Perfect Cup Kubeczek Menstruacyjny



Bardzo długo zbierałam się do napisania opinii na temat kubeczka menstruacyjnego. To rozwiązanie zero waste chodziło mi po głowie od jakiegoś czasu i kiedy miałam możliwość wypróbować, to postanowiłam to zrobić. 


Co to jest kubeczek menstruacyjny?


Kubeczek menstruacyjny jest to taki elastyczny "kielich" wykonany z silikonu medycznego. Zakończony z jednej strony uchwytem, który ma ułatwiać jego wyjmowanie. 

Zapewne wiele osób, tak jak zresztą i ja może sobie porównywać go z tamponem. Jednak to są zupełnie inne rzeczy. Tampon zakłada się inaczej, prościej. Poza tym kubeczek umieszcza się troszkę w innych miejscu niż tampon. Zasadnicza różnica jest też w zakładaniu kubeczka. Z pewnością tych dwóch przedmiotów nie powinno się porównywać. 


Kubeczek menstruacyjny to rozwiązanie zero waste?


Niezaprzeczalnym faktem jest możliwość wielokrotnego zastosowania kubeczka. Każda z nas w ciągu swojego życia używa miliony podpasek i tamponów. Produktów jednorazowych, które lądują w śmietniku. Większość z nich nigdy nie zostanie wykorzystana ponownie. 

To prawda, że obecnie możemy już kupować lepszej jakości produkty higieniczne. Nie musimy już wybierać pomiędzy plastikową podpaską, czy nie wygodnym tamponem. Kubeczek menstruacyjny jest takim kolejnym krokiem, który może okazać się przełomowym. Nie tylko dla naszego zdrowia, ale przede wszystkim dla dobra planety. 


Co piszą na opakowaniu Kubeczka:



Czytając opis na opakowaniu z pewnością można odnieść wrażenie, że Kubeczek jest rozwiązaniem naprawdę dobrym. Jest przeznaczony dla kobiet aktywnych, które dobrze czują się podczas okresu, ale nie tylko.  Można go stosować w dzień , jak i w nocy.

Muszę jednak przyznać, że zanim zastosowałam kubeczek, to poczytałam trochę opinii w Internecie. Przed wszystkim odnośnie zakładania, jak i samych wrażeń z jego użytkowania na co dzień. I niestety tu mogą zacząć się schody.

Po pierwsze, to trzeba się dobrze nauczyć go aplikować. A po drugie, nieco sobie zaplanować dzień menstruacji. Bo jak dla mnie to tampon, podpaskę mogę zmienić prawie zawsze i wszędzie. A z kubeczkiem potrzeba zachować higienę. Co tu dużo pisać, nie wyobrażam sobie używać kubeczka  w podróży, czy nawet w pracy, gdzie potrzeba korzystać z publicznej toalety.




Z mich spostrzeżeń, to kubeczek powinien starczać na dłuższy czas, niż przykładowo tampon. Ale nie jest to regułą. Wszystko zależy od indywidulanej budowy ciała. Także od naszej świadomości, jak przebiega okres. Kiedy jest bardziej obfity, a kiedy mniej. Z informacji przeze mnie zdobytych, to często właśnie nieprawidłowe umieszczenie kubeczka skutkuje jego przeciekaniem.


Jak dobrać rozmiar kubeczka?


Poniżej jest tabelka doboru rozmiaru, ale nie sugerowałabym się nią tak do końca. Dlaczego?



Obejrzałam kubeczki menstruacyjne z innych marek w sklepie.  Ten rozmiar M, który miałam testować z Perfect Cup , w innych markach wygląda jak S. Dlatego myślę, że zanim kubeczek kupimy, to najlepiej jest sobie poczytać informacje  różnych firm. Jak się okazuje kubeczki mają też różna giętkość, grubość materiału z jakiego są wykonane.

Bardzo duże znaczenie ma nie tylko nasz wzrost, waga, czy przebyty poród. Warto by znać jeszcze kondycję własnych mięśni dna miednicy. Jednym słowem potrzeba dużej świadomości własnego ciała. A z tym niestety wiele kobiet nadal ma duży problem.




Kubeczek Menstruacyjny Perfect Cup kupicie na : https://cudanatury.eu/


Podsumowanie lipca, nie tylko kosmetycznie.




Pisząc ten post zastanawiałam się, jakie zdjęcie wstawić jako główne. A że nie miewam zbyt wiele czasu na myślenie w ciągu dnia, to szybko wybrałam to piękne zdjęcie z Zalipia. To była krótka, ale pozytywna wyprawa, która przyniosła ukojenie i trochę  śmiechu. Zawsze kiedy pojadę tam z synem, bez końca zachwycamy się tym klimatem i urokiem polskiej wsi.


To jeszcze w czerwcu


Chciałabym zawsze pisać o pozytywnych rzeczach na moim blogu, bo to niesamowicie mi pomaga. Czasami jednak myślę, że okłamuje samą siebie, bo moja rzeczywistość nie bywa tak kolorowa, jak na zdjęciach. Myślę, że Internet stworzony jest do koloryzowania faktów.

Jeszcze w czerwcu napisałam temat: https://www.retromama.blog/2020/06/prawda-czy-fasz.html.
Niestety nie zdążyłam zrobić podsumowania czerwca, bo te wakacje niesamowicie szybko mi uciekają. Cieszę się jednak, że nie zaniedbałam bloga i ciągle mam nowe pomysły na wpisy.


Zakupy internetowe


Ostatnio synek jest moim fotografem, więc jakość zdjęć nie bywa rewelacyjna. Trochę ubolewam też nad tym, że mój telefon nie jest cudem techniki. A z drugiej strony cieszę się, że ktoś w ogóle może mi zrobić zdjęcia.

Na przykład te z moim zamówieniem z Femme Luxe: https://www.retromama.blog/2020/07/femme-luxe-kolejne-zamowienie.html

Obecnie nie planuję kolejnych zakupów z tego sklepu ponieważ wybór ubrań nie jest dla mnie zadowalający. Nie mniej z chęcią oglądam wpisy innych blogerek, które tam zamawiają.




Podążając dalej tropem zdjęć, to chyba po raz pierwszy odważyłam się nie tylko napisać, co  i pokazać moje niedoskonałości: https://www.retromama.blog/2020/07/kiedy-w-koncu-o-siebie-zadbasz.html . Napisałam bardzo ważny temat, odnośnie blizny po CC i jakim była dla mnie problemem.

 Mój blog robi się coraz bardziej osobisty, z czego mogę być dumna. Jest w końcu więcej mnie samej i moich spraw, a nie tylko recenzje kosmetyków. Oczywiście takowe też się będą pojawiać w przyszłości.


Relacje kobiet





Kolejny, bardzo ważny dla mnie temat, który napisałam prosto z serca: https://www.retromama.blog/2020/07/kobiety-potrzebuja-kobiet.html
O tym, jak trudne mogą być stosunki damko-damskie wiedzą nie tylko matki.

 W naszych rodzinach bywa naprawdę różnie. Jeśli chodzi o kobiety, to ich natura zdecydowanie jest bardziej skomplikowana. Kobiety potrafią wszystko komplikować i utrudniać.  Pewnie dlatego czasami tak ciężko o normalne, życzliwe relacje. Większość osób zgodnie twierdzi, że rodziną to dobrze tylko na zdjęciu. I coś w tym jest...


Macierzyństwo




Jak zwykle nie zabrakło i tematyki parenting, jednak chce wystrzegać się tego słowa. Blog mój nie jest typowo o dzieciach, bo nie czuję się ekspertem w tej dziedzinie. Czasami coś napiszę tylko z własnego doświadczenia, tak jak ten wpis: https://www.retromama.blog/2020/07/bunt-czterolatka-jak-sobie-z-nim-radze.html

Muszę przyznać, że nadal jest ciężko jeśli chodzi o bunt. Wiem też, że te emocje przeminą, że to tylko chwilowy kryzys. Później przyjdą następne, to jest tylko życie. Nie idealne, przeciętne, jak każdej mamy. A kolorowe fotki na Instagram, czy tutaj to jest tylko zaledwie ułamek sekundy.



To podsumowanie wyjątkowo krótkie i zwięzłe. Cieszę się jednak, że w ogóle miałam czas go zrobić. Oczywiście pokazałam tylko wpisy, które moim zdaniem zasługują na wyróżnienie. Wszystkich w sumie było 14, to i tak niezły wynik jak na moje możliwości.

Jeśli chodzi o plany na sierpień, to z pewnością chcę w końcu zrobić wpis o kubeczku menstruacyjnym i podpaskach wielorazowych. Przygotowuje także wpis o produkcie samoopalającym. Reszta wyniknie jak zwykle, spontanicznie.

Minimalizm lekarstwem dla duszy ?



Żyjemy w materialnym świecie...


Otwieramy oczy rano i otaczają nas przedmioty. Na wyciągnięcie ręki, mające nam zapewnić komfort, służące utrzymaniu ciała w kondycji, poprawiające nastrój.

To prawda, że bez rzeczy materialnych trudno się obejść na tym świecie. Choćby samochód, który nie tylko ułatwia egzystencję, ale po prostu służy wygodzie. Czy więc potrzeba się pozbyć wszystkiego, aby być szczęśliwym? Spróbuję odpowiedzieć na to pytanie.

Mniej znaczy więcej ?


Poradniki minimalizmu radzą: Zostaw miejsce na ważniejsze rzeczy w życiu, niż tylko te materialne. Rzeczy są , ale... zużywają się, wyczerpują, niszczą. Przywiązywanie się do nich bywa zgubne i frustrujące. Poza tym, nadmierna konsumpcja na dłuższą metę robi się męcząca. Ciągły bieg, by kupować, coraz to nowsze, lepsze przedmioty...

A tak wiele człowiek może stracić w jednej chwili. Pożar, wypadek, kradzież, to zdarzenia, które mogą się przytrafić każdemu. Poza tym życie bywa tak krótkie, a przywiązywanie się tylko do materialnej sfery życia czyni nas niewolnikami.

Bo kiedyś trzeba będzie to wszystko zostawić. Czy nie lepiej jest postawić na doznania duchowe? Na podróże, na relacje, na emocje, które z biegiem lat nie zniszczeją i nie stracą na wartości? A ubogacą nasze życie głębiej, na poziomie duchowym.


Dom do ogarnięcia


Bałagan= odpływ energii

Prosta zasada minimalizmu, o której często nie pamiętamy na co dzień. Potrafimy ślepo podążać za modą. Niezależnie od tego, czy chodzi o wystrój domu, najnowsze cuda techniki, czy ubrania.

Moda sugeruje nam zmiany co sezon. Jednak, kiedy ciągle kupujemy, a nic nie oddajemy, nie wyrzucamy, to nasz dom może z biegiem czasu stać wielkim się śmietniskiem.

Każdy kąt w domu może gromadzić negatywne energie. I nie chodzi tu tylko o zalegający kurz, ale o przestarzałe emocje, które niczym skorupa będą oplatać i utrudniać nasze życie.

Negatywna energia gromadzi się na przedmiotach, z którymi wiążą się złe wspomnienia. Prezenty podarowane przez osoby, z którymi nie łączą nas dobre relacje. Mieszkając w takim domu możemy czuć się przytłoczeni, ospali, bez energii.

Szukamy przyczyn w sobie, podejrzewając nawet chorobę. A może się okazać, że to tylko nadmiar rzeczy wokół. Bałagan ciężko jest ogarnąć, kiedy ilość przedmiotów jest zbyt duża.

Nie mówiąc już o praktycznych aspektach. Przez bałagan ciężko jest przejść w codziennym życiu. Gorzej jest  pracować w bałaganie. Ciężko coś znaleźć, kiedy szukamy.

I są jeszcze roztocza, które też mogą być przyczyną alergii. Oczywiście nie mówię tu o chorobliwym gromadzeniu przedmiotów, bo to zupełnie inna sprawa.


Bardziej przemyślane zakupy


Porządki w szafie=porządki w życiu

Dobrze jest robić porządki w szafie nie tylko co sezon. Zanim pójdziemy na zakupy, czy ślepo ulegniemy na wyprzedażach, wcześniej przejrzeć zawartość szaf. Dotyczy to także sprzętów kuchennych i dodatków domowych.

Czy kolejna spódnica w pstrokatych kolorach nas uszczęśliwi? Czy może nie wyjdzie z mody za parę miesięcy, lub rozpadnie się w trakcie któregoś prania. Zostanie nam tylko niesmak z marnie wydanych pieniędzy.

A może lepiej jest uzbierać większą kwotę np. na badania, czy na terapię u psychologa. Aby nasze życie było bardziej pełne spokoju i harmonii.

O wiele łatwiej jest się ubierać na co dzień, kiedy w szafie nie wiele ubrań.  Minimalizm w szafie nie tyko służy oszczędnościom. Nie da się przeoczyć wielkich korzyści dla planety.

Coraz więcej osób interesuje się odpowiedzialną modą. Czy ubrania, które nosimy są dla nas bezpieczne? Czy zostały wyprodukowane zgodnie z etycznymi zasadami? Nie możemy tego stwierdzić, kiedy kupujemy tanie ciuchy.

Oczywiście inna sprawa to zakup w second hand. Krążą pogłoski, że na ubraniach z drugiej ręki też może się zbierać negatywna energia. Z tym też można sobie poradzić w łatwy sposób. Nie znamy osoby która nosiła te ubrania, ona też nas nie znała, nic nas nie łączy. Ubrania wystarczy uprać i wywietrzyć. Często mogą być one lepszej jakości, niż te zakupione z sieciówki.


Czy minimalizm leczy duszę?


Z pewnością posiadanie mniejszej ilości przedmiotów daje możliwość otwarcia się na inne dziedziny życia. Kiedy zaczniemy wszystko postrzegać z innej perspektywy, zmieni się  także nasz punkt odniesienia.  Pogoń za zdobywaniem rzeczy tak naprawdę może uczynić nas nieszczęśliwymi.

Poza tym, chyba mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że nadmiar rzeczy nie tylko zabiera nam energię, ale i nie pozwala skupić się na ważniejszym celach w życiu. A dowodem na to jest świetne samopoczucie po zrobieniu generalnych porządków w szafie.



Vita Liberata Blur Luminosity Gold i Rose / Kremowe Rozświetlacze


Nigdy wcześniej nie byłam fanką rozświetlaczy w kremie. Ze względu na to, że moja cera lubiła się błyszczeć latem, wolałam unikać dodatkowej porcji blasku na skórze. Jednak w moje ręce trafiły te Rozświetlacze Vita Liberata, a że cenie sobie bardzo tą markę, więc postanowiłam wypróbować:

Vita Liberata Blur Luminosity Kremowe Rozświetlacze w odcieniach Rose i Gold


Blur Luminosity mają pojemność 30 ml. Produkt znajduje się w eleganckiej i praktycznej tubce z dozownikiem - pompką. Tubka jeszcze zapakowana jest w kartonik z informacjami.



Na opakowaniu można również przeczytać ich skład:



Składniki:

Aqua (Water), Homosalate, Propanediol, Squalane, Glycerin, Octocrylene, Ethylhexyl Salicylate, Dimethicone, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Sodium Hyaluronate, Aloe Barbadensis (Aloe Vera) Leaf Juice Powder, Butyrospermum Parkii (Shea Butter) Fruit, Hydrolysed Pea Protein , Tocopheryl Acetate, Panthenol, Phenoxyethanol, Neopentyl Glycol Diheptanoate, Isododecane, Isohexadecane, Ceteareth-20, Carbomer, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Xanthan Gum, Caprylyl Glycol, Potassium Sorbate, Sodium Chloride, Sodium Hydroxide, Tin Oxide, CI 77019 (Mica), CI 77891 (Titanium Dioxide), CI 77491 (Iron Oxides).

Jak można zobaczyć po składzie, nie jest to "zwykły" produkt do makijażu. Posiada on wiele cennych, nawilżających i odżywczych dla skóry substancji. Zawiera również chemiczny filtr UV.
Nie jestem w stanie wydać opinii na temat jego działania nawilżającego, gdyż stosuje go zbyt krótko. W każdym razie po pierwszym zastosowaniach nie zapchał mnie, ani nie spowodował podrażnień (nawet w okolicach oczu, chociaż wiadomo, że jako cienia do powiek go nie używałam).

Zapach obydwa kolory posiadają taki sam. Nie jest on niestety zbyt miły, raczej chemiczny, jednak nie czuć go po krótkim czasie na skórze. Generalnie, to myślę że produkt do makijaży pachnieć musi. Chyba że ktoś jest alergikiem, to powinien sięgać raczej po produkty bez zapachowe.


Poniżej można zobaczyć swatche na skórze. Niestety nie do końca udało mi się oddać ich blask za pomocą telefonu. Rozświetlacze o wiele więcej zyskują przy stosowaniu ich na słońce, a że mają filtr UV w składzie, to stanowi to dodatkowy atut.




Z pewnością Vita Liberata Blur Luminosity spełnią oczekiwania amatorów blasku na skórze. Bez problemu można ich używać do ciała, na większe partie w celu ich rozświetlenia. Sprawdzają się również na twarzy, do subtelnego podkreślenia policzków, łuków brwiowych czy skroni. Co do trwałości, to na pewno nie jest to produkt  bardzo odporny na wodę i pot. Raczej na eleganckie wyjścia, niż do uprawiania sportów.  Jak dla mnie bardzo dobra opcja do makijażu letniego, do opalonej skóry.



Spotkania integracyjne w czasach pandemii

spotaknia


Kwarantanna


Trudno uwierzyć, ale nigdy nie brałam udziału w spotkaniu blogerek. Pisząc bloga przez parę lat jakoś nigdy wcześniej nie zabiegałam o wstęp na takowe. To prawda, że od jakiegoś czasu utrzymuje stały kontakt z paroma osobami, ale nigdy nie było dane nam spotkać się w realu.

A kiedy już chciałam się wybrać wiosną na spotkanie, to wypadło ono tuż przed wprowadzeniem obostrzeń. Wtedy świat zaczął szybko hamować. Po kolei zamykano wszystkie instytucje. Ludzie poszli na kwarantannę, każdy chciał się schronić w zaciszu domowym. Obecnie wszystko wraca do normy, czujemy większy luz,  ale nie wiem czy to dobrze?


Ludzie potrzebują kontaktów


Myślę, że trzeba zachować zdrowy rozsądek i całkowita izolacja nie jest możliwa. Jesteśmy stworzeni do życia we wspólnotach. Nie tylko środowisko blogerek odczuło negatywne skutki. Wiele firm musiało przejść na tryb pracy zdalnej. Myślę, że gospodarka radzi sobie coraz lepiej z sytuacją. Słyszę, że wszystko wraca do normy. Powoli dostosowujemy się do obecnych realiów. Wiele sfer handlu przeniosło swoje działania do sieci.

A czy oznacza to, że pracownicy mają siedzieć tylko zamknięci we własnych czterech ścianach? Niekoniecznie, bo sama przecież wiem, że tak się nie da na dłuższą metę. Ludzie zawsze chcą dialogu, zdrowej rywalizacji. Inne osoby mogą na nas wpływać motywująco. Podnoszenie kwalifikacji on line już nikogo nie dziwi.


Eventy integracyjne


Niedawno po raz pierwszy usłyszałam o team building online. Nazwa dla mnie obca, a okazuje się że kryje w sobie eventy integracyjne w Internecie. Spotkania pracowników są bardzo ważne. Nikt nie może czuć się wyobcowanym, nawet pomimo pracy zdalnej. Jako blogerka i mama sama odczuwam negatywne skutki siedzenia w domu z dzieckiem. Szukam dialogu z innymi ludźmi, choćby był on tylko wirtualny.

Obecny rozwój technologii ułatwia spotkania w sieci nawet i 300 pracowników z danej firmy jednocześnie. W ramach integracji firma zapewnia odpowiednio dostosowane do realiów sieci warsztaty. I wcale nie oznacza to tylko gapienia się w monitor, bo cała zabawa polegać ma na pracy kreatywnej. Pod tym kryje się np.  gotowanie, zabawy florystyczne, czy nawet degustacje win i potraw. Można nawet odwiedzić escape room, czy nagrać razem z innymi teledysk firmowy.


Kreatywność


Z pewnością firmie, która zapewnia takie atrakcje pomysłów nie zabraknie. Pracownicy mają zapewnioną całą organizację techniczną imprezy w domu. Agencja eventowa daje wsparcie w postaci dostarczenia paczek z akcesoriami pod drzwi mieszkań pracowników.
Bardziej prostym rozwiązaniem wydają się też gry strategiczne, które też potrafią nieźle zintegrować ludzi.

Po przygotowaniu całej otoczki, wystarczy tylko już odpalić urządzenie z dostępem do Internetu i bierzemy udział w super zabawie. Niby we własnym domu, ale towarzystwo bywa wyśmienite. I kto powiedział, że sobie nie poradzimy z pandemią? Trzeba się tylko odpowiednio przeorganizować i wszystko jest możliwe. Sama czekam na możliwość udziału w evencie blogerskim On Line. W taki sposób żadna odległość nie ma znaczenia. 


Kobiety potrzebują kobiet...




Kobieca natura bywa czasem tak przewrotna, że naprawdę trudno o prawidłowe relacje z innymi kobietami. Widuje się takie sytuacje zarówno w życiu macierzyńskim, jak i w środowisku pracowniczym.

Myślę jednak, że kobiety zawsze potrzebowały kobiet. Tradycyjne, dawne rodziny wielopokoleniowe były może nawet lepszym modelem, niż obecnie. Kiedy nierzadko kobieta musi sama siedzieć z dzieckiem w domu. Ogarnąć wszystkie sprawy, zająć się maluchem i jeszcze wykonać dodatkową pracę, jeśli chce sama zarobić na swoje potrzeby.

Zewsząd obserwuje się bardzo mało zrozumienia wobec innych, za to wymagania potrafią być nadzwyczajne. Jak zwykle najłatwiej zacząć od siebie. Co zmienisz w sobie na lepsze dzisiaj,  pozytywnie wpłynie na innych jutro.


Kobiece relacje trudna sprawa


Chyba w większości rodzin trafi się czarna owca.  Tak zwana żmija, która zepsuje każdą rodzinną imprezę. Wszechwiedząca ciotka, która zjadła wszystkie rozumy. "Pomocna" babcia, która wychowała dzieci za komuny, kiedy nie było pampersów. Albo po prostu sąsiadka stara panna, która pojęcia o wychowaniu dzieci nie ma, ale rad udziela bardzo chętnie.

Najgorsze są właśnie takie złote porady, udzielone przez osobę mało kompetentną. Ty jako matka, musisz sobie poradzić z charakterem swojego dziecka. Zadbać o jego prawidłowy rozwój. Zaspokajać jego potrzeby emocjonalne i życiowe.

Kobiety potrafią być wyjątkowo okrutne dla innych kobiet. Kiedy facet ma pretensje do drugiego faceta, to po prostu dają sobie z pięści w twarz i problem jest rozwiązany. Kobiety natomiast są w stanie sączyć jad latami. Podkopują naszą pewność siebie, doszukują się dziury w całym i cieszą się z naszej porażki. Oczywiście świadczy to tylko o niedojrzałości danej osoby, a odcięcie się jest najskuteczniejszą bronią.


Siostra zawsze pomocna


Odmienną, pozytywną relacją może być ta siostrzana. Siostry, które łączą przecież więzy krwi potrafią zrozumieć się i bez słów. Często starsza siostra może podzielić się swoich doświadczeniem. Oczywiście, że i siostry często nie nadają na tych samych falach i zdarzają się kryzysy. Wszędzie mogą zdarzyć się jakieś zgrzyty, jak to w rodzinie.

Dobrze jest jednak mieć siostrę, która wykaże się empatią i współczuciem. Wspomoże dobrym słowem w chwili smutku. Nawet jeśli nie mieszka tuż obok, to jest na wyciągnięcie telefonu. I to właśnie jest największa korzyść z technologii. Nawet wtedy, gdy dzielą nas tysiące kilometrów, to prawie zawsze możemy być razem.

Siostra, niezależnie czy jest blisko, czy też daleko, zawsze może udzielić wsparcia duchowego. Bo czasami wystarczy rozmowa,  aby najgorszy dzień stał się odrobinę lepszym.


Pomocna dusza


Z pewnością  żadna kobieta nie może, albo nie chce polegać tylko na sobie. W końcu powiedzenie: aby wychować dziecko potrzeba całej wioski, to czysta prawda.  Jeśli nie mieszkamy już w rodzinach wielopokoleniowych, to wcale nie znaczy, że jesteśmy same z naszymi obowiązkami i  problemami.

Dobrze jest mieć w swojej okolicy chociaż jedną pomocną nam osobę. Obecne trudne czasy, kiedy nie można liczyć na wsparcie placówek wychowawczych dla dzieci, zmuszają do poradzenia sobie ze wszystkimi obowiązkami. Często drugi rodzic musi pracować, aby zapewnić byt rodzinie. Nie bójmy się poprosić o pomoc życzliwej osoby. Nie jesteśmy same, wystarczy się tylko dobrze rozejrzeć wokół.



Zegarek na prezent dla kobiety?

zegarek dla kobiety


Zegarek zawsze na czasie


Zegarek to ozdoba ponadczasowa, praktycznym i zarazem piękna. Nie tylko dodaje nam charakteru, ale  jest to też rzecz bardzo osobista. Noszona na ręku, czasem codziennie. Bywa, że tylko na wyjątkowe okazje. Nie każda kobieta lubi go nosić na ręku, ale większość posiadać chce.

Niektóre kobiety nie chcą, aby zegarek na prezent był im podarowany, gdyż wydaje się on nie na miejscu. W końcu odmierza on czas, a nie każdy godzi się z jego upływem. Czasami lepiej kupić sobie zegarek samej. Wtedy nie ma ryzyka, że prezent ten będzie nie trafiony. Jako kobieta romantyczna przywiązuje duże znaczenie do zegarka.


Ranking najmodniejszych obecnie zegarków


Sama posiadam  dwa solidne zegarki, których wzór jest ponadczasowy. Jednak lubię przeglądać nowe modele w Internecie i niezmiennie zachwyca mnie ich design. Uważam, że jak już kupować zegarek na prezent, to warto aby był to markowy produkt, który posłuży na długie lata.

Poniżej zaprezentuje Wam kilka ciekawych modeli, które z pewnością podkreślą Waszą osobowość oraz styl ubierania.


Zegarek Diesel 

zegarownia.pl


Diesel dotychczas kojarzył mi się z ubraniami dobrej jakości. A jak się okazuje Diesel to również zegarki. Ten zegarek Damski urzeka bransoletką z różowego złota, a jego mechanizm jest kwarcowy. Producent daje dwa lata gwarancji na produkt. Tym, co skupiło moją uwagę na dłużej jest tarcza zegarka. Trzeba przyznać, że naprawdę niespotykana i wyjątkowa. 



zegarownia.pl


Zegarek Damski Orient Classic automatic urzekł mnie ponadczasowym wzorem. Sama posiadam zbliżony wzór z bransoletką, ale innej marki. Jednak tego typu pasek zegarka zawsze będzie modny. A jak już kupić solidny model, to posłuży on długie lata. Warto więc, aby nie wyszedł on zbyt szybko z mody. Bransoletka jest nie tylko praktyczna, ale i trwała.




zegarownia.pl

Tym razem spodobał mi się ten model z dużą okrągłą tarczą, która pokryta jest szkłem mineralnym. A brązowy, skórzany pasek  będzie pasował do bardziej wyrazistej stylizacji. Mechanizm solarny zegarka oraz jego wodoszczelność to z pewnością niepodważalne zalety. 
Taki model idealnie pasuje do damskiego garnituru i z pewnością zrobi wrażenie na nie jednej bizneswoman. Czytelna tarcza zegarka stanowi jego duży atut. 


Michael Kors zegarek 

zegarownia.pl
Czasami można sobie pozwolić na bardziej kobiecy wzór zegarka z subtelnym kwiatem na tarczy. W żadnym wypadku nie kłóci się on z układem wskazówek, a godziny są wystarczająco czytelne. Jak się okazuje ta ozdoba nie jest byle jaka, bo są to kryształy. Z pewnością będzie przyciągał wzrok do naszych dłoni.  Ten zegarek również ma wodoszczelność, a jego mechanizm jest kwarcowy.

zegarownia.pl

Pierwszy raz dowiedziałam się o zegarkach wykonanych z drewna. Jest to dobra propozycja dla kobiety związanej mocno z naturą. Pasek zegarka jest ze skóry, natomiast tarcza pokryta również szkłem mineralnym. Kolorystyka z pewnością nietypowa, lecz kto powiedział, że mamy nosić tylko stonowane kolory na rękach. Warto wyróżnić się z tłumu, choćby za pomocą nietypowego zegarka.





Femme Luxe, kolejne zamówienie


Przyszła pora, aby pokazać na blogu moje kolejne zamówienie z Femme Luxe. Znów postawiłam na wygodne ubrania, gdyż takie preferuję na co dzień. Wiem, że sklep oferuje również eleganckie ubrania. Jednak ja takich nie kupuję często, gdyż i okazji specjalnych nie ma za wiele.




Mid Blue Tie Dye Oversized T-Shirt - Veda - S (8/10) / Mid Blue 




Niebieska koszulka w batikowy wzór od razu wpadła mi w oko na stronie sklepu. Bez wahania wybrałam rozmiar S i okazał się on całkowicie trafionym. Krój jest lekko oversize, a więc wygodny, luźny i nie krępujący ruchów. Materiał zaskakuje jakością, jest to 100% bawełny. Nie prześwitujący, troszkę grubszy, miły dla ciała.  Koszulka świetnie się pierze i nie traci po praniu fasonu, ani koloru. Polecam.


Pink 'Fearless Femme' Oversized T-Shirt - Lily - S (8/10) / Pink 


femme luxe

Następna koszulka, jaką wybrałam w zamówieniu ma kolor pink, ale ciężko to zauważyć i na moim zdjęciu i na stronie sklepu. Jest to taki subtelny i nie nachalny odcień różu. Mam nadzieję, że nie będzie się on spierał.
Materiał, to podobnie jak poprzednia, także bawełna 100%. Z tym, że tu jest troszkę cieńsza i nie taka mięsista. Rozmiar S dobrze na mnie leży, choć koszulka mogłaby być bardziej oversize.


White 'There's No Place Like Home' Slogan Print T-Shirt - Jana - S (8/10) / White 



Biała koszulka z napisem There's no place like Home krojem przypomina różową poprzedniczkę.
Taki sam też jest materiał i krój.
Cienka bawełna jest idealnym rozwiązaniem jeśli chodzi o letnie stylizacje. I to nie tylko domowe, ale również na wakacyjne wycieczki.

Jeśli podobają się Wam moje T shirts to zajrzycie do sklepu koniecznie. Znajdziecie naprawdę duży wybór tego typu rzeczy.


Grey Cuffed Pocket Detail Joggers - Teddy - 8 / Grey × 1


Ostatnia rzecz to spodnie, które miały być luźne i za takie je uważałam. Dopóki nie przyszło moje zamówienie. Wybrałam rozmiar 8 i trochę się przeliczyłam. Przy moich 1,60 cm wzrostu okazały się za długie, więc przycięłam je przed ich mierzeniem. Natomiast krój jest raczej wąski. Talia moja się mieści, ale nie czuję się w nich dobrze. Wyglądają raczej jak legginsy. Wołałabym rozmiar 10, ale nie opłacało mi się już odsyłać jednej rzeczy. 
Materiał spodni to 95% poliester i 5% elastan. Jak dla mnie zbyt mało elastyczne. Tkanina trochę grubsza, idealna na jesień. Polecam, jeśli ktoś normalnie nosi rozmiar 38, to powinien wybrać właśnie rozmiar 10 tych spodni.

Więcej Joggers znajdziecie na Femme Luxe.

Bardzo ciekawa kategoria to też Loungewear na Femme Luxe. 


I to tyle, jeśli chodzi o moje kolejne zakupy internetowe na Femme Luxe. Ogólne wrażenie z zamówienia jest dobre. I gdyby nie trafiony rozmiar spodni, to byłabym naprawdę zadowolona, ale i tak jest całkiem ok. 


Niezbędne w moim makijażu?

make-up


Jakiś czas temu potrzebowałam wymienić tusz do rzęs na nowy i postanowiłam poszukać czegoś w dobrej cenie w sieci. Jako mama nie wiele mogę mieć okazji do chodzenia po sklepach stacjonarnych. Zakupy z czterolatkiem to zdecydowanie nie jest dobry pomysł.

Tusz do rzęst to podstawa?

Jak każda kobieta chce o siebie dbać na co dzień. Pomimo tego, że nie maluje się zbyt intensywnie. Czasem używam tylko kredki na górną powiekę i czuję się z tym naprawdę dobrze.
Niezmiennie moją ulubioną jest kredka z Logona w kolorze steel grey. Jako brunetka mam raczej ciemne rzęsy i jak nie męczę ich zbytnio makijażem, to nie wypadają i są w dobrej kondycji.
Do tuszy drogeryjnych zawsze podchodzę ostrożnie, bo w przeszłości spotkały mnie przykre doświadczenia.

A jednak poczułam się zachęcona ofertą na www.e-glamour.pl  wybrałam tusz do rzęs Rimmel London Wonder' Luxe Volume. Tusz ten był w bardzo atrakcyjnej cenie, zdecydowanie taniej niż w sklepie stacjonarnym u mnie w mieście.  Opis tuszu bardzo mnie zachęcił:

Zafunduj swoim rzęsom totalną rewolucję! Chcesz jednocześnie natychmiastowo zwiększyć objętość rzęs i je odżywić? To wszystko pozwoli Ci osiągnąć tusz do rzęs Wonder'Luxe Volume!
W ogóle to  myślę, że obecne tusze do rzęs jednak są już lepszej jakości niż te parę lat temu. Nie tylko mają zapewnić efekt wizualny, ale dbają też o rzęsy i nie podrażniają oczu.


Tusz do rzęs Wonder'Luxe Volume posiada piękne, błyszczące opakowanie i z pewnością przyciąga uwagę. Jest to więc produkt ze średniej półki cenowej, moim zdaniem jednak dorównuje markom górnopółkowym. 

Szczoteczka jaką posiada ta Mascara jest lekko wygięta, przypomina trochę grzebyk i dobrze rozdziela. Po zastosowaniu rzęsy są ładnie podkreślone, uniesione, zagęszczanie, ale nie ciężkie. Tusz jest raczej trwały i nie osypuje się w ciągu dnia. Faktycznie jest nie wyczuwalny. A przy wieczornym demakijażu wymaga trochę więcej zaangażowania, aby się go pozbyć. 


mascara

Nie znalazłam jednak składu INCI Mascary. Pozostaje mi zaufać producentowi oraz ogólnie przyjętym normom, według których są produkowane kosmetyki. 


Co z makijażem brwi?


Jeśli chodzi o makijaż tej strefy, to uległam modzie na mocniej podkreślone brwi, które pasują do moich naturalnych ciemnych włosów. Korzystałam dotychczas z kredki do brwi, z której byłam zadowolona. W ofercie sklepu internetowego e-glamour.pl znajdziecie duży wybór kosmetyków do podkreślenia brwi. Widzę, że ten pisak już nie jest tam dostępny. Są jednak inne z kategorii brwi.


Brow Pro Micro Rimmel  wybrałam odcień Honey Brown. To Ciepły, jaśniejszy orzechowy brąz.


brow pro micro

Produkt do brwi w formie miękkiego, precyzyjnego pisaka to bardzo wygodna opcja. Łatwo się nim maluje, a makijaż jest trwały i nie ściera się np. przy potarciu brwi palcem. W zasadzie to widzę, że na moich brwiach utrzymuje się cały dzień, a wieczorem bez trudu zmywam go za pomocą nawet samego ręcznika do demakijażu. 


Poniżej efekty zrobione telefonem:

make-up


Różnica pomiędzy stroną pomalowaną: Rimmel  Brow Pro Micro na bwi i Wonder'Luxe Volume Mascara na rzęsach, a nie umalowaną jest chyba widoczna? Ja bardzo dobrze czuję się w takim minimalistycznym wydaniu i nie żałuję sobie tej przyjemności na co dzień.


Dziś poleciłam Wam dwa moim zdaniem warte uwagi kosmetyki do makijażu oczu.
Na koniec jednak chce zwrócić też Waszą uwagę na ten sklep internetowy www.e-glamour.pl, który oferuje nam produkty w bardzo korzystnych cenach. Bywa, że niektóre kosmetyki są o wiele tańsze niż stacjonarnie. Dla mnie też liczy się wygoda zamawiania przez Internet.



Jak poprawić statystyki bloga? Pozycjonowanie stron




Czy uratowałam mojego bloga?


Pamiętam jak jeszcze rok temu mój blog był już na samym dnie. Statystyki z dnia na dzień były coraz gorsze i ciągle jakieś błędy mi wyskakiwały. Jednak pewna życzliwa osoba udzieliła mi rad co do ratowania mojego bloga.

Pierwszy raz usłyszałam o SEO, o wykupieniu domeny, hostingu itp. Były to dla mnie niezrozumiałe nazwy. Zastanawiałam się, czy warto poświęcać pieniądze na coś, co jest dla mnie tylko hobby. Bądź co bądź czasochłonnym. Postanowiłam, że spróbuję i zadziałam coś na własny rachunek.

Wykupiłam nową nazwę bloga, która w końcu mi się podoba i odzwierciedla faktyczną zawartość strony. Zainstalowałam na nowo Google Analitycs i umieściłam moją stronę na portalu ze zleceniami dla blogerów. Od tego czasu udało mi się coś zarobić na blogu. Oczywiście nie jest to dochód stały i o utrzymaniu się z bloga na razie tylko marzę. Lecz od tego są marzenia, aby je realizować.

Nie wiem, czy wiele osób zdaje sobie sprawę, że działając tylko na bezpłatnym blogspot, to tak naprawdę nie są właścicielami strony. Serwis w każdej chwili może usunąć tego bloga i stracimy całą jego zawartość.


Pozycjonowanie stron


Co się okazuje, że aby  blog działał to nie tylko wystarczy dodawać regularne  i ciekawe wpisy. Potrzeba jeszcze mieć wiedze na temat pozycjonowania stron. Jakkolwiek nie brzmiało by to dla Was obco, to warto się z tym zapoznać bliżej na stronie: https://afterweb.pl/pozycjonowanie-stron/

Czym jest pozycjonowanie stron?
Jak wiadomo, nasze statystyki ściśle zależne są od tego na jakiej pozycji ukaże się nasza strona w rankingu wyszukiwarki. Jeśli będzie na drugiej, trzeciej, następnej stronie, to mało kto wejdzie na bloga i tym samym jego popularność będzie niska. A pisać dla samego pisania nie zawsze się chce.

Warto więc zadbać o to, aby nasza strona była wysoko w wyszukiwarkach, a to zależne jest od doboru słów kluczowych. Nie wystarczy więc pisać ciekawie, ale trzeba też odpowiednio dobierać słowa. Poza tym tekst musi być też czytelny dla ludzi. Pisanie jednym cięgiem wszystkiego jak leci wcale nie ułatwi nam dobrej pozycji. Czasami nasz blog może zostać nawet całkiem zablokowany przez tzw. roboty, kiedyś i mnie się to przydarzyło.


Bez wątpienia w obecnych czasach już nie wystarczy dobry styl pisania, znajomość ortografii i gramatyki. Czasem nawet nie liczą się super zdjęcia. Bo skoro treści z Waszego bloga nie docierają do nikogo, to jaki sens ma w ogóle pisanie? Dla samej siebie, dla zabicia czasu, nie koniecznie się chce.

Kryzys gospodarczy a blogi:


Pandemia nie tylko uderza w gospodarkę i sklepy stacjonarne. Chociaż pocieszają nas, że to już mija i wychodzimy z kryzysu. Ja sama widzę, że wkładam wiele pracy w Bloga i w Instagram. Co rusz zbieram dobre opinie, ludziom podoba się mój styl pisania. A statystyki mimo wszystko nie są zadowalające. Dlatego myślę, że trzeba poświęcić kolejne środki na reklamę  i wypromować się na nowo w sieci. 

W tej sprawie warto zwrócić się do specjalistów. Bo sama może mam pojęcie o pisaniu, ale SEO wciąż kuleje. Inwestując w profesjonalne usługi związane z marketingiem internetowym tak naprawdę dajemy sobie drugą szansę na sukces. Wtedy nasze pisanie może dać nam nie tylko satysfakcję, ale i zapewnić korzyści finansowe.

Kiedy blog stanie się lepiej widoczny w Internecie, poprawimy statystyki, to środki poświęcone na reklamę z pewnością szybko się zwrócą.



Kosmetyczni ulubieńcy lipca


Krem z filtrem:


Podczas trudnej pogody, do jakiej z pewnością zaliczam upały, moja cera potrafi sprawiać mi niezłe kłopoty. Jak czytam takie wpisy, gdzie ktoś aplikuje na twarz serum, na to krem dzienny i na to jeszcze krem z filtrem, a następnie pełny makijaż,  to chce mi się śmiać i płakać jednocześnie. Bo ja jeszcze nie tak dawno w upał nie mogłam nic prawie na twarz nałożyć.

Nie wspominając już nawet o ciężkich kremach ochronnych z filtrami UV. Jednak niedawno wszystko się zmieniło, kiedy poznałam ten Mineralny Lotion do opalania Biobaza SPF 30.

Nie jest to dla mnie typowy produkt do opalania, gdyż ja na co dzień się nie opalam celowo. Przebywam sporo na zewnątrz z powodu różnych aktywności. Chcę chronić moją cerę, bo wiem, że za dużo słońca to też nie zdrowo.




Lotion z Biobaza ma wyjątkowo lekką konsystencję, przyjemnie i łatwo się nakłada na skórę. Nie trzeba mocno wcierać, dość szybko się wchłania, pozostawiając delikatne bielenie. Można je łatwo zlikwidować za pomocą podkładu mineralnego.

Ten produkt nie natłuszcza nadmiernie cery, z czym miałam wcześniej problem. Pod koniec dnia skóra w ogóle się nie świeci, a jest zadbana i wyjątkowo dobrze wygląda. Używam go przede wszystkim do twarzy, choć myślę, że jest on produktem uniwersalnym. 150 ml opakowanie z pompką starczy mi na bardzo długo.

Warto spojrzeć również na jego skład:




Dezodorant niezbędny na lato:


Miałam już taki czas, że przychodziło mi do głowy smarowanie skóry twarzy dezodorantem w kremie. Tak naprawdę to żadna ze mnie blogerka kosmetyczna, bo ostatnio ewidentnie nie chce mi się myśleć za bardzo o pielęgnacji. A przecież 40-tka na karku zobowiązuje, aby o siebie zadbać.

Dezodorant  jest dla mnie produktem niezbędnym podczas letniej pogody. Chociaż to nasze lato polskie ostatnio nie jest zbyt uciążliwe, bo brak klimatyzacji w aucie nieźle może dokuczyć. Ewidentnie miewam problem z mokrymi pachami i przykrym zapachem, kiedy pogoda robi się bardzo duszna.

Dotychczas zadowalałam się naturalnymi dezodorantami, gdyż skład jest dla mnie kwestią nadrzędną. Nie chce smarować skóry pod pachami antyperspirantem z aluminium, ale też nie mam ochoty straszyć ludzi moim zapachem.




Tutaj z pomocą przychodzi mi moje wielkie odkrycie: We Love The Planet Dezodorant Sweet&Soft bez sody.  Metalowe opakowanie to jego duża zaleta, bo jest zero waste i nie obciąża tak planety. Zresztą ta idea jest bliska dla tej marki. A na ten deo trafiłam zupełnie przypadkiem i okazał się on wielkim hitem. Ma przyjemną konsystencję, zbliżoną do masła shea, zresztą w składzie ten ono widnieje zaraz po oleju kokosowym.



Bardzo przyjemnie się go nakłada na skórę palcami oraz rozciera. Nie tworzy on zbyt tłustej warstwy. Szybko się wchłania, dając  wrażenie matowości. Skóra pozostaje sucha prawie przez cały dzień i jeśli nie ma tropikalnego upału, to efekt ten utrzymuje się do końca dnia.

Dezodorant nie podrażnia mojej wrażliwej skóry pach, nawet po depilacji. Jego zapach jest dla mnie dość neutralny, trochę ziołowo-olejkowy. W opakowaniu jest 48 ml, a producent podaje że ilość ta wystarcza na 2-4 miesiące.


Podstawa pielęgnacji, oczyszczanie:


Wszyscy zapewne wiedzą, że demakijaż to kluczowa sprawa jeśli chodzi o zdrowy i zadbany wygląd cery. Kiedyś potrafiłam wydać sporo pieniędzy na żele, pianki, płyny micelarne, toniki. A moja cera i tak czasami bywała niezbyt dobrze oczyszczona. Potrzebne było robić kolejne etapy demakijażu, co też zabierało mój czas.




Przełomowym odkryciem w mojej minimalistycznej pielęgnacji twarzy okazał się ten Wielorazowy ręcznik do demakijażu Loffme. Ten produkt zmywa makijaż tylko za pomocą wody, a mydło jest potrzebne tylko do wyprania tego ręcznika. Z wielką chęcią zabiorę go na jakiś wakacyjny wyjazd, jeśli akurat będzie okazja do takiego. Pozwoli mi to zaoszczędzić miejsce w torbie podręcznej i nie będę miała wątpliwości, czy jakiś kosmetyk wyleje mi się z opakowania.


Zapewne najdą Was wątpliwości (tak jak i mnie), czy ten ręcznik faktycznie sam daje radę zmyć makijaż? Myślę, że trzeba się po prostu przekonać na swojej skórze na czym ta magia polega. Bo dla mnie tak to właśnie wygląda. Podkład mineralny, tusz, krem CC, te wszystkie kosmetyki zmywa bez oporu. Przy tym nie podrażnia nawet mojej wrażliwej skóry powiek. Po zmyciu makijażu oczywiście można jeszcze przetrzeć skórę tonikiem dla pewności, czy wszystko zostało dobrze zmyte.




Produkty wielorazowe z Loffme kupicie np. w sklepie cudanatury.eu


Jak dbam o skórę ciała?


Balsam do ciała wydaje się kosmetykiem niezbędnym jeśli chodzi porę letnią. Laboratorio di Olio to nowa dla mnie  polska marka, ale jak się okazuje też warta uwagi.
Balsam Morela-Malina pozytywnie zaskakuje nie tylko minimalistycznym składem. Konsystencja produktu jest dość lekka, jak na tego typu opakowanie. Szklany słoiczek prezentuje się nie tylko ładnie, ale i jest bardziej przyjazny dla środowiska naturalnego.




W opakowaniu jest tylko 180 ml, ale balsam jest wydajny. Fajnie się rozciera na skórze, pozostawiając lekką warstwę ochronną. Skóra się nie świeci, nie jest klejąca i można szybko założyć ubranie, jeśli zależy mi akurat na czasie.

Wyraźnie daje się odczuć działanie kojące balsamu, a nawilżenie, które oferuje mojej skórze jest długotrwałe. Jest to bardzo dobry wybór również jeśli chodzi o pielęgnację rąk i stóp. Nawet moje przesuszone dłonie udało mu się zregenerować.

Jeśli chodzi o zapach balsamu, to z pewnością będą z niego zadowolone osoby zaznajomione z naturalną pielęgnacją. Nie jest on wyrazisty, raczej pochodzi od naturalnych składników.

Chociaż na opakowaniu jest ostrzeżenie, że produkt naturalny również może wywołać podrażnienia, to ja nic takiego u siebie nie zauważyłam.

Poniżej skład Balsamu do ciała Laboratorio di Olio:

Aqua, Helianthus annuus Seed Oil, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Butyrospermum parkii Butter, Theobroma cacao Seed Butter, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Rubus Idaeus Seed Oil, Linum usitatissimum Seed Oil, Olea europaea Fruit Oil, Sodium Stearoyl Glutamate, Sucrose Stearate, Benzyl Alcohol, Coco, Glucoside, Xanthan Gum, Aloe barbadensis Leaf Juice Powder, Coconut Alcohol, Tocopherol, Lactic Acid, Dehydroacetic Acid.
Więcej informacji na temat Balsamu znajdziecie na stronie producenta: laboratoriodiolio.com



Copyright © Retromama.blog