Yakki Bio szczoteczka ze słomy i do recyklingu



Pewnie znacie już szczoteczki do zębów z bambusa? Nawet nierozgarnięci w kwestiach ekologii zdążyli o nich usłyszeć. Na moim blogu  pisałam o słynnych szczoteczkach z bambusa, ale... Nadeszła pora na wyższy poziom w higienie jamy ustnej:

Szczoteczki  YAKKI  wykonane ze słomy pszenicznej, z antybakteryjnymi włóknami z aktywnym węglem. Biodegradowalne. Powlekane TPE .

Dwa tygodnie temu zabrałam się z wielkim zapałem za ich testowanie. Co z tego wynikło, opiszę dalej. Przybliżę Wam również ich zalety, właściwości, a także porównam ze szczoteczkami z bambusa jakie stosowałam wcześniej. 




Zalety szczoteczki do zębów Yakki:


  • Rączka wykonana ze słomy pszenicznej (rdzeń), powlekana tworzywem TPE .
  • Super cienkie włókna nylonowe pokryte cząsteczkami węgla aktywnego.
  • Włókna  posiadają właściwości antybakteryjne. 
  • Włókna bardzo dokładnie czyszczą przestrzenie międzyzębowe. 
  • Słoma pszeniczna to surowiec, służący do produkcji np. opakowań, ale nie tylko. Coraz lepsza alternatywa do produkcji akcesoriów kosmetycznych.
  • Słoma pszeniczna jest  bezpieczna dla ludzi i dla środowiska naturalnego. Dopuszczona do kontaktu z żywnością. Biodegradowalna
  • Materiał TPE zapewnia stabilne, wygodne trzymanie szczoteczki i ma właściwości antypoślizgowe, zwiększa komfort mycia zębów.
  • Materiał TPE jest przeznaczony do recyklingu.
  • Cztery kolory do wyboru: niebieska, biała, różowa, zielona.
  • Szczoteczkę otrzymujemy zapakowaną w wielorazowe, funkcjonalne etui
  • Etui posiada zawieszkę i otwór gwarantujący wentylację, idealne w podróży.
  • Szczoteczki są średniej wielkości, bardzo wygodne i przyjemne. 





Recenzja antybakteryjnej  szczoteczki do zębów Yakki :


Węgiel aktywny to składnik leczniczy, który szturmem zdobył serca nie tylko płci pięknej.
Znany ze swych właściwości antybakteryjnych, wybielających. Zastosowanie go w higienie jamy ustnej jest już powszechne. Jednak pierwszy raz mam do czynienia ze szczoteczką do zębów, która wykorzystuje zalety węgla aktywnego. Przyznam, że bardzo mi się to rozwiązanie spodobało.

Największa zaleta szczoteczki Yakki to jej ultra- cienie, sprężyste włókna które wcale nie są ostre dla dziąseł.
Włókna bardzo dokładnie czyszczą, wymiatają osad z przestrzeni międzyzębowych. Są na tyle skuteczne, że mogłam nawet ograniczyć stosowanie nici dentystycznej. Po dwóch tygodniach zauważyłam zmniejszenie osadów, lekkie wybielenie szkliwa. W trakcie mycia zębów nigdy nie wystąpiło podrażnienie dziąseł.

Ważna dla mnie kwestia to ekologia.
Staram się ograniczać zbędne zakupy. Szczoteczki ze zwykłego plastiku to prawdziwa zmora dla środowiska naturalnego. Jeśli chcemy dbać o higienę, to zmieniamy je często. Jak sobie można policzyć w ciągu życia zużywamy mnóstwo szczoteczek. Plastik może rozkładać się nawet 500 lat. Kupując szczoteczkę wykonaną ze słomy pszenicznej redukuje niebezpieczne odpady.

Wygoda stosowania.
Szczoteczki do zębów wykonane z materiałów naturalnych bywają mniej komfortowe w stosowaniu. Przede wszystkim nie wszystkie z nich są dobrze wyprofilowane. Szczoteczka Yakki nie sprawia mi takich problemów. Zwykle materiały naturalne jak bambus czy słoma są lekkie i wygodne do trzymania w dłoni. Pokrycie rączki dodatkową warstwą zapewnia stabilność. Główka szczoteczki Yakki jest odpowiednio zgrabna i nie wywołuje negatywnych odczuć w trakcie mycia zębów. Sprężyste, cienkie włókna nie drażnią dziąseł i bardzo dokładnie myją.



Podsumowując:

Szczoteczka do zębów Yakki to moje wielkie odkrycie w temacie higieny jamy ustnej.
Cieszy mnie ogromnie, że powstają akcesoria z coraz lepszych jakościowo materiałów. Kwestie ochrony środowiska można pogodzić z dbaniem o siebie. Bez wyrzutów sumienia, że wytwarzam kolejne odpady z plastiku. Szczoteczki Yakki są bardzo komfortowe  i przyjazne.







Buble kosmetyczne na koniec roku 2019

kosmetyczne niewypały


Na mojej półce kosmetycznej zalega parę produktów. Leżą sobie biedaki, niektóre od paru miesięcy, a ponieważ zbliża się koniec roku chyba pora się z nimi rozliczyć?
A dlaczego leżą nie używane, bo kompletnie mi nie podeszły. Niektóre z nich to zakupy pod wpływem chwili. Inne kupione z polecenia. Jeszcze inne pod wpływem złego nastroju, aby tylko coś kupić, znacie to?
Tak oto przyszło mi się dziś z nimi rozliczyć, moje buble kosmetyczne 2019.
Pamiętajcie jednak, że słowo bubel jest mocno subiektywne. Na pewno nie są to kosmetyki bezużyteczne, znajdą się osoby które będą z nich zadowolone.

To lecimy z tematem: buble kosmetyczne 2019 czyli kosmetyki, które u mnie się nie sprawdziły:


Altapharma Płyn do relaksującej kąpieli Lawenda.

Z obietnic: Z dobroczynnym olejkiem eterycznym. Uwodzi, zmysły, relaksuje. Zawiera łagodne składniki pielęgnacyjne, które zapobiegają wysuszeniu skóry po kąpieli.
Fakty: Straszny, mydlany i sztuczny zapach. Wysusza i podrażnia. Ciężko mi nawet zużyć go do kąpieli stóp, bo stopy też mi wysusza. Jedyny plus to szklana butelka i ogromną ilość piany jaką wytwarza.

Venus Deo Antyperspirant Pure Cotton Oil 48 H. 

Z obietnic: Niezawodna ochrona przed potem i nieprzyjemnym zapachem. 0% alkoholu, 0% soli aluminium. Pielęgnacja skóry wrażliwej.
Fakty: to jakiś żart. Jak antyperspirantem można nazwać produkt, który nie blokuje pocenia? Nie dość, że nie blokuje to jeszcze pot pachnie gorzej, niż gdybym nic nie użyła. I jeszcze ta dusząca chmura gazu podczas aplikacji.

Hornhautbalsam Balsam redukujący nadmierne rogowacenie naskórka.

Z obietnic: zapobiega pękaniu, tworzeniu się odcisków, dezynfekuje.
Fakty: Nie spełnia obietnic wcale. W dodatku skład naszpikowany konserwantami. Wysuszył mi skórę.

FussWohl Krem do stóp redukujący zrogowacenia skóry.

Z obietnic: Nie podrażnia, zawiera kwasy owocowe, natychmiastowa pomoc, rezultaty po 14 dniach. Redukuje zrogowacenia, zapewnia intensywną pielęgnację.
Fakty: nic się niestety nie spełniło. Nie warto tych paru zł na niego.


Orifalame FeetUp Comfort Avodaco&AloeVera Nawilżająca Maska do stóp na noc.


Z obietnic: niestety nie mam już katalogu, w którym były obietnice. Kierując się nawet nazwą, to
od Maski do stóp oczekuje intensywnego odżywienia. W tym wypadku nie działa prawie nic. Poza tym pozostawia na stopach śliską warstwę, stopy robią się jakby mokre.

Babydream Lotion Pielęgnacyjny z rumiankiem i olejem jojoba.

Z obietnic: Delikatna pielęgnacja skóry twarzy i ciała. Nawilża, szybko się wchłania. Nie pozostawia tłustej warstwy.
Fakty: Niestety od kiedy zmieniono szatę graficzną serii Babydream mam wrażenie, że nie są to już te same produkty. Zapewne też na rynek polski produkowane gorsze wersje.

Delia Mandelic Acid 5% Serum do twarzy, szyi i dekoltu.

  Recenzja TUTAJ.
Krótko mówiąc nie działa wcale. Bardzo mała pojemność, trudno stwierdzić czy zadziałałby stosowany dłużej?

Nivea Mango Shine  Pielęgnująca pomadka do ust.

Z obietnic:Wyjątkowa formuła, która łatwo się rozprowadza, szybko wtapia i zapewnia 24 H nawilżenia. Rozpieść swoje usta pysznym zapachem mango.
Fakty: faktycznie zapach i aplikacje są przyjemne. Co z tego, z skoro pomadka nie nawilża. Po krótkim czasie mam przesuszone usta.

O'Herbal Conditioner for Dry and Damagen Hair, Odżwyka do włosów suchych i zniszczonych z ekstraktem z lnu. 

Z obietnic: jedwabista miękkość, łatwe rozczesywanie, blask. Bez silikonów i barwników.
Fakty: Niestety u mnie wzmaga przetłuszczanie, łupież. Ciężko mi ją spłukać, nawet jak daje minimalne ilości. Pompka notorycznie się zacina. I jeszcze ten plastik...


Znacie te kosmetyki? A może u Was się sprawdziły?




Blogmas 2019: Świąteczne Q&A


Przyszła pora na nieco lżejsze tematy na blogu. Żyję już tą atmosferą Świąt i cieszę się z powodu ich nadejścia. Przygotowałam dziś krótkie "Q and A" czyli Pytania i odpowiedzi związane z tematyką świąteczną. Jeśli chcesz mnie poznać bliżej zachęcam do poczytania.


Czy odliczasz dni do Świąt?
Tak, z przyjemnością patrzę na uciekające dni w kalendarzu.

Kiedy zaczynasz przygotowania do Bożego Narodzenia?
W listopadzie, kiedy kupuje prezenty i wyjmuje świąteczne dekoracje. 

Co lubisz robić podczas przerwy świątecznej?
Nie mam przerwy, jako matka i pani domu mam swoje codzienne obowiązki. 

Wolisz Wigilię czy pierwszy dzień Świąt?
Pierwszy Dzień Świąt. Nic nie robienie i odgrzewanie potraw z Wigilii, bo oczywiście znowu przygotowałam za dużo na kolacje. 

Wypatrujesz pierwszej gwiazdki?
Tak.

Chodzisz co roku na pasterkę?
Ostatnio już nie.

Jakie prezenty lubisz dostawać?
Książki, kalendarz, notatnik, czapka, szalik, rękawiczki.

Ubierasz się odświętnie czy spędzasz święta w pidżamie?
Odświętnie, kiedy mają być goście. Pośród domowników zwyczajnie, wygodnie.

Jak wygląda Twój pokój podczas okresu świątecznego?
Jest przyozdobiony mnóstwem bibelotów. Zmieniam firanki, zasłony i pościel na świąteczne. Włączam ozdobne lampki LED.

Jak wygląda Boże Narodzenie w Twoim domu?
Zwyczajnie, tradycyjnie. Chociaż z roku na rok ma powoli dosyć tej tradycji i sztuczności. 

Czy masz jakieś wesołe wspomnienia świąteczne? Jakie?
Zgubienie się w lesie podczas spaceru po kolacji wigilijnej. 

Co najbardziej lubisz w świętach?
Lenistwo, oglądanie filmów, czytanie książek, świąteczne słodkości. 

Czego nie lubisz w świętach?
Narzucania tradycyjnych zachowań i  ciężkostrawnych potraw. Stwierdzenie w stylu "Musisz spróbować jeszcze  tego ciasta" po prostu mnie przytłacza. 

Masz jakieś świąteczne tradycje?
Nocne spacery po kolacji Wigilijnej. 

Jaką będziesz mieć choinkę w tym roku?
Sztuczną, zakupioną raz na kilka lat.

Jaki kolor lampek choinkowych lubisz?
Biały, neutralny.

Wolisz dawać czy dostawać prezenty?
Dawać.

Jeśli w tym roku mogłabyś dać prezent tylko jednej osobie, to kto by to był?
Moja siostra.

Jaki jest najfajniejszy prezent, jaki kiedykolwiek dostałaś?
Książka.

Posiadasz kalendarz adwentowy?
Nie, jakoś nie lubię się w to bawić, ale synek ma czekoladowy kalendarz.

Co byś chciała dostać w tym roku?
Dużo Miłości, spokoju i zrozumienia.

Czy kiedykolwiek zbudowałaś dom z piernika?
Nie, ale mam nadzieję, że w końcu zrobię to z synem.

Gdybyś mogła sobie wybrać, gdzie spędziłabyś święta?
W San Francisco


Link do grupy Blogmas na FB TUTAJ


Pytania w grafice:




Prezenty kosmetyczne pod choinkę, na ostatnią chwilę

christmas gift



Nie mogłoby się obejść bez corocznego już wpisu na temat prezentów kosmetycznych pod choinką.
W końcu prowadzę ten blog od paru już  lat i kosmetyki były i są jego częścią. Jako kobieta uwielbiam prezenty kosmetyczne, ale też wiem, że moje przyjaciółki, znajome i krewne lubią dostawać kosmetyki pod choinką.

Jak sprawić, by prezent kosmetyczny był trafiony?


Przede wszystkim, aby podarować kosmetyki potrzeba taką osobę znać lepiej. Nie jest bowiem powiedziane, że ktoś ucieszy się z zestawu typu: dezodorant i żel pod prysznic, ponieważ może zrozumieć nasze intencje mylnie. Każdy ma też różne gusta zapachowe. Same przecież wiem, że nie toleruje mocnych, intensywnych zapachów. Uwielbiam kosmetyki z naturalnych składników, ale wiem że np. moja bratowa takich nie znosi. Zasada jest więc prosta, dajemy prezent kosmetyczny osobom, z którymi mamy dobry kontakt i znamy ich gust.

Jakie prezenty kosmetyczne mogą się spodobać kobietom?


Dobrym rozwiązaniem są gotowe zestawy kosmetyków. Odpada wtedy już samodzielne komponowanie. Taki zestaw już automatycznie jest bogatszy. W okresie przedświątecznym firmy dbają o piękne opakowania. To wszystko bardzo cieszy oczy, a i raduje obdarowanego.
Wydaje mi się, że naprawdę mnóstwo kobiet uwielbiam dostawać pod choinkę ukochane perfumy. Jeśli bywasz u swojej przyjaciółki podpatrz ukradkiem, jakie perfumy stoją na jej toaletce. Może sama Ci powie, który zapach akurat się jej kończy. Wtedy pomysł na prezent masz już gotowy.
Nieco bardziej ryzykowne wydaje się trafianie w gust na chybił trafił. Perfumy bowiem nie są prezentem tanim i szkoda, aby wydać pieniądze na prezent który nie ucieszy.


A Co podarować Panom?


Mężczyźni bywają praktyczni, lubią rzecz która się przydaje. Oczywiście są też wyjątki w postaci romantyka. Osobiście jednak takiego nie spotkałam w realu. Co więc podarować Panu, którego dobrze znamy i wiemy jaki ma gust? Obecnie sklepy internetowe mają specjalne działy z prezentami dla mężczyzn. Jest to duże ułatwienie, kiedy nie mamy dużo czasu na szukanie w drogerii stacjonarnej. Warto wybierać marki ekskluzywne, gdyż święta to czas wyjątkowy.
Jeżeli Pan nie ma brody, to warto zainwestować w Wodę po goleniu. Zwolennik zarostu może otrzymać zestaw do pielęgnacji brody: olejek do zarostu i szczotkę do brody.


Propozycje prezentów pod choinkę:




  1. Zestaw dla kobiet Loden Morning Dew
  2. Kompaktowa Szczotka do włosów  zarostu dla mężczyzn Tangle Teezer Men's
  3. Woda toaletowa Bvlgari Aqva Pour Homme Marine
  4. Zestaw dla kobiet Moroccanoil Hydration
  5. Zestaw dla mężczyzn DEAR BARBER Beard Oil

To są tylko moje propozycje. Jeśli jeszcze nie macie gotowych prezentów, a szukacie czegoś z półki kosmetycznej, to polecam zajrzeć na e-glamour.pl. Dużo ekskluzywnych marek, piękne opakowania i gwarancja szybkiej wysyłki. 





Nourish London Oczyszczająca Emulsja i Kojący Krem nawilżający

Nourish


Cztery tygodnie mija od kiedy do mojej pielęgnacji weszła marka Nourish London. Przez ten czas stosowałam do demakijażu twarzy Oczyszczającą Emulsję z Jarmużem oraz Kojący Krem Nawilżający do skóry wrażliwej z olejkiem lawendowym. Dziś opiszę moje spostrzeżenia:

Kosmetyki Nourish są wegańskie i nie testowane na zwierzętach. 
Marka Nourish zdobyła certyfikat Soil Association oraz wiele branżowych wyróżnień.

Nourish Oczyszczająca Emulsja z Jarmużem 


Nazywana też musem lub pianką, ale według mnie to coś pomiędzy mleczkiem oczyszczającym a pianką do mycia. Ciekawą cechą fizyczną jaką posiada jest zmiana koloru po aplikacji i masowaniu na skórze na zielony. Zmywać należy chłodną wodą, pewnie ze względu na to, że sama ciepła woda może bardziej przesuszać cerę w połączeniu z produktem. Akurat zmiana odcienia dla mnie ma znaczenie, bo wiem ile mam trzymać Emulsję na skórze.

Stosuje tylko do demakijażu twarzy, do oczu mam Mleczko z innej marki. Jednak producent też nie piszę nic o stosowaniu do demakijażu oczu.

Emulsja znajduje się w 100 ml plastikowym pojemniku air-less.
Wydajność Emulsji jest dobra, gdyż do mycia twarzy nie potrzeba dużych ilości.

Pozostawia wrażenie czystej i gładkiej skóry, gotowej do dalszych etapów pielęgnacji.

Oczyszczanie cery jest bardzo ważnym etapem i warto to robić kosmetykami skutecznymi.
Jesienią i zimą  prym wiodą mleczka kosmetyczne, pianki, mydła naturalne oraz glinka. Stosując te produkty mam gwarancję skutecznego oczyszczania skóry. Zwłaszcza w dni kiedy maluje się mocniej, nie chce aby pozostałości kosmetyków podrażniały moją cerę.

Emulsja Oczyszczająca Nourish nie tylko skutecznie zmywa makijaż, ale zapewnia również właściwości pielęgnujące w trakcie mycia. Dbają o to takie składniki jak: Kwas hialuronowy, probiotyki, jarmuż zwany czarną fasolą afrykańską, wyciąg z róży jerychońskiej i bób tonka. Mają one za zadanie zapewnić świeży, młody wygląd cery oraz skuteczną detoksykacje.

Sama nie wiem, jak odnieść się do właściwości pielęgnujących tego produktu? Ma on krótki kontakt ze skórą. Dla mnie najważniejszy jest brak podrażnień i dobrze oczyszczona cera.

Kwestie drugorzędne to zapach, który w tym przypadku jest typowy dla produktów myjących. Lekko mydlany, neutralny dla nosa.


Nourish Kojący Krem Nawilżający do skóry wrażliwej


Krem wybrałam ze względu na cenne składniki: olejek lawendowy, olejek z ogórecznika lekarskiego, masło Shea Butter Nilotica. Skusiły mnie obietnice relaksu dla skóry, gdyż często reaguje ona źle na stres ogólny. Wszyscy wiemy w jakich czasach dziś żyjemy.

Nie bez znaczenia jest też zapach kosmetyku, jaki stosuje do twarzy. Według mnie krem Kojący z Nourish nie pachnie niestety lawendą, a słodkimi owocami. Wiadomo jednak, że odczucia zapachowe to kwestia indywidualna. W każdym razie cieszy mnie, że zapach nie okazał  się dominujący.

Dużą zaletą okazuje się opakowanie Kremu, szklana buteleczka air-less. Ma to dla mnie ogromne znaczenie, gdyż obecnie  staram się wybierać szklane opakowania.


Nawilżenie cery to droga do sukcesu w jej pielęgnacji.
Jesienią i zimą moja cera lubi się przesuszać. Jest bardziej wrażliwa na zmiany temperatury, czerwieni się. Zauważyłam, że po jakimś czasie dolegliwości te uległy zmniejszeniu. Myślę, że to zasługa tego kremu.

Już przy samej aplikacji czuć jak wnika on głęboko w skórę. O ile krem może w ogóle wnikać, bo podobno dzieję się to tyko w górnych warstwach naskórka. Mam jednak wrażenie, że nie pozostaje tylko na powierzchni, ale działa nieco głębiej. Beż przyrządów nie mogę stwierdzić, jak ten proces przebiega.

Krem Nourish nie pozostawia wyraźnej warstwy na skórze, więc na mróz potrzeba zastosować na skórę coś dodatkowo. Może to być użyte na policzki i nos Masło Shea, Kakaowe lub warstwa podkładu o właściwościach kryjących i odżywczych.

Odnoszę bardzo pozytywne wrażenia ze stosowania tego kremu. Nie należy on do produktów tłustych i zapychających. Jest idealny pod makijaż jak i do stosowania na noc. Szybko daje się odczuć jego  działanie na skórze.


Nourish

Składy produktów poniżej:


Oczyszczająca Emulsja Nourish

Skład INCI (* składniki z upraw ekologicznych, ** pochodzenie ekologiczne):

Aqua, Sodium cocoyl isethionate, Glycerin**, Stearic acid, Cetearyl alcohol, Titanium dioxide (CI 77891), Alginic acid, Helianthus annuus flower extract*, Brassica oleracea leaf extract*, Aloe barbadensis leaf juice powder*, Griffonia simplicifolia seed extract, Lactobacillus bulgaricus ferment filtrate, Pelargonium graveolens flower oil*, Ethylcellulose, Iron oxide Yellow (CI 77492), Mica, Sodium levulinate, Olibanum (frankincense) oil*, Hydroxypropyl methylcellulose, Commiphora myrrha (myrrh) oil, Glyceryl undecylenate, Rosmarinus officinalis flower oil*, Glyceryl caprylate, Levulinic acid, Sucrose, Chromium oxide Green (CI 77288), Leuconostoc/radish root ferment filtrate, Sodium hyaluronate, Populus tremuloides bark extract, Eugenol, Linalool, Citral, Geraniol, Limonene, Citronellol. *Certified organic.**Organic origin. Naturally present in essential oils.


Kojący Krem nawilżający Nourish 

Skład INCI (* składniki z upraw ekologicznych, ** pochodzenie ekologiczne):

Aqua (water), Helianthus annuus (sunflower) seed oil*, Glycerin**, Cetearyl alcohol , Cetearyl glucoside, Palmitoyl tripeptide-5, Glyceryl stearate, Argania spinosa (argan) kernel oil*, Lavandula angustifolia (lavender) oil*, Aloe barbadensis (aloe vera) leaf juice powder*, Borago officinalis seed oil*, Vitellaria paradoxa (shea butter sp. nilotica)*, Bisabolol, Zingiber officinale (ginger) root extract*, Daucus carota sativa (carrot) root powder, Sodium levulinate, Levulinic acid, Cetearyl olivate, Sorbitan olivate, Glyceryl caprylate, Glyceryl undecylenate, Potassium sorbate, Tocopherol, Coumarin, Geraniol, Limonene, Linalool.
Nie bawię się w analizę składów, chociaż kiedyś to robiłam. Obecnie jednak nie czuję, aby moja wiedza była dostateczna. Uwagę jednak wraca wiele naturalnych składników w tych kosmetykach.



Nourish London do marka dostępna m.in. na Costasy.pl . W swojej ofercie posiadają produkty do pielęgnacji twarzy i do ciała. 

Wiem, że ostatnio wiele o nich na blogach. Ja ze swojej strony mogę je polecić. Jeśli ktoś lubi wydać nieco więcej na pielęgnację twarzy, to naprawdę warto. Czuć skuteczność działania tych produktów.



Jak uniknąć świątecznego stresu?

stres protect



Stres Świąteczny zaczyna się tak naprawdę już przed świętami. 

Nerwowa pogoń, by zdążyć na czas i załatwić wszystkie zaległe sprawy. Kupić więcej  i taniej, jak przekonują nas duże sieci handlowe. Skorzystaj z promocji już dziś! Tak naprawdę to wywołuje tylko większy stres. Nadmierne oczekiwania, fałszywy pęd za nieokreślonymi celami.
Tak naprawdę tylko  powoduje w nas niepotrzebny stres.


Bo trzeba wiedzieć, czego się oczekuje od świąt.

 Czym dla nas jest ten czas? Czy mamy go spędzić w gronie najbliższych osób i cieszyć się spokojem? Czy skupić się na materialnych sprawach i  kto da w tym roku lepsze prezenty?
 Czy  popisać się przed rodziną i znajomymi? Uznanie w oczach bliskich jest ważne, ale chyba nie o to chodzi w tym czasie.


Nasze cele są ważne, nie traćmy ich z oczu.

Weź notes lub kartkę, po prostu spisz, co masz jeszcze załatwić przed świętami. Nie odkładaj nic na ostatnią chwilę. Wyklucz sprawy nie ważne, nie daj się zwieść reklamom w telewizji, że coś musisz mieć. Bądź realistą, nie kupuj ponad stan, nie zaciągaj kredytu na święta.


Zaplanuj  zakupy świąteczne odpowiednio wcześniej. 

Tym bardziej jeśli zakupy masz robić przez internet. Weź pod uwagę, że firmy kurierskie mają więcej pracy niż zwykle. Myślę, że zakupy przez internet do połowy grudnia tylko wchodzą w grę. Zamawianie w okolicy 20 grudnia obarczone jest dużym ryzykiem.


Ogranicz chodzenie po dużych sieciach handlowych. 

Wbrew pozorom tam wcale nie jest taniej, a tylko można przeżyć nie potrzebny stres. Przez czekanie w długich kolejkach do kas. Przez nadmiar towaru  zalegającego na półkach. Wreszcie przez wszech obecne, kuszące na każdym kroku promocje. To sprawia, że czujemy się niejako zmuszeni do robienia zbyt dużych zakupów.


Nie zabieraj dziecka na zakupy.

Ten punkt dotyczy rodziców. Kochamy swoje dzieci, ale zakupy z nimi stanowią nie potrzebny stres dla nas, jak i dla nich. Dzieci są bardzo wrażliwe na kolory, muzykę. Nadmiar emocji może powodować u nich nie oczekiwane zachowania. Po co się denerwować dwa razy więcej. Zakupy zaplanuj bez dziecka. Wyjątek to małe zakupy w nie dużym sklepie.


Prezenty zapakuj odpowiednio wcześniej.

Cieszymy się, kiedy wszystko już mamy pod choinkę dla naszych bliskich. Lecz ładnie zapakowany prezent to radość podwójna. Pakowanie na ostatnią chwilę nie jest dobrym rozwiązaniem. Dobrze jest też odpowiednio prezenty podpisać, aby uniknąć wpadki.


Nie wykonuj nie potrzebnych prac przed świętami.

Czy naprawdę nie sprzątasz w domu przez cały rok, że przed świętami dom wymaga gruntownego czyszczenia? Jeśli twoi bliscy są szczerzy i odwiedzają cię w święta dla Ciebie samego, to czy będą zaglądać w każdy kąt domu? Myślę, że nie, więc nie ma potrzeby przewalać wszystkiego i wymiatać drobny pyłek spod każdej szafy.


W święta nie odwiedzaj i nie przyjmuj gości którzy psują twój nastrój.

Złota zasada jak nie popsuć sobie humoru w ten piękny czas. A jeśli już zdarzy się nie zapowiedziana wizyta nie proszonego gościa, to chyba najprościej jest go przyjąć chłodno. Dobry sposób, to udać, że właśnie za chwilę jesteśmy umówieni u cioci, siostry, koleżanki i niestety nie możemy przyjąć nie proszonego gościa, przepraszając go przy tym mocno. Nie ma to jak zachować takt do końca.


W Święta nie przejadaj się, idź na spacer. 

Świąteczne potrawy są takie pyszne i czekamy na to by je spożyć nie raz cały rok. Lecz znać umiar potrzeba we wszystkim. Bo nawet najsmaczniejsze ciasto spożyte w nadmiarze może zaszkodzić. Zachęcam za to do rodzinnych, wspólnych spacerów. Znając życie, to pewnie pogoda będzie wiosenna.



Kulturalne Święta, książki pod choinkę




Nie ma chyba lepszego prezentu pod choinkę niż książka. 


Trudno uwierzyć, ale kiedyś były to kosmetyki, ciuchy i... słodycze. To rzeczy, które karmią ciało. Dają radość na krótki czas i szybko się nudzą, a co gorsza te ostatnie tuczą. Książki natomiast mogą karmić  naszą duszę, ich przewaga więc jest miażdżąca. Oprócz ukochanych powieści obyczajowych i fantasy, chętnie sięgam też po literaturę psychologiczną, a także taką która zapewnia mi rozwój duchowy. Wspaniałe jest to, że obecnie wystarczy otworzyć komputer, parę kliknięć i książka jedzie do mnie.

Tak wygląda moja lista wymarzonych książek, które chciałabym przeczytać w najbliższym czasie:




moja lista książek


1. Ohso "Równowaga ciała i umysłu". Po przeczytaniu książek Osho: "Zdrowie Emocjonalne" i "Techniki medytacji" nadal są one w mojej głowie, analizuje je i chce do nich wracać. To chyba tylko dowodzi tego, że są to pozycje bardzo wciągające i wnoszące do życia coś więcej. Słowa Osho, które można przeczytać w książkach zmieniają moje życie codziennie i czuję ich wpływ na mnie. "Równowaga ciała i umysłu" pozwoli mi lepiej zrozumieć sygnały mojego ciała, które przecież jest doskonałe, tylko potrzeba mu trochę wsparcia i zrozumienia.

2. Osho "Życie jako podróż" to tylko przykładowa, kolejna książka Osho, którą chciałabym przeczytać. Jest ich wszystkich tyle, że już się gubię która ma być następna. Z tego co piszą, książka ta pozwala lepiej zrozumieć własny los, codzienne problemy, które tak naprawdę są niczym. To tylko kolejne etapy długiej życiowej podróży. Sens życia naprawdę można odnaleźć, tylko trzeba czytać.

3. Joseph Murphy "Kosmiczny Wymiar Twojej Mocy". Pierwsza książka , która zmieniała moje życie była "Potęga podświadomości". Przeczytałam ją w 1995 roku. Niedawno znów ją znalazłam. Dziś żałuję tylko jednego, że odłożyłam ją na bok. Kto wiem, jakby moje życie wyglądało, gdybym jednak czytała ją częściej. Teraz wracam do niej, jak  i chce poznać inne tytuły tego autora. Podobno wiedza, którą dzielił się w książkach jest udowodniona naukowo. Joseph Murphy był wybitnym specjalistą, doktorem nauk: religioznawstwa, filozofii i praw.

4. R.A. Monroe "Dalekie Podróże" to kontynuacja "Podróży poza ciałem" książki, która mnie zafascynowała całkiem niedawno. Wbrew pozorom nie jest to fikcja literacka, ale przekazuje wiedzę opartą na faktach i potwierdzoną badaniami. Mam obawy, aby pisać o czym tak naprawdę są te książki. Stwierdzenie czym są "podróże astralne" wywołuje w moim otoczeniu dziwne uśmiechy i kiwanie głową z politowaniem. Cieszę się jednak, że mam osobę która to rozumie, bo sama doświadczyła podobnych przeżyć.

5. R. A.Monroe "Najdalsza Podróż". Trzecia książka z serii autora "Podróży", która podobno świetnie wyczerpuje temat, jak i stanowi uzupełnienie informacji zawartych we wcześniejszych tomach. Z recenzji widzę, że są w niej naprawdę wstrząsające informacje. Podobno najlepsza z całej serii. Nie mogę więc jej pominąć w mojej liście. Już zacieram rączki, aby ją kliknąć na empik.com

6. Diana Gabaldon "Spisane własną krwią"  ostatnia część Sagi Outlander którą czytam od paru lat i skończyć nie mogę. Nie ma się co dziwić, bo zawiera osiem tomów, prawie każdy ponad tysiąc stron. Na podstawie sagi powstał nawet dość popularny serial, który jest wyświetlany na Netflix.
Kto lubi romanse w starym stylu, wydłużające się opisy wydarzeń historycznych i działań wojennych ten nie będzie zawiedziony. Z pewnością ta saga sprawi, że wieczory nie będą nudne, gdyż podróże w czasie to jeden z moich ulubionych wątków. A   szczegółowe opisy  leczenia chorób w osiemnastym wieku, długie podróże morskie, intrygi na dworze króla zapewnią mnóstwo rozrywki.


To tylko szóstka z wszystkich książek, które chciałabym znaleźć pod choinką. Liczę na to, że Święty Mikołaj zasili moje konto bankowe.



Z dzieckiem u psychologa, moje doświadczenia




Kiedy 3,5 roku temu urodziłam syna nigdy bym nie przypuszczała, że jeszcze przed ukończeniem trzeciego roku życia mój syn skorzysta z porad psychologa. Zawsze myślałam, że do psychologa dziecięcego chodzą zbuntowane nastolatki lub dzieci z rodzin patologicznych, które sprawiają poważne problemy wychowawcze.

Wychowanie i praca z dzieckiem zawsze może nasunąć wątpliwości. Pewnym problemów uniknąć nie można,  dziś Wam o nich napiszę.


Co sprawiło, że nabrałam wątpliwości: 


Dla każdej matki jej dziecko wydaje się najwspanialsze i czasem nawet poważne zaburzenia zachowania bywają bagatelizowane. Jednak ja nie jestem z tych ślepo zapatrzonym matek. Obserwuje wnikliwie dziecko, w razie czego konsultuje się ze specjalistami.

Tak naprawdę wszystko zaczęło się już wtedy, gdy syn miał ponad rok. W rodzinie mamy rówieśnika, który zaczął wcześnie chodzić, szybko mówił i w ogóle rozwijał się w tempie szalonym. Nie dziwię się więc, że w stosunku do naszego dziecka zaczęliśmy odczuwać niepokój. Oczywiście wszelkie wątpliwości na bieżąco konsultowaliśmy u pediatry, który pocieszał, że wszystko jest w porządku. Dostaliśmy skierowania na badanie słuchu i do laryngologa. Jednak badania u specjalistów nie wykazały nieprawidłowości.

Kiedy trafiliśmy do psychologa dziecięcego:


Może to wydawać się niektórym dziwne, ale rola matki często mnie przerasta. Wszystko przez to, że miewałam zbyt mało wiary we własne możliwości. Z tego chyba powodu sama zdecydowałam się na wizytę u psychologa w poradni dla dorosłych. Jednym w problemów, z jakim się zmagałam było to, że nie potrafię nic zrobić, aby mój syn zaczął mówić.

Ponieważ po drugim roku życia nadal mówił pojedyncze, proste słowa zaczęłam się naprawdę niepokoić. Oczywiście czytaliśmy synowi wiele książek. Nawet zakupiłam specjalne logopedyczne opowiadania. Pilnowałam, aby syn nie oglądał zbyt wiele bajek w telewizji. Patrzenie w ekran telefonu było kategorycznie zakazane. Na wizycie u psychologa podzieliłam się moimi wątpliwościami. Otrzymałam poradę, aby udać się z synem do poradni psychologicznej dla dzieci. Byłam zaskoczona, że dwulatek może otrzymać pomoc w takim miejscu.

Jak to wszystko wyglądało w praktyce?


Pełna obaw zawitałam z synkiem do poradni. Moje wątpliwości zostały szybko rozwiane, kiedy zobaczyłam jak wspaniałe podejście do dzieci mają pracujące tam specjalistki: Psycholog oraz Logopeda. Badanie psychologiczne odbywało się w sposób dla dziecka zupełnie bezstresowy. Wszystko było w formie zabawy. Synek układał klocki, puzzle,  rysował, bawił się piłką. Psycholog  nie stwierdził u syna poważnych zaburzeń zachowania. Po prostu niektóre dzieci uczą się mówić nieco później. W końcu dotarło do mnie, że nie potrzebnie się martwiłam. Ale cieszę się, że skorzystałam z usług poradni psychologicznej dla dzieci.

Obecnie syn mówi coraz więcej. Od kiedy chodzi do przedszkola jego rozwój znacznie przyśpieszył. Codziennie słyszę nowe słowa, a nawet całe zdania. Teraz widzę, że nie potrzebnie się martwiłam. Mimo to cieszę się, że skorzystałam z pomocy Poradni Psychologicznej.








10 rzeczy które kocham w okresie Świątecznym



Wyzwania Blogmas 2019 ciąg dalszy:

Dziś przedstawię Wam 10 rzeczy, które kocham w czasie Świątecznym , wliczając w to i czas przed Świętami.

Bo dla mnie tak naprawdę cały grudzień jest magiczny, a samo oczekiwanie na Boże Narodzenie może nawet lepsze niż same Święta, które mijają tak szybko. Bo to tylko 3  dni. Przy okazji jest i mnóstwo rzeczy, których nie znoszę w tym czasie, ale o tym innym razem...


  1. Ciepła atmosfera domowa. Wszyscy są w uroczystym nastroju, nikną kłótnie i spory, dawne urazy zostają wybaczone. Dom wypełnia się aromatem świątecznych potraw i ciast. Wszystko jest takie lepsze. 
  2. Świąteczny wystrój domu. Już od początku grudnia wyjmuje ozdoby świąteczne, ustawiam tam gdzie tylko mogę. Uwielbiam światełka, świece i ozdobne figurki. Mogłabym pracować w kwiaciarni i robić stroiki. 
  3. Pierniczki własnoręcznie zdobione. Pierniczki pieczemy odpowiednio wcześniej. Synek aktywnie uczestniczy w przygotowaniu ciastek i cieszymy się nawet wtedy, gdy wzorki na pierniczkach  są krzywe. Samodzielnie przygotowane wypieki smakują zawsze dobrze.
  4. Sernik z rodzynkami i polewą czekoladową. Absolutny pewniak, który wyjdzie zawsze przed świętami. Nie idę na łatwiznę, kupuje ser wiejski i mielę go w maszynce samodzielnie. Dodaje naturalne składniki jak masło, jajka z własnego chowu. Nie żałuję cukru, bo żadna wersja fit nie przejdzie. Takie Święta są tylko raz w roku, więc nie warto wtedy myśleć o diecie.
  5. Śnieg na Boże Narodzenie, skrzypiący pod butami w mroźną noc. Sypiący grubo i odbijający się w światłach latarni. Co roku liczę na białe Boże Narodzenie. Może tym razem się nie zawiodę?
  6. Prezenty pod choinką. Cieszy bardziej obdarowywanie niż dostawanie prezentów. Po prostu lubię być Mikołajem.
  7. Kolacja Wigilijna. Wszystkie te tradycyjne dania, zwłaszcza  postne. Może z wyjątkiem ryby, która ma ości. A pod drugie, to Karp odpada już od paru lat u nas. Męczenie zwierząt nie jest potrzebne w imię tradycji. 
  8. Słodkie lenistwo. Kiedy można już nic nie robić i po prostu zasiąść w fotelu przez Tv. Na co dzień prawie wcale nie oglądam, więc dla mnie to naprawdę wyjątek. Lubię też pójść z wizytą do rodziny i po prostu zasiąść przy stole, podziwiać i smakować te pyszności. 
  9. "Kevin sam w domu". Jest co roku i co roku się nie znudził. Czekamy na niego zawsze tak, jakby leciał pierwszy raz w tv. Ten chłopak to już tradycja. 
  10. Czerwone, ciepłe skarpety i rajstopy. Mam jakiegoś hopla na punkcie tego koloru na Święta, ale chyba nie tylko ja. Czerwone dodatki świetnie pasują do mojego typu urody. Chyba byłabym dobrą Panią Mikołajową. 

Zachęcam  i Was do udziału w wyzwaniu Blogmas 2019. 





Wyzwanie Blogmas 2019 Start: Co jest na mojej choince?



Wczoraj myślę sobie, jutro ten Blogmas.


 Trzeba stworzyć coś kreatywnego, aby czytelnika zachwycić. Na pewno są już wypasione Vlogmasy i Blogmasy, gdzie Panie i Panowie zapewne też chwalą się zakupami około-świątecznymi.  Pewnie, że to jest przyjemne i fajnie się to ogląda. Nie zamierzam tego potępiać. A dziś muszę jechać do sklepu po jakieś ozdoby. Na Black Friday kupiłam nową, większą choinkę to i nowe ozdoby by się jej należały.

I co ? Od soboty nie mogę ruszyć do sklepu. I to z czystego lenistwa, bo już wiem co się zaczyna dziać w sklepach w grudniu. Długie kolejki i atmosfera wcale nie przyjemna. Chociaż nie generalizuje, jest mnóstwo uprzejmych sprzedawców i w kolejce zdarzy się ktoś, kto przepuści. Są sklepy lepsze i takie, których wolę unikać.

Oczywiście wiem, że dla sieci handlowych okres przed Bożym Narodzeniem to czas na zyski. 


Ulegamy nastrojowi i kupujemy więcej. Nie raz za dużo, nie raz rzeczy, które pocieszą oko tylko na chwilę.  Marnej jakości, tanie, plastikowe. Przedmioty, które po krótkim czasie tylko zwiększą objętość wielkiego światowego wysypiska śmieci. Niektóre być może już po miesiącu zostaną schowane do pudeł i będą czekać na rok następny.
 Są też zakupy internetowe, łatwe, szybkie  i przyjemne. Lecz przychodzi pytanie, po co?
 Czy kolejne wydane pieniądze przybliżą nas do tego, co jest najważniejsze? Do sensu życia.

  W tym roku zupełnie inaczej odczuwam atmosferę nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia. Przede wszystkim skupiam się nad tym, co już mam. Nie oczekuje wielkich prezentów. Cieszą mnie rzeczy małe, jak dobre jedzenie, brak dyskomfortu, paliwo w aucie... Niezbyt mroźna pogoda. Promienie słońca przeciskające się zza chmur. Zdrowie najbliższych... Ogólnie to rzeczy oczywiste, które doceniam często dopiero wtedy, gdy zaczyna ich brakować.


I tym oto sposobem, na moją choinkę nie kupiłam jeszcze nic nowego. 


A nie będzie ta choinka stać łysa, o nie. Poszperałam trochę na stryszku i wyjęłam ozdoby z minionych lat. I co się okazało, że nie ma ich  tak mało. Poza tym chce zrobić z synkiem łańcuchy z papieru kolorowego. Może powiesimy cukierki na choince, jak to bywało za czasów mojego dzieciństwa. Będziemy się cieszyć z każdego dnia zdrowia i pokoju. Poczekamy na pierwszy śnieg...

Tym oto sposobem nie tylko zaoszczędziłam pieniądze, benzynę, a może i własne nerwy, bo nie musiałam stać w kolejkach. A choinka i tak będzie pięknie ubrana. Poczekajmy jeszcze parę dni...

Chętnie poczytam wpisy pozostałych uczestników Blogmas 2019
Grupa Blogmas 2019 na Facebook: TUTAJ

plan




A Wy już ubraliście choinkę, czy poczekacie do Wigilii ?


5 hitów z pielęgnacji naturalnej do których wracam

cosmetics natural




Przez osiem lat prowadzenia bloga przeszłam naprawdę długą drogę, jeśli chodzi o moją pielęgnacje i zmianę nawyków. Dziś, po tych latach wiem, co dla mnie jest dobre a co nie. Lubie minimalizm kosmetyczny. Chociaż zdarza mi się nadal  zbłądzić, to są takie pewniaki do których wracam i nigdy nie jestem zawiedziona.

Przedstawiam moją  piątkę hitów z pielęgnacji naturalnej:



Sylveco Mydło Naturalne.

   Mydła sprawdzają się u mnie nie raz lepiej niż żele. Chociaż nie umiem wybrać jednoznacznie, co jest lepsze. Z Sylveco miałam już: Detoksykujące i Tonizujące mydło, a obecnie mam Odświeżające. Bardzo przyjemnie mi się stosuje te mydełka. Nie wysuszają mojej skóry, zarówno ciała, jak i twarzy.  A nawet zdarza się mi nimi umyć włosy. Cena mydeł jest przyjazna, a dostępność dobra. Przekonują mnie ich naturalne, ziołowe zapachy. Będę więc do nich wracać. Produkty Sylveco kupicie w wielu aptekach, sklepach zielarskich i przez internet.

Mydlarnia Cztery Szpaki Szampon w kostce. 

  Wielki hit w pielęgnacji moich włosów. Odkrycie na przestrzeni lat, chyba największe. Po długich poszukiwaniach w końcu znalazłam szampon idealny zarówno do moje skóry głowy, jak i  do włosów.  Mam skłonności do podrażnienia skóry głowy, a włosy bywają suche. Jednak z tym szamponem wszystkie problemy znikają. Jest to produkt uniwersalny. Na opakowaniu piszą, że jest do wszystkich rodzajów włosów. Według mnie zastępuje nawet odżywkę, ze względu na zawartość olejów: Rycynowego, Jojoba oraz maseł: Shea i kakaowego. Zdarza mi się nim zmywać oleje, bo często teraz wykonuje ten zabieg przed myciem. Kocham taką szybką i skuteczną pielęgnację włosów. Szampon kupicie  np. TUTAJ . Jak skończę tą kostkę to kupuje następną.

Glinka naturalna sypka. 

   Po wielu przygodach z maseczkami z drogerii wiem, że glinki sypkie naturalne są dla mnie najlepsze.  Ciężko mi znaleźć glinkę gotową, która ma dodatki i konserwanty, które by mnie nie podrażniały. Chociaż trzeba poświęcić chwilkę na przyrządzenie maseczki, to skuteczność działania  to wynagradza. Zawsze, kiedy dopada mnie kryzys z cerą, sięgam po glinkę. Lubię różne ich rodzaje, wiele z nich się u mnie sprawdza i w zasadzie nie mogę wybrać ulubionej. Przedstawiona na zdjęciu Glinka Rhassoul  z Maroka posiada wyjątkowe właściwości gojące i przyśpiesza redukcję zmian trądzikowych. Lubię jej używać nawet do mycia twarzy, zamiast samego żelu czy mydła. Nie wysusza mojej cery, skutecznie oczyszcza i wygładza. Glinkę marki Shamasa znajdziecie w internecie np. Tutaj

Gąbka konjac do ciała.

   Druga gąbka, którą kupiłam, tym razem  w tekturowym opakowaniu udało się znaleźć w Rossmann. Gąbka Elite SPA posiada właściwości peelingujące, bo zawiera łupiny orzecha włoskiego. Absolutnie nie jest ona szorstka i nie podrażnia skóry. Według mnie uprzyjemnia po prostu kąpiel w wannie. Dużych właściwości złuszczających nie posiada. Wcześniej miałam gąbkę z węglem aktywnym, również z tego sklepu. Była bardzo trwała i długo mi służyła. Gąbki Konjac dla mnie są higieniczne, zwykła gąbka po prostu odpada.

Naturalny Pumeks Hammam  z Gliny.

   Opisywałam Wam go na blogu rok temu. Nadal mi dobrze służy i znacznie ułatwia domową pielęgnację stóp. Jest to produkt jak dla mnie nie zniszczalny i nie widać jego zużycia. Stosowanie go jest proste i przyjemne. Zachowanie higieny łatwe, pumeks nie gromadzi naskórka w zagłębieniach. Wystarczy wypłukać pod gorącą wodą. Tani hit z popularnej drogerii, który polecam. Nie kupuje już innych tarek  i pumeksów.


Pozdrawiam czytających mój blog


Copyright © Retromama.blog