Sukcesy i porażki 2020



Pora na podsumowanie roku 2020

Sylwester inny niż wszystkie. W końcu można usiąść spokojnie, napić się piwa bez alkoholu i nieco pomarzyć. Ten rok był dla wszystkim bardzo trudny. Nie jestem z tym stwierdzeniem zbytnio odkrywcza, ale to pierwsza myśl jaka przychodzi mi do głowy.

Pomimo trudnej sytuacji pandemicznej i tego, że moje dziecko wisiało na mnie praktycznie od marca do sierpnia, udało mi się aktywnie prowadzić bloga. Co więcej zawrzeć parę ciekawych współprac, nie tylko barterowych. 

Po tym całym roku  nadal wierzę w sens mojego pisania. Raz nawet na blogu nazwałam sama siebie pisarką i nie myślę, że jest to stwierdzenie przesadne. Każdy myśli  o sobie co tylko chce, zdanie innych ludzi też trzeba szanować. Na tym właśnie polega wolność.  Uwielbiam pisać, dlatego nie przestanę i nawet mam nowe pomysły na kolejny rok. 


Jakie były moje sukcesy w 2020 roku?

Bez wątpienia mogę sobie pogratulować tego, że regularnie medytowałam. Najpierw z medytacjami buddyjskimi, później przy relaksującej muzyce, trochę też w ciszy. Miałam przerwę w wakacje i niestety wtedy mocno podupadłam psychicznie. Teraz widzę, że to też było potrzebne, abym mogła docenić wartość medytacji w moim życiu. 

Obecnie lubię medytacje prowadzone ze Spec Babką na YouTube, lubię też słuchać jej wywodów psychologicznych i nie tylko. Tak mnie przekonała, że nawet kupiłam jej książkę "Błękitny umysł" którą obecnie czytam i sobie dozuje po troszku. 


Drugim niezaprzeczalnym sukcesem w 2020 roku było to, że chodziłam na rehabilitację i wykonywałam ćwiczenia w domu. Dzięki temu zawdzięczam mój wielki powrót do formy po ciąży. I wcale nie szkodzi, że zrobiłam to dopiero kiedy syn skończył cztery lata. Tak naprawdę nigdy nie jest za późno na to, aby o siebie zadbać. 

Same jesteśmy odpowiedzialne za to jak się czujemy i wyglądamy. Dobra kondycja zależy nie tylko od godzin spędzonych na siłowni. Buduje się ją codziennie dobrymi nawykami i tak oto dużo spacerowałam i dbałam o kontakt z naturą

Miało to też wpływ na moją kondycję psychiczną. Obecnie nawet jak pogoda nie zachęca to prawie codziennie wychodzę wieczorem na krótki spacer. Dzięki temu lepiej sypiam i mam lepszą odporność. 


Kontakt z naturą łączy się też z tym, że nauczyłam się doceniać Tu i Teraz. Uwielbiam to uczucie, kiedy mogę stanąć w lesie, w parku, nawet na mojej łące. Zamykam wtedy oczy i wsłuchuje się w szum drzew. 

Co mówią drzewa, jak cudowne opowieści snują? Jak żyją i co chcą nam przekazać, o tym wiedzą nieliczni. Cieszy mnie jednak, że jest coraz więcej osób, które wczuwają się w Tu i Teraz.

Czasami, nawet tylko jadąc samochodem można docenić ten konkretny moment. Wystarczy fajna piosenka w radiu, wdzięczność za możliwość przemieszczania się. A na wiosnę koniecznie kupuje nowy rower, bo chciałabym więcej poruszać się dwoma kołami. 


Na to jak się czuję, co doceniam i jaka jestem ma wpływ też to, że przeczytałam kilka książek z kategorii Rozwój duchowy. I wcale nie czuję się jakaś wielce oświecona. Nadal spotyka mnie niezrozumienie ze strony bliskich mi osób, a z drugiej strony odnajduje drogę do siebie samej. 

Cieszę się też z tego, że mimo wszystko mogę mieć wpływ na ludzi mnie otaczających. Są momenty, kiedy naprawdę czuję się "światłem". Kiedy mogę podzielić się z kimś moimi wnioskami, odkryciami, ten blog też znacznie mi to ułatwia. A wiadomości, że komuś pomagam przez moje pisanie są jak miód na serce. 

Wielkim sukcesem były także spotkania online z psychologiem, na których tak wiele sobie uświadomiłam. W końcu mogłam porozmawiać z osobą kompetentną, która naświetliła mi niektóre problemy, o których nie miałam wcześniej pojęcia. 


Ile było porażek w moim życiu?

Trudno jest pisać o porażkach, bo tak naprawdę każdy dzień daje szansę do zmian. Dawniej potrafiłam całymi dniami zadręczać się czymś, na co nie mam wpływu.  Widziałam siebie jako złą matkę, kiepską kucharkę, niezorganizowaną gospodynię domową, zaniedbaną kobietę. Ciągle chciałam coś udowodnić sobie i innym.

Dziś taka już nie jestem. Mam w sobie wiele luzu, chociaż ostatni miesiąc tego roku dosłownie mnie sponiewierał. Niektórych ludzi już ze mną nie ma. Nie da się już naprawić starych błędów, można za to wybaczyć sobie i innym. 

Myślę, że nie warto skupiać się na porażkach, bo każdy wie że ten rok był trudny. Dajmy sobie więcej luzu na następny rok. Bądźmy wdzięczni za drobne rzeczy, nie oczekujmy zbyt wiele, a zapewne życie miło nas zaskoczy. Nawet gdy będzie ciężko, zawsze jest szansa na poprawę. 



Podsumowanie grudnia, nie tylko kosmetyczne


Jakiś czas temu dostałam radę od pewnej osoby, że ludziom trzeba pokazywać tylko pozytywne rzeczy. Na zdjęciach zawsze trzeba się uśmiechać, dbać o dobrą aranżacje zdjęć, a przekaz powinien mieć zachęcający wydźwięk. 

Czy to jednak jest prawdziwe? Nikt z nas chyba nigdy nie ma w 100% wspaniałego życia. Dotykają nas różne problemy, mniejsze, większe. Czasami nawet traumatyczne przeżycia. Martwiłam się, że mam słabe zdjęcia.

Dzięki posiadaniu Instagram dotarło jednak do mnie, że i tam wcale wszystko nie jest idealne. I nawet na kontach profesjonalnych, firmowych zdarzają się zdjęcia dla mnie bardzo słabe. Co nie znaczy, że nie podobają się one innym. 

Tak jak i w życiu, tak samo na zdjęciach, w mojej pracy blogowej nie wszystko zawsze wychodzi. 



Grudzień do widzenia

Ostatni miesiąc roku, zamykam kolejny okres blogowy. Kolejny rok pisania, z różnym efektem. Czas przemyśleń, ale na podsumowanie całego roku jeszcze przyjdzie pora. 

Mogłabym też dodać, że stale zmierzam do prawdy i poszukuje inspiracji dla siebie. 

Inspirację daje samo życie, rozmowy z niektórymi blogerkam - kobietami takimi jak ja. Matkami, które mają różne problemy. Codzienne sprawy, wychowanie dzieci, praca, to wszystko pochłania nasz czas. 

Piszę też z osobami, które podobnie jak ja, szukają swojej ścieżki duchowej. Kontakt z ludźmi zawsze daje mi natchnienie. A w grudniu  pewne trudne sprawy rodzinne skutecznie wyłączyły moją chęć do pisania na blogu. 


Prezentów czas

W grudniu był też czas na sprawy przyjemne, jak prezenty pod choinkę. Zamówiłam parę ubrań dla siebie w sklepach internetowych, ale niestety wiele musiałam zwrócić, bo nie trafiłam z rozmiarami.

Kosmetyki, które mogę sobie sama zamówić, to zawsze jest prezent udany. I tak oto zamówiłam dla siebie te dwa kremy, które wcześniej się u mnie sprawdzały: Weleda Skin Food do skóry wyjątkowej suchej oraz Eco Cosmetics tonowany krem z Filtrem UV SPF 30. Recenzje tych kosmetyków były na blogu dawno temu, ale korzystając z wyszukiwarki można je odnaleźć. 

Oba kosmetyki są idealne na zimowy czas. Przed świętami była dobra promocja na greenline-sklep.pl. Po raz kolejny go Wam polecam, znam od lat, ceny zawsze najniższe oraz gwarancja taniej i szybkiej dostawy. I nie mam z tym sklepem obecnie współpracy, tak nawiasem. 


Drugi prezent, jaki sobie sprawiłam to książka Klaudii Pingot "Błękitny umysł". Możecie spodziewać się recenzji po Nowym Roku. 



Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni


Przykre zdarzenia, które miały miejsce w grudniu chciałabym po prostu puścić w niepamięć. Wiem też, że  pozwoliły mi  one spojrzeć inaczej na moje życie. Stwierdzenie: Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni wydaje mi się obecnie tak bardzo prawdziwe. 

Patrzę z inną perspektywą na sprawy,  które są  dla mnie tak mało już znaczące.  Po raz kolejny doceniam znaczenie drobnych rzeczy, urok chwili, wartości niematerialne. 





Dzisiejsze podsumowanie miesiąca nie jest może zbyt wybitne, ale cieszę się, że mogłam dla Was je dodać. Tymczasem życzę Wam spokojnego oczekiwania na Sylwester oraz wejścia w Nowy Rok z uśmiechem na twarzy. 


Ten Świąteczny czas...


Czas na życzenia;


Drodzy czytelnicy, pragnę złożyć Wam najszczersze życzenia w dniu Świąt.

Przede wszystkim  życzę Wam dużo zdrowia, bez tego nic nie wychodzi. 

Spokojnej, świątecznej atmosfery, nie tylko dziś, ale zawsze. 

Wewnętrznego spokoju i stabilności w życiu. 

Niech spełniają się Wasze wszystkie marzenia, a pozytywny nastrój nigdy Was nie opuszcza. 


Ze spraw bieżących:

W tym roku Blogmas u mnie mocno okrojony.  Nie udało się zrealizować wielu tematów z uwagi na moją trudną sytuację rodzinną. Mam nadzieję, że w już po świętach ruszę z nowymi pomysłami i będzie mnie tu zdecydowanie więcej. Do zobaczenia wkrótce. 


Dr Dawson Church "Myśli to Materia" - recenzja książki


 

"Myśli to materia" czyli jak stworzyć swoją rzeczywistość?



Nie będę tu streszczać o czym jest książka, bo łatwo przeczytacie jej opis w Internecie. Dodam za to moje odczucia względem niej. Czy ta książka zmieniła coś w moim życiu? Czy jest to kolejny, pełny górnolotnych teorii poradnik z gatunku rozwoju duchowego?

Dlaczego zdecydowałam się przeczytać "Myśli to materia"? Większość życia myślałam, że jesteśmy jak te liście na wietrze, poniewierane przez los. Zdani na karmę, zmuszani do życia wg cudzych przekonań i tradycji. Przejmujący stare nawyki, z piętnem ciągnącej się nami przeszłości. 

Nasze życie to seria przypadkowych zdarzeń, przeplatana lepszymi chwilami, które szybko mijają? Czy naprawdę nie mamy wpływu na własny los? Jak się okazuje mamy wpływ i to ogromny. Wszystko zaczyna się w naszej głowie, świadomości. Każdego dnia można stworzyć dobre nawyki myślowe, które w realny sposób wpłyną na nasze życie. 


Gdybym miała podsumować książkę w jednym zdaniu?


"Myśli do materia" dodaje życiu niesamowitej nadziei. Skutecznie przekonuje do zmiany nawyków myślowych. Wprowadza nowe spojrzenie na całą otaczającą rzeczywistość. Mało osób jeszcze zdaje sobie sprawę z ogromnego wpływu myśli na swój los. 

Co najważniejsze teorie zawarte w tej książce to nie wyobraźnia autora, który przytacza całe mnóstwo badań i doświadczeń nie tylko naukowych. W kolejnych zdaniach, rozdziałach prowadzi nas przez fascynujący świat nauki, sięgając po teorie i udowadniając swoje założenia. 

Dr Dawson posługuję się również własnym doświadczeniem życiowym. Poznajemy kolejne etapy jego własnego rozwoju. Od czego zaczynał? Jak wyglądało jego życie na początku kariery zawodowej. Co złożyło się na jego własny rozwój i jakie pozorne przypadki miały wpływ na to, że dziś jest tym kim jest. 

Co mi się jeszcze spodobało, to opisy różnych, dawnych zdarzeń. Przytoczenie wypadków z okresu Zimnej wojny. Tej wiedzy nie znałam z podręczników historii. Co się wydarzyło podczas ataku terrorystycznego  na World Trade Center, jakie zbiegi okoliczności miały tam miejsce. Dlaczego tak wiele osób uniknęło wówczas najgorszego losu? 

Dr Dawson Church

Nagradzany autorytet, założyciel National Institute for Integrative Healthcare , który bada i wprowadza udowodnione naukowo psychologiczne i medyczne metody uzdrawiania. 

Wiele badań Dr Churcha zostało opublikowane w prestiżowych magazynach medycznych. Propaguje wiedzę na temat metody EFT, która jest połączeniem terapii psychologicznej z akupunkturą. 
 
Działa na EFT Universe,  pierwszej organizacja, której kursy uzyskały akredytację CME (Continuing Medical Education) dla wszystkich głównych zawodów, w tym dla lekarzy, psychologów i pielęgniarek. 

Dr Dawson Church prywatnie zna się osobiście z dr Joe Dispenza, to nazwisko może Wam być znane. Dispenza to współczesny cudotwórca, nauczyciel, uzdrowiciel. 


Książkę jak najbardziej polecam. Każda chwila poświęcona na jej przeczytanie nie była stracona i myślę, że sięgnę po nią jeszcze raz. 


Oprawa miękka, Stron 420, rok wydania 2019

Dlaczego pozwalasz na bylejakość w swoim życiu?



Temat na czasie, koniec roku nadchodzi...

Pora  więc na podsumowania,  przemyślenia, wnioski...

Znowu robię porządki w szafie, pozbywając się nie służących mi już ubrań. 

Zdziwiona jestem, skąd u mnie tyle beznadziejnych rzeczy? 

Druga sprawa to kosmetyki. Temat rzeka, jeśli jest się też blogerką kosmetyczną. I znowu pytanie, dlaczego trzymam to, czego już nie zużyje, bo  mi to nie służy, bo nie mam ochoty, sama nie wiem?


Dlaczego tyle bylejakości wokół mnie?


Ciągnie się za mną widmo kryzysu? Nie chcę, albo po prostu się boje pozbywać rzeczy, tylko dlatego, że ciągle mam nadzieję o ich przydatności?


Minimalizm był moim założeniem na 2020 rok, a wyszło znów nie tak. 

Dlaczego człowiek nie może tak łatwo się zmienić? Zacząć w końcu szanować swoje cele, założenia, tylko ciągle wraca się do starych nawyków?

Co prawda trzymałam się dzielnie zasady wyboru jakości do połowy roku, a niestety w drugiej już mocno zbłądziłam. Także prowadzenie Instagram bywa dla mnie zgubne. Tam jest po prostu zbiorowisko słabej jakości przepychu. (ha, to jest świetne określenie).

Jedni drugich napędzają  i zachęcają. A bo nowe kubki w stonka-biedronka, to znowu sklep na P. coś rzucił taniego. Ile osób pójdzie, obejrzy, napisze prawdę, ok kiepski towar, nie kupuje. 

A ile ludzi kupi tylko dlatego, że na zdjęciu ładnie coś wygląda?

Jak długo nam posłużą te tanie, ładnie wyglądające rzeczy? Czy nie lepiej zainwestować w uniwersalne wartości, jak choćby książka. 


Przed świętami zostałam zalana ...

Falą  zdjęć kiepskich, plastikowych ozdób choinkowych oczywiście.  Masą kubków świątecznych już pod koniec listopada.  Home decor rządzi i wydawać się może, że gdy nie masz jaśków z motywem renifera i choinki, to nie jesteś cool. 

A to wszystko są chwilowe tylko zachcianki. Większa wartość to podziwianie widoku łabędzi na spacerze, albo nawet stada dzikich kaczek na rzece. 

Tego Wam właśnie życzę przed świętami: abyście umieli rozróżnić słabe wartości, od tych prawdziwych. 


Wpis nie ostatni przed świętami, jeszcze w temacie blogams na pewno coś będzie. 

Jakie spodnie warto kupić?



Wygodne dresy z Femme Luxe skusiły mnie znów, a jak wyszło z kolejnym zamówieniem, o tym napiszę w dalszej części wpisu. Czy warto w tym sklepie zamawiać, jak jest z jakością i rozmiarami ubrań, napiszę na przykładzie spodni dresowych.


Czarne dresy to dla mnie uniwersalny strój domowy. W połączeniu z bluzą  i  kurtką może też okazać się strojem wyjściowym. Nie mam problemu jeśli chodzi o wyjście w dresach, ale sami wiecie, że tych wyjść coraz mniej.

Patrząc na rozmiar 10, który zamówiłam widzę, że jest on dobry. Gdybym jednak wzięła mniejsze, też fajnie by było. 

Te dresy są z mięciutkiego materiału, jest to 52 % bawełny i 48 % poliester. Od spodu są cieplejsze, więc można nawet obejść się bez rajstop, gdyby chciał w nich wyjść. 

W pasie jest gumka oraz sznureczek od spodu do regulacji. Dla mnie zbędny, spodnie są idealne na mój wzrost 1,60 m. Spodnie są zwężane ku dołowi, w nogawkach również gumeczki. 

Black Cuffed Joggers - Lizzie 10/Black



W ogóle to myślę, że w mojej szafie ciągle za mało jest spodni, więc przy następnym zamówieniu zajrzę jeszcze do kategorii Trousers na Femme luxe. Taki już los kobiety, ciągle nie mam w czym chodzić, a szafa pełna. Czy też tak macie?


Spodnie w kratkę, które kojarzyły mi się ze spodniami piżamowymi. Z takim zamiarem je zamówiłam, że będę je nosić tylko wieczorami. A powiem Wam, że gdy je założyłam w domu, to stwierdzam, że naprawdę nie wyglądają na piżamę. 

Oczywiście te dresy są bardzo wygodne.  Materiał to grubsza, miła bawełna. Składowo wypada podobnie jak czarne dresy.  Od środka ma taki miły w dotyku materiał, przez co w ogóle nie są gryzące i idealne na chłodniejsze dni.

Wybrałam rozmiar 8, bo był dostępny i widzę, że z tej kategorii powinnam brać 8. Długość idealna na moje 1,60 m wzrostu. 

Krój tych spodni jest bardziej prosty, choć nadal luźny.  W pasie jest wygodna gumka, sznureczek do regulacji. Wszystko jak najbardziej na plus. 


Soft Touch Oversized High Waisted Joggers - Melody / 8



Zdjęcia nie są idealne, bo  nie jestem modelką, ani też nie mam profesjonalnego fotografa. Pokazuje zwykłe, domowe ubrania, w którym najlepiej się czuję na co dzień. 

A też jeśli ktoś szuka czegoś bardziej wyjątkowego, to może warto zajrzeć w kategorię Black Lace Bodysuit sklepu Femme Luxe. Polecam. 


Szare dresy to niestety klapa w tym zamówieniu. Nie zawsze wszystko musi się zgadzać. 

Spodnie okazały się o wiele na mnie za duże. Przynajmniej o dwa rozmiary, pomimo że wybrałam 10, to niestety w nich utonęłam.  A chce Wam przypomnieć tylko, że spodnie czarne pokazane wyżej też są w tym rozmiarze i mimo tego leżą dobrze. 

Nie martwię się jednak, bo spodnie są idealne na męża. Ma on 1,80 m wzrostu i jest szczupły. Pomimo tego, że preferuje raczej Jeans, to będzie z nich zadowolony. 

Myślę, że powinni jednak lepiej te rozmiary opisywać i w tym sklepie jest to dla mnie rzecz nie przewidywalna. Bywało już tak , że zamówiłam koszulkę z rozmiarze 8 i była bardzo ciasna. 

Jeżeli chodzi o materiał, to składowo trochę inaczej niż powyższe: 65% bawełny, 35% poliester. Tkanina wygląda na cięższą i solidną. 

Wadą tych spodni jest też to, że ten "baranek" od środka trochę schodzi, więc można mieć nogi w białych kłaczkach jak się spodnie zdejmie. Być może po kilku praniach ta wada zniknie?

Grey Cuffed Joggers - Lizie 10/ Grey


Podsumowując moje zamówienie na Femme luxe

Uważam , że sam sklep nie jest zły, bo spodnie dresowe są naprawdę w porządku. Materiały są z dużym udziałem bawełny, więc nie tylko "plastikowe" i sztuczne. W dotyku wyglądają na dobre jakościowo, ale jak będzie po praniu to się jeszcze okaże?

Kroje są wygodne w noszeniu. Gumka w pasie i na dole spodni,  sznureczek do regulacji. Wszystko zapewnia komfort, sprawia, że stają się świetnym strojem domowym.


W poszukiwaniu bardziej eleganckich ubrań, to jednak  polecam kategorię Corset Dress. Gdybym wybierała się na bal Sylwestrowy, to z pewnością wzięłabym coś z tej kategorii. Na razie jednak myślę bardziej życiowo, skoro nie mam gdzie wyjść, to nie zamawiam rzeczy które będą tylko wisieć w szafie. 


Na Femme Luxe każdy znajdzie coś dla siebie. Ja w ogóle już zrezygnowałam z zakupów stacjonarnie ubrań. Jeszcze przed tym całym szaleństwem nie znosiłam kupować w ten sposób. A teraz to wiecie, niesamowita wygoda i bezpieczeństwo. Dodam, że jeśli zakup jest nie trafiony, to zawsze można odesłać. Ja nie odsyłam, bo mam zawsze kogo obdarować nie trafionym zakupem. 


O uczuciach religijnych słów parę


 

O rozwoju duchowym czyta się teraz wiele w Internecie.  Czasami nawet mam wrażenie, że obecnie to wszyscy są na etapie rozwoju duchowego. Nie wiem, czy to tylko jest moda, czy faktycznie lepszy dostęp do pewnych treści? Być może jedno i drugie.


Pamiętam dawne lekcje religii. 


Jako dziecko i nastolatka brałam w nich udział i co mogę powiedzieć, bywało naprawdę różnie. W zależności od tego, jaki trafił się nauczyciel, to albo nas straszono karą piekielną, albo zmuszano do odmawiania nudnych modlitw.

Będąc w kościele rzadko kiedy odczuwałam większe uczucia, czy miłość Boga. Oczywiście trafiały się i wyjątki, kiedy przyjeżdżał młody rekolekcjonista.

Do dziś pamiętam takie słowa, jeśli z niedzielnej mszy nie wyjdziesz lepszym człowiekiem, to jest to czas stracony. Lepiej zrób pranie, posprzątaj w domu, większy będzie z tego pożytek. Starsze Panie z pierwszych ławek w kościele tylko uśmiechnęły się porozumiewawczo do siebie.

Dziś wiem, że prawdziwych kapłanów jest bardzo mało. Takich, którzy wybrali drogę osoby duchownej świadomie. Mówiących szczerze, a nie to co narzuca im odgórnie wyższa instancja. 


Gdzie naprawdę jest Bóg?


Tego nie mówi się na lekcjach religii. Niestety i w kościele nie zawsze odnajdzie się Boga. 

Gdzie w takim razie go szukać? W swoim sercu, w ludziach, w otaczającym nas świecie. Nasz były proboszcz mawiał, że jeśli ktoś nie szuka Boga w kościele, to powinien ślub brać w lesie.  Myślę, że to wcale nie jest zły pomysł.

Dziś, jako ludzie czujemy się mocno zagubieni. Upadająca coraz mocniej instytucja kościelna nie daje nam oparcia, lub jest ono bardzo słabe, pozorne tylko. I nie chodzi już nawet o rodzaj religii, wiary jaką wyznajemy. 


Odnaleźć Boga w sobie


Powiem Wam sekret, gdzie Boga znalazłam Ja. W pięknie przyrody, w szumie drzew, w śpiewie ptaków, w dobroci innych ludzi. W kościele jest go obecnie najmniej. Bo nie ma on nic wspólnego z pięknymi, pozłacanymi figurami i misternie stworzonymi obrazami świętych. 

Droga do Boga to dla mnie też medytacja. Niektórzy mogą to nazwać modlitwą, albo dziwactwami. Nie przejmuje się tym zbytnio. Wiele osób myśli, że medytacja to takie nieszkodliwe wymysły tych co naczytali się za dużo książek. 

Chce Was uświadomić, że jesteście w błędzie. Pierwsze medytacje robiłam już jako dziecko, nie mając wtedy żadnego dostępu do tego typu lektury. Medytacja była wtedy chwilą ciszy, kontemplacją i połączeniem z naturą. 

Dziś myślę, że tego powinno się uczyć młodych ludzi w szkołach. Nie byłoby tyle zagubionych serc. 

Blogmas #5: Domowe SPA



Blogmas nr 4:

Połowa grudnia i 12 dni  do świąt. Nic nie poradzę, że kiepsko ostatnio organizuje sobie czas. A jak już mam chwilę wieczorem, to wolę medytować, niż siedzieć z maską na twarzy.

Wyjęłam jednak z czeluści szafki moje kosmetyki i beauty akcesoria, które mogą posłużyć do domowego SPA. Zbliżający się koniec roku, to też okazja aby nieco po-zużywać zapasów. No to działamy?


Co potrzebne do domowego SPA?

Tak naprawdę domowe SPA nieodparcie kojarzy mi się kąpielą w wannie, z mnóstwem piany. Na to potrzeba czasu i chęci na moczenie się w wodzie. To nie zawsze może być atrakcyjne, czasem po prostu lepiej zakopać się pod kołdrę z książką w ręku. 

Nieco ocieplić atmosferę można za pomocą Wosku Kringle Candle Winter Wonderland. Zima za oknem jak na razie ma postać szarej, upiornej jesieni, więc w chociaż w domu można poczuć miły zapach. Mam zamiar w końcu odpalić ten wosk, a nóż nastrój mi się poprawi. 

Kule do kąpieli Manufaktura Piękna to moje ostatnie odkrycie z Rossmann. Mam jeszcze jedną kulę z opakowania 300 gram, gdzie było w sumie sześć kul. I co mogę stwierdzić, że to najlepsze kule do kąpieli jakie miałam. Na pewno będę kupować. Te kule pięknie pachną, długo się rozpuszczają i mają działanie pielęgnacyjne na skórę. 

Arnikowe Mleczko oczyszczające Sylveco to klasyk na chłodne, zimowe dni, którego nie mogło zabraknąć i w tym sezonie. Zimą staram się rezygnować z mocno oczyszczających produktów na rzecz odżywczej formuły mleczka. Zmycie makijażu to oczywisty krok w trakcie domowego SPA, jak i w codziennej rutynie pielęgnacji twarzy. 

Rękawica do demakijażu Glov z pewnością ułatwia mi ten demakijaż twarzy, czy to wannie, czy przy umywalce. A dodatkowo jest tak puszysta i mięciutka, że wcale nie rozciąga i nie szoruje twarzy. Zanim pojawiły się wielorazowe waciki kosmetyczne, to rękawica dobrze sobie radziła. Tak sobie myślę, dlaczego ja ją dopiero teraz poznałam. to jest po prostu puchate cudo. 


Peeling, Maseczka, Serum na twarz 


Peeling Enzymatyczny Kali Musli Orientana można wykonać leżąc w wannie, albo też po kąpieli. Lubię go od jakiegoś czasu, a stosuje co kilka dni, kiedy widzę nadmiar suchych skórek na twarzy. Fajnie działa, choć nie jakoś spektakularnie, za to nie podrażnia i łagodzi cerę. Teraz nie wyobrażam sobie szorować skóry czymś ziarnistym. 

Oczyszczająca Maska w płachcie z pyłem wulkanicznym Pure Skin jeszcze czeka na swoją kolej. Zazwyczaj te maseczki w saszetkach zostawiam sobie na totalny kryzys, albo na gorszy dzień. Może dziś jest dobry czas na nią? Kusi mnie oj i to bardzo. 

Kojąca Maseczka z owsem Love Nature Oriflame jest ze mną nie pierwszy raz,  lubię wracać do tych masek. Nie są drogie, starczają na jedno dokładne pokrycie twarzy, szyi, nawet dekoltu. Efekt widoczny jest od razu po zmyciu. U mnie się sprawdza, chociaż z Oriflame wiele rzeczy szału nie robi. Naprawdę nie wiem, czy pozostać jeszcze przy tej marce?

Germaine Capuccini Time Expert Serum przeciwstarzeniowe to próbka 7 ml. Z chęcią wypróbuję, tym bardziej widzę, że produkt należy do tych ekskluzywnych.  Fajny dodatek pod krem, aby nieco podkręcić działanie pielęgnacyjne. 


Zadbaj o stopy i o ciało


Bielenda Minty Fresh Foot Care Odświeżajacy Wygładzający peeling do stóp. Wpadł mi do koszyka już dawno temu, więc pora go zużyć. Saszetka akurat na jeden raz. 

Nivelazione Maść Salicylowa testowana przez ostatnie dni, kiedy skończył mi się Ratunek do stóp z tej samej marki. Jak na razie te produkty z Farmona są u mnie hitem i jako jedne z niewielu robią coś z moimi stopami. A stopy to ja mam naprawdę wymagające. 

I to wszystko jeśli chodzi o  moje domowe SPA na dziś. Z pewnością wliczyć w to mogę szczotkowanie ciała na sucho, które wykonuje od czasu do czasu, więc nie jestem systematyczna. A po kąpieli obowiązkowo olejek do ciała. 

Lubię szybkie rozwiązania, jeśli chodzi o domową pielęgnację. A jak jest u Was, w długie wieczory lubicie wylegiwać się w wannie? Ja często mam taki pielęgnacyjny zryw. 


Blogmas #4: codzienne smutki matczyne



Na początku od razu zaznaczam, że nie miałam zamiaru prowadzić żadnego blogmasa w tym roku. Czułam się strasznie przemęczona moją sytuacją życiową, tym że ciągle jestem sama z dzieckiem. Nic nie poradzę, że nie czuję tych świąt wcale. 

A jednak uległam nastrojowi z innych blogów. Nie wiem jednak, czy przeczytacie u mnie to, czego obecnie oczekujecie? Ja po prostu lubię czasem wylać żale. A że to mój blog, moje miejsce za które płacę nie małe pieniądze, to mi wolno. 

No dobra, ktoś mi już zarzucił pesymizm, ale czy wszystko ma wyglądać cukierkowo-słodkie, idealne, jeśli naprawdę takie nie jest?


Oby tylko pisać...

Po pierwsze, to zależy mi jak nie wiem co, aby ten blog dalej działał, więc na pewno nie zniknę. 

Po drugie cholernie lubię pisać, nawet gdy nie zawsze mi to wychodzi...Co wiąże się niestety z brakiem inspiracji na pisanie, bo każdy dzień wygląda tak samo. Dokładnie, od kiedy nastała ta grudniowa szaruga za oknem. 

Dlatego muszę się podnieść...

Nikt inny, jak tylko matka potrafi być tak wielozadaniową i udźwigać na swoich barkach tyle obowiązków każdego dnia. I już nawet nie chce mi się wracać do tych stwierdzeń, że ona tylko siedzi w domu z dzieckiem. Każdy niech myśli co chce, moja sytuacja obecnie nie jest optymistyczna, to nie będę udawać, że jest inaczej. Może się to zmienić w najbliższych dniach, co na pewno zobaczycie po lepszych jakościowo wpisach. 


Brakuje mi książek...

Wieczory dla mnie bywają zbyt krótkie. Nie mam zbyt wiele czasu na moje przyjemności. Wiem, że to kiedyś minie i dziecko dorośnie. Na razie wymaga ciągle mojej uwagi, nie potrafi sam się bawić, nie ma rodzeństwa, raczej mieć nie będzie. A mnie wkurza teraz, że ciągle muszę coś robić. A pisać mogę dopiero wieczorem, kiedy nastanie w końcu cisza.  Książkę na grudzień jednak jakąś muszę mieć, pytanie, na jaką tym razem się zdecyduję?


Nie dla kłamstw...

Takie czasy, że samotność jak ta zaraza szerzy się coraz mocniej. Ludzie coraz bardziej się izolują od siebie.  Doczekaliśmy niestety tego, bo ktoś nam wmówił,  że to ma być dla naszego dobra. Coś, co jeszcze dwa lata temu było nie do pojęcia, jest teraz normą. 

Akceptujemy to i dostosowujemy się w imię wyższego dobra. A co naprawdę jest dla nas ważniejsze, bezpieczeństwo, czy nieustanna samotność i dlaczego musimy wybierać pomiędzy?

Tak bardzo bym chciała,  aby ta spirala kłamstw w końcu opadła. Aby większości  ludzi oczy się otworzyły na prawdę. A co tak naprawdę jest prawdą, a co kłamstwem? Odpowiedzcie sobie sami. 

Obiecuje Wam, że następny post będzie o wiele bardziej optymistyczny.


Blogmas # 3: Czego oczekuję od grudnia?




Czym pachnie grudzień?

Jest to najwspanialszy miesiąc roku, bo mamy  Mikołaja i Boże Narodzenie.  Prezentów czas niewątpliwie, a dla mnie jeszcze wypada dzień imienin. Świętować więc powinnam od początku miesiąca i tak też staram się robić. Oby te wszystkie słodkości nadmiernie mnie nie zaokrągliły. 

Z drugiej strony grudzień oznacza też koniec roku kalendarzowego, a więc przyjdzie  pora na podsumowania, bilans zysków i strat. Na pewno nie będę się biczować z powodu tego, co już stracone. W końcu każdy dzień daje nowe szanse. Koniec roku nie oznacza końca życia, choć niektórzy tak sądzą. 


Nie oczekuje kolorowych światełek 

Maraton przedświątecznych zakupów zakończyłam, nim zaczął się na dobre. Zresztą w tym roku większość rzeczy wykupiona wcześniej. Ja wyciągam ozdoby z ubiegłych lat. Światełka z tamtego roku działają nadal, to kolejny zakup z głowy. 

Nigdy nie lubiłam nadmiaru rzeczy i ciągłego kupowania. Tłumy w sklepie mnie przerażają i uważam, że choć niektórzy powinni sobie już dać spokój. Przynajmniej w obecnych, trudnych czasach nieco ograniczyć konsumpcję. Teraz już tak naprawdę można wszystko zamówić przez internet, ale widocznie niektórzy muszą i tak chodzić na zakupy stacjonarne. 


Przeżyć spokojnie dzień

Jak każdy Introwertyk wymagam dużo czasu tylko w samotności. Męczy mnie nadmierna obecność, a czas na przemyślenia i analizy dla mnie jest najlepiej wykorzystanym. Jako mama żywiołowego dziecka często czekam już na wieczór, kiedy w domu w końcu nastanie cisza. 

Wieczory są tylko dla mnie. Potrzebuje przynajmniej godziny przed snem, aby się wyciszyć. Siadam wtedy z książką i czytam moje skomplikowane, dziwaczne książki o psychologii, duszy, aniołach i inne. 


Nie cierpię tej sztucznej atmosfery 

Chodzi mi najbardziej o to, co starają się nam wciskać niektóre media. Ta sztuczna, cukierkowa atmosfera, choć z drugiej strony dobrze, że też więcej mówi się o dobroczynności. Na to przede wszystkim trzeba zwrócić uwagę, czy osoba mieszkająca za ścianą ma co do garnka włożyć? Czy nie potrzebuje pomocy? 

Wiadomo, że choinka musi być, ale ubieranie jej już na początku grudnia dla mnie nie jest fajne. Drzewko jeszcze zdąży się zakurzyć do świąt. A może nawet znudzić się jego wystrój. Być może jakimś balansem będzie ubranie choinki w połowie grudnia? 


Miłość przy stole Wigilijnym

Wszędzie wkoło nam mówią, że przy stole Wigilijnym nie warto zachowywać urazy. Daleko mi do mściwości i zawziętości. Jednak Ci co zawinili w ciągu roku, wcale nie czują się winni. I to mnie wkurza najbardziej. Była wina, nie ma winnego, życie toczy się dalej. 

Udawanie, że nic się nie stało. Sztuczne uśmiechy i fałszywa dobroć. A najgorsze,  to życzenia od ludzi, z którymi na co dzień nie mam prawie kontaktu. Nagle sobie przypominają jak bardzo nas lubią,  a tak naprawdę to chcą sobie tylko poprawić humor. 


Czego więc chciałabym od tego grudnia?

Prawdy od ludzi, świętego spokoju, prawdziwej atmosfery przy stole wigilijnym. W sumie to przez obecną sytuację cieszę się, że nie ma najazdu gości, że ludzie nieco ograniczają kontakty. Nie jest to złe, bo święta powinny być tylko z najbliższymi. 



Blogmas #2: 5 najgorszych prezentów dla kobiety


Blogmas dzień 1

Wyzwanie blogmas trwa od początku grudnia. Ja oczywiście budzę się za pięć dwunasta i oto przed 6 grudnia mój anty-prezentownik dla Kobiet. Drodzy Panowie i nie tylko, tego nam nie róbcie. Nie chcemy pod choinką takich prezentów. 


Prezent no1 Nie jesteś już młoda i piękna

Kremy na zmarszczki, Balsamy na cellulit,  kosmetyki wyszczuplające. Wszystko to, co daje nam do zrozumienia, że nie jesteśmy doskonałe. Nie chcemy, aby świat nam przypominał o zmarszczkach, cellulicie i tkance tłuszczowej. Chcemy czuć się piękne, a jak będzie potrzeba krem kupimy sobie same.

Z kosmetycznych prezentów najlepsze są rzeczy uniwersalne jak np. perełki do kąpieli, albo zestaw akcesoriów do kąpieli. Perfumy również mogą okazać się strzałem w dziesiątkę, pod jednym warunkiem, w 100% znamy gust osoby którą chcemy obdarować.


Prezent nr 2 Nie chcesz być sexy?

Stringi z poliestru. Nie wygodna bielizna w złym rozmiarze. Zbyt małe rajstopy.  Wszelkie sztuczne haleczki i gryzące koronki. Każda kobieta ma swój gust odnośnie bielizny, aby podarować taki szczególny prezent, potrzeba dobrze znać upodobania.

Sama nie obraziłabym się, gdybym pod choinką znalazła ciepłą piżamkę. Natomiast strój seksownej pielęgniarki nie koniecznie, bo ja lubię wygodę, a nie przebieranki. Z pewnością jednak ktoś z takiego podarku może być zadowolony, byle tylko trafić z rozmiarem. 


Prezent nr 3 Nie dla fanki zero waste

Jednorazowe maszynki do golenia są  dla mnie najgorszym koszmarkiem z dawnych lat. Nie wiem, czy jakaś kobieta byłaby zadowolona z takiego prezentu? Wiem natomiast, że są w sklepach zestawy: Golarka + pianka do golenia. Ja jestem na NIE. Może jakiś Pan polubi taki prezent? 

Tak samo nie trafiony może się okazać depilator z pęsetami, nie wiem jak to fachowo nazwać? Mnie aż gęsia skórka się robi na myśl o tym. Albo plastry do depilacji wąsika na zimno, brrr.


Prezent Nr 4 Nie jesteś święta

Wszelkie poradniki dotyczące wiary mogą okazać się nie na miejscu. Chyba, że znamy gust tej Pani i wiemy, że ona to lubi. Na pewno nie na miejscu będą też: Biblia dla osoby nie wierzącej. Metoda kalendarzyka małżeńskiego dla singielki czy osoby mającej już dużą rodzinę.  Opowieści Buddy dla osoby wiernej kościołowi katolickiemu. 

Tak samo chyba jest ze "świętymi" obrazami, chociaż wiem, że w starszym pokoleniu dawniej takie prezenty były. Jednak sprawy wiary są kwestią bardzo delikatną i łatwo można przesadzić. 


Prezent nr 5 Nie trafiony w gust


Na koniec krótka rada, czego nie kupować na pewno? Herbaty odchudzającej jeśli Pani ma kompleksy. Zestawu do robótek ręcznych, kiedy ktoś tego nie lubi. Kursu wyplatania makramy dla zabieganej mamy. Karmy dla kota, gdy komuś zdechł kot. Poradnika perfekcyjnej Pani domu, dla bałaganiary...itd.

Nie starajmy się po prostu kogoś uszczęśliwiać na siłę. Święta to ma być czas dawania radości, a przyjemność mamy sprawić komuś, a nie sobie. 

Blogmas # 1: Zakupy kosmetyczne


W ciągu tego roku starałam się nie robić dużych zapasów kosmetycznych, a mimo tego ciągle mam w szafkach nadprogramowe kosmetyki. Rzadko kiedy też korzystam z promocji, bo zwykle udaje się kupić wszystko na bieżąco.

Tym bardziej nie rozumiem tych ludzi szaleńczo kupujących wszystko przed świętami. To chyba już nasza Polska tradycja. Oby mieć wszystko pod dostatkiem. Każdy ma wybór, co chce i ile kupować, ale przesyt nie jest tym, co sprawia mi komfort w życiu.

Jako blogerka niestety nie mogę się pochwalić kolekcjami palet cieni do powiek, szminek, szamponów itp. Jednak już jakiś czas temu mój blog stał się bardziej life style, niż kosmetyczny. Początkowo nawet bałam się spadku statystyki bloga, co nie nastąpiło. 


Na black week zrobiłam za to małe zakupy, uzupełniając to co mi akurat potrzebne. Początkowo miałam zamówić w sklepie internetowym Sylveco.pl ponieważ była bardzo korzystana promka. Polegała ona na dodawaniu gratisów do zamówień, z zależności od wielkości zamówienia. 

Ostatecznie jednak kupiłam w innym sklepie, na greenline-sklep.pl 


I tak otrzymałam w gratisie grzebień do włosów. Oprócz kosmetyków Sylveco: Mleczka do demakijażu i żelu do ciała, zamówiłam też Balsam ochronny na zimę Martina Gebhardt WinterBalm. Próbki z Weleda też są OK. 


Pastę do zębów Biorepair polecał mi dentysta, gdyż obecnie nie ma możliwości wykonać zabieg skalingu. Nie jest ona stricte wybielająca, ale też czytając opinie na jej temat, wiele osób piszę że ona faktycznie ogranicza kamień nazębny. A tego efektu oczekuję, zobaczymy jak będzie w praktyce?

Pasta Biorepair Kids też zbiera dobre oceny w internecie. A skoro syn ma już nie wiele swojej pasty, to przy okazji zakupiłam też dla niego. Jest to pasta z wyciągiem z poziomki. 

Szczoteczka bambusowa Alterra z Rossmann to taka ciekawostka. Jest dość tania nawet bez promocji, więc nie oczekuje po niej cudów. Po otwarciu opakowania w domu okazała się dość dużych rozmiarów, więc nie wiem, czy się polubimy?



Podsumowanie listopada, nie tylko kosmetyczne




Z małych opóźnieniem piszę dla Was to podsumowanie miesiąca. Krótka niedyspozycja zdrowotna przykuła mnie do łóżka na jeden dzień. A dziś wracam do zdrowia i pisania.

Miniony już listopad z pewnością zasługuje, aby troszkę go powspominać. Wydarzyło się sporo fajnych rzeczy, a wpisy na blogu były ciekawe i godne polecenia. 

Urodziny 


Pod koniec listopada były moje urodziny. Nie było hucznej imprezy, za to miłe chwile w gronie bliskich. Nie było wypasionego tortu, tylko mini serniczek. Nie piekłam nic w domu, bo mi się nie chciało, poszłam do cukierni po ciasta. 

Skończyłam te czterdzieści i co? Nic się nie zmieniło, nie czuję się stara, wyglądam i czuję się młodo. Tak wiele zależy od wewnętrznego nastawienia. Umiejętność odpuszczania sobie i innym. Myślę, że to wszystko umożliwia rozwój duchowy. 

Zima zaskoczyła  już pod koniec listopada. 


Pewnego wieczoru po prostu zaczęło sypać i mój syn z radością wyglądał przez okno. A rano o 7 wstaliśmy i wszyscy na podwórko, bo zima. Lepiliśmy bałwana, jeździli ślizgiem i tarzali w śniegu. Efekt u mnie taki, że trochę się przeziębiłam, ale już dochodzę o zdrowia. 



W Świątecznym nastroju? 


Zapewne zwyczaj na Skrzaty przyszedł z innego kraju, bo z mojego dzieciństwa to pamiętam tylko Mikołaja, Aniołka, Dziadka Mroza, Gwiazdkę. Nie nie poradzę, że uroku w nich nie widzę i na pewno u mnie nie będą ozdobą.

Kilka takich okazów sobie pooglądałam pewnego dnia podczas wizyty w markecie budowlanym. Co stwierdziłam, że ozdoby co roku takie same i nic wartego, aby wydać na to nie małą kasę. Chyba wolę wylicytować coś na Świąteczny bazarek EMIROWY (facebook.com)



Mikołaj już w listopadzie


Będą w nastroju Świątecznym pokaże Wam moją paczkę od Mikołaja, która przyszła do mnie już w listopadzie. W końcu zawsze jest dobry czas na prezenty. Tyle wspaniałości znalazło się  w tym pudełku, byłam naprawdę zaskoczona. 

Same umilacze grudniowe: skarpetki, herbatka owocowa, kubek, świeczki, Żel pod prysznic, Maska do twarzy, ręcznik do demakijażu. Wszystko to co lubię, co sprawia mi radość. Na moim Instagramie więcej piszę o tej paczuszce i kto okazał się być tym dobrym Mikołajem. 




Co polecałam w listopadzie?


Listopad obfitował we wspaniałe kosmetyki nie tylko do pielęgnacji, ale i do makijażu. Poniżej niektóre wyróżnione wpisy.

Makijaż z paletką Ofirlame The One



Świetny Szampon i Maska Biovax Botanic 

Biovax Botanic Oczyszczający Szampon Octowy i Maska Intensywnie regenerująca (retromama.blog)



Kosmetyki Uzdrovisko, moja opinia



Reszta jesieni 

Do połowy listopad okazał się być całkiem przyjemny. Nie było strasznego wiatru, ani ulewy. W sumie więc spokojny te miesiąc był i można było skorzystać z uroku jesieni. 

Tutaj wizyty w naszym ulubionym parku:




W lasku koło domu znalazłam też mnóstwo tych grzybków: 



Jeszcze inny park, na początku listopada, resztki złotej jesieni:



Tak oto wyglądał mój listopad w obiektywie aparatu.
Był to całkiem udany miesiąc, który zakończył się pozytywnie. I tak oto w grudzień weszliśmy z pozytywnym nastawieniem, czego i Wam życzę. 

A jak minął Wasz listopad? 

Zapraszam na drugiego bloga

Copyright © Retromama.blog