Kobieta zmienną jest ? Wiosenne metamorfozy



Czy to już czas na zmiany?

Nadchodzi wiosna, coraz więcej słońca nastraja mnie do działania. Przeglądam ubrania w szafie, nabierając ochoty na coś nowego.  Poza tym latka lecą, figura też ulega zmianie. Brakuje mi  kolorów, takich które by rozświetlałyby twarz, a nie podkreślały zmarszczek.

Modyfikacje na pewno są czymś korzystnym, byleby tylko nie popaść w przesadę. W ciągu minionych lat zmieniałam swój styl wielokrotnie, by w końcu dojść do wniosku, że liczy się dla mnie przede wszystkim wygoda. 


Terapia kolorami  czy to ma sens?

Chromoterapia (koloroterapia) jest potwierdzoną badaniami metodą wspomagania konwencjonalnych terapii. Kolor bez wątpienia wpływania też na psychikę. Jasne kolory oddziałują kojąco, ciemne mogę przytłaczać. W radosnych kolorach jesteśmy postrzegani jako osoby pozytywne. 

Sama widzę, że  kupuje coś tylko dlatego, że jest praktyczne. Stonowane kolory łatwiej się komponuje.  Nie trzeba ich ciągle prać, zwłaszcza kiedy częściej przebywa się na łonie natury niż w biurze. Zbyt często się zdarza, że później mam dosyć tego ciucha, bo czuję się w nim taka nijaka i przygaszona. 


Pozbywanie się nadmiaru 


Potrzeby i gust kobiety ulegają stałej transformacji. Nie wiem, czy to nie jest już uzależnienie? Z pewnością zaprzecza to trendowi na minimalizm, wedle którego to nadmiar działa niekorzystnie, a ciągłe kupowanie podchodzi już pod chorobę. 

Można całe życie być w rozterce,  wyrzucać, nie wyrzucać?  Kupować, czy też nie? Czy ciągle odmawiać sobie przyjemności?


Zakładać ciągle to samo i czuć się kiepsko w tym stroju?  Tego z pewnością nie chce, może lepiej po prostu znaleźć złoty środek? Robić bardziej przemyślane zakupy, stworzyć bazę sprawdzonych ciuchów, w których czujemy się dobrze. 

W kwestii mody nie ma złotego środka. Taka już natura kobieca, że pragnie zmian, a nowe ubrania mogą być doskonałych sposobem na poprawę nastroju. 

A jakie jest Wasze podejście do mody?

Lubicie ciągłe zmiany, czy przywiązujecie się do ubrań?


Witamina D w żelkach dla dzieci i dorosłych



Żelki dla dzieci i dorosłych z Witaminą D?


Dziś o Witaminie D3, tym razem dla dzieci. MyVita niedawno wypuściła ciekawy suplement w formie żelków. 

Wiadomo, że dzieci mogą mieć różne gusta smakowe, kaprysy i upodobania. Mój syn zawsze chętnie bierze suplement pod warunkiem, że jest on dla niego nowością. Wiem, że w pewnym wieku dzieciom wszystko szybko się nudzi, dlatego dobrze jest mieć możliwość zaproponowania czegoś innego.

Witamina D3 w formie atrakcyjnej, jaką są właśnie te żelki jest bardzo dobrym pomysłem. W plastikowym słoiczku można kupić 60 lub 120 sztuk. 

Porcja dla dzieci powyżej 3 roku życia to jedna sztuka dziennie, dla dorosłych 2. W jednym żelku mamy 1000 IU, jest to dość duża dawka. Pamiętajmy jednak, że zarówno u dzieci, jak i u dorosłych należy badać poziom Witaminy D i ustalać dawkę indywidualnie. 


Naturalne składniki


Co wyróżnia Żelki z Witaminą D 3 MyVita? Mają one dosyć ciekawy, ale prosty skład. Zawierają m.in. Pektynę owocową, Olej kokosowy, Naturalne barwniki, aromaty, Syrop glukozowy w formie naturalnej glukozy. 

W żelkach jest też cukier, ale suplement to nie słodycze i przyjmuje się go w przypadku dziecka np. 1 sztukę. Dla mnie ważne jest uzupełnianie niedoborów, które mogą być większe w sezonie zima.

Nie jestem restrykcyjna jeśli chodzi o spożywanie cukru u dziecka. Staram się mu ograniczać cukier rafinowany i podawać owoce. Kiedy spożyje jednego żelka, który ma dla niego atrakcyjną formę,  jestem spokojniejsza, że przynajmniej ma coś wartościowego. 



Syn codziennie upomina się, że ma brać Witaminę D i to jest dobry nawyk. Moim marzeniem jest, aby tak dobre suplementy były łatwo dostępne w każdym sklepie. Aby każda mam miała wybór kupić dziecku coś wartościowego,  zamiast tej okropnej, bezwartościowej chemii z toną cukru. 

Żelki z Witaminą D3 dla dzieci i dorosłych z MyVita przyjemnie mnie zaskoczyły. Zapewne za jakiś czas zaproponuję synowi coś innego, gdyż jak pisałam dzieci lubią poznawanie nowych smaków i form. 



 MyVita D3 Forte w kroplach - Recenzja

Zioła na przeziębienie i odporność

 


Z przeziębieniem do lekarza?


Tematy zdrowia są mi bardzo bliskie. Nie neguje stosowania wszelakich suplementów, które wspierają nasze zdrowie. Zwłaszcza produkty ziołowe, produkowane w oparciu o dawne receptury.

Każdy powinien ocenić  stan zdrowia samodzielnie. Zdecydować, czy bawi się w swojego lekarza, czy może decyduje się na tele-porady. Oczywiście piszę to w tonie trochę prześmiewczym, bo nawet nie chce mi się komentować tej sytuacji. 

Najlepiej posługiwać się własnym rozumem, bo też lekarz z Przychodni nie jest Bogiem, który w cudowny sposób przywróci nam zdrowie (w przypadku przeziębienia).Warto podkreślić, że jeszcze z 15- 20 lat temu nie biegało się do przychodni z katarem, kaszlem i drobnymi dolegliwościami.

 Ludzie leczyli się w ten sposób, że po prostu zostawali w łóżku na parę dni, aby organizm sam mógł wydobrzeć. A potem przyszły czasy, kiedy pracownik nie miał prawa pójść na zwolnienie lekarskie...


Ziołowe terapie


Najlepszym lekiem, który sama wyprodukowałam ubiegłej jesieni był syrop z bzu czarnego. Szkoda, że tak mało go zrobiłam, ale też znaleźć bez czarny, aby był czysty ekologicznie jest dosyć trudno. Trzeba się nachodzić po różnych krzakach, co nie bywa przyjemne i bezpieczne. 

Obecnie mamy jeszcze możliwość kupna gotowych suplementów w sklepach zielarskich. Poniżej pokaże produkty, które stosuje od jesieni. Skutek jest raczej pozytywny, więc mogę polecać. Wiadomo też, że na każdego działać może coś innego. 


Dary Natury Herbatka na Odporność ekologiczna


Ekologiczna Owocowo-ziołowa herbatka na odporność. Saszetka Biodegradowalna. W opakowaniu 25 sztuk. Produkt Polski.

Mieszanka zawiera owoc tarniny, owoc bzu, ziele krwawnika, tawuły, jeżówki, kore wierzby, kwiat ślazu. Zawartość procentowa jest podana na opakowaniu. Składniki pochodzą z rolnictwa ekologicznego.

Polecana jako uzupełnienie codziennej diety , w szczególności w okresie przeziębień. Herbatkę można kupić na dziale zdrowa żywność, czy też w sklepie zielarskim. Lubię ją pić raczej zapobiegawczo, niż w przypadku gorszego kataru, kaszlu itp. 


Natura-Wita Herbatka ziołowo-owocowa Na Grypę


Herbatka owocowo-ziołowa. Suplement diety. Skład: kwiatostan Lipy, Kora wierzby, Owoc czarnego bzu, Liść maliny, Ziele macierzanki. Produkt w formie sypkiej, do samodzielnego dozowania.

Zaleca się stosować 1 łyżeczkę suszu na 1 szklankę wody. Zalać gorącą wodą i parzyć pod przykryciem 15-20 minut. Pic 2 razy dziennie po szklance. Najlepsze efekty można uzyskać przy systematycznym stosowaniu produktu. 

Na opakowaniu zamieszczone są też ostrzeżenia do stosowania (przeciwskazania) oraz to że nie powinno się przekraczać zalecanej dziennej porcji. Podczas przeziębienia, kiedy miałam gorączkę piłam z 5 razy dziennie, ale nie miałam żadnych skutków ubocznych. Wręcz przeciwnie, uważam że herbata ta bardzo mi pomogła, szybko zbiła temperaturę i nawodniła organizm. 

W moim przypadku sprawdziła się nawet w trudnych sytuacjach. Nie chce tu jednak pisać na co, bo nie byłam u lekarza i nie miałam diagnozy. Ogólnie czułam ulgę po każdym wypiciu tej herbaty, a  po kilku dniach poczułam się lepiej. 


Produkty Bonifraterskie:  Balsam Jerozolimski dla dzieci/ Balsam Jerozolimski Forte 


Na opakowaniu producent obiecuje, że preparat ten wzmacnia drogi oddechowe i odporność. Zakupiłam go dla syna podczas ostatniego kataru, który trwał już ponad 7 dni.

 Przeznaczony jest dla dzieci powyżej 3 roku życia oraz dla dorosłych. Sama stosowałam parę razy już wersję dla dorosłych i sprawdziła się u mnie doskonale. Faktycznie przynosił ulgę przy dolegliwościach ze strony układu oddechowego. Moim zdaniem działa jak lek, ale wiemy przecież że zioła kiedyś stanowiły przewagę w terapiach lekarskich. 

Jak pisałam wcześniej, bardzo lubię domowy syrop z bzu czarnego. Kiedy się skończył wspomagaliśmy się całą rodziną właśnie tym Balsamem Jerozolimskim. Aktywne składniki zawarte w preparacie to: rumianek, tymianek, dziewanna, czarny bez, prawoślaz, porost islandzki, lipa. 

Jest to suplement, ale produkowany w najwyższych standardach i zgodnie z 400 letnią tradycją zakonu Bonifratrów. 


Produkty Bonifraterskie Balsam Jerozolimski na gardło


Suplement diety stosowany przeze mnie w przypadku bólu gardła, dolegliwości ze strony tchawicy i strun głosowych. Według mnie działa też na oskrzela i kaszel, ale są to moje osobiste spostrzeżenia. 

Substancje czynne zawarte w preparacie to: porost islandzki, lipa, rumianek, tymianek i melisa. Na opakowaniu podana jest szczegółowo zawartość w miligramach.

W tym sezonie chorobowym zużyłam z 3 opakowania i uważam, że jest to produkt, który naprawdę działa. Można go kupić m.in. w sklepach zielarskich. 


Ogólnie to jeszcze powinnam w tym miejscu dodać, że podczas przeziębień wspomagam się olejkami eterycznymi: Eukaliptus i Sosna. Jednak nie będę teraz rozwijać tematu, bo wyszedłby mi za długi wpis. 


Jestem ciekawa, czy moi czytelnicy stosują naturalne metody przy przeziębieniach. A może działa na Was tylko Witamina C i Aspiryna?


Jak robić zakupy w stylu eko?


 

Od wielu lat obserwuje się powrót do zarzuconych niegdyś metod robienia zakupów. Kiedyś  odeszliśmy od tradycyjnych siatek i toreb na zakupy na rzecz jednorazowych reklamówek i innych opakowań z tworzyw sztucznych, które spowodowały i wciąż powodują ogromne zanieczyszczenie środowiska. W jaki sposób powrócić do metod ekologicznych?

Gazetki promocyjne i lista zakupów

Markety i dyskonty wydają gazetki promocyjne, które w formie papierowej wykładane są u wejścia do sklepu. Można z nich zrezygnować, tym bardziej, że w internetowym serwisie Gazetkomat.pl znajdują się gazetki wielu popularnych sklepów – wszystkie w jednym miejscu. Dzięki temu sporządzenie listy zakupów jest znacznie łatwiejsze i wygodniejsze. Pozycjonowanie strony Gazetkomatu sprawia, że serwis jest bardzo łatwy do odnalezienia.

Lista zakupów jest niezbędna dla zaoszczędzenia czasu i pieniędzy. Posiłkując się gazetkami w ich elektronicznej formie możemy ją przygotować bez pośpiechu przy porannej kawie. Trzymanie się listy zakupów zapobiega kupowaniu produktów w nadmiarze, których nie spożytkujemy np. w określonym terminie przydatności, a nie nadają się np. do zamrożenia i trzeba będzie je wyrzucić. Marnowanie żywności jest plagą, nie tylko w Polsce, i należy je stanowczo zwalczać.

Reklamówkom mówimy nie

Spośród wszystkich krajów Unii Europejskiej Polska znajduje się na pierwszym miejscu pod względem rocznego zużycia reklamówek foliowych. Zużywamy ich nawet do 300 na osobę. Tymczasem przeciętny Niemiec zużywa ich 60, a Duńczyk zaledwie 4. Rozkład torebki foliowej trwa wiele lat, niekiedy nawet kilkaset, a każdego roku do środowiska naturalnego trafiają ich miliony ton, powodując spustoszenia w faunie. Warto powrócić do tradycyjnych siatek z tkaniny, które można prać i używać przez dłuższy okres. Można również skorzystać z oferowanych w sklepach toreb papierowych, które nadają się do recyklingu.

Nie tylko reklamówki powodują zanieczyszczenie środowiska. Podobnie dzieje się, kiedy kupujemy produkty w małych opakowaniach. Jeżeli to tylko możliwe, powinno się kupować opakowania większe; mowa tu o produktach niepsujących się lub niespożywczych, np. proszku do prania. Wydawana przez sieć Carrefour gazetka w lutowym numerze promuje trzykilogramowe opakowanie proszku za 49,99 zł. Taka ilość wystarczy na dłużej, a jedno większe opakowanie jest mniej szkodliwe od kilku mniejszych.

Woda z kranu – zdatna do picia

Kupujemy wodę mineralną niegazowaną nie zdając sobie sprawy, że znacznie lepszą jakościowo wodę mamy… w kranie. Woda w naszych wodociągach podlega bardzo restrykcyjnym normom unijnym i kontrolowana jest na każdym etapie uzdatniania. Możemy także zaopatrzyć się w dzbanek z filtrem i mieć w domu ekologiczną wodę niegazowaną, znacznie tańszą niż butelkowana. Plastikowe butelki po wodzie i napojach, mimo że coraz bardziej upowszechnia się ich zbieranie i recykling (m.in. z takich butelek produkowany jest popularny polar), wciąż zaśmiecają uczęszczane miejsca publiczne, plaże, lasy, itp. 

Etykieta i znakowanie ekologiczne

Na etykietach kupowanych produktów można niekiedy dostrzec różne grafiki, których znaczenie nie wszyscy rozumieją. Dwa z takich oznaczeń są charakterystyczne:

  • Trójkąt, uformowany z trzech zielonych strzałek – oznacza, że dane opakowanie wytworzone jest z surowca, nadającego się do recyklingu

  • Zielone koło z wpisanymi dwiema strzałkami – informuje, że opakowanie zostało wyprodukowane z materiału, pochodzącego z recyklingu.

Etykieta informuje przede wszystkim o składzie danego produktu. Wykazując się postawą eko, nie należy kupować produktów wysokoprzetworzonych, np. dań gotowych w słoikach. Są one zwykle przygotowywane przemysłowo z zastosowaniem najtańszych, niezbyt wysokiej jakości składników, a także zawierają sztuczne wzmacniacze smaku i zapachu oraz konserwanty. Lepiej, zdrowiej i taniej kupować surowce, z których przyrządzimy posiłek w domu.

Pakowanie ma znaczenie

Tam, gdzie to tylko możliwe, należy unikać kupowania produktów paczkowanych. Przykładem jest mięso. Ukazująca się w sieci Dino gazetka w najnowszym numerze poleca wołowinę gulaszową na wagę w cenie 24,99 zł za kilogram. Można kupić potrzebną ilość zawiniętą w papier zamiast w styropianowym zafoliowanym pojemniku. 

Warto również wykorzystywać trwałe opakowania kupowanych produktów do innych celów. Wydana w sieci Biedronka najnowsza gazetka poleca w atrakcyjnych cenach lody o różnych smakach w pudełkach z przykrywkami, o pojemności od 400 do 1000 ml. Takie pudełka po spożyciu lodów można wykorzystać do przechowywania np. sypkich produktów spożywczych lub drobiazgów używanych w domu, jak przybory do manicure czy nici do szycia. Mogą być też z powodzeniem przeznaczone do zamrażania gotowych potraw.


Plakaty i Ramki z Poster Store, nietypowe zastosowania obrazów


Coraz bardziej tęsknimy do wiosny. Zimowe obrazy potrafią być piękne, lecz tak naprawdę dopiero wiosną możemy odczuwać głębszą radość. Więcej słońca, zieleń nastraja nas optymistycznie. 

Pragniemy zmian, koloru, ciepła, śpiewu ptaków za oknem. Nie bez znaczenia jest niedobór witaminy D, od której już jesteśmy uzależnieni. Trzeba szukać radości w małych sprawach, to jest moja główna zasada w życiu. 


Jak poprawić sobie nastrój w Tu i Teraz?


Można oczywiście zacząć planować większy remont w domu. Wybieranie nowego kolory ścian daje niezłą frajdę, lecz to co mogę zrobić choćby dziś, to zawiesić nowe plakaty . Szybka, łatwa i przyjemna metamorfoza. Bez wielkich nakładów finansowych, bez konieczności odsuwania mebli i całego tego zamieszania. 

Poster Store to sklep zyskujący sobie coraz większe grono fanów i nie dziwię się. Wybór ogromniej ilości obrazów, drukowanych na doskonałej jakości ekologicznym papierze, skutecznie zachęca do robienia tam zakupów. 

Jeszcze jeden aspekt, o którym muszę  koniecznie wspomnieć, to niepowtarzalność i oryginalny design.  Zamawiając tam plakaty mam gwarancję, że nie będę mieć takich samych dekoracji jak większość moich sąsiadek, które kupują albo na targu, albo w pobliskim markecie. 

Ramki  z Poster Store są trwałe, z akrylowymi szybkami, co również przemawia na plus.

Idealny do powieszenia na ścianę w salonie, jak też  i nad komodą: Plakat Poolside Palm Leaf w ramce dębowej o wymiarach 50x70




Dla każdego coś dobrego

Robiąc kolejne zamówienie na Poster Store w końcu wybrałam coś z kategorii Plakaty dla dzieci. Obrazki, które zamówiłam dla syna są w miłej dla oka kolorystyce, a motyw przyrody zdecydowanie jest tym co dzieci lubią najbardziej. Obrazki te wiszą już nad łóżkiem syna. Niestety światło pada w ten sposób, że się odbija, więc do zdjęcia musiała je zdjąć i postawić. 

Poniżej obrazy, które wybrałam dla syna: Plakat Mały Koala, Plakat Domek na drzewie, Plakat Ptaki. Dębowe Ramki o wymiarach 30x40 miałam już w domu z poprzedniego zamówienia. 




Nietypowe zastosowanie plakatów


Zapewne niektórzy sobie myślą, po co mi tyle plakatów? Zdradzę Wam sekret, jako osoba aktywnie pisząca ten blog, jak też konto na Instagramie, co też narzuca na mnie obowiązek wykonywania kreatywnych zdjęć. 

Zdjęcie jest tym, co może przyciągnąć nie tylko czytelników, ale i ewentualnych kontrahentów. 

Duże plakaty o wymiarach 50x70 są świetną alternatywą dla tła do zdjęć produktowych. Mam ich kilka, tak więc mogę sobie wymieniać w zależności od tego, jaki efekt będę chciała uzyskać.  Papier jest lekko matowy, więc robiąc zdjęcie nie odbija się od niego światło. 

Moje tła do zdjęć na bloga wyglądają tak:

Plakat różowe kwiaty



Plakat North Sea Dunes



Plakat Kwiat Kaktusa



Pomysł na prezent


Ostatnim zastosowaniem plakatów i ramek, o którym pewnie też możecie nie wiedzieć, choć jest on oczywisty, to podarowanie obrazu w prezencie. Znając gust osoby obdarowywanej możecie jej zrobić niespodziankę i zamówić piękny widoczek, który będzie stanowił świetną dekorację ściany. Duży obraz wystarczy powiesić pojedynczo. Mniejsze obrazki można komponować w dowolne zestawienia. 

Dla bliskiej osoby zamówiłam Plakat Wodospad Vøringsfossen w ramie Metal Black 50x70. To był znakomity pomysł. 


Gratka dla czytelników - KOD rabatowy na zakupy

Jeśli podobają się Wam plakaty na Poster Store i macie ochotę na zakupy, to chętnie udostępniam kod rabatowy specjalnie dla Was:

Kod retromama35

Dający Wam 35% rabatu na plakaty (wyłączając kategorie Selection)

Będzie ważny przez miesiąc tj. do dnia 24 marca 2021

Dieta 1500 kcal od Wygodnej Diety - czy warto?

 


Ile osób odchudzających się, tyle pomysłów na zrzucenie wagi. Każda osoba, która kiedykolwiek walczyła z nadmiarem kilogramów, zna co najmniej kilka rodzajów diet, które w założeniu mają pomóc osiągnąć wymarzoną wagę. Poleca się diety owocowe, warzywne, wykluczające. Najzdrowiej zaś wybierać taki rodzaj odżywiania, który zawiera wszystkie niezbędne elementy: cukry, białko i tłuszcze we właściwych proporcjach, witaminy, mikro- i makroelementy. Kluczem takich diet jest odrobinę mniejsza suma kalorii, którą spożywa się w ciągu doby. Przyjrzyjmy się jej na przykładzie Wygodnej Diety.

 

Dieta 1500 kcal - bezpieczny deficyt

Dieta odchudzająca, która zakłada codziennie dostarczanie około 1500 kcal, jest odżywianiem bardzo rozsądnym i wpisuje się w założenia diety redukcyjnej. Jeśli przyjmiemy, że średnia, optymalna dawka kalorii to około 2000 kcal dziennie, zmniejszając bilans kaloryczny o 500 kcal, osiągniemy efekt spadku kilogramów na wadze, ale oszczędzimy organizmowi niebezpiecznej dla zdrowia głodówki. Podczas bardzo restrykcyjnych diet, o znacznym deficycie kalorycznym, jeśli czujemy głód, odbija się to na samopoczuciu - zły nastrój, złość, bóle głowy, chroniczne ssanie w żołądku - to wszystko może sprawić, że szybko zakończymy dietę. Naturalnym odruchem będzie porzucenie tych praktyk, które przynoszą nieprzyjemne skutki. Dieta 1500 kcal jest więc pod tym względem optymalna i prawdopodobnie zostanie z nami na dłużej. Jeżeli nasze zapotrzebowanie na energię oscyluje w granicach 2000 kcal, to przyjmując dziennie 1500 kcal można schudnąć około dwóch kilogramów miesięcznie. W ciągu mniej niż pół roku możemy pozbyć się w ten sposób aż 10 kilogramów. 

Dlaczego dieta pudełkowa?

Diety pudełkowe nie tracą na popularności. Nic dziwnego, bowiem są szalenie wygodnym sposobem odżywiania. Catering dietetyczny Wygodna Dieta w swojej nazwie zawiera kwintesencję tego, jak korzysta się z tego rodzaju cateringu. Codziennie prosto spod drzwi odbiera się zestaw posiłków na cały dzień, a więc na śniadanie, lunch, obiad, podwieczorek i kolację. Pięć smacznych, gotowych dań, niektóre, np. te obiadowe, wystarczy zwyczajnie podgrzać, by cieszyć się daniem jak z restauracji. Czas, który w innym przypadku musielibyśmy poświęcić na obmyślenie jadłospisu, zrobienie zakupów i gotowanie, można wykorzystać na inne aktywności, na które, jak wiadomo, zawsze brakuje czasu. Nawet, jeśli lubimy gotować, a przestrzeni czasowej jest pod dostatkiem, to nie zawsze idzie to w parze z dobrym rezultatem naszych wysiłków. Nierzadko w naszej wyobraźni widzimy soczystą, kruchą, pachnącą pieczeń, z idealnie wyważonymi proporcjami przypraw. A rezultat? Zeschnięty, przypalony i słony kawałek mięsa. Dlatego czasami lepiej oddać pałeczkę profesjonalistom i cieszyć się np. wyśmienicie przyrządzonymi paseczkami marynowanej w korzennych przyprawach wołowiny z makaronem eliche oraz miksem sałat z ziarnami i dressingiem musztardowym. A to tylko jedna z wielu propozycji Wygodnej Diety!


Jakość diety pudełkowej

Nawet jeśli codzienny jadłospis zawiera ujemny bilans kaloryczny - czyli przyjmujemy mniej kalorii, niż wynosi nasze zapotrzebowanie, a więc chudniemy - to jakość składników zawsze powinna być z jak najwyższej półki. Zawsze wybierajmy taki catering dietetyczny, który dba o świeżość produktów. Niedopuszczalne są wszelkie zaniedbania pod tym względem. Od jakości poszczególnych składników zależy nasze zdrowie. Najlepiej wybrać taki catering, który - podobnie jak Wygodna Dieta - może pochwalić się certyfikatem HACCP, będącym gwarancją, że Klient  otrzyma produkty bezpieczne pod względem zdrowotnym. Certyfikat ten jest podstawą do utrzymania bezpieczeństwa i higieny produkcji i świadczy o tym, że każdy etap produkcji finalnych dań jest stale monitorowany i ściśle kontrolowany, tak aby zapewnić najdoskonalszy poziom tego, co trafi do nas, Klientów, na talerz.


Podstawą diety 1500 kcal są małe, częste posiłki - 5 posiłków jest idealne przy tego typu odżywianiu. Dzięki niewielkim, ale sycącym i zdrowym porcjom możliwe jest przyspieszenie metabolizmu i wydatkowanie energii na bieżąco. Efekty odchudzające zobaczymy już po pierwszym miesiącu. Dieta pudełkowa może pomóc nam utrzymać odpowiedni bilans kaloryczny, serwując jednocześnie smaczne i zdrowe dania.

 


Zwierzęta idą do nieba - 18/02/2021




Tekst napisany z serca:

Może będzie mało popularny, ale nie patrzę już na popularność. Cale szczęście coraz więcej ludzi zaczyna dostrzegać prawdę o naszym życiu. Wiemy, że jest ono krótkie. Wierzymy, że po nim jest coś więcej. A jak jest z naszymi pupilami. Czy śmierć definitywnie jest końcem? Wierzę, że nie. 
Chociaż wiara, której nas kiedyś uczono mówi coś innego. 


Historia pewnego zdarzenia z 2019 roku


Pewnego, letniego dnia wybierałam się na spacer i usłyszałam klakson,  a potem wielki huk. Nie widziałam samochodu, więc nie znam nawet rejestracji, bo to było po drugiej stronie domu. Poszłam z synem popatrzeć co się stało, a tam pies sąsiada leży w rowie. Tak go walnął, że poleciał z 3 metry.  A kierowca nawet się nie zatrzymał. Znałam tego kundelka, był nieszkodliwy, przyjazny dla ludzi. Wiekowy, siwy, jak dziadek. Nawet głos miał taki zachrypnięty już. 

Pamiętam go, jak biegał z takim drugim psem często. Ten jego kompan już w tamtym roku odszedł (z tego co wiem nie tak tragicznie).

Cały dzień miałam zepsuty, bo myślałam o tym, jak ten bezduszny człowiek potrącił tego pieska. 
Raz, że jechał  zbyt szybko, bo teren zabudowany, mógł więc i potrącić inne zwierzę, a może i człowieka.

A po drugie, to nie zatrzymał się, tylko jechał szybciej, aby nikt go nie przyłapał na gorącym uczynku. Ten człowiek pewnie chodzi do kościoła, jak wiele ludzi z tej okolicy. To jest jednak nieistotne, nie oceniam go pod tym kątem. Sam przed sobą powinien odpowiedzieć, co zrobił, przyznać się do winy, wyciągnąć wnioski. Ludzie to jednak takie istoty, które potrafią w wyjątkowy sposób dawać sobie rozgrzeszenie. 

Ludzie myślą, że jak nie szanują zwierząt, to są bez winy, bo zwierzęta nie czują bólu? Istota żywa, czy to pies, kot, czy papuga tak samo cierpi. 

Poszłam  więc powiedzieć sąsiadowi, że jego piesek leży w rowie, prawdopodobnie martwy. Przykro zanosić takie nowiny.

Kiedy wracałam zobaczyłam tego psa oczyma wyobraźni, jak biegnie ze swoim kumplem. Tak, jak to było rok temu, kiedy oba pieski jeszcze żyły. Razem są teraz w psim raju, łza się kręci w oku. Jestem głupia, że wierzę w takie cuda?

Ludzie, którzy mają wrażliwość, są w pewien sposób przeklęci, że widzą, czują takie rzeczy. 

A to tylko pies, nawet nie mój. Ten pies już nie cierpi, wierzę w to, że jest w psim raju. To miejsce na pewno istnieje. Bo gdzie poszłyby te wszystkie istoty które potrafią nas tak bardzo kochać? 

Bezwarunkowo, czasem pomimo tego,  że ludzie zadają im tyle bólu. Przywiązane, wierne do końca... Do dziś pamiętam mojego ukochanego psa z dzieciństwa i wierzę, że kiedyś go jeszcze spotkam.


18.02.2021
Pisząc ten tekst nie wiedziałam, że samej przyjdzie mi ponownie zmierzyć się z bólem utraty kochanego pieska. Dziś nie ma go już z nami, pozostają tylko wspomnienia. Może w przyszłości znajdę w sobie na tyle siły, aby opisać tą historię...



Droga Icemana. Metoda Wima Hofa. Ćwiczenia oddechowe, Trening z zimnem...



Nago po mrozie?


W styczniu portale społecznościowe i telewizja karmiły się sensacją na temat turystki, która wyszła w samej bieliźnie w góry i skończyła z hipotermią. Od razu zrobiło się głośno o tym, że ludzie ryzykują życiem, są niepoważni, robią coś tylko dla rozgłosu.

Przyznam, że początkowo sama była zszokowana. Zaraz też pojawiły się informacje, że grupa która wyszła w góry również w strojach co najmniej nie zimowych, nie miała nic wspólnego z tą nieszczęsną kobietą. W sumie to nie wiadomo, czy to był wypadek, głupota, a może choroba psychiczna? 

Dlaczego Metoda Wima Hofa?


Lubię dociekać prawdy i tak oto zamówiłam książkę "Droga Icemana. Metoda Wima Hofa" na Inverso.pl
Książka ta wywarła na mnie duże wrażenie, pozwoliła mi też na kolejny krok w moim własnym rozwoju. Przekonałam się, że ekspozycja na zimno wcale nie jest głupotą, ani też popisywaniem się. 

Metoda Wima Hofa, która zawiera nie tylko techniki oddechowe, ale i trening z zimnem oraz pracę z umysłem została poddana wielu badaniom naukowym. W książce znajdziemy nie tylko przykłady chorób, które z powodzeniem można leczyć za pomocą odpowiedniego oddychania, jak też zimnych pryszniców (bądź nawet kąpieli w wodzie z lodem). 

Bardzo przekonujące są też relacje ludzi, którzy wykorzystują zimno do leczenia swoich niedyspozycji, a nawet poważnych chorób. Treningi zaproponowane przez Wima Hofa pozwalają im na powrót do normalnego funkcjonowania. 


Książka lekka i przyjemna 


Droga Icemana to książka, którą czyta się szybko, lekko i przyjemnie. Absolutnie nie jest uciążliwa i nie wymusza na czytelniku wielu analiz, nie przyprawia też o zdumienie, bo wszystko jest wytłumaczone w sposób racjonalny.  Mamy po prostu podane wszystko  na tacy,  dokładnie wyjaśnione, udowodnione naukowo. Widać, że autorzy książki: Wim Hof i Koen De Jong są w stu procentach przekonani do swoich teorii i poglądów. 




Nie tylko o "szaleńcach" biegających nago po mrozie i śniegu


Metoda leczenia chorób za pomocą ćwiczeń oddechowych i pracy z zimnem, jak podaje autor, jest prosta, bezpieczna w stosowaniu, ale wymaga też zaangażowania i systematyczności. Autorzy nie chcą być oskarżani o szarlatanizm i absolutnie nie zalecają rezygnacji z farmakologii. 

"Droga Icemana" zawiera też niespodziewane perełki, jak choćby informacje na temat innowacyjnej i skutecznej diety odchudzającej, która może pomóc nawet tym, u których zawiodły już wszystkie inne diety. 


Biografia Wima Hofa zamieszczona na początku książki okazała się bardzo interesującym i motywującym dodatkiem do całości. Przekonuje, że zdrowy styl życia potrafi zmienić nie tylko nasze ciało, ale i wpłynąć na psychikę. W myśl zasady: co nas nie zabije to nas wzmocni. Nie mogę jednak ulec wrażeniu, że sam Wim Hof jest jakby nadczłowiekiem? A może po prostu kimś z naprawdę wyjątkową pasją, która całkowicie zawładnęła jego życiem, jak też wpłynęła na jego bliskich. 




Książkę "Droga Icemana" polecam każdemu, kto interesuje się alternatywnymi sposobami walki o zdrowie oraz wzmacnianiem odporności.

Napisana przystępnym językiem, a wszystkie bardziej medyczne wyrażenia mają dołączony słowniczek na końcu, także nawet jak ktoś nie interesował się biologią zrozumie o czym mowa. Wbrew pozorom, nie tylko dla "uduchowionych" wielbicieli Jogi, czy Medytacji. 


Jak się (nie)ubierać po Czterdziestce?

 

Nie czuję się ikoną mody, jak też nie znam się na sezonowych trendach. Uwielbiam za to Second Hand i jak wiele kobiet, ciągle szukam swojego stylu. Nie jest on łatwy do zdefiniowania, gdyż nie przejmuje się też żadnym dres code. 

Dlaczego więc piszę takie posty? 

Sama nie wiem, może chce dodać sobie pewności siebie? Być może komuś pomóc, lub  po  prostu mi się nudzi? Ciągle walczę o dobre zdjęcia, jak też chce poprawić styl i ulepszyć własną szafę. Wyrzucić te okropne swetry z akrylu, bluzki z poliestru... Co nie jest łatwe, bo nabywanie ubrań  dobrej jakości bywa wyzwaniem. 

W styczniu chciałam sobie obiecać, że zacznę  w końcu lepiej się ubierać. A co z tego wyszło? I tak ubieram się przede wszystkim wygodnie. Moje przemyślenia tu zawarte są wynikiem ostatnich lat. Po 40-tce nie wiele się zmienia, bo i kobiety obecnie mają więcej luzu jeśli chodzi o modę, czyż nie?


Po czterdziestce nie wypada?

  • Paradować w mini?
  • Ubierać się zbyt wyzywająco?
  • Chodzić w dresach ?
  • Malować się za mocno?
  • Mieć siwe włosy?
  • Nosić pasemka?
  • Eksponować pupę?
I jeszcze inne złote rady, które swego czasu można było wyczytać np. w podrzędnych magazynach dla kobiet. Na szczęście czasy te, mam nadzieję odeszły bezpowrotnie. Kobiety w naszym kraju umieją walczyć nie tylko o swoje prawa, ale też są coraz bardziej wyzwolone. Dotyczy to również stylu ubierania. 

Elegancko czy na luzie?

Uniwersalna zasada mówi, że strój dobieramy do okazji. Nie idziemy na wesele w szortach, a na plażę nie ubieramy futra. To chyba oczywiste, chociaż sztuczne futerka są modne nawet latem pośród pewnych grup.

Wygodnie i bez skrępowania:

 Najważniejsza zasada jest taka: strój ma być dla nas komfortowy. To ubranie jest dla nas, a nie na odwrót. Z tych powodów również: nie odchudzamy się specjalnie, aby zmieścić się w sukienkę. Nie kupujemy też ubrań o rozmiar mniejszych, po to by się zmotywować do diety. To jest dla mnie bez sensu, ale zdałam sobie z tego sprawę dopiero w pewnym wieku. 

Być sobą...To najważniejsza zasada jeśli chodzi o modę.


Chciałabym, aby w naszym kraju ludzie w końcu przestali krytykować innych. Dotyczy to szczególne mniejszych miejscowości, gdzie wszyscy dobrze się znają. 
W dużych mieście zdecydowanie jest większa swoboda, anonimowość, ale też panuje większa tolerancja. Można sobie pozwolić na modowe eksperymenty, nie przejmować się cudzą opinią. 
A to jak się ubieramy po 40-tce (czy przed), to zupełnie bez znaczenia. Strój ma wyrażać nas, a nie być pod gusta innych. Zawsze się znajdą krytykanci, ale czy musimy przejmować się ich opinią? 


Michel Desmarquet "Misja" czyli bliskie spotkania z UFO



Wiara w UFO:

W obecnych czasach, kiedy mamy dostęp do wiedzy, zarówno z książek, jak i z Internetu, bardzo trudno jest wyłowić prawdę spośród steku kłamstw. Zewsząd jesteśmy bombardowani mnóstwem negatywnych wiadomości, czujemy się coraz bardziej zagubieni. Czy wierząc w UFO narażamy się tylko na śmieszność? Czy raczej jest to dowód na nasz rozwój?

Mnie osobiście poruszył przekaz jaki wynika z tej książki, w której znajdziemy m.in. o tym, jak bardzo zagubiliśmy się jako cywilizacja. A także o tym, jak dążymy do nieuniknionej katastrofy.

Wystarczy jednak spojrzeć na wydarzenia, które codziennie rozgrywają się na Świecie. Z pewnością wiele dobrego zdziałać mogą też różne ruchy ekologiczne, ale to wciąż za mało by zatrzymać tą nadchodzącą katastrofę. Obudzić musi się większość, a nie tylko wybrane jednostki. 


"Misja" to książka oparta na faktach?


Jestem przekonana, że kiedy mowa o kosmitach, uprowadzeniach, międzygalaktycznych podróżach, wiele z nas potrafi zachować zdrowy dystans do tego typu rewelacji. Zresztą i sam autor zaznaczał w swojej książce, że różnie będzie ona odbierana. 

Z powodu  książki był narażony na wiele komplikacji w życiu osobistym. Łącznie z tym, że nawet popadł w depresję. Michel Desmarquet twierdzi, że "Misja" oparta jest na faktach. Opisał w niej to, co naprawdę go spotkało podczas jego podróży na planetę Tjehooba. 

Jak wyglądało życie na Tjehooba, planecie kategorii 9 czyli najbardziej rozwiniętej pod względem technologicznym i duchowym? Michel odwiedził również Świat równoległy, jak też inne mniej lub bardziej rozwinięte planety. Poznał tajemnice dawnych cywilizacji: Atlantydy i Kontynentu MU. Dowiedział się też,  dlaczego znikło życie nawet na bardziej rozwiniętych planetach.  Intrygująca jest też opowieść Thao o tym, skąd pojawił się naród Żydowski na planecie Ziemia. 



Michel, skromny hodowca warzyw...


Michele Desmarquet pochodził z Francji, ale większość życia spędził w Australii, także ze względu na jej ciepły klimat, który uwielbiał.  Nie znosił  za to wilgotnego i chłodnego klimatu Francji i Normandii, w której się urodził. 

Nie był pisarzem, lecz zwykłym hodowcą warzyw (uprawiał tytoń, pomidory i owoce egzotyczne). W latach młodości odbył służbę wojskową w Afryce (wojna Francja-Wietnam). W wojsku dał się poznać jako człowiek o wyjątkowym poczuciu humoru. Szybko nauczył się Afrykańskiego dialektu, dzięki czemu zyskał sobie przychylność miejscowych. 

Michele swoją książkę pisał przez 3 lata, z pomocą swojej mentorki o imieniu Thao. Podczas prób wydania książki napotkał na wiele trudności.  W USA całkowicie ją odrzucono. Po raz pierwszy została wydana w Australii w 1993 roku. Z książki wynika jasny przekaz: będą ją rozumieć tylko Ci, którzy są na to gotowi. 


A czy Wy jesteście gotowi na to by przeczytać "Misję"?


Najciekawsze cytaty z książki przeczytacie na stronie: tjehooba.pl | Misja : przekaz z TJehooby


Podsumowanie stycznia, nie tylko kosmetyczne

 


Nowy rok, pierwszy miesiąc za nami...


Zleciało szybko,  nie wiadomo jak i nie wiadomo gdzie? Zawsze, kiedy mam pisać podsumowanie myślę, że nie warto tego robić, bo nie zdarzyło się nic nadzwyczajnego. A przecież miesiąc ma 31 dni, które wypełnione są 24 godzinną dobą, więc nie możliwym jest aby w tak długim czasie nie zdarzyło się zupełnie nic. 

Jak większość matek, nie narzekam na nudę:

Nie  brakuje mi obowiązków i czasami naprawdę myślę, że powinnam odpocząć.  Jestem kierowcą, kucharzem, gospodynią domową, menadżerem... Dodatkowo prowadzę teraz już dwa blogi, choć ten drugi dopiero się rozkręca i troszkę zaczynam go traktować po macoszemu. Dla zachęty parę zdjęć, które zrobiłam na mój profil na Instagram: pamietnikizewsi 

Urok małych miasteczek:




Uczę się też robić zdjęcia zwierząt, ale zdaje sobie sprawę, że aparat w telefonie to trochę za mało. Więcej ciekawych zdjęć z pewnością znajdziecie na moim drugim blogu. 


Styczniowe podróże przyniosły też takie widoki. Nawet nie chce wiedzieć, ile mam na liczniku kilometrów. Czasami czuję się jak kierowca zawodowy, tak dużo podróżuje. Jednak mieszkanie w małej miejscowości wymusza ciągle poruszanie się na czterech kołach. Zwłaszcza kiedy sroga zima i na podróż rowerem nie mogę sobie pozwolić. 


Do tego zdjęcia idealnie pasuje opis: Straszny dom, chociaż to zabudowania gospodarcze. Chyba za bardzo popłynęłam z fascynacją dla staroci. Kiedy zrobi się cieplej muszę zrobić lepsze zdjęcia tego obiektu, bo naprawdę ma coś przyciągającego. 


Jedna z dróg, które udało się pokonać bez konieczności zakładania łańcuchów na koła. Chwilami jednak już wątpiłam, czy dojadę. 




W styczniu udało mi się w każdy weekend mieć domowe ciasto.

Raz poszłam na łatwiznę i zrobiłam ciasto bez pieczenia: Tiramisu z Mascarpone, na biszkoptach z marketu, a i tak wyszedł bardzo smaczny. 

Jak widzicie, rozkoszuje się też Yerba Mate, a wpis o niej znajdziecie: Yerba Mate, dlaczego warto ? Gdzie kupić? (retromama.blog)


Prawdziwym hitem okazał się biszkopt z mąki orkiszowej (z karobem) i kremem budyniowym. 
Super lekkie ciasto, z malutką ilością cukru i krem na prawdziwym maśle. Takie ciasto ciężko byłoby kupić gotowe. Jestem dumna, że wyszło wspaniale i wszystkim smakowało. 


Zrobiłam też pączki serowe ekspresowe, smażone na oleju kokosowym. Może niezbyt zdrowe, ale chwilowo nie miałam ochoty dbać o idealną dietę. 


Bardziej "zdrowe", choć na pewno nie nisko kaloryczne były te Muffinki marchewkowe z miodem, kakao i mąką żytnią. Naprawdę nikt się nawet nie domyślił, że to była ciemna mąka. Obawiam się jednak, że opadły dlatego, że mąka była zbyt ciężka. Mimo wszystko nie zniechęcam się do moich kulinarnych eksperymentów. 

I tak oto po raz kolejny przekonałam się, że można zjeść  smacznie i zdrowo jednocześnie. Potrzeba tylko poświęcić troszkę czasu w kuchni, bo nic samo się nie zrobi. Lubię jednak to moje pichcenie w kuchni, które skutecznie zajmuje moją głowę i nie mam czasu na smutki. 


Na koniec fragment z wystawy sklepu Kik, do którego czasem zaglądam po akcesoria do zdjęć na bloga. Ten sklep to jednak zło, bo zawsze jak tam jestem dostaje oczopląsu i nie wiem co kupić. Za duży wybór. 


Jak widzicie, mój styczeń minął na jeżdżeniu po dziwnych miejscach, nie raz wąskimi i krętymi drogami. Z powodu zimowej aury miałam więcej czasu na kulinarne eksperymenty i rozwinęłam moją kreatywność w pieczeniu ciast. 

A Wam jak minął styczeń?


Błękitny Umysł - Poznaj nieznane, Myśl na Odwrót, Działaj na opak



Kolejny poradnik z kategorii rozwój osobisty?


Macie dosyć, czy temat nadal na czasie? Dla mnie wszelkie poradniki okazują się bardzo przydatne. A kto nie czyta, ten jest w tyle i zaczyna się cofać. 

Wiele mądrych rad z głowy potrafi szybko ulecieć, kiedy człowiek zajęty problemami dnia codziennego. Myślę, że obecne czasy zmuszają nas  jeszcze bardziej do dbania o siebie. Nie każdy może sobie pozwolić na  regularne wizyty u psychologa, ale książki czytać zawsze warto.

A czy warto poczytać "Błękitny umysł"?


Jest to poradnik wyjątkowy, bo autorka zachęca czytelnika do wyciągania samodzielnych wniosków. Czytanie dobrze jest podzielić sobie na etapy. Spokojnie przerabiać kolejne rozdziały, nie śpiesząc się. 

Każdy rozdział zakończony jest podsumowaniem. Mamy też ćwiczenia i lekcje do odrobienia, a także miejsce na notatki osobiste. Klaudia prowadzi z czytelnikiem jakby rozmowę i zachęca do wyciągania wniosków. Akceptuje to, że możemy się nie zgadzać z jej teoriami. 

Błękitny umysł zawiera 16 rozdziałów, a tematyka każdego dotyczy innego zagadnienia. Chociaż niektóre rozdziały nawiązują do poprzednich. 

Napisany jest zrozumiałym dla każdego językiem.  Problematyka jaką zawiera jest naprawdę różnorodna. Od wyjaśnienia mechanizmów intuicji, mocy intencji, poprzez omówienie tzw. magicznego myślenia, czy samospełniającej się przepowiedni; po proste psychologiczne analizy. Typowe dla Klaudii Pingot zagadnienia z dziedziny fizyki kwantowej stanowią miłe urozmaicenie całości. 

Jak się okazuje, w życiu nie wszystko potrafi być tak oczywiste i nieraz zdarzają się nam paradoksalne sytuacje. Tylko od nas zależy, jakie wnioski wyciągniemy na przyszłość i czy uda się nam zamienić porażkę w sukces. 

W książce znajdziemy też budujące przykłady ludzi biznesu i show-biznesu, którzy potrafili podnieść się nawet z najgorszych życiowych i zawodowych upadków. 



Klaudia Pingot


Trochę obawiałam się, że książka będzie powielać tematy z kanału Klaudia Pingot SpecBabka, ale tak się nie stało. Książka Błękitny umysł stanowi doskonałe uzupełnienie, a niektóre historie zawarte w treści książki wcześniej już słyszałam na kanale, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało. 

Klaudia Pingot najbardziej kojarzy mi się ze wspaniałych medytacji, które potrafią zdziałać cuda w moim życiu. Myślę, że jest bardziej czarodziejką niż psychologiem, a ostatnie jej filmy na YouTube trochę już odbiegają od typowo psychologicznego nurtu. Nie da się ukryć, że odebrała solidne wykształcenie, stale rozwija swoje umiejętności, poszerza wiedzę,  ale też potrafi widza nieźle zaczarować. Czytając książkę, mam wrażenie, że więcej w niej praktycznej wiedzy, niż typowego psychologicznego bełkotu. 


Błękitny umysł to książka zawsze na czasie.  


Dobry poradnik dla tych, co szukają pomysłu na siebie, jak  też i dla tych, co spoczęli na laurach i myślą, że już nic więcej nie osiągną. Życie potrafi zaskakiwać, ale nigdy nie należy się poddawać, to myśl przewodnia, która przyświecała mi cały czas kiedy książkę czytałam. 


Liczba stron: 400
Oprawa Miękka
Wydawnictwo Helion


Zapraszam na drugiego bloga

Copyright © Retromama.blog