Szarlotka z kruszonka, mój przepis, prawdziwa poezja smaku

apple cake



Prawdziwa, domowa szarlotka musi być słodka. Słodkie ciasto i kruszonka stanowią ukoronowanie lekko kwaśnego smaku jabłek. Nie unikam już cukru w wypiekach, bo ciasto ma być słodkie, czyż nie? Ostatnio panuje trend na  różne zamienniki cukru, które do najtańszych nie należą. A co one oznaczają dla naszego organizmu? To samo co cukier, finalnie tylko cena jest wyższa.
Sierpień i wrzesień to najlepszy czas na jabłka do szarlotki. W sadzie mam odmiany, które może nie są trwałe, za to odpowiednio miękkie. Nie trzeba ich wcześniej ścierać na tarce, aby ładnie rozpadły się i wtopiły swój sok w ciasto. Kroję więc jabłka bezpośrednio na wcześniej przygotowany spód. Ostatnio równie smaczne jabłka znalazłam w sklepie biedronka. Co  mnie zdziwiło, to były polskie jabłka, bardzo smaczne i aromatyczne. Niestety nie znam się na odmianach.

Od kiedy jestem mamą ponownie doceniam wartość domowego wypieku. Dzieci lubią słodkie i nic tego nie zmieni. Wolę sama upiec, niż dawać mu słodkie batony.  Mam gwarancję, że ciasto jest ze składników dobrej jakości, bo mogę wybrać sama z czego będę  robić. Często mieszam różne odmiany mąki. Używam zarówno pszennej, tortowej, jak i orkiszowej, razowej. Zdarza się dodać do ciasta otrąb, płatków jaglanych,  owsianych, aby wypiek był bogatszy w błonnik. Niestety szarlotka z samej maki owsianej to był niewypał kulinarny. Oczywiście proporcje często są zmienne, dlatego trudno mi podać przepis tak  dokładny. Często wcale nie używam margaryny, tylko samo masło. albo olej kokosowy. Fajnie, że teraz jest taki wybór.
Kiedy robiłam tą szarlotkę, nie mogłam za nic odnaleźć przepisu na kruszonkę i zrobiłam ją sama na oko, i co ? Wyszła świetnie! Nie warto czasem patrzeć na te popularne portale z przepisami, za to lepiej samemu poeksperymentować w kuchni. 

Przepis podstawowy wygląda tak:
(Składniki na dużą blachę 30x40)

Spód:

  • 3 szklanki mąki
  • 1 szklanka cukru
  • 1 jajko
  • łyżka proszku do pieczenia
  • 3 łyżki śmietany
  • 1 kostka margaryny
Kruszonka:
  • 1 szklanka mąki
  • pół kostki masła
  • pół szklanki cukru (lub mniej)
Nadzienie:
  • Kilogram jabłek, obranych i pokrojonych na kawałki.
  • Łyżka cynamonu do posypania jabłek

Najpierw zagniatam w misce składniki ze spodu. Następnie wałkuję ciasto i wykładam na formę. Wstawiam na ok 15 minut do zamrażarki. W tym czasie obieram i kroję jabłka.  Wykładam je na ciasto i posypuje cynamonem. A dalej przygotowuje kruszonkę, którą dobrze jest zagnieść łyżką, a następnie porozcierać ją w palcach i posypać na jabłka. 

Czas pieczenia to około 40-45 minut w piekarniku nagrzanym do 160 stopni.

Smacznego!





Katarzyna Michalak "Marzycielka" , książka z mocnym przesłaniem

book


Poniedziałek i w końcu mam czas na tą recenzję: "Marzycielka" Katarzyny Michalak przeczytana już tydzień temu, obecnie czytam pierwszą część trylogii autorskiej : "Pisarka". Natomiast recenzję drugiej części "Zagubiona" mogliście już przeczytać wcześniej na blogu (TUTAJ). Myślę, że warto jest przeczytać wszystkie trzy części, wtedy łatwiej jest zrozumieć sens całości, przesłanie jakie chciała nam przekazać autorka. Powiem Wam, że odczuwam wdzięczność, za te książki. Możliwość ich czytania. A przede wszystkim za to, że moje życie jednak nie było i nie jest aż tak tragiczne, jak losy bohaterki trylogii: Weroniki Nocyk. 

Nie będę Wam streszczać szczegółów książki, bo myślę że to jest bez sensu. Książkę powinno się przeczytać i tyle. Jest to idealna pozycja dla kobiet szukających w lekturze głębszego sensu. Z pewnością całą serie będą uwielbiać osoby lubiące przesłanie psychologiczne. W trzeciej części serii główna bohaterka zmienia nazwisko, ale jakie są przyczyny tej zmiany nie będę Wam zdradzać. 
Trudno jest uwierzyć, że los tej kobiety potrafi być aż tak tragiczny. Jednak wyboista droga wiedzie ją ostatecznie do wielkiego sukcesu i odnalezienia swojego miejsca na ziemi. 


opis


Czytając "Marzycielkę", w kolejnych rozdziałach dowiaduję się, jak duże znaczenie dla człowieka mogą mieć inni ludzie, przyjaciele i wrogowie. Jak jeden człowiek może zrobić z życia drugiego prawdziwe piekło na ziemi. To mi się podoba w książkach, że czarny charakter ostatecznie ponosi karę, a dobro zwycięża nad złem. Zawsze można próbować odkupić swoje winy, tylko szkoda że czasem robi się to w obliczu śmierci. Ale nigdy nie jest za późno, aby naprawić wyrządzone krzywdy.

"Marzycielka" to nie jest lekki romans, to książka pełna wzruszeń, doprowadzająca miejscami do łez. Poznajemy dalsze Weroniki oraz jej wielkiej miłości Wiktora. Obojgu los nie szczędzi złych chwil.  Trudno jest uwierzyć, że taka historia mogła wydarzyć się naprawdę. W końcu większość książek to fikcja literacka. Lecz kiedy czytam, że jest to nie-autobiografia tym bardziej widzę dwuznaczność tego słowa. 


książka w ogrodzie

Czy trylogia autorska jest  o  prawdziwym życiu autorki Katarzyny Michalak? Czytając, cały czas się nad tym zastanawiałam i w końcu nadal nie znam odpowiedzi...Gorąco polecam przeczytać wszystkie trzy książki. 



Love Me Green Anti-aging Night Cream

krem


Bardzo się cieszę, że moja przygoda z kosmetykami Love me green mogła być kontynuowana po tylu latach blogowania. Po raz pierwszy pisałam Wam o nich w 2014 roku, czyli szmat czasu. Niejako był to mój początek blogowej drogi. Mogłam po raz pierwszy docenić niezawodne właściwości kosmetyków naturalnych.  Love Me Green Anti-Aging Krem Do Twarzy Na Noc dostałam do testowania ponad dwa miesiące temu, więc miałam trochę czasu na wyrobienie sobie opinii.


Cóż Wam mogę napisać, krem Love Me Green w stu procentach spełnił moje oczekiwania i z przyjemnością mogę go polecać każdemu, kto chce  skutecznie zadbać o swoją cerę.


Co obiecuje producent?
Przeznaczenie:
skóra normalna, sucha, przetłuszczająca się i mieszana
Działanie:
przeciwstarzeniowy
Właściwości:
Nasz krem Anti-aging zawiera Gatuline znany również jako Bio-Botox. Zmniejsza drobne zmarszczki, jednocześnie zapobiegając ich powstawaniu, poprzez działanie rozluźniające.
Działanie to jest wspierane przez wyciąg z Mleczka Pszczelego znany z właściwości przeciwzmarszczkowych. Krem zawiera również olej z granatu, który pomaga zregenerować skórę.
Olej arganowy chroni skórę, a Aloes stymuluje proces odmładzania. Aloes również głęboko nawilża skórę, przenikając przez zewnętrzne warstwy. Masło Shea stymuluje odnowę komórek i sprawia, że skóra jest miękka i elastyczna.
Love Me Green nie przeprowadza testów na zwierzętach.
Ten produkt posiada certyfikat COSMOS.
Sposób użycia
Nakładaj co noc na twarz i szyję.

Skład INCI:
AQUA (WATER), CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, GLYCERIN, CETEARYL ALCOHOL, BUTYROSPERMUM PARKII (SHEA) BUTTER* , HELIANTHUS ANNUUS (SUNFLOWER) SEED OIL*, DICAPRYLYL ETHER, GLYCERYL STEARATE, SODIUM STEAROYL GLUTAMATE, ARGANIA SPINOSA (ARGAN) KERNEL OIL*, BENZYL ALCOHOL, CETEARYL GLUCOSIDE, PARFUM (FRAGRANCE), FAGUS SYLVATICA (BEECH TREE) BUD EXTRACT*, LAUROYL LYSINE, CITRIC ACID, XANTHAN GUM, DEHYDROACETIC ACID , BENZOIC ACID, ALOE BARBADENSIS LEAF JUICE POWDER*, ROYAL JELLY EXTRACT*, SODIUM HYDROXIDE , SORBIC ACID, PUNICA GRANATUM SEED OIL*, SODIUM BENZOATE, POTASSIUM SORBATE, TOCOPHEROL, GLYCINE SOJA (SOYBEAN) OIL, LINALOOL, CITRONELLOL
*ingredient from organic farming

krem do twarzy


Moja opinia o Love Me Green Anti-aging Night Cream:

Zacznę może od tego, jak bardzo odpowiada mi opakowanie typu air-less, które jest higieniczne, a w przypadku kosmetyku naturalnego gwarantuje dłuższą żywotność. 
Krem przyszedł do mnie bez zbędnych opakowań tekturowych, co również przemawia na jego korzyść. Pojemność standardowa 50 ml, choć widziałam na stronie, że są też dostępne  mniejsze pojemności, 15 ml idealne na wypróbowanie.
Wydajność Kremu oceniam na bardzo dobrą, skoro używając go od dwóch miesięcy codziennie na noc, a czasem też na dzień nadal mam jeszcze trochę w opakowaniu. 
Ważność produktu wynosi 12 miesięcy od jego otwarcia.
Zapach Kremu jest charakterystyczny, jak w całej serii kosmetyków Love Me Green. Delikatny, odrobinę kwiatowy i perfumeryjny. 
Moim zdaniem kosmetyki Love Me Green w stu procentach są warte swojej ceny. Chociaż kwoty może nie są najniższe, to przedkładają się na wysoką jakość.


Czy krem Love Me Green Anti-aging Night Cream daje jakieś efekty?

Szczerze powiedziawszy, to kiedy przeczytałam te informację o składniku, który ma dać efekty jak Bio-Botox to nie dałam temu wiary. Wiem, że starzenie jest procesem indywidualnym, a kosmetyki często mogą okazać się zbyt małym orężem do walki z czasem. Jednak po dwóch miesiącach, kiedy patrzę na moją cerę, która nie jest przecież idealna, nie mniej jednak drobne linie zostały wygładzone. Kiedy rano nakładam makijaż mineralny, to widzę, że podkład nie wchodzi tak w załamania i drobne zmarszczki. Cera jest bardzo dobrze odżywiona, nawilżona i wygładzona, ale w żadnym wypadku nie przetłuszczona. Rano nie czuć ciężkiej warstwy na skórze, skóra nocą oddycha swobodnie i regeneruje się.
Systematyczne aplikowanie kremu Love Me Green Anti-aging Night Cream na noc tylko mnie utwierdziło w przekonaniu, że warto dbać o cerę systematycznie, aby cieszyć się jej gładkością. Nawet zarwane noce nie są mi już tak straszne, kiedy wiem, że mam tak dobry krem.  Ciężko będzie znaleźć godnego następce, ale mam już coś upatrzone. Dużym plusem okazało się to, że jest on wielozadaniowy. Nadaje się nawet po oczy, ponieważ ma bezpieczny skład i nie podrażnia spojówek. 


krem


Na pewno za skutecznością Kremu Love Me Green stoi piękny i przemyślany skład, z dużą zawartością substancji aktywnych. Krem nie należy do najtańszych, ale zdecydowanie jest wart wypróbowania. Zadbana skóra to najpiękniejszy prezent jaki możemy podarować sobie sami.

Obecna pielęgnacja włosów, walka o fale i skręt




W końcu mogę Wam zaprezentować moją aktualną pielęgnację włosów. Mam kilka produktów godnych polecenia, są i takie po które sięgam rzadziej. Tym razem kosmetyki różnego pochodzenia:  i z apteki i z drogerii. Z lepszym i gorszym składem, ale wszystko razem dobrze działa. A najważniejszy chyba w tym wszystkim jest dobry stan skóry głowy oraz to, że włosy nie wypadają.  Mocniejsze strzyżenie, o którym pisałam Wam na Instagram wyszło moim włosom na dobre. 


Mycie : 
  • Jantar Medica Szampon Enzymatyczny z wyciągiem z bursztynu i peelingiem papainowym do włosów przetłuszczających się. Szampon kupiony w aptece, okazał się bardzo dobrze oczyszczać skórę głowy. Nie wywołuje swędzenia, a nawet łagodzi.  Nie wysusza i nie puszy włosów. Przy dłuższym stosowaniu faktycznie daje się zauważyć zmniejszenie przetłuszczania i poprawę kondycji skóry głowy. Substancje aktywne deklarowane przez producenta: Bursztyn, Papaina, Cynk PCA, Witamina PP, Mocznik. Nie zawiera: silikonów, alkoholu etylowego, barwników. Skład szamponu może nie jest idealny, bo niektórzy mogą przyczepić się do SLS, jednak deklarowane substancje aktywne znajdują się dość wysoko. 


Odżywki:
  • Barwa Naturalna Odżywka Octowa Nabłyszczająca do włosów naturalnych  i matowych. Kupiłam już drugie opakowanie tej taniej odżywki drogeryjnej, bo świetnie się u  mnie sprawdziła. Jest to lekka odżywka, która nie przeciąża włosów, ale też ładnie podkreśla ich skręt. Nie przyśpiesza przetłuszczania, nie powoduje łupieżu nawet jak użyje jej do metody OMO. Wzbogacona olejem staje się maską. Gdybym miała mieć tylko jedną odżywkę do włosów, to wybrałabym tą. 

  • Elfa Pharm  O'Herbal Odżywka  z ekstraktem z lnu, do włosów suchych i zniszczonych. Po tą odżywkę sięgam zdecydowanie rzadziej. Nawet użyta raz na tydzień potrafi pogorszyć stan włosów. Skusiłam się niestety na duże opakowanie (500ml), bo była akurat promocja w Rossmann. Od tego czasu kieruje się tym, co jest mi potrzebne aktualnie, a nie tym co mi oferują, bo jest  promocja. Odżywka O'Herbal wg. producenta ma zapewnić: jedwabistą miękkość, blask i ułatwić rozczesywanie włosów. Deklarowane substancje aktywne: Oliwa z oliwek, Kwas mlekowy, Proteiny mleka i Pantenol. Obserwuje to już nie pierwszy raz, że moje włosy nie lubią się z odzywkami proteinowymi.  Mogę tą odżywkę zużyć tylko na jeden sposób: jako pierwszą w metodzie OMO lub zastosować po niej drugą odżywkę ze składem emolientowym. 


Maska:
  • Ziaja Skoncentrowana Maska wygładzająca. Kuracja olejkami arganowym i tsubaki. Do włosów suchych i zniszczonych oraz po zabiegach fryzjerskich. Kolejna nie droga Maska do włosów, która przyjemnie mnie zaskoczyła. Co prawda nie jest zbyt dużej pojemności, ale na moje włosy do ramion starczy na ok miesiąc. Lubię dopieścić swoje loki nieco intensywniej, a ta Maska dobrze się sprawdza. Skład maski jest krótki i prosty. Minusem może być intensywny zapach, ale nie utrzymuje się on na włosach. Brak podrażnień to również plus (choć ja nie nakładam maski bezpośrednio na skórę, ale przy spłukiwaniu trochę się tam dostaje).


Olej:
  • Fred and Flo Oliwka dla dzieci, marka własna Tesco. Od dawna używam oliwki dla dzieci do pielęgnacji włosów. Zamiennie biorę właśnie tą, lub taką z Rossmann.  To tani sposób na pielęgnację nie tylko włosów. W składzie m.in.: oleje Słonecznikowy, Migdałowy,  Jojoba oraz Rumianek. Jedyny olej, jaki obecnie stosuje na włosy. Nie służy mi jednak do typowego zabiegu olejowania, którego nie chce mi się wykonywać latem. Dodaje go do Odżywki i Maski, kiedy chce uzyskać lepszy efekt dociążenia i podkreślić fale i loki. Oleje zawarte w tej Oliwce dobrze sprawdzają się na moich włosach. Nie przeciążają i nie wysuszają, a zapewniają większą dawkę odżywienia. 


Stylizacja:
  • Joanna Styling Effect Żel do włosów nabłyszczający. Filtr UV  Utrwalenie i  Superpołysk.  Dzięki Kasianafali w końcu się przekonałam do stylizacji włosów. Na początek wybrałam tani żel w drogerii, który jednak okazał się całkiem spoko. Żel wcale nie musi być jakiś drogi, bo tak naprawdę nie jest produktem pielęgnującym.  Producent deklaruje zalety takie jak: naturalne utrwalenie, elastyczność, superpołysk, wosk nabłyszczający, filtr UV.  Jak dla mnie żel spoko i nie oczekuje więcej. 







Jak widać, jestem zadowolona z obecnej pielęgnacji i stanu włosów. Nie bez znaczenia było fachowe strzyżenie, które przywróciło na głowie ład i porządek.  W większości mogę Wam polecić kosmetyki tu pokazane. A pielęgnacja nie okazała się tak kosztowna. Jeszcze czeka mnie farbowanie Casting Creme Gloss, znowu ten sam kolor co w czerwcu (polecam post o farbowaniu). 


Jestem zwyczajna, czy to źle?

matka


Czy obecnych czasach zwyczajność się jeszcze sprzedaje? 
W dobie Instagrama trzeba się czymś wyróżniać. Skąd takie przemyślenia?
Kilka dni temu pożaliłam się na Instastory, że zdarzają się takie osoby z Public Relations, które proponują mi współpracę. Jednak pierwszą rzeczą, o którą pytają są statystyki bloga. Pomimo tego, że piszę parę ładnych lat nie udało mi się osiągnąć wyżyn. Chociaż dla mnie samej ten blog, pisanie jest bardzo ważne. Gdzieś przegapiłam swój moment, bo skupiłam się na wychowaniu dziecka. 

Ja to rozumiem, bo ktoś chce wypromować produkt. A wiadomo, że małe statystyki, to mało wejść i produkt nie zostanie wypromowany. I jeszcze  ktoś chce tego za darmo. To już jest dla mnie przegięcie i nie prowadzę rozmów z taką osobą. Bo niby dlaczego ja mam poświęcać swój czas za darmo, dla kogoś? Za jakieś kosmetyki, których nawet nie chce mi się stosować?  Mam małe statystyki, to powinnam brać wszystko jak leci i jeszcze skakać z radości?
Totalne nieporozumienie. A dlaczego są takie propozycje moje kochane blogerki i blogerzy? Bo ktoś się na takie zgadza. Chyba pora powiedzieć dosyć i zacząć się doceniać.

Doceniam  samą siebie za wiele rzeczy, choć komuś mogę wydawać się zwyczajna, nijaka i z niskimi statystykami. Niech sobie myślą, co chcą. Wyróżniać może się nie będę: Niebanalnym wyglądem, super figurą, pokazaniem tyłka. Może sobie będę przerabiać ładnie zdjęcia, jak mi przyjdzie ochota. Będę pić kawę z ekstra kubka, bo sprawi mi to przyjemność, ale nie dlatego żeby nabić sobie wejść. Staram się pisać poprawnie, gramatycznie  i zostałam za to już nie raz pochwalona. Podobno w blogowym świecie masa błędów to plaga. Cieszę się, że miałam dobrą polonistkę i nie musiałam zasłaniać się dysleksją.

Jestem fit, bo moje dziecko zapewnia mi dziennie kilka kilometrów do przejścia. O siłowni na razie mogę tylko pomarzyć, ale mam jeszcze basen raz w tygodniu. Coraz lepiej gotuje, bo mój syn jest smakoszem. Cieszy mnie każde smaczne i zdrowe danie, które uda mi się wyczarować. Nie jestem więc byle kim. 
Robię się ekspertem w dziedzinie wychowania dzieci, bo trenuje na własnym, wymagającym dziecku.  A nie dlatego, że przerabiam grube tomy z psychologii dziecięcej. Zresztą kiedy bym miała to robić?  Doba  jest dla  mnie często zbyt krótka.

Od kiedy dowiedziałam się, czym jest praktyka wdzięczności coraz bardziej doceniam to co mam i kim jestem. Nie jestem wcale zwyczajna, choć może nie jestem pięknością o idealnych wymiarach.  Urodziłam dziecko w wieku 36 lat, ale nie czuję się staro. Nie mam super figury, za to mam kondycję. Uprawiam ogród, a nie fantazyjny seks. Codziennie robię zakupy, gotuje obiad, organizuje czas trzylatkowi.  I w tym wszystkim jeszcze chcę wykroić czas dla siebie. Piszę, bo naprawdę to lubię i w tym kierunku chciałabym się rozwijać. A jeśli dla kogoś ważne są tylko statystyki, to niech poszuka innego miejsca niż mój blog. 




Selfie Project Czarny Olejek oczyszczający

olejek

Rozmaite Olejki do demakijażu robią furorę. Już nie starczają nam zwykłe płyny micelarne, pianki do mycia, żele. A kiedyś można było umyć twarz tylko mydłem. Czasy się zmieniły, rynek kosmetyczny pęka w szwach, można wybierać i przebierać. Jednak kosmetyków do makijażu mamy też sporo. Wiele z nich cechuje duża trwałość, wieczorem trzeba to wszystko skutecznie zmyć, aby skóra oddychała. Selfie Project Czarny Olejek oczyszczający kupiłam z myślą o skutecznym zmyciu Kremu BB, który zawiera w składzie silikony.  Zależało mi na demakijażu wieloetapowym i skutecznym. A czy ten Olejek okazał się pomocny?

Selfie Project Czarny Olejek ma pojemność 150 ml  i można go nabyć w Drogerii Rossmann.
 W promocji koszt około 15 zł. Butelka wykonana jest z tworzywa PET. Zawiera sprawnie działającą pompkę, która znacznie ułatwia dozowanie produktu. 

Na opakowaniu widnieją obietnice producenta oraz Skład:

skład


Czarny Olejek zalecany jest dla skóry młodej, z niedoskonałościami. Ja mam 38 lat i wcale nie przeszkadza mi stosowanie takiego kosmetyku. Miewam problemy z niedoskonałościami. Poza tym produkt przeznaczony jako etap demakijażu, nie przebywa na skórze zbyt długo.

Substancje aktywne, jakie wyróżniono na opakowaniu to :
  • Węgiel Bioaktywny mający właściwości silnego przyciągania zanieczyszczeń, odblokowywania porów skóry,  zapobiegania niedoskonałościom. 
  • Olej Kokosowy działający w tym kosmetyku nawilżająco i wygładzająco.

Skład INCI:
Aqua, Glycerin, Pentylene Glycol, Argan Oil Glycereth-8 Esters, Cocos Nucifera Oil, Sorbitan Oleate Decylglucoside Crosspolymer, Xanthan Gum, Polyglycerin-10, Polyglyceryl-10 Myristate, Polyglyceryl-10 Stearate, Ethylhexylglycerin, Lactic Acid, Charcoal Powder, Sodium Chloride, Sodium Dehydroacetate, Phenoxyethanol, Citric Acid, Parfum, Hexyl Cinnamal, Limonene.
Skład ze strony: selfieproject.pl


Moja opinia:

Typowy "drogeryjny" kosmetyk. Jednak jest zmywalny i dla mnie do zaakceptowania. 
Wspomniane w obietnicach składniki aktywne znajdują się:  Olej kokosowy na piątym miejscu, Węgiel przy końcu prawie, Trochę wyżej  znalazłam Olej Arganowy. 
Plusem jest  to, że nie ma zawrotnej liczby konserwantów.  

Pomimo tych olejów w składzie oraz samej nazwy, produkt nie jest absolutnie tłusty. Konsystencje ma raczej jak żel. Można go aplikować na wacik, lub bezpośrednio na twarz. Nie wykazuje działania pieniącego po kontakcie z wodą, ale jest łatwy do zmycia nawet samym tonikiem. 

Znalazłam i mały minus: nie nadaje się do demakijażu oczu, pomimo takiej deklaracji na opakowaniu (słabo rozpuszcza tusz i szczypie w oczy). Jeśli jednak chcemy zmywać makijaż z ust, to nie ma ku temu przeciwwskazań. 

Co mi się bardzo spodobało, to Olejek nie pozostawia tłustej warstwy, a nawet powoduje mniejszą aktywność gruczołów łojowych. W trakcie jego stosowania odnotowałam znacznie mniejszą liczbę niedoskonałości na skórze. 


olejek


Selfie Project Czarny Olejek oczyszczający okazał się produktem bardzo pomocnym w codziennym demakijażu skóry. Starczył mi na około miesiąc stosowania. Myślę, że mogłabym go jeszcze kupić.


Iwostin Solecrin Emulsja Ochronna 50 + Skóra szczególnie wrażliwa

krem

Lipiec się skończył, połowa wakacji za nami, ale upał nie daje za wygraną. Pewnie jeszcze wiele osób wyjazd ma dopiero w planach, dlatego piszę o filtrach UV jakie stosuje. Ostatnio częściej sięgałam po apteczne produkty, z uwagi na wygodę.  Iwostin Solecrin Emulsja Ochronna 50 +  poleciła mi farmaceutka, a szukałam czegoś lekkiego, dla skóry wrażliwej, z przeznaczeniem  raczej na ciało.

Paznokcie hybrydowe w domu - tego nie róbcie!

akcesoria

Tytuł prowokacyjny, ale będę Was zniechęcać do samowystarczalności. Zapewne są takie kobiety, jak JA. Co same sobie wszystko zrobią. Obetną włosy, pofarbują, zrobią hennę, manicure, depilację. Jednym słowem, salony kosmetyczne i fryzjerskie na nas nie zarabiają.
Wydaje się nam, że zaoszczędzimy sporo pieniędzy, jeśli wszystko sobie same zrobimy. A przychodzi taki czas, że trzeba powiedzieć Dosyć. Bo jak coś nam nie wychodzi, to po co się denerwować. Moje ostatnie wyczyny z manicure hybrydowy to porażka. Zresztą, gdybym miała brać pod uwagę włosy, to też nie było lepiej. Ale o tym napiszę innym razem...

Niestety bardzo sobie zniszczyłam paznokcie. Miesiąc czasu minął od kiedy zdjęłam hybrydę, a ich stan jest straszny. Są rozdwojone, cienkie, łamią się. A najgorsze jest, że pod jednym paznokciem miałam zastrzał czyli stan zapalny z wydzieliną ropną. Na szczęście udało się problem opanować w porę i obyło się bez pomocy lekarskiej. Polecam Maść Ichtiolową na takie problemy.

Nie wiem, czy produkty były kiepskie? Wybrałam firmę zachwalaną w internecie, lecz niestety tanią. Nie profesjonalną. A teraz dostępność tego typu rzeczy naprawdę jest duża. Nie wiadomo co brać, aby było dobre? Guzik prawda, nie powinno się brać produktów dobrze dostępnych. Raczej takie z hurtowni, dostępne dla profesjonalistów. Wcale nie trzeba okazywać dokumentów działalności gospodarczej, aby kupić profesjonalne produkty. Tanie lakiery hybrydowe zwykle są trudne do zdejmowania. Mają chemiczny zapach. Nie utrzymują się tak dobrze na paznokciach. Teraz mam nauczkę i jak będę chciała kolor na paznokciach, to wybiorę manicure tradycyjny.

Teraz warto sobie podsumować, dlaczego odniosłam porażkę i co zrobić, by w przyszłości nie płakać nad rozlanym mlekiem. Drogie Panie, zastanówcie się, czy warto oszczędzać na usługach?


Fakt numer jeden:

Nie mam odpowiedniej wiedzy, aby wykonać ten zabieg prawidłowo. Kurs stylizacji paznokci zrobiłam dziesięć lata temu. W tym czasie wiele się zmieniło. Co tu ukrywać, zapomniałam prawie wszystko. Choć ogólne zasady znam, to nijak się to ma do praktyki. Osoba pracująca stale w tym zawodzie, jeśli nawet nie szkoli się co chwilę, to praktykuje, jest na bieżąco.


Fakt numer dwa:

W internecie bez problemu znajdę instrukcję wykonania wszystkiego. Niby to ma nam ułatwić życie. Jak coś wydaje się proste na filmiku, to nie znaczy wcale, że mi to wyjdzie. Na Youtube czy Instastories można znaleźć takie cuda, że szok.  Wszystko wychodzi tak sprawnie, łatwo, że efekt musi być gwarantowany. Ale czy zdajemy sobie sprawę, że filmik jest obrabiany i efekt końcowy nie koniecznie jest taki, na jaki wygląda. Nie łudźmy się, filmik ma przyciągnąć widza, a niekoniecznie czegoś nas nauczyć.


Fakt numer trzy:

Polecane  produkty wcale nie są dobre.
Wiarygodna reklama,  to pojęcie abstrakcyjne. Wersja optymistyczna, ktoś dostał produkty za darmo i sprawdziły się u niego, bo nie jest wymagający. Wersja pesymistyczna, ktoś wziął kasę za zachwalanie produktu, który do niczego się nie nadaje. Nawet jeśli to produkty tak proste, jak lakiery hybrydowe, można nieźle się naciąć. Lepiej jest czasem wybrać produkt mniej popularny i zachwalany, za to w wyższej cenie. Choć w sumie to wtedy bardziej opłaca się już iść do salonu na paznokcie, niż kupować wszystko profesjonalne. Wyjdzie taniej, bez nerwów, a z panią manicurzystką można sobie jeszcze porozmawiać.


Fakt numer cztery:

Nie mam tyle czasu dla siebie, aby zrobić to dokładnie
, dobrze, bezpiecznie. Jak nie robię czegoś stale, to nie jestem w tym dobra. W warunkach domowych bywa różnie. Przede wszystkim, to ciężko wygospodarować tę chwilę dla siebie, bo ciągle ktoś coś chce. A siedzenie po nocy też nie jest fajne. Bo może nie ma dobrego światła, a może po prostu lepiej się przespać, niż siedzieć nad paznokciami, które w świetle dziennym nie będą już wyglądać tak ekstra. Idąc do salonu, wiem, że to jest czas tylko dla mnie. Mogę sobie spokojnie siedzieć, pić kawę i nikt mi nie wrzeszczy "mamo siku".


Pomimo tego, że na moim blogu jest wpis o tym jak wykonać manicure hybrydowy, to obecnie nie jestem do tego nastawiona entuzjastycznie. Nie usuwam tego wpisu, bo ma wiele wejść, ale nie podpisałabym się pod nim teraz.

Cremobaza 30% Mocznika


Miałam nie zamieszczać tej recenzji, ze względu na "słabe" zdjęcie.  Taka ze mnie właśnie "blogerka", co zdjęcia robi po zużyciu. Jednak myślę, że może się ta opinia przydać, zwłaszcza że wiele osób ma problemy skórne obecnie. Wpływ diety, środowiska, choroby... Mocznik w kosmetykach budzi duże zainteresowanie. Zazwyczaj jego wysoka zawartość gwarantuje pozytywne efekty kosmetyczne. A jak jest z Cremobaza 30% Mocznika?

Stolik kawowy, praktyczny, mały i lekki

stolik

Moda na stoliki kawowe opanowała i mnie. Są to bardzo przydatne gadżety, które uprzyjemniają i upraszczają wiele rzeczy. Można sobie taki stolik kawowy postawić gdzie się tylko chce i pić kawę, ale nie tylko. Bardzo funkcjonalny mebel, który posłuży też za szafkę nocną, stoliczek do robienia zdjęć na bloga i instagrama. Czy po prostu mebel balkonowy, jeśli mamy mały balkon.

Mój stolik kawowy zamówiłam w sklepie internetowym: www.edinos.pl. Ten sklep naprawdę zaskoczył mnie mnogością asortymentu. Wszystko jest dokładnie opisane na stronie. Rozpiętość cenowa jest różna. W dodatku  można zamówić kurierem prosto do  domu. Koszt wysyłki jest dostosowany do wagi, wymiarów mebla i nie jest zbyt wysoki. To bardzo wygodna opcja,  tak zamówić towar. Zwłaszcza, gdy ma się wszelkie salony meblowe bardzo daleko. Mi po prostu szkoda na benzynę, by po takich jeździć.  Druga sprawa to strata czasu, bo ile razy się jedzie i wychodzi z pustymi rękami. Tak, zdecydowanie zakupy internetowe to ułatwienie.

Szukając mojego stolika weszłam w kategorię  Stoliki kawowe , która to zaskoczyła mnie bardzo. Nie wiedziałam, że jest tyle pięknych i fantazyjnych stolików. Aż ciężko było się zdecydować.
Mój stolik to konkretnie model: MIKIT - BEŻOWY. Obecnie jest on w cenie promocyjnej 98 zł. Pomimo tego, że stolik przychodzi do skręcania, to montaż był bardzo prosty. Blat jest z tworzywa, a nóżki są metalowe, przykręcane do blatu. Montaż był szybki, wystarczyło przykręcić, nie było żadnych śrubek, więc nie potrzebny był nawet klucz. Mój stolik ma małe zarysowanie na krawędzi, ale nie reklamowałam tego, bo sama to zamaluje farbą. To dla mnie nie problem, bo ostatnio wzięłam się za przeróbki mebli.

Jeśli macie ochotę coś zamówić ze sklepu edinos.pl to udostępniam kod rabatowy na 15 zł:

73ccaedi

Kod jest dla pierwszych 20 osób.

stolik kawowy


Weleda MEN Dezodorant Roll-On 24h dla panów

dezodorant

Z pielęgnacją Weleda jestem już zaprzyjaźniona od dawna. Lubię ich kosmetyki, bo wiele z nich się u mnie sprawdziło. Dezodorant męski kupiłam ze świadomością, że będzie to produkt dla mnie. Nie czuję się mężczyzną, ale wiem, że dużo się pocę. Więcej od mojego męża, chociaż nie pracuje tak fizycznie jak on. Jeśli jesteście ciekawi, co wyszło z mojego eksperymentu zapraszam do dalszej części wpisu:

Copyright © Retromama.blog