećmi, to że jest odważny w stosunku do rówieśników, jak i do starszych dzieci. A w domu niestety się nudzi i czegoś mu brak.
Co prawda, kiedy zapisywałam go w maju, to miałam jeszcze wątpliwości, czy pójdzie do przedszkola. Po pierwsze to był na początku drogi do porzucenia pieluszki, a po drugie wydawało mi się, że przecież on jeszcze taki mały. Całe szczęście mąż wybił mi z głowy wątpliwości. A  jakież było moje szczęście, kiedy dowiedziałam się, że syn dostał się do tego przedszkola, gdzie były małe szanse się dostać. Po prostu zrządzenie losu.

Dążąc więc do meritum, absolutnie nie żałuję mojej decyzji.

Pomimo tego, że pierwszy rzut chorób mamy już za sobą. Chociaż wiem, że może być jeszcze różnie. Każdego poranka z radością zawożę syna do przedszkola i cieszę się faktem, że syn tak chętnie tam chodzi. Widzę jego postępy w rozwoju, bo niewątpliwie przedszkole wpływa na rozwój dziecka. Wbrew temu co sadzą niektórzy, że system edukacyjny to samo zło. Syn wraca z przedszkola spokojniejszy, radosny, a w domu jest bardziej zainteresowany samodzielną zabawą. A mama cieszy się z wolnego czasu i w końcu może rozwijać swoje zainteresowania. A czy jestem złą matką, bo cieszę się, że w końcu mogę odetchnąć? Nie sądzę. Każda matka, która ma absorbujące dziecko to zrozumie.




Mydło Alep 20% Oleju laurowego

Aleppo

Przekonuje Was minimalizm kosmetyczny? Czy można się umyć jednym produktem i czuć się czystą, zadbaną i w ogóle kobieco? Czy przeciwnie, trzeba mieć osobny produkt do każdej partii ciała, bo to inne Ph i w ogóle zaszkodzi myć się jednym środkiem? 

Obecnie producenci kosmetyków prześcigają się w oferowaniu nam kolejnym produktów. Do twarzy: mleczko, pianka, żel.  Do ciała: mus, płyn, krem do mycia. Do higieny intymnej: pianka, żel... I tak ciągle coś nowego... kupować bez końca, wydawać bez końca, produkować odpady po opakowaniach.

A jest klasyk, co starczy do wszystkiego i jest to: Mydło Aleppo . Nie pierwszy raz zresztą już na moim blogu, więc wiedziałam że może się sprawdzić.

Mydło Aleppo obecnie kupicie w promocji TUTAJ  


mydełko


Co nam obiecuje producent (info ze strony greenline-sklep.pl)


Roślinne, łagodne mydło na bazie oliwy z oliwek, o wysokiej zawartości witaminy E. Przeznaczone do codziennego mycia ciała i włosów. Odpowiednie do stosowania przy trądziku, egzemach, alergiach, łuszczycy czy nadwrażliwości skóry.
Pielęgnacyjne właściwości oliwy z oliwek zmiękczają skórę i sprawiają, że staje się gładka w dotyku. Dodatek oleju laurowego (20%) działa przeciwzapalnie i antyseptycznie. Wyprodukowane według tradycyjnej, syryjskiej receptury.Sposób użycia: Wysuszyć po użyciu! Unikać kontaktu z oczami i przewodem pokarmowym.Waga netto: 200 g 
Skład: sól sodowa z oliwy z oliwek, woda, sól sodowa z oleju laurowego, wodorotlenek sodu.
Skład INCI: Sodium Olivate, Aqua, Sodium Laurus Nobiliate, Sodium Hydroxide.


Opakowanie to proste kartonowe pudełko. W 100% łatwe do recyklingu.


opis mydła

Moja opinia:

W przypadku mydła Aleppo ocena jest dość szybka, ale myślę, że nie wystawiona pochopnie. Wszak mydło służy mi do codziennej higieny i w zasadzie jest wielofunkcyjne. Patrząc na stosunek jakości do ceny i wagi, to jest to zakup w 100% trafiony.

Duża kostka, o nieregularnym kształcie. Można sobie podzielić na 2 części, ale ja tego nie robiłam.  Mydło akurat mieści się w mojej drewnianej mydelniczce i nie zajmuje wiele miejsca na wannie, w przeciwieństwie do różnych opakowań żeli, pianek i płynów, które czasem kupowałam. Nie ma też problemu z odpadami plastikowymi po tych wszystkich żelach. Ja wiem, że to nie jest dla każdego, więc nie będę przekonywać kogoś na siłę. 

Mnie mydło Alep 20 %  mi pasuje i nie zauważyłam, aby moja skóra cierpiała niedostatek bez tych wszystkich żeli. Myję się nim od stóp do głów, w przenośni oczywiście, bo do włosów mam jeszcze szampon w kostce. Chociaż szczerze, to kusi mnie umyć włosy tym mydłem i pewnie zaryzykuje w końcu. 

skład na opakowaniu

Polecam Wam do Mydło, nie tylko w przypadku jeśli jesteście minimalistycznie nastawieni na pielęgnację. Mydło z Olejem laurowym działa leczniczo na skórę, przyśpiesza gojenie krostek, zwłaszcza tych o podłożu trądzikowym. Nie wysuszyło mojej skóry, chociaż mam do tego skłonność jesienią. Czuję, że dbam o moją skórę jak należy. 




Komoda Pixelo idealna przy małej powierzchni

komoda dla dziecka


Przychodzi taki czas, że dziecko chce mieć swoją szafkę. Taką, która będzie dla niego wygodna, pojemna i jednocześnie cieszyć oko.  Jestem na etapie kompletowania mebli dla syna do jego przyszłego pokoju, a komoda chwilowo stanęła u mnie w sypialni. Synek ma tam swój kącik do zabaw, a komoda okazała się meblem bardzo funkcjonalnym i pojemnym. Powiem Wam, że bardzo podoba mi się też szafa należąca do tego samego zestawu. Z serii Pixelo dostępne są różnorodne kombinacje mebli, kolorów i można sobie wszystko dokupić stopniowo.

Zaczniemy jednak od początku. W lipcu na edinos.pl zamówiłam bardzo praktyczny stolik kawowy.

Uznałam, że sklep edinos.pl jest godzien poznania. Posiadają asortyment różnorodny i kupić tam można meble w dużym przedziale cenowym. Akurat była promocja na komodę Pixelo . Wybrałam kolor biały + dąb sonoma.

Sama mam wybór, albo kupić meble w markecie, albo zamówić u stolarza, co nie jest najtańszą opcją. Często mebel gotowy może się różnić od tego, który widziałam na wystawie. U nas nie ma tego popularnego sklepu meblowego stacjonarnie, uroki mieszkania na wsi. Szczerze, to jak mam jechać autem 35 km do większego miasta, to wolę zamówić sobie w internecie. Jest większy wybór, w sklepie są podane dokładne wymiary i cechy produktu.  Kurier dostarczy towar pod bramę, a jak jest milszy to nawet wniesie do samego domu. Jest jednak ważna rada dla korzystających z usług kurierskich. Trzeba dokładnie oglądać pudełko zanim podpisze się odbiór paczki. U mnie na szczęście nie było wielkich usterek. Zajmuje się malowaniem różnych rzeczy, więc dla mnie nie problem pomalować jakiś odprysk. Takie usterki jednak zależą od uczciwości firmy kurierskiej, która powinna szanować towar, który rozwozi do klienta. Moja komoda przyszła w stanie nie naruszonym, ale stolik kawowy miał drobną ryskę na blacie, którą zamalowałam.

Komoda Pixelo  przychodzi do klienta zapakowana, ale trzeba ją samemu zmontować. W pudełku są płyty do montażu i wszystkie akcesoria: zawiasy, śrubki, kołki drewniane, klamka, nóżki i oczywiście klucz do skręcania. Nie biorę się samodzielnie za takie prace, więc zleciłam to mężowi. Jego zdaniem komoda była łatwa do montażu, a poszczególne elementy były solidne i ciężkie. Po montażu komoda stoi stabilnie, okazała się nie wielkich gabarytów, ale jest pojemna. Była możliwość montażu drzwi z obu stron, co jest bardzo wygodne. Płyty z jakich montuje się komodę są solidne, mają 18 mm grubości. Producent udziela 10 lat gwarancji na mebel.

Podoba mi się takie połączenie kolorów biały + dąb sonoma, bo daje to możliwość różnych kombinacji. I bardzo ładnie komponuje się z panelami w pokoju. Do Komody zmieściły się najbardziej przydatne synowi rzeczy. Tak, aby mógł sam sobie wszystko brać sam z półeczki. Oczywiście teraz dzieci mają wszystkiego pod dostatkiem, dlatego trzeba już myśleć i o zakupie szafy. Wcześniej w tym miejscu miałam szafkę na książki, ale okazała się ona mało praktyczna i chwilowo stoi w garażu czekając na lepsze miejsce. A jak widać w komodzie zmieszczą się książeczki i ubrania.

Jeśli ciekawi Was asortyment sklepu edinos.pl to zapraszam do oglądania. A warto, bo są promocje i przeceny mebli.

Mam również do rozdania bon rabatowy dla czytelników o wartości 20 zł: 

edinos20  -Kod ważny dla pierwszych 20 osób. 

Co myślicie o takiej komodzie, czy nadaje się ona tylko do pokoju dziecka? A może ma również inne funkcje?

Plany i przemyślenia na ostatni kwartał roku

autumn



Postanowienia, przemyślenia warto robić raz na jakiś czas. Nie tylko na początku roku, czy na końcu.  Staram się robić sobie restart i podsumowanie  chociaż raz na kwartał, bo to ułatwia mi wgląd we własne życie. Nie analizuje i nie wytykam sobie porażek i błędów, bo to jest bez sensu.

Pierwsze dni października wyłoniły  w mojej głowie parę spraw. Jak życie potrafi się zmienić w zależności od myślenia. O tym, że jednak można się wyzwolić z pewnych niedogodności. I zawsze jest nadzieja na zmianę na lepsze.


1.Cieszę się z tego, co posiadam. Od paru miesięcy prowadzę dziennik, pamiętnik, coś w tym stylu. Spisuje różne przemyślenia, czasem nawet bardzo negatywne. Zawsze, kiedy przeleje to na papier robi się łatwiej. Często nawet parę razy w ciągu dnia powtarzam sobie pozytywne afirmacje i jestem naprawdę zaskoczona, jak szybko się może wszystko pozmieniać na lepsze pod wpływem pozytywnego nastawienia. Zdarza się mi spisywać rzeczy z których jestem zadowolona. Czasem bardzo błahe. Jak liść na spacerze,  wiewiórka, ciepłe promienie słońca, czy drobny zakup w second hand. Bo życie tak naprawdę składa się z różnych chwil i trzeba kolekcjonować te małe, drobne sprawy, które przynoszą radość.

2. Rozwój duchowy. Dzięki pewnej osobie trafiłam na takie ścieżki, o których nie miałam bladego pojęcia wcześniej. Rozwój duchowy to nie tylko chodzenie do kościoła i klepanie pacierza wieczorem i rano. Zrozumiałam wiele spraw, które tkwiły we mnie jeszcze od dziecka. Czego ja naprawdę szukam w życiu? Spokoju i równowagi. Chodzenie na msze w niedzielę tego mi nie zapewnia. Współczuję tym ludziom, którzy nie mają żadnego oparcia w wierze. Istnieją na tym świecie, a nie wiedzą po  co i jak  będzie dalej. Żyjąc z dnia na dzień, modląc się do obrazka. Oczywiście, że to nie jest złe, bo ktoś po prostu nie miał  okazji trafić na odpowiednią ścieżkę rozwoju.  Nie chciałabym tu poniżać cudzej wiary, bo każdy wierzy w co chce.  Jestem coraz bardziej tolerancyjną osobą, bo wiem, że nie ma sensu walczyć z wiatrakami. Czytam książkę "Techniki medytacji" Osho, ale nie tylko ona otwiera mi oczy. Są też i inne książki, takie które chciałabym dopiero przeczytać. Różne rozmowy, przemyślenia. Uśmiecham się sama do siebie, bo myślałam, że ja muszę się uczyć medytacji. A okazuje się , że robiłam to już od dawna. Dlatego dziękuje tej Sile wyższej, która pomogła mi poznać  tą pewną osobę.

3. Nie prowadzę projektu denko i nie kopiuje.  Z tematów kosmetycznych, bo w końcu to duża cześć mojego bloga. Radość daje mi  uwolnienie się od schematów.  Ja tak naprawdę prowadzę ten blog, decyduje o tym co i kiedy pisać. Nie muszę pisać tego samego co inni. Nie muszę jeździć na spotkania blogerskie, ani też przyjmować współprac, których tak naprawdę nie chcę. I co najważniejsze, nie muszę się tłumaczyć nikomu z niczego. Jakich kosmetyków używam, wola moja. I szanuje też czyjeś wybory. Nie jestem też żadną "terrorystką" naturalną i ekologiczną. Stosuje naprawdę różne kosmetyki, wybieram co mi służy i na co mnie stać. Zauważyłam, że w środowisku blogerek tworzą się różne paczki, grupy, wzajemne wspieranie się w zależności od zainteresowań. To nie jest może złe, byle tylko szanować drugiego człowieka i jego wybór. Zresztą dotyczy to wszystkich sfer życia. Dlatego proszę nie pisać tu obraźliwych komentarzy, bo takich i tak nie opublikuje.


4. Jestem dobrą matką, więc myślę o sobie.  Szkoda, że mogę to zrobić dopiero teraz, kiedy synek poszedł do przedszkola. W końcu w tym miesiącu dotarłam na rehabilitację do cudownej pani fizjoterapeutki uroginekologicznej. Gdyby nie instagramy, to nigdy bym pewnie nie wiedziała, że z moim brzuchem można coś zrobić. Problem, z którym się borykam od 3 lat nie jest może wielki, ale wpływa znacząco na mój komfort życia. Wkracza w sferę psychiczną, sprawiając że chowam się za luźnymi ubraniami i czuję spojrzenia innych ludzi na sobie.  Pierwsza wizyta tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że to jest to czego szukałam. Z pewnością na blogu napiszę Wam jeszcze o wynikach moich zmagań, ćwiczeniach i efektach.


Takie moje luźne przemyślenia na ten miesiąc. Z tego co widzę, to lubicie czytać u mnie nie tylko na tematy kosmetyczne. Zapraszam do komentarzy jeśli coś czujecie w tych tematach.

Szampon w kostce Dzikie zioła Lamazuna

szampon w kostce


Dbanie o atrakcyjny wygląd fryzury jest dla mnie bardzo ważne. Niestety nie mogę moim włosom poświęcić tyle czasu, ile bym chciała. Dlatego poszukuje stale alternatywnych i prostych metod pielęgnacji.  A jak to wszystko wychodzi w praktyce, przekonuje się dopiero po jakimś czasie.

W sklepie internetowym cudanatury.eu wypatrzyłam dawno poszukiwany przeze mnie Szampon w kostce. 

Chciałam przetestować mydło do mycia włosów, lecz  moje dawne próby nie do końca były udane, co nie znaczy że się zniechęcam.
A jak wyszło mi z szamponem Lamazuna?
Bądź co bądź, nie jest to typowe mydło, a faktycznie szampon w formie kostki.  Dla środowiska naturalnego na pewno oddech i wytchnienie, bo po zużyciu produktu nic nie trafia do kosza, poza malutkim kartonowym pudełeczkiem.



opis

Co o nim piszą w sklepie:

Szampon w kostce Lamazuna to naturalny kosmetyk produkowany ręcznie na południu Francji.

Szampon w kostce jest bardzo wydajny, zastępuje dwie butelki szamponu. Nie produkujemy dzięki temu odpadów. Zawiera tylko naturalne, ekologiczne składniki.
Posiada certyfikat Cruelty free & Vegan. Jest laureatem nagrody Slow Cosmetique.
Skład:
Sodium cocoyl isethionate, Cocos nucifera (coconut) oil, Montmorillonite, aqua, illite, stearic acid, palmitic acid, caprylyl/capryl glucoside, coco glucoside, parfum/fragrance, CI77288, tocopherol, helianthus annus (sun-flower) seed oil.

skład


Szampon Lamazuna ma bardzo prosty skład. Nie jest to typowe mydło, ale faktycznie kostka myjąca do włosów. Zawiera m.in. substancje myjącą, olej kokosowy, dwa rodzaje glinki, substancje zapachową, barwnik. Na końcu składu jest również olej słonecznikowy.

Szampon Lamazuna w moim odczuciu nie pielęgnuje włosów jakoś wyraźnie, ale też ich nie wysusza. Od pielęgnacji wszak są odżywki. Jeszcze nie spotkałam takiego szamponu, który starczył by mi sam w sobie do mycia i pielęgnacji. A najważniejsze,  gdy produkt myjący nie jest agresywny dla skóry głowy.  Ten szampon nie wywołał u mnie swędzenia, ani podrażnienia.

A jakie są jego minusy?
Aby dobrze umyć skórę głowy i włosy trzeba bardzo  dokładnie zmoczyć włosy i skórę.  Zastosować produktu 2 razy, dobrze go spieniać na głowie, pocierając kostką. A także  dokładnie spłukać wodą.  Inaczej włosy mogą się zrobić twarde i sztywne.
Następnym krokiem jest  zastosowanie dobrej odżywki do włosów, najlepiej naturalnej. Bo  jeśli macie słabą odżywkę, to niestety efekt może być krótko mówiąc zły. Ja tak miałam i się niestety początkowo zniechęciłam, a dobra odżywka sprawę załagodziła.  Dobra odżywka dla mnie to taka zawierająca w składzie oleje, masła naturalne, ekstrakty roślinne.
A najbardziej mnie zaskoczyło to, że szampon Lamazuna zmywa oleje. A nawet  zachęca do pielęgnowania włosów w sposób naturalny i bliższy naturze.


kostka


Na co się jeszcze możecie nastawić decydując się na stosowanie szamponu w kostce?
Na wydłużenie procesu mycia włosów. Konieczność dokładnego spłukiwania produktu. Wybór odpowiedniej odżywki może okazać się nieco trudny.
Mimo wszystko warto spróbować, bo to zupełnie inne odczucia z mycia i pielęgnacji. A włosy i skóra w sumie tylko zyskują. Po prostu trzeba się tylko przestawić, bo jednak szampony w płynie to coś zupełnie innego.


Nowości w jesiennej naturalnej pielęgnacji

dekoracja


W październiku zmieniam pielęgnację na bardziej naturalną. Jesień, to czas odpoczynku, regeneracji dla skóry. Niestety ostatnie miesiące tylko mnie utwierdziły w przekonaniu, że lubię bardziej naturalne i proste składy. Wracam więc pokornie do moich ukochanych kosmetyków. Może nie będzie ich oszałamiająco wiele, ale za to będą mi służyć. Oczywiście nie neguje tego, że ktoś używa takiej lub innej pielęgnacji. Wszystko jest dla ludzi,  wszystko można sprawdzić na własnej skórze, tylko trzeba wiedzieć co dobre dla nas. Lepiej mniej, ale za to sprawdzone..

Tak więc prezentują się moje niedawne zakupy kosmetyczne, poczynione z myślą o jesieni:

W Ulubionej drogerii internetowej zamówiłam:

kosmetyki naturalne


Zamówiłam glinkę sypką Rhassoul z Maroka w opakowaniu 100 gram, celem samodzielnego mieszania maseczek domowych. Glinka ma postać grudek i jest dobrze zabezpieczona w plastikowym opakowaniu.
Z tej samej marki Shamasa jest Masło Migdałowe, które ogromnie mnie zaciekawiło jako produkt uniwersalny, w sumie to z myślą o pielęgnacji ciała najbardziej.
2 szczoteczki bambusowe  Zuzii, w wersji soft Slim (z bambusa i nylonu). Najbardziej zaskoczyło mnie, że na opakowaniu jest napis: Made in Japan. Szczoteczki są bardzo lekkie, poręczne  i myje się nimi zęby wyjątkowo komfortowo i skutecznie. Synek także używa tej szczoteczki z dużą chęcią.
Zakup na którym zależało mi najbardziej to Mydło Alep 20% oleju laurowego. Kostka ma 200 gram i kosztuje nie całe 20 zł. Myślę, że to dobra inwestycja.

soap natural


Tradycyjnie do zamówienia dołączono próbki moich ulubionych marek: Martina Gebhardt, Eubiona i Rosadia.


Drobne zakupy w drogerii Rossmann, która to zaskoczyła mnie pojawieniem się akcesoriów Jean Louis David i Ellite Spa w przyjaznych środowisku opakowaniach.

grzebień ze słomy


Warto zwrócić też uwagę na dezodorant Isana bez soli alumium w szklanym opakowaniu z atomizerem.
Peelingująca Gąbka Konjak do ciała zawiera łupiny z orzecha włoskiego. 100% naturalna, o działaniu złuszczającym i detoksykującym. Biodergadowalna. Przyjazne środowisku opakowanie.
Grzebień do włosów Jean Louis David z naturalnych składników, słoma + kukurydza. Zależało mi  na nim, ponieważ ma szeroko rozstawione ząbki, co przy kręconych włosach jest praktycznym rozwiązaniem.


grzebień gąbka


Pozostałe drobnostki ze Sklepu zielarskiego

pasta do zębów


Natura Siberica, Naturalna Syberyjska Pasta do zębów 7 ziół północy.  Przyjemnie odświeżająca, zapowiada się na porządną pastę, bez SLS, fluoru i parabenów.
HornhautBalsam Balsam na zrogowacenia naskórka.  Właściwie to nie pasuje to tytułu posta, bo skład ma nijaki, ale czasem trzeba coś kupić wbrew sobie. Nie wiem jednak, czy to będzie udany zakup?
Zakupiłam również po raz kolejny Maseczkę Peeling K+K z Fitomed, lecz niestety nie załapała się do zdjęcia. Z pewnością jednak napiszę o niej jeszcze na blogu.




Anka Sangusz Niepokorni: dziewczyna z ogrodu

book

W czasach nastoletnich czytałam wiele książek. Skutecznie broniłam się przed czytaniem lektur obowiązkowych, za to po nocach siedziałam pod kołdrą z zakazaną książką. Co to była za książka, której pani w bibliotece nie chciała mi wypożyczyć, tego nie pamiętam. Obecnie są zupełnie inne czasy. Nastoletni czytelnicy mają ogromny wybór, ale sięgają po książkę zdecydowanie zbyt rzadko. Z chęcią przyłączam się do szerzenia czytelnictwa pośród młodszych pokoleń, bo wiem że moda na technologię odbiera im szansę bliższego kontaktu z książką. Po takim wstępnie chyba zrozumiecie, dlaczego przedstawiam tu książkę dla nastolatek.

Anka Sangusz "Niepokorni" 

tom pierwszy "Dziewczyna z ogrodu":


Książka napisana językiem prostym, stworzonym dla młodej osoby. 

Czyta się ją szybko, można przebiec wzrokiem. Są jednak momenty, które zmuszają do zatrzymania się, zastanowienia. Pomimo, że nastolatką nie jestem od dawna to przeczytałam ją chętnie i z radością przekażę ją też siostrzenicy. 
Ta książka na pewno nie jest bardzo "grzeczna", lecz traktuje o sprawach ważnych dla młodego pokolenia: O pierwszej miłości, akceptacji, sprawach zwykłych jak szkolna codzienność. Pozwala  mi lepiej zrozumieć psychikę nastolatek. Spojrzeć na ich świat z innej perspektywy. Co dla dorosłych może wydawać się śmieszne, błahe i nie ważne, dla nich jest całym światem. 

Jak się okazuje młodzi ludzie też mogą zmagać się z bagażem trudnych doświadczeń. 

Dźwigają ciężar za dorosłych, którzy byli  zbyt mało odpowiedzialni, aby zapewnić im bezpieczeństwo. Muszą zaspokajać napompowane ego opiekunów. Są uwikłani w sprawy zdecydowanie dla nich zbyt trudne, czasem bardzo bolesne.  

Nie lubię streszczania książek, bo to może czasem zniechęcić, ale co na okładce można poczytać:

streszczenie


W pierwszej części Niepokornych udało mi się dobrze poznać główną bohaterkę Kamilę. Ułożoną nastolatkę, która dobrze zna swoje obowiązki, ale musi walczyć o swoją przestrzeń życiową. Osobę romantyczną, ale  i twardo sprowadzaną na ziemię przez własną matkę. Całę szczęście w połowie książki następuje nieoczekiwany zwrot akcji i matka głównej bohaterki przechodzi korzystną przemianę. 

Poczułam niedosyt co do drugiego bohatera Kacpra, którego postać owiana jest tajemnicą. Jest nieodgadniony, choć wydaje się być postacią pozytywną.  Miota się pomiędzy miłością do Kamili, a obowiązkami wobec rodziny. W sumie to nie wiele zrozumiałam o co chodzi z tym Kacprem, ale w końcu po to są następne części serii Niepokorni. 

Z całą serią Niepokorni możecie bliżej zapoznać się na yaczytam.pl

Klareko Zmywające GARmydło i Len Myjka

akcesoria


Trudno uwierzyć, a jeszcze pamiętam czasy kiedy płyn do mycia naczyń nie był środkiem tak oczywistym i powszechnym jak obecnie. Nie wiem, czy ja jestem tak stara, czy to świat tak pędzi szybko do przodu.
Mamy teraz wszelkie udogodnienia, dostęp do higieny jest łatwy, zmywarka to urządzenie prawie na każdą kieszeń. A pomimo tego, możemy nadal nie czuć się komfortowo. Chemia niszczy nam dłonie, a sprzęt zużywa energię zubożając nasz portfel.

W sklepie cudanatury.eu zainteresowało mnie: Zmywające Gar Mydło Bezzapachowe Klareko. 

Pomyślałam, że to dobre rozwiązanie zerowaste, sprzyjające ograniczeniu plastikowych butelek po płynach. Co prawda staram się kupować płyn do naczyń w większym opakowaniu, oraz aby był on wydajny i starczył na długo. Plastik to jednak zawsze plastik. Ja wyrzucam, ktoś odpady zbiera, ale co z tym dalej się dzieje nie widzę. Czy opakowanie jest przetworzone, czy zalega na wysypisku, albo pokonuje setki kilometrów w kierunku oceanu. 
Musimy zmienić myślenie, nie patrzeć tylko na swoją wygodę. Zastanowić się, jaką planetę pozostawimy następnym pokoleniom.
Obecne wybory decydują o przyszłości i dotyczy to też spraw błahych, nawet takich jak wybór środka do zmywania.

Klareko Zmywające GARmydło jest to płyn do mycia naczyń, tyle że w formie kostki.

Do mydła przydatna jest oczywiście gąbka, którą powinno pocierać się kostkę w celu wytworzenia piany. Ja do tego celu używam albo szczotki do naczyń, albo myjki z lnu, o  której pisze w dalszej części wpisu. Piana jaką wytwarza mydło jest wystarczająca, aby umyć naczynia. Niestety mydło pozostawia też osad, przez co trzeba dolać do drugiej komory zlewozmywaka trochę octu i w tym płukać naczynia.
Dobrze jest też trzymać mydło nie bezpośrednio przy zlewie, gdyż namaka  i robi się troszkę gluta.

Mydło Klareko jest zapakowane w papierową torebkę z niezbędnymi informacjami. Tam też można przeczytać skład:

opakowanie

soap


Drugą rzeczą przydatną do mycia naczyń jest u mnie : Lenmyjka Mniejsza Klareko

Myjka wykonana w 100%  z lnu. Mała i poręczna, idealna do mycia szklanek. Nie jest szorstka, przez co nie podrażnia dłoni. Jednak aby lepiej domyć kubek np. po kawie dobrze jest posypać myjkę odrobiną sody oczyszczonej.
Myjka posiada zawieszkę, więc można ją powiesić na kranie. Jest łatwa do wyprania, a nawet jak jest mokra to nie pleśnieje i nie ma brzydkiego zapachu. Cechuje się dobrą trwałością, posłuży więc zapewne długi czas. Bez problemy można ją prać w pralce.

Do Myjki dołączony jest kartonik z informacjami:

opakowanie



Mam nadzieję, że zainteresują Was moje rozwiązania zerowaste. Może uda  mi się przekonać choć parę osób do porzucenia starych nawyków. Moim marzeniem jest, aby wchodząc do zwykłej drogerii kupować takie produkty, które są wytwarzane nie tylko z chęci zysku, ale i z myślą o planecie.



Copyright © Retromama.blog