Kreatywne Klocki Plus-Plus midi

Klocki Plus-Plus Midi Basic to mały zestaw liczący 25 sztuk elementów.


Lubię wyszukiwać dla mojego syna nie banalne zabawki. Takie, które faktycznie rozwijają jego umiejętności. Dziecko trzyletnie intensywnie się rozwija i potrzebuję do stymulacji różnych bodźców. Mój syn jest raczej z tych aktywnych dzieci i ciężko mu jest usiedzieć w miejscu. Kiedy jest chory jednak ma wskazany odpoczynek. A niestety patrzenie na bajki nie jest dobrym sposobem regeneracji. Klocki natomiast to fantastyczny pomysł. Rozwijają kreatywność, stymulują zmysły i wypełniają wolny czas. Pozwalają usiąść, zastanowić się i poćwiczyć rączki.

klocki dla dzieci


Chociaż klocki  Plus-Plus wyglądają nie pozornie, to dla małych rączek jest to raj do zabawy. Bardzo łatwo się je łączy w różne kształty, a połączenia te są trwałe. Dziecko tworzy przeróżne figury miksując kolory lub łącząc je podobieństwem.  Klocki  te potrafią zająć na dłuższy moment, więc na pewno jest to zabawka trafiona.

Wiem, że obecnie w sklepach można znaleźć całe mnóstwo zabawek. Warto jednak zwracać uwagę na ich bezpieczeństwo. Dziecko dotyka plastiku, zdarza się, że dotyka ust. Dla mnie bardzo ważne jest to, że klocki Plus-Plus są wyprodukowane w Danii oraz że nie zawierają PVC oraz ftalanów. Klocki te spełniają europejskie normy bezpieczeństwa.

klocki


Niedługo pewnie pomyślicie o prezentach dla najmłodszych z okazji nadchodzących Mikołajek i Gwiazdki. Zerknijcie więc na ofertę mokopico.pl , gdzie znajdziecie m.in. właśnie te klocki Plus-Plus.  Polecam.


5 małych rzeczy, które możesz zrobić dla siebie i dla dobra planety

planeta ziemia


Cieszę się z każdej drobnej zmiany, która zachodzi w ludzkich nawykach. A wyuczone zachowania zmienia się naprawdę ciężko. W dodatku im kto starszy, tym idzie gorzej.  A tak naprawdę można zacząć od malutkich kroków.

1.Więcej spacerować. Nikt nie każe Ci od razu sprzedać auto i chodzić na piechotę, jeśli najbliższy autobus jeździ 5 km od domu. Jesteśmy pokoleniem wygodnickim. Jest do dyspozycji autko, to czemuż nie korzystać. Chwila zastanowienia? Przecież na zakupach wcale nie trzeba jeździć po mieście od sklepu do sklepu. Można postawić pojazd trochę dalej i zapewnić sobie spacer. Są wygodne torby na kółkach przeznaczone na zakupy, a centrum miasta się odkorkuje i będzie mniej spalin. To już jest sukces.

2.Posadzić drzewka, rośliny itp. Nieważne, czy masz swój ogród, czy może tylko balkon. Każda roślinność blisko człowieka przynosi radość. Nawet balkon w kwiatach to często nie tylko barwy dla oczu, ale i pożytek dla pracowitych pszczółek.

3. Stosować wielorazowe produkty. No dobra, wiem, że to ostatnio oklepany temat i już wszyscy o tym trąbią, ale to naprawdę jest ważne. Bo już osiągnęliśmy górną granicę jeśli chodzi o przeładowane wysypiska śmieci. Jeszcze tych śmieci nikt nie chce wtórnie przetwarzać, bo nie jest to opłacalne. Jak przestaniemy kupować śmieci, to będzie ich mniej. 

4. Nie marnować żywności. To jest też zmora naszego kraju. Zwłaszcza pokolenie wychowane za czasów komuny ma skłonność do kupowania wszystkiego na zapas. Wystarczy pójść do sklepu przed weekendem. Niedziele nie handlowe wzbudzają jakiś dziwny strach, że sklep w poniedziałek nie będzie już czynny? A co się dzieje przed większymi świętami to już zgroza. Całe szczęście w większych miastach są już takie punkty, gdzie można oddać żywność której nie uda nam się już zjeść. 

5.Wybierać szklane, papierowe opakowania.  Dotyczy zarówno żywności, jak kosmetyków,odzieży itd. Niby proste, a jakże trudne? Wszystko zależy do jakiej sieci handlowej się udamy.  Może to nie jest reguła, ale sklepy które promują się na tanie mają najwięcej tych sztucznych opakowań. Jest jednak światełko w tunelu, wszystko zależy od nas klientów. Odmówić foliowej torebki? Wydaje się trudne, ale tylko na początku. 




Moje nowości w pielęgnacji cery jesienią

Cosmetics


Jesień, jesień złota, piękna słoneczna, ciepła w październiku. A w listopadzie ziąb, słota i długie wieczory. U mnie pojawiło się niedawno parę nowości, gdyż chciałam zmienić pielęgnację, przygotować skórę na chłody. Oto co się u mnie pojawiło nowego, a niektóre kosmetyki już stosuje miesiąc prawie.

Demakijaż:


W tej kwestii nie zasypię Was niestety mnóstwem ciekawych produktów, bo jest raczej skromnie. Ale też nie maluję się teraz wiele. Poranki są szybkie, nie mam czasu nakładać warstw. Ważne, by skóra była lekko oczyszczona i  dobrze zabezpieczona przed zimnem. Rano więc myję tylko buzię Mydłem Alep 20% Oleju Laurowego, o którym pisałam już na blogu (tutaj recenzja).  Mydło lekko natłuszcza skórę i  nie powoduje jej przesuszenia. Powinnam jeszcze skórę tonizować po myciu, ale obecnie nie mam na stanie żadnego toniku do twarzy. 

Często zmywam twarz wodą przy pomocy płatków wielorazowych. Dotychczas miałam takie  Bambusowe waciki ze sklepu Cuda Natury i sprawdzały się dobrze. Jednak dwa waciki na zmianę to za mało, aby zachować higienę i dlatego zamówiłam jeszcze z Ovium Wielorazowy Płatek kosmetyczny x 2. Bardzo delikatne są te płatki, na pewno nie podrażniają nawet wrażliwej skóry. Waciki wielorazowe, jak i płatki znajdziecie w sklepie wspomnianym powyżej. 

Olej kokosowy Virgin to produkt do wieczornego demakijażu twarzy, ale nie tylko. Używam go do wstępnego rozpuszczenia podkładu mineralnego, a także zmywania resztek tuszu z rzęs. Olej nie robi  mi mgły na oczach, ani nie szczypie. Dobrze jest jednak go zmyć po demakijażu kolejnym produktem.
Mam jeszcze na stanie Mleczko kosmetyczne, ale niedługo dobiegnie dna i zastanawiam się, co kupić na jego miejsce? Wieczorem staram się wykonać demakijaż wieloetapowo, więc stosuje jeszcze mydło Aleppo, aby lepiej oczyścić skórę. Ważne, aby po umyciu skóry od razu aplikować tonik i krem, gdyż skóra bezpośrednio po umyciu może robić się bardziej wrażliwa i sucha. Nie wolno dopuszczać, aby wilgotna skóra parowała, bo traci nawilżenie


Kremy:


Bioturm Uniwersalny Krem z bio-rumiankiem to mój krem ratunkowy. Stosuje go na miejsca zaczerwienione, suche, jak nos i policzki. Jesienią z moją skórą twarzy miewam kryzysowe sytuacje i dobrze mieć coś naprawdę ekstra. A ten krem dzięki tłustej, olejowej bazie oraz ekstraktom roślinnym z rumianku i nagietka szybko przynosi skórze ukojenie, nawilżenie i natłuszczenie. Polecam go również jako uniwersalny krem dla całej rodziny, dla dzieci i dorosłych. Na dłonie, stopy, kolana i łokcie.  Zawiera również wosk pszczeli, a wiec ma też dobre właściwości ochronne dla skóry. Myślę, że na jesienne chłody jest to też dobry krem spacerowy.  

Martina Gebhardt Krem z Propolisem. Wracam do sprawdzonej już marki kosmetyków. Ten krem to moje must have jeśli chodzi o pielęgnację cery podrażnionej, narażonej na niekorzystne warunki atmosferyczne. Szybko likwiduje suchość, podrażnienie, zaczerwienienie skóry. Kremu używam rano i wieczorem. W zależności od potrzeb daje mniej lub więcej produktu, który ma konsystencje tłustą. Stosowany z umiarem nie zapycha i nie przetłuszcza (skóra nie świeci się w ciągu dnia). Nadaje się również jako baza pod podkład mineralny, zarówno sypki jak i w kremie.  Kremy tej marki mają specyficzne konsystencje i zapachy. Koniecznie zapoznajcie się z nimi, jeśli nie radzicie już sobie ze swoją skórą. Mojej mamie ten krem kiedyś wyleczył trądzik różowany, o czym pisałam na blogu. Opakowanie jest z białego szkła, solidne i przyjazne dla środowiska.

Powyższe dwa kremy posiadają certyfikaty ekologiczne,  może nie są najtańsze, za to na pewno warte zakupu. A  kupicie  je w sklepie Green Line


Maseczka:


Cuda Natury Naturalna Glinka Biała Kaolin.  Liczę  w końcu znaleźć czas na przyrządzenie samodzielnych masek z glinką, bo jednak gotowce to coś innego. Często nie działają tak jak oczekuję, albo jeszcze podrażniają. Czysta glinka ma przewagę, mogę samodzielnie zdecydować co dodać do maseczki. Hydrolat, olejek, a może mąkę ryżową, aby uzyskać peeling. Świetnie sprawdza się też sama glinka zmieszana z wodą, położona na skórę podczas kąpieli w wannie. Delikatny masaż zwilżonymi dłońmi przynosi wymierne korzyści dla skóry. Rewelacyjnie oczyszcza i łagodzi skórę. Warto podkreślić, w jakim opakowaniu jest ten produkt: szklany słoik z metalową nakrętką. Ma pojemność 100 gram, więc jest to sporo, a cena ok 8 zł. 

Makijaż:


Neve cosmetics Creamy Comfort Podkład mineralny w kremie znalazł się na zdjęciu, bo również jest to nowość październikowa. Ponieważ podkład  pielęgnuje i lekko koryguje koloryt warto go też wyeksponować, jednak zrobię na jego temat osobną recenzję. Na razie napiszę Wam o nim tyle, że stosuje go prawie codziennie rano na krem pielęgnacyjny, bo stanowi dodatkową warstwę ochronną dla skóry. Myślę, że będzie on odpowiedni dla cer suchych, nie podkreśla zmarszczek i daje efekt miękkiej, aksamitnej cery.
Produkt pochodzi ze sklepu verdissimi.com.

Usta:


Biobaza Bee Balm Balsam ochronny do ust z SPF15. Bardzo tłusta pomadka ochronna w formie sztyftu. Długo się utrzymuje i pięknie regeneruje usta. To będzie mój hit w jesiennej pielęgnacji ust.

O kosmetykach BioBaza jeszcze napisze na blogu, a dziś Mam dla czytelników kod rabatowy:  BIOBAZA50  na minus 50% . Myślę, że warto skorzystać bo produkty Biobaza wywarły na mnie pozytywne wrażenie.



Tak oto wyglądają moje skromne nowości. Może wyłowicie z tej gromadki  coś dla siebie?
Dajcie znać, czy macie już swoich ulubieńców jeśli chodzi o pielęgnację cery jesienią. 




PlastikZgłowy czyli jak kupuje odzież dobrej jakości?



Czapkom z akrylu mówię  "NIE" od paru lat. Chociaż czasem jakaś mnie zauroczy i niestety ulegam. Zazwyczaj jednak ta czapka nie staje  się moją ulubioną. Leży na dnie szafy i czeka na lepsze czasy. To mi daje do myślenia, ile razy jeszcze ulegnę chwilowej zachciance? Przychodzi moment opamiętania.

Myślę, że tak w ogóle  to jestem  jednak minimalistką jeśli chodzi o modę i ubrania. Nie lubię wydawać wiele na ciuchy, a z drugiej strony chcę, aby ich jakość była dobra. Aby służyły dłużej niż jeden sezon.  Często szukam perełek w second hand i zawsze sprawdzam metki. Mam już wyczucie co do tkaniny i materiału z jakiego jest wykonane ubranie. Nie lubię sztucznych, plastikowych rzeczy, bo szybko się w takich pocę. Są to dla mnie ubrania nie komfortowe i nie szanujące mojej skóry.

Od kiedy jestem matką jeszcze bardziej zwracam uwagę na składy ubrań. Dużo kupuje w second hand i nie uważam tego za poniżające. Wbrew pozorom tam jest o wiele lepszy dostęp do ubrań dobrej jakości. Przykładowo zakup sweterka dziecięcego w sklepie  internetowym to koszt nawet 100 zł. A dzieci szybko rosną i o tym wiedzą najlepiej inne matki. Sama nie chce chodzić w akrylowym swetrze, to i dziecku takiego nie kupię. Wełna np. merynosa jest miła i nie gryzie, a sweter i tak się zakłada na bawełniany podkoszulek. Wełna grzeję milutko, jest naturalna. Z wełny poszukiwałam też dla syna czapki i znalazłam taki oto okaz: Zdjęcie powyżej i metka, w sklepie byłam pewna że to dobry wybór. Jak myślicie, czy ta czapka ma dobry skład? Jak widzicie czasem się patrzy na metkę i tak można  się nieźle nabrać.

Do końca akcji #PlastikZgłowy zostało dwa dni, więc nie liczę już na wygraną. Ten wpis jednak nie ma na celu zdobycia nagrody. Po prostu chciałam dodać od siebie parę słów. A może przekonać choć kilka osób do wybierania dobrej jakości ubrań. Nie na jeden sezon, nie ze sztucznych materiałów i nie produkowanych przez firmy nastawione na wyzysk pracowników.

O akcji więcej TUTAJ.  Myślę, że koniec akcji z_kopytem to nie koniec dokonywania świadomych wyborów.


Masaż Tajski czy Rehabilitacyjny, co wybrać? Gdzie się udać?



Jeśli jesteście ze mną na bieżąco, to pewnie wiecie, że ostatnio stawiam na rozwój duchowy. Ale nie tylko, poszukuje też dla siebie alternatywnych metod, aby poczuć się lepiej. Zadbać o siebie kompleksowo. W końcu jestem mamą, a mama musi mieć zdrowie końskie. 
Raz w miesiącu chodzę na rehabilitację  i codziennie robię ćwiczenia w domu.  Wykonuje niektóre pozycje z jogi, dużo spaceruje. Jednak ciągle wydaje mi się, że to za mało. Często skarżę się na bóle kręgosłupa, a moje nerwy są wystawiane na próbę. Nie jestem z żelaza, jestem tylko kobietą.

Podczas mojej niedawnej wycieczki do Krakowa doszłam do wniosku, że muszę poszukać dla siebie salonu masażu. I co się okazało, że w Krakowie mam najbliżej Salon Masażu ThaiSun Kraków Centrum. Jest to jedna z filii Ogólnopolskiej sieci salonów masażu Tajskiego i Relaksacyjnego.  A najważniejsze jest to, że dojazd jest prosty, bo salon mieści się zaraz obok Starego Miasta. Wystarczy więc tylko wysiąść z pociągu i przespacerować chwilkę i jest się na miejscu. Salony Masażu ThaiSun są zlokalizowane w największych miastach Polski: Warszawie, Krakowie i Wrocławiu. 

Dlaczego zastanawiam się nad taką formą masażu?

Chodziłam parę razy na masaże rehabilitacyjne na NFZ i niestety nie przyniosły one dla mnie korzyści. Byłam w stanie pójść tylko na połowę zabiegów, po czym rezygnowałam bo ból był nie do zniesienia. Po drugie nie czułam się komfortowo chodząc na masaże do przychodzi. Zdarzało się, że leżąc rozebrana ma łóżku, w trakcie masażu wchodziła pielęgniarka, lub co gorsza osoba postronna z korytarza. Nie rozumiem tego, dlaczego instytucje państwowe tak nie szanują cudzej intymności, a co gorsza i mojego czasu. Co z tego, że zabieg jest bezpłatny? Liczy się też dojazd do Ośrodka, paliwo, nerwy stracone na zabiegu, który nie działa dobrze.  Z powyższych powodów zdecydowałam się na zabiegi prywatne. 

A co może mi zaoferować Salon Masażu ThaiSun?

Masaż Tajski wykonywany przez profesjonalne masażystki - Tajki, z 10 letnim doświadczeniem. Co ważne,  siła zabiegu dostosowana jest do potrzeb klienta. A nie ma nic gorszego niż zbyt mocny masaż. Zabieg zawiera w sobie elementy akupresury, masażu shiatsu, ajurwedy oraz jogi pasywnej. Są to dla mnie pojęcia znane, choć nie doświadczyłam ich w pełni na własnej skórze. Tym bardziej więc jestem zainteresowana tą forma relaksu.  

Mam nadzieję, że uda mi się wygospodarować czas na wyprawę do tego salonu, a zabiegi masażu przyniosą mi same korzyści. Napiszcie koniecznie, co o tym myślicie. Czy to dobry pomysł skorzystać z masażu tajskiego?



Asia i Marek, miłość naznaczona bólem



To była miłość od pierwszego wejrzenia, jak z bajki: Asia i Marek.

Ona blondynka z mnóstwem loków na głowie, okalających buzię jak u anioła.  On o chłopięcej urodzie, rysach  twarzy młodego boga. 
Poznali się jeszcze w liceum, od tego czasu byli nie rozłączni. Trzymali się za ręce na przerwach, chociaż chodzili do innych klas, to na każdej lekcji bujali w obłokach i tęsknili do siebie. Dobrana para, nadająca na podobnych falach. Wszystko mieli zorganizowane i zaplanowane. Po liceum, studia,  mniej czasu dla siebie, ale ciągłe telefony i rozmowy długimi godzinami. Ferie, wakacje spędzali na wyjazdach wraz ze swoją paczką znajomych. Mnóstwo przygód, podziwianie widoków i świetne fotki na facebooku. Jeszcze w trakcie studiów ślub i wspólne mieszkanie zakupione przez jego rodziców w prezencie ślubnym. Nie myśleli jeszcze o dzieciach, bo chcieli jeszcze zaznać uroków życia.  Ona szybko dostała pracę w salonie urody. On pracował fizycznie, ale niczego im nie brakowało. Rodzice nadal pomagali, bo ona zawsze była oczkiem w głowie taty, który miał firmę i stać go było na pomoc córce. 

Po skończonych studiach zaczęli myśleć o dziecku, ale jeszcze to do nich tak nie docierało mocno. W końcu byli jeszcze tacy młodzi. Znajomi balowali na imprezach, więc im też się jeszcze nie śpieszyło do potomstwa. W końcu jej kariera zawodowa nabierała tępa. Zupełnym zaskoczeniem było pojawienie się dwóch kresek na teście ciążowy. Cieszyli się oboje, bo ich miłość w końcu nabrała sensu. Jednak Asia postanowiła nie zwalniać tempa w pracy. Była już kierowniczką, więc nie pracowała tak wiele. Poza tym szefostwo nie widziało potrzeby, aby zdrowy pracownik poszedł na chorobowe. W końcu ciąża to nie choroba. Chodziła na wizyty kontrolne, lekarz nie widział nic niepokojącego. Pomału organizowali pokoik dla dziecka. Wszystko nabierało innego sensu.

Kłopoty zaczęły się w pracy, nie wielkie plamienie, słabość. Zadzwoniła do Marka, aby przyjechał. Jak wariat jechał do lekarza. Szybko szpital, godziny w bólu i w końcu najgorsze. Maleństwa nie udało się uratować, ale to był dopiero początek koszmaru. Zaczęła się długa walka o własne zdrowie. Poronienie spowodowało konsekwencje i w końcu wyrok, nie może mieć więcej własnych dzieci.  Trudno było szukać winnego, być może to lekarz zawalił, a być może tak miało być.
I chociaż ich miłość była mocna, w tych trudnych chwilach przeszła prawdziwą próbę. Odsunęli się od znajomych, których byli nastawieni tylko na lekkie życie. Asia zrezygnowała z pracy, bo szefostwu nie podobały się zbyt długie dni chorobowego. Nie wychodziła z mieszkania całymi dniami. Marek musiał chodzić do pracy, chociaż jej rodzice nadal ich wspierali. Jednak żadne pieniądze nie były w stanie ukoić tego bólu. Ich związek musiał przejść próbę trwałości.

Nadal się kochają, ale miłość naznaczona bólem staje się inna, dojrzalsza. Nie ma już lekkiego podejścia do życia. Jest za to nieustanna tęsknota. Widok matek z dziećmi wywołuję łzy i ból w sercu. Ciężko jest chodzić na imprezy rodzinne, śmiać się i udawać że wszystko jest w porządku. Rodzina milczy, nikt nie chce dodawać więcej bólu. Asia nie może sobie darować, że nie zwolniła tempa w prac. Marek żałuje, że pozwolił jej pracować w ciąży. Przecież niczego im nie brakowało, ale do tego co było nie da się już powrócić.
To prawda, że fotki na facebooku nadal wrzucają, pokazują swoją niezłomną miłość. Wiedzą jednak, że ich rodzina nigdy już nie będzie pełna. Zawsze będzie ta pustka, pokoik dla dziecka, w którym nikt nie zamieszka.  Jest jednak światełko w tunelu, powoli myślą o adopcji, niech tylko minie ten ból... 



Postacie i imiona w tym opowiadaniu są całkowicie fikcyjne.


Techniki medytacji według Osho

book of OSHO


Medytacja, to prostsze niż mogłoby Ci się wydawać. 

Myślisz, że musisz tego się uczyć? Być może już to potrafisz, ale o tym nie wiesz. Czy potrzeba ćwiczyć  techniki oddychania, odpowiednio siedzieć i nie rozpraszać się? Wcale tak nie musi być. To też nie specjalna, tajemna wiedza pochodząca od sił diabelskich. Tego trzeba doświadczyć na sobie samym. Poczuć ten spokój, tą radość wewnętrzną...Gorąco polecam Wam tą książkę. Z pewnością dzięki niej nie stoczycie się na manowce, ani  nie posiądą Was siły zła i ciemności.

"Techniki medytacji" Osho, to zdecydowanie książka zupełnie inna od tych jakie dotychczas czytałam. Jest to praktyczny poradnik, zawierający proste opisy tego, jak można medytować.

Osobiście jednak nie traktuje jej całkiem dosłownie. A wbrew pozorom czyta się ją łatwo i przekaz który niesie jest  momentami nawet absurdalny.  Jednak przy głębszym zastanowieniu można w tym odnaleźć coś więcej. Można wiele z niej wyciągnąć i wprowadzić również do swojego życia.

Medytacja może do nas przyjść sama. Dzięki tej książce dowiedziałam się, że można medytować tańcząc, śmiejąc się, spacerując, modląc, a nawet w trakcie wykonywania codziennych czynności. Odzyskana równowaga emocjonalna to największa korzyść jaką można uzyskać.
Są różne książki uczące skomplikowanych technik medytacji. Tą mogę polecić początkującym. Znajdziecie w niej mnóstwo rad,  jak  uwolnić się od chaosu w głowie, od wewnętrznego roztargnienia, wreszcie jak nie dać sobą  manipulować.

Kim właściwie jest OSHO? Z tego co można znaleźć w internecie to współczesny nauczyciel i filozof, żyjący w latach 1931-1990. Skutecznie zaprzeczał wszelkim podziałom religijnym. Jego nauki zostały spisane przez jego uczniów, po jego śmierci.  Działalność, która prowadził w ciągu życia była dość kontrowersyjna, skutecznie tępiona przez rządzących na całym świecie. Osho ze swoimi naukami przemierzał całe kontynenty. Ze względu na głoszenie odmiennych poglądów,  również na tematy cielesności został wielokrotnie potępiony, a także otrzymał wyrok w zawieszeniu. Zmarł (prawdopodobnie otruty) w wieku 58 lat. Ewidentnie prawdy przez niego głoszone komuś przeszkadzały. W końcu porywał całe tłumy swoimi przemówieniami. Uderzał w bardzo nie wygodny cel, w różne religie świata, zagrażając ich upadkowi...

okładka książki



Czy żałuję, że posłałam dziecko do przedszkola?

kids


Tytuł prowokacyjny, lecz pewnie zaciekawi Was moja odpowiedź. 

Tak jak zmienne są pory roku, tak i matki są różne i mają swoje zdanie odnośnie wychowania dzieci. Dlatego chciałabym tu podkreślić, że każdy ma prawo do własnego zdania. Dzieci posyła się do przedszkola, czy do żłobka z różnych powodów. Chyba mało jest już takich matek, co zapiszą dziecko wtedy, kiedy już jest to obowiązek, czyli do zerówki. Ja niestety byłam takim dzieckiem, ale czy coś straciłam z tego powodu? Na pewno w ciągu tego jednego roku w przedszkolu zdążyłam zbyt słabo się za klimatyzować i zawrzeć mało przyjaźni.

Kiedy ktoś wyznaje pogląd, że im wcześniej, tym lepiej to zgodzę się z nim. 

Jest jednak jeden warunek. Dzieci są różne, jedne lubią kontakt z rówieśnikami bardziej, a inne wolą przebywać w domu. Mój syn przyzwyczaił się bardzo szybko do przedszkola, a ja wiedziałam że tak będzie. Bo znam moje dziecko. Widziałam jego zainteresowanie dziećmi, to że jest odważny w stosunku do rówieśników, jak i do starszych dzieci. A w domu niestety się nudzi i czegoś mu brak.
Co prawda, kiedy zapisywałam go w maju, to miałam jeszcze wątpliwości, czy pójdzie do przedszkola. Po pierwsze to był na początku drogi do porzucenia pieluszki, a po drugie wydawało mi się, że przecież on jeszcze taki mały. Całe szczęście mąż wybił mi z głowy wątpliwości. A  jakież było moje szczęście, kiedy dowiedziałam się, że syn dostał się do tego przedszkola, gdzie były małe szanse się dostać. Po prostu zrządzenie losu.

Dążąc więc do meritum, absolutnie nie żałuję mojej decyzji.

Pomimo tego, że pierwszy rzut chorób mamy już za sobą. Chociaż wiem, że może być jeszcze różnie. Każdego poranka z radością zawożę syna do przedszkola i cieszę się faktem, że syn tak chętnie tam chodzi. Widzę jego postępy w rozwoju, bo niewątpliwie przedszkole wpływa na rozwój dziecka. Wbrew temu co sadzą niektórzy, że system edukacyjny to samo zło. Syn wraca z przedszkola spokojniejszy, radosny, a w domu jest bardziej zainteresowany samodzielną zabawą. A mama cieszy się z wolnego czasu i w końcu może rozwijać swoje zainteresowania. A czy jestem złą matką, bo cieszę się, że w końcu mogę odetchnąć? Nie sądzę. Każda matka, która ma absorbujące dziecko to zrozumie.




Mydło Alep 20% Oleju laurowego

Aleppo

Przekonuje Was minimalizm kosmetyczny? Czy można się umyć jednym produktem i czuć się czystą, zadbaną i w ogóle kobieco? Czy przeciwnie, trzeba mieć osobny produkt do każdej partii ciała, bo to inne Ph i w ogóle zaszkodzi myć się jednym środkiem? 

Obecnie producenci kosmetyków prześcigają się w oferowaniu nam kolejnym produktów. Do twarzy: mleczko, pianka, żel.  Do ciała: mus, płyn, krem do mycia. Do higieny intymnej: pianka, żel... I tak ciągle coś nowego... kupować bez końca, wydawać bez końca, produkować odpady po opakowaniach.

A jest klasyk, co starczy do wszystkiego i jest to: Mydło Aleppo . Nie pierwszy raz zresztą już na moim blogu, więc wiedziałam że może się sprawdzić.

Mydło Aleppo jest bardzo popularne i można je kupić w wielu sklepach, lecz z tego co wiem, nie zawsze się trafi na oryginalne.  Ja robię zakupy w zaufanym sklepie TUTAJ  


mydełko


Co nam obiecuje producent (info ze strony greenline-sklep.pl)


Roślinne, łagodne mydło na bazie oliwy z oliwek, o wysokiej zawartości witaminy E. Przeznaczone do codziennego mycia ciała i włosów. Odpowiednie do stosowania przy trądziku, egzemach, alergiach, łuszczycy czy nadwrażliwości skóry.
Pielęgnacyjne właściwości oliwy z oliwek zmiękczają skórę i sprawiają, że staje się gładka w dotyku. Dodatek oleju laurowego (20%) działa przeciwzapalnie i antyseptycznie. Wyprodukowane według tradycyjnej, syryjskiej receptury.Sposób użycia: Wysuszyć po użyciu! Unikać kontaktu z oczami i przewodem pokarmowym.Waga netto: 200 g 
Skład: sól sodowa z oliwy z oliwek, woda, sól sodowa z oleju laurowego, wodorotlenek sodu.
Skład INCI: Sodium Olivate, Aqua, Sodium Laurus Nobiliate, Sodium Hydroxide.


Opakowanie to proste kartonowe pudełko. W 100% łatwe do recyklingu.


opis mydła

Moja opinia:

W przypadku mydła Aleppo ocena jest dość szybka, ale myślę, że nie wystawiona pochopnie. Wszak mydło służy mi do codziennej higieny i w zasadzie jest wielofunkcyjne. Patrząc na stosunek jakości do ceny i wagi, to jest to zakup w 100% trafiony.

Duża kostka, o nieregularnym kształcie. Można sobie podzielić na 2 części, ale ja tego nie robiłam.  Mydło akurat mieści się w mojej drewnianej mydelniczce i nie zajmuje wiele miejsca na wannie, w przeciwieństwie do różnych opakowań żeli, pianek i płynów, które czasem kupowałam. Nie ma też problemu z odpadami plastikowymi po tych wszystkich żelach. Ja wiem, że to nie jest dla każdego, więc nie będę przekonywać kogoś na siłę. 

Mnie mydło Alep 20 %  mi pasuje i nie zauważyłam, aby moja skóra cierpiała niedostatek bez tych wszystkich żeli. Myję się nim od stóp do głów, w przenośni oczywiście, bo do włosów mam jeszcze szampon w kostce. Chociaż szczerze, to kusi mnie umyć włosy tym mydłem i pewnie zaryzykuje w końcu. 

skład na opakowaniu

Polecam Wam do Mydło, nie tylko w przypadku jeśli jesteście minimalistycznie nastawieni na pielęgnację. Mydło z Olejem laurowym działa leczniczo na skórę, przyśpiesza gojenie krostek, zwłaszcza tych o podłożu trądzikowym. Nie wysuszyło mojej skóry, chociaż mam do tego skłonność jesienią. Czuję, że dbam o moją skórę jak należy. 




Komoda Pixelo idealna przy małej powierzchni

komoda dla dziecka


Przychodzi taki czas, że dziecko chce mieć swoją szafkę. Taką, która będzie dla niego wygodna, pojemna i jednocześnie cieszyć oko.  Jestem na etapie kompletowania mebli dla syna do jego przyszłego pokoju, a komoda chwilowo stanęła u mnie w sypialni. Synek ma tam swój kącik do zabaw, a komoda okazała się meblem bardzo funkcjonalnym i pojemnym. Powiem Wam, że bardzo podoba mi się też szafa należąca do tego samego zestawu. Z serii Pixelo dostępne są różnorodne kombinacje mebli, kolorów i można sobie wszystko dokupić stopniowo.

Zaczniemy jednak od początku. W lipcu na  www.edinos.pl zamówiłam bardzo praktyczny stolik kawowy.

Uznałam, że sklep edinos.pl jest godzien poznania. Posiadają asortyment różnorodny i kupić tam można meble w dużym przedziale cenowym. Akurat była promocja na komodę Pixelo . Wybrałam kolor biały + dąb sonoma.

Sama mam wybór, albo kupić meble w markecie, albo zamówić u stolarza, co nie jest najtańszą opcją. Często mebel gotowy może się różnić od tego, który widziałam na wystawie. U nas nie ma tego popularnego sklepu meblowego stacjonarnie, uroki mieszkania na wsi. Szczerze, to jak mam jechać autem 35 km do większego miasta, to wolę zamówić sobie w internecie. Jest większy wybór, w sklepie są podane dokładne wymiary i cechy produktu.  Kurier dostarczy towar pod bramę, a jak jest milszy to nawet wniesie do samego domu. Jest jednak ważna rada dla korzystających z usług kurierskich. Trzeba dokładnie oglądać pudełko zanim podpisze się odbiór paczki. U mnie na szczęście nie było wielkich usterek. Zajmuje się malowaniem różnych rzeczy, więc dla mnie nie problem pomalować jakiś odprysk. Takie usterki jednak zależą od uczciwości firmy kurierskiej, która powinna szanować towar, który rozwozi do klienta. Moja komoda przyszła w stanie nie naruszonym, ale stolik kawowy miał drobną ryskę na blacie, którą zamalowałam.

Komoda Pixelo  przychodzi do klienta zapakowana, ale trzeba ją samemu zmontować. W pudełku są płyty do montażu i wszystkie akcesoria: zawiasy, śrubki, kołki drewniane, klamka, nóżki i oczywiście klucz do skręcania. Nie biorę się samodzielnie za takie prace, więc zleciłam to mężowi. Jego zdaniem komoda była łatwa do montażu, a poszczególne elementy były solidne i ciężkie. Po montażu komoda stoi stabilnie, okazała się nie wielkich gabarytów, ale jest pojemna. Była możliwość montażu drzwi z obu stron, co jest bardzo wygodne. Płyty z jakich montuje się komodę są solidne, mają 18 mm grubości. Producent udziela 10 lat gwarancji na mebel.

Podoba mi się takie połączenie kolorów biały + dąb sonoma, bo daje to możliwość różnych kombinacji. I bardzo ładnie komponuje się z panelami w pokoju. Do Komody zmieściły się najbardziej przydatne synowi rzeczy. Tak, aby mógł sam sobie wszystko brać sam z półeczki. Oczywiście teraz dzieci mają wszystkiego pod dostatkiem, dlatego trzeba już myśleć i o zakupie szafy. Wcześniej w tym miejscu miałam szafkę na książki, ale okazała się ona mało praktyczna i chwilowo stoi w garażu czekając na lepsze miejsce. A jak widać w komodzie zmieszczą się książeczki i ubrania. Warto obejrzeć te Komody w kolorze białym na stronie.

Jeśli ciekawi Was asortyment sklepu to zapraszam do oglądania. A warto, bo są promocje i przeceny mebli.

Mam również do rozdania bon rabatowy dla czytelników o wartości 20 zł: 

edinos20  -Kod ważny dla pierwszych 20 osób. 

Co myślicie o takiej komodzie, czy nadaje się ona tylko do pokoju dziecka? A może ma również inne funkcje?

Plany i przemyślenia na ostatni kwartał roku

autumn



Postanowienia, przemyślenia warto robić raz na jakiś czas. Nie tylko na początku roku, czy na końcu.  Staram się robić sobie restart i podsumowanie  chociaż raz na kwartał, bo to ułatwia mi wgląd we własne życie. Nie analizuje i nie wytykam sobie porażek i błędów, bo to jest bez sensu.

Pierwsze dni października wyłoniły  w mojej głowie parę spraw. Jak życie potrafi się zmienić w zależności od myślenia. O tym, że jednak można się wyzwolić z pewnych niedogodności. I zawsze jest nadzieja na zmianę na lepsze.


1.Cieszę się z tego, co posiadam. Od paru miesięcy prowadzę dziennik, pamiętnik, coś w tym stylu. Spisuje różne przemyślenia, czasem nawet bardzo negatywne. Zawsze, kiedy przeleje to na papier robi się łatwiej. Często nawet parę razy w ciągu dnia powtarzam sobie pozytywne afirmacje i jestem naprawdę zaskoczona, jak szybko się może wszystko pozmieniać na lepsze pod wpływem pozytywnego nastawienia. Zdarza się mi spisywać rzeczy z których jestem zadowolona. Czasem bardzo błahe. Jak liść na spacerze,  wiewiórka, ciepłe promienie słońca, czy drobny zakup w second hand. Bo życie tak naprawdę składa się z różnych chwil i trzeba kolekcjonować te małe, drobne sprawy, które przynoszą radość.

2. Rozwój duchowy. Dzięki pewnej osobie trafiłam na takie ścieżki, o których nie miałam bladego pojęcia wcześniej. Rozwój duchowy to nie tylko chodzenie do kościoła i klepanie pacierza wieczorem i rano. Zrozumiałam wiele spraw, które tkwiły we mnie jeszcze od dziecka. Czego ja naprawdę szukam w życiu? Spokoju i równowagi. Chodzenie na msze w niedzielę tego mi nie zapewnia. Współczuję tym ludziom, którzy nie mają żadnego oparcia w wierze. Istnieją na tym świecie, a nie wiedzą po  co i jak  będzie dalej. Żyjąc z dnia na dzień, modląc się do obrazka. Oczywiście, że to nie jest złe, bo ktoś po prostu nie miał  okazji trafić na odpowiednią ścieżkę rozwoju.  Nie chciałabym tu poniżać cudzej wiary, bo każdy wierzy w co chce.  Jestem coraz bardziej tolerancyjną osobą, bo wiem, że nie ma sensu walczyć z wiatrakami. Czytam książkę "Techniki medytacji" Osho, ale nie tylko ona otwiera mi oczy. Są też i inne książki, takie które chciałabym dopiero przeczytać. Różne rozmowy, przemyślenia. Uśmiecham się sama do siebie, bo myślałam, że ja muszę się uczyć medytacji. A okazuje się , że robiłam to już od dawna. Dlatego dziękuje tej Sile wyższej, która pomogła mi poznać  tą pewną osobę.

3. Nie prowadzę projektu denko i nie kopiuje.  Z tematów kosmetycznych, bo w końcu to duża cześć mojego bloga. Radość daje mi  uwolnienie się od schematów.  Ja tak naprawdę prowadzę ten blog, decyduje o tym co i kiedy pisać. Nie muszę pisać tego samego co inni. Nie muszę jeździć na spotkania blogerskie, ani też przyjmować współprac, których tak naprawdę nie chcę. I co najważniejsze, nie muszę się tłumaczyć nikomu z niczego. Jakich kosmetyków używam, wola moja. I szanuje też czyjeś wybory. Nie jestem też żadną "terrorystką" naturalną i ekologiczną. Stosuje naprawdę różne kosmetyki, wybieram co mi służy i na co mnie stać. Zauważyłam, że w środowisku blogerek tworzą się różne paczki, grupy, wzajemne wspieranie się w zależności od zainteresowań. To nie jest może złe, byle tylko szanować drugiego człowieka i jego wybór. Zresztą dotyczy to wszystkich sfer życia. Dlatego proszę nie pisać tu obraźliwych komentarzy, bo takich i tak nie opublikuje.


4. Jestem dobrą matką, więc myślę o sobie.  Szkoda, że mogę to zrobić dopiero teraz, kiedy synek poszedł do przedszkola. W końcu w tym miesiącu dotarłam na rehabilitację do cudownej pani fizjoterapeutki uroginekologicznej. Gdyby nie instagramy, to nigdy bym pewnie nie wiedziała, że z moim brzuchem można coś zrobić. Problem, z którym się borykam od 3 lat nie jest może wielki, ale wpływa znacząco na mój komfort życia. Wkracza w sferę psychiczną, sprawiając że chowam się za luźnymi ubraniami i czuję spojrzenia innych ludzi na sobie.  Pierwsza wizyta tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że to jest to czego szukałam. Z pewnością na blogu napiszę Wam jeszcze o wynikach moich zmagań, ćwiczeniach i efektach.


Takie moje luźne przemyślenia na ten miesiąc. Z tego co widzę, to lubicie czytać u mnie nie tylko na tematy kosmetyczne. Zapraszam do komentarzy jeśli coś czujecie w tych tematach.

Szampon w kostce Dzikie zioła Lamazuna

szampon w kostce


Dbanie o atrakcyjny wygląd fryzury jest dla mnie bardzo ważne. Niestety nie mogę moim włosom poświęcić tyle czasu, ile bym chciała. Dlatego poszukuje stale alternatywnych i prostych metod pielęgnacji.  A jak to wszystko wychodzi w praktyce, przekonuje się dopiero po jakimś czasie.

W sklepie internetowym cudanatury.eu wypatrzyłam dawno poszukiwany przeze mnie Szampon w kostce. 

Chciałam przetestować mydło do mycia włosów, lecz  moje dawne próby nie do końca były udane, co nie znaczy że się zniechęcam.
A jak wyszło mi z szamponem Lamazuna?
Bądź co bądź, nie jest to typowe mydło, a faktycznie szampon w formie kostki.  Dla środowiska naturalnego na pewno oddech i wytchnienie, bo po zużyciu produktu nic nie trafia do kosza, poza malutkim kartonowym pudełeczkiem.



opis

Co o nim piszą w sklepie:

Szampon w kostce Lamazuna to naturalny kosmetyk produkowany ręcznie na południu Francji.

Szampon w kostce jest bardzo wydajny, zastępuje dwie butelki szamponu. Nie produkujemy dzięki temu odpadów. Zawiera tylko naturalne, ekologiczne składniki.
Posiada certyfikat Cruelty free & Vegan. Jest laureatem nagrody Slow Cosmetique.
Skład:
Sodium cocoyl isethionate, Cocos nucifera (coconut) oil, Montmorillonite, aqua, illite, stearic acid, palmitic acid, caprylyl/capryl glucoside, coco glucoside, parfum/fragrance, CI77288, tocopherol, helianthus annus (sun-flower) seed oil.

skład


Szampon Lamazuna ma bardzo prosty skład. Nie jest to typowe mydło, ale faktycznie kostka myjąca do włosów. Zawiera m.in. substancje myjącą, olej kokosowy, dwa rodzaje glinki, substancje zapachową, barwnik. Na końcu składu jest również olej słonecznikowy.

Szampon Lamazuna w moim odczuciu nie pielęgnuje włosów jakoś wyraźnie, ale też ich nie wysusza. Od pielęgnacji wszak są odżywki. Jeszcze nie spotkałam takiego szamponu, który starczył by mi sam w sobie do mycia i pielęgnacji. A najważniejsze,  gdy produkt myjący nie jest agresywny dla skóry głowy.  Ten szampon nie wywołał u mnie swędzenia, ani podrażnienia.

A jakie są jego minusy?
Aby dobrze umyć skórę głowy i włosy trzeba bardzo  dokładnie zmoczyć włosy i skórę.  Zastosować produktu 2 razy, dobrze go spieniać na głowie, pocierając kostką. A także  dokładnie spłukać wodą.  Inaczej włosy mogą się zrobić twarde i sztywne.
Następnym krokiem jest  zastosowanie dobrej odżywki do włosów, najlepiej naturalnej. Bo  jeśli macie słabą odżywkę, to niestety efekt może być krótko mówiąc zły. Ja tak miałam i się niestety początkowo zniechęciłam, a dobra odżywka sprawę załagodziła.  Dobra odżywka dla mnie to taka zawierająca w składzie oleje, masła naturalne, ekstrakty roślinne.
A najbardziej mnie zaskoczyło to, że szampon Lamazuna zmywa oleje. A nawet  zachęca do pielęgnowania włosów w sposób naturalny i bliższy naturze.


kostka


Na co się jeszcze możecie nastawić decydując się na stosowanie szamponu w kostce?
Na wydłużenie procesu mycia włosów. Konieczność dokładnego spłukiwania produktu. Wybór odpowiedniej odżywki może okazać się nieco trudny.
Mimo wszystko warto spróbować, bo to zupełnie inne odczucia z mycia i pielęgnacji. A włosy i skóra w sumie tylko zyskują. Po prostu trzeba się tylko przestawić, bo jednak szampony w płynie to coś zupełnie innego.


Nowości w jesiennej naturalnej pielęgnacji

dekoracja


W październiku zmieniam pielęgnację na bardziej naturalną. Jesień, to czas odpoczynku, regeneracji dla skóry. Niestety ostatnie miesiące tylko mnie utwierdziły w przekonaniu, że lubię bardziej naturalne i proste składy. Wracam więc pokornie do moich ukochanych kosmetyków. Może nie będzie ich oszałamiająco wiele, ale za to będą mi służyć. Oczywiście nie neguje tego, że ktoś używa takiej lub innej pielęgnacji. Wszystko jest dla ludzi,  wszystko można sprawdzić na własnej skórze, tylko trzeba wiedzieć co dobre dla nas. Lepiej mniej, ale za to sprawdzone..

Tak więc prezentują się moje niedawne zakupy kosmetyczne, poczynione z myślą o jesieni:

W Ulubionej drogerii internetowej zamówiłam:

kosmetyki naturalne


Zamówiłam glinkę sypką Rhassoul z Maroka w opakowaniu 100 gram, celem samodzielnego mieszania maseczek domowych. Glinka ma postać grudek i jest dobrze zabezpieczona w plastikowym opakowaniu.
Z tej samej marki Shamasa jest Masło Migdałowe, które ogromnie mnie zaciekawiło jako produkt uniwersalny, w sumie to z myślą o pielęgnacji ciała najbardziej.
2 szczoteczki bambusowe  Zuzii, w wersji soft Slim (z bambusa i nylonu). Najbardziej zaskoczyło mnie, że na opakowaniu jest napis: Made in Japan. Szczoteczki są bardzo lekkie, poręczne  i myje się nimi zęby wyjątkowo komfortowo i skutecznie. Synek także używa tej szczoteczki z dużą chęcią.
Zakup na którym zależało mi najbardziej to Mydło Alep 20% oleju laurowego. Kostka ma 200 gram i kosztuje nie całe 20 zł. Myślę, że to dobra inwestycja.

soap natural


Tradycyjnie do zamówienia dołączono próbki moich ulubionych marek: Martina Gebhardt, Eubiona i Rosadia.


Drobne zakupy w drogerii Rossmann, która to zaskoczyła mnie pojawieniem się akcesoriów Jean Louis David i Ellite Spa w przyjaznych środowisku opakowaniach.

grzebień ze słomy


Warto zwrócić też uwagę na dezodorant Isana bez soli alumium w szklanym opakowaniu z atomizerem.
Peelingująca Gąbka Konjak do ciała zawiera łupiny z orzecha włoskiego. 100% naturalna, o działaniu złuszczającym i detoksykującym. Biodergadowalna. Przyjazne środowisku opakowanie.
Grzebień do włosów Jean Louis David z naturalnych składników, słoma + kukurydza. Zależało mi  na nim, ponieważ ma szeroko rozstawione ząbki, co przy kręconych włosach jest praktycznym rozwiązaniem.


grzebień gąbka


Pozostałe drobnostki ze Sklepu zielarskiego

pasta do zębów


Natura Siberica, Naturalna Syberyjska Pasta do zębów 7 ziół północy.  Przyjemnie odświeżająca, zapowiada się na porządną pastę, bez SLS, fluoru i parabenów.
HornhautBalsam Balsam na zrogowacenia naskórka.  Właściwie to nie pasuje to tytułu posta, bo skład ma nijaki, ale czasem trzeba coś kupić wbrew sobie. Nie wiem jednak, czy to będzie udany zakup?
Zakupiłam również po raz kolejny Maseczkę Peeling K+K z Fitomed, lecz niestety nie załapała się do zdjęcia. Z pewnością jednak napiszę o niej jeszcze na blogu.




Anka Sangusz Niepokorni: dziewczyna z ogrodu

book

W czasach nastoletnich czytałam wiele książek. Skutecznie broniłam się przed czytaniem lektur obowiązkowych, za to po nocach siedziałam pod kołdrą z zakazaną książką. Co to była za książka, której pani w bibliotece nie chciała mi wypożyczyć, tego nie pamiętam. Obecnie są zupełnie inne czasy. Nastoletni czytelnicy mają ogromny wybór, ale sięgają po książkę zdecydowanie zbyt rzadko. Z chęcią przyłączam się do szerzenia czytelnictwa pośród młodszych pokoleń, bo wiem że moda na technologię odbiera im szansę bliższego kontaktu z książką. Po takim wstępnie chyba zrozumiecie, dlaczego przedstawiam tu książkę dla nastolatek.

Anka Sangusz "Niepokorni" 

tom pierwszy "Dziewczyna z ogrodu":


Książka napisana językiem prostym, stworzonym dla młodej osoby. 

Czyta się ją szybko, można przebiec wzrokiem. Są jednak momenty, które zmuszają do zatrzymania się, zastanowienia. Pomimo, że nastolatką nie jestem od dawna to przeczytałam ją chętnie i z radością przekażę ją też siostrzenicy. 
Ta książka na pewno nie jest bardzo "grzeczna", lecz traktuje o sprawach ważnych dla młodego pokolenia: O pierwszej miłości, akceptacji, sprawach zwykłych jak szkolna codzienność. Pozwala  mi lepiej zrozumieć psychikę nastolatek. Spojrzeć na ich świat z innej perspektywy. Co dla dorosłych może wydawać się śmieszne, błahe i nie ważne, dla nich jest całym światem. 

Jak się okazuje młodzi ludzie też mogą zmagać się z bagażem trudnych doświadczeń. 

Dźwigają ciężar za dorosłych, którzy byli  zbyt mało odpowiedzialni, aby zapewnić im bezpieczeństwo. Muszą zaspokajać napompowane ego opiekunów. Są uwikłani w sprawy zdecydowanie dla nich zbyt trudne, czasem bardzo bolesne.  

Nie lubię streszczania książek, bo to może czasem zniechęcić, ale co na okładce można poczytać:

streszczenie


W pierwszej części Niepokornych udało mi się dobrze poznać główną bohaterkę Kamilę. Ułożoną nastolatkę, która dobrze zna swoje obowiązki, ale musi walczyć o swoją przestrzeń życiową. Osobę romantyczną, ale  i twardo sprowadzaną na ziemię przez własną matkę. Całę szczęście w połowie książki następuje nieoczekiwany zwrot akcji i matka głównej bohaterki przechodzi korzystną przemianę. 

Poczułam niedosyt co do drugiego bohatera Kacpra, którego postać owiana jest tajemnicą. Jest nieodgadniony, choć wydaje się być postacią pozytywną.  Miota się pomiędzy miłością do Kamili, a obowiązkami wobec rodziny. W sumie to nie wiele zrozumiałam o co chodzi z tym Kacprem, ale w końcu po to są następne części serii Niepokorni. 

Z całą serią Niepokorni możecie bliżej zapoznać się na yaczytam.pl

Copyright © Retromama.blog