Klucz do autodestrukcji



Kiepska ze mnie modelka, chociaż niektórym się podobam. Tak samo myślę na temat mojego pisarstwa. Lubię to robić, ale efekt bywa różny. Mimo wszystko idę dalej, byle do przodu. Jak tylko będzie mi to sprawiać przyjemność, to będę pisać nadal, nie przejmując się zupełnie zdaniem innych. To dobry wstęp do czegoś większego...

Kobiece pogaduszki czasami potrafią zaowocować nowym tematem do napisania i takim właśnie jest: Klucz do autodestrukcji. Dzięki tobie Marzenko powstał ten wpis.

Czym jest autodestrukcja ?


Po wpisaniu w Google hasła autodestrukcja można przeczytać:
Agresja skierowana przeciwko sobie.
Wyrządzanie krzywdy samemu sobie.
Złość na samego siebie. Szaleństwo, pozbawione logiki...
Niskie poczucie własnej wartości.
Poczucie samotności. Próba radzenia sobie z własnymi emocjami...


Ciągle mam wyrzuty sumienia:


Zapewne czytając mojego bloga można mieć inne wrażenie. Staram się, aby było tu pozytywnie. Ostatnie dni sierpnia znowu dały mi się we znaki. Poszłam w bardzo złym kierunku nie tylko w kwestii diety. Generalnie to funkcjonuje na emocjonalnej huśtawce. Mam poczucie, że nie spełniam oczekiwań otoczenia. Nie jestem dostatecznie dobra. Olewam własne zasady. Porzucam to na czym zależało mi najbardziej, czyli własny rozwój.


Brak szacunku do własnego ciała


Dużo się teraz mówi, pisze o bodypositive. Ten fenomen miał kobietom pomóc w samoakceptacji. Jednak łatwo jest opublikować komuś zdjęcie na Instagram z hasztagiem bodypositive, kiedy w zasadzie nie ma się większych wad lub po prostu ująć temat przekłamując rzeczywistość.

Wszak zawsze można się dobrze ustawić do zdjęcia. Porobić tych fotek sporo, aby było co wybrać. A na koniec jeszcze nieźle obrobić zdjęcie. Oczywiście są i zdjęcia ukazujące prawdziwe wady, ale tam też wszystko jest jakoś tak pięknie ujęte, że miło się patrzy nawet na ten cellulit.

Pamiętam jak sama chciałam zrobić taką akcje: "piękne mamy po ciąży". W zasadzie to było parę chętnych, ale ostatecznie to może z 3 osoby wzięły udział. A później i tak usunęłam ten wpis. Po pewnym czasie, kiedy zaczęłam chodzić na terapię rozejścia jakoś łatwiej mi się o tym pisze. Tym bardziej, że czasami wyglądam już nawet ok. Nie wiem jednak dlaczego ten potwór ciągle powraca?

A później przychodzi mi na myśl, że to nie tylko po ciąży. To tkwiło we mnie od bardzo dawna. Ten brak miłości własnej, brak pewności, ciągle coś musi ściągać mnie w dół...Czy to już jest autodestrukcja, nie wiem. Pewnie przydałoby się znowu pogadać z psychologiem.


Spełnianie cudzych oczekiwań


Patrzenie na zdanie innych ludzi jest najgorszą rzeczą. Myślę, że mam to zakorzenione od dziecka. Wiem, że tych błędów nie da się już naprawić, bo dzieckiem nie będę drugi raz (przynajmniej w tym życiu). Natomiast mogę sama nie popełnić tego błędu i dam dziecku swobodę w wyborach. Będę liczyć się z jego zdaniem, niech uczy się na własnym doświadczeniu.

Wiele osób zgodzi się ze mną, że dawniej dzieci wychowywało się inaczej. Nawet w tych czasach nadal mówi się dziewczynkom: nie jedz zbyt wiele, bo przytyjesz. A chłopcom: nie maluj ust, bo nie wypada. Dlaczego takie podziały, ocenianie tak łatwo nam przychodzi?

Czy to tradycja, kultura, religia? Chyba nie można wskazać jednoznacznie. Wiem jedno, jeśli ludziom brakuje miłości własnej, wiary w siebie, to będą ciągle powielać te schematy i krzywdzić się nawzajem, z pokolenia na pokolenie.



Czy warto wykupić promocje na Instagramie?



W tym wpisie postaram się przybliżyć Wam temat promocji na Instagramie.
Czy opłaca się takie wykupywać?
Czy jest to kosztowne i skomplikowane?
Jak ruch na Instagramie wpływa na statystyki mojego bloga?

Zapraszam ciekawych i nie tylko.


Blog + Instagram = Sukces?


W obecnych czasach każdy szanujący się bloger musi posiadać Instagram. Oczywiście nie każdy użytkownik Instagram musi posiadać bloga. Wiele osób czerpie wysokie profity tylko z posiadanego konta na Instagram. Zwykle są to dobrze rozwinięte profile, z milionami fanów i ogromnymi zasięgami.

Ciągle się słyszy, że era blogów już przemija. Czytelnik stawia na szybkie interakcje z autorem. Nie można więc uniknąć założenia konta na Instagram. Często jest tak, że to konto dźwiga bloga na wyżyny i pozwala uzyskać o wiele lepsze statystyki.


Ograniczone zasięgi


Zapewne większość z nas usłyszała też o ograniczaniu zasięgów na Instagram. Wiele z Was wkłada mnóstwo pracy w prowadzenie bloga oraz IG. Obecnie nie tylko wystarczy napisać dobry tekst, ale musi być on jeszcze zaopatrzony w ładne obrazki.

Instagram to często drugie tyle pracy do zrobienia. Osobiście wolę przelewać myśli w formie tekstu. Wiadomo też, że ludzie pragną łatwej rozrywki i nie każdy lubi czytać. Z tego powodu właśnie prowadzę Instagram. Nie od dziś wiem o ucinaniu zasięgów. Jednym słowem, to ja się staram, a często dany przekaz i tak nie nie dociera do odbiorcy. A dlaczego? Bo Instagram nie jest za free, każdy chce zarobić i mieć coś dla siebie.


Od czasu do czasu dostaje propozycje wykupienia sobie lajków, obserwatorów, jednak nigdy nie biorę ich na poważnie. To droga na skróty, która może okazać się gwoździem do trumny. Dlaczego? Bo w końcu kiedyś to może wypłynąć. Przykładowo odbiorcy z krajów arabskich, chińskich, dziwne fikcyjne konta stworzone przez internetowe boty.


Postaw na legalną reklamę


Dostałam mądrą radę od pewnej znajomej  z sieci. Dlaczego by nie wykupić legalnej reklamy na Instagram. Zapewnić sobie większej liczby odbiorców. A wbrew pozorom to wcale wiele nie kosztuje i nie jest też zbyt skomplikowane.


Co potrzeba do wykupienia promocji na Instagram?


Oczywiście konto na Instagram, najlepiej profesjonalne, bo wtedy mamy dobry wgląd w statystyki. Do tego koniecznie profil na Facebook. Ja korzystam z profilu Strony bloga, który jest połączony z moim prywatnym profilem Facebook. Trochę to zawiłe, ale nie miałam ochoty, aby wszyscy znajomi z okolicy czytali wpisy na blogu. Oczywiście do zrealizowania płatności niezbędna jest karta kredytowa ze środkami do dyspozycji. I to tyle, naprawdę nie wiele.

Samo podpięcie Instagram do Facebook nie jest skomplikowane i podczas rejestracji jesteśmy prowadzeni przez kolejne kroki.  Kiedy już mamy to skonfigurowane, to można w szybki sposób włączyć promowanie konkretnego wpisu na Instagram. Zdecydowanie jestem zdania, że warto to zrobić i zapłacić za reklamę. W końcu blogi też już nie są darmowe. Dziś nie wystarczy tylko talent i darmowa domena.


Czy opłaca się wykupić reklamę na Instagram?


Na to pytanie odpowiem Wam za pomocą zrzutów ekranu z mojego Instagram. Dodam, że ja raczej decyduję się na nisko budżetową reklamę, bo tak naprawdę jestem początkująca i nie chce zbyt wiele inwestować. Czasem wystarczy nawet 12 zł aby podnieść sobie oglądalność. A czy to Wam się opłaca, to musicie zdecydować sami.

Przykład wpisu promowanego:



Przykład zwykłego wpisu bez promocji:





Spowolniony metabolizm po 30-tce i inne mity ...




Na początku muszę podkreślić, że nie jestem ani dietetyczką, ani specjalistką w dziedzinie zdrowego odżywiania. Sama często gubię się w zasadach zdrowego żywienia. A nawet więcej: nie liczę kalorii, a czasami odżywiam się naprawdę w okropny sposób. Z moją wagą i figurą bywało już naprawdę różnie.

Na chwilę obecną dobrze czuję się w swoim ciele i mam fajną kondycję. W tym sensie, że coraz łatwiej mi się ubrać, nic mi nie wystaje i nie mam zadyszki, kiedy biegnę za synem. To chyba świadczy o znalezieniu jakiejś równowagi. Lubię obserwować i wyciągać wnioski, które mogą przydać się mi kiedyś w przyszłości.


Przybieranie na wadze w pewnym wieku to mus...


Często się słyszy, że po trzydziestce nasz metabolizm z pewnością zwalnia i potrzeba sobie ujmować kalorii, aby nie zamienić się w kulę. A ja na to gwiżdżę i nic sobie z tego nie robię. Być może i  specjaliści wiedzą lepiej, ale na mnie to nie działa.

Jednak aby przytyć, to nie trzeba wcale przekroczyć trzydziestki. Na proces przybierania na wadze składa się naprawdę wiele czynników. Przykładowy, nawet zaburzenia hormonalne. W pewnym wieku jest większa skłonność do takich, ale są jeszcze inne czynniki. Zależy, jaki tryb życia prowadzimy, czy dużo się stresujemy, czy śpimy wystarczającą ilość godzin.

Mam takiego śmiesznego lekarza rodzinnego, który nie raz mnie zdenerwował. Mówi źle po polsku, bywa sarkastyczny jak Dr House. Jednak jego porady o chodzeniu wcześnie spać, czy zmiany diety zawsze przynoszą dobry skutek.


Nigdy nie jedz po dwudziestej


Śniadanie jedz jak król, a kolacją podziel się...Coś w tym stylu.
Sama dbam o to, aby zjeść zdrowe śniadanie, które ma mi dać energię. Nie zawsze mam ochotę na ciężkie śniadanie. Różnie to bywa z zapotrzebowaniem na kalorie. Poza tym, czasami naprawdę wystarczy mi owoc, czy koktajl, bo np. dzień wcześniej przeciążyłam wątrobę. Wszystko należy dostosować do siebie.

Jako mama, pracując czasem i po 12-14 godzin, będąc w ruchu, nieraz wieczorem lubię sobie pojeść. W tej kwestii słucham swojego ciała. Jem tyle, aby nie czuć głodu w nocy. Dla mnie bezcelowe jest jedzenie przed godziną dwudziestą, bo jak idę spać późno, to będę już głodna. Jadam posiłki,  kiedy jestem głodna. A zasady odnośnie późnej kolacji do mnie nie trafiają.

Koktajle wyszczuplają


To następny mit, często powtarzany na jakichś forach o zdrowym odżywaniu. Dla mnie smoothie, czy koktajle mogą być naprawdę z różnych składników. Czasami nie żałowałam sobie do nich mleczka kokosowego, czy nawet masła orzechowego. Innym razem zrobiłam z samej pokrzywy, wody i cytryny.

Kaloryczność, konsystencja koktajlu może być różna. Sama nie boję się kaloryczności ani masła orzechowego, ani sezamu. Najważniejsze, aby było zdrowo i smacznie.

Nie można popadać też w przesadę i pić tylko samych owoców i jogurtu, bo po tym też człowiek szybko robi się głodny. A jeśli ktoś chce liczyć kalorie, bo akurat taką ma potrzebę, to proszę bardzo. Pamiętajcie, że na żadnej restrykcyjnej diecie nie wytrwacie długo. A organizm wygłodzony później wpada w efekt jo-jo.


Od słodyczy na pewno będę gruba


Jakie byłoby nasze życie, gdybyśmy sobie wszystkiego ciągle odmawiali. Człowiek wpada w poczucie krzywdy, kiedy widzi innych ludzi jedzących smakołyki. Nawet będąc na zakupach, przechodzi się koło różnych produktów. Trzeba mieć wiedzę, że niektóre rzeczy są naprawdę paskudne, ale z drugiej strony to zakazane też kusi.

Jeżeli czasem ulegniemy pokusie, to później nie mamy takiego dyskomfortu. Obecnie zdrowsze wersje słodyczy można kupić bez trudu. Batony białkowe, z daktyli, orzechów są tak samo smaczne, a może i nawet smaczniejsze niż popularne bomby kaloryczne. Wszystko zależy od nas, co wybierzemy w sklepie. A jeśli nawet czasem kupimy coś mniej zdrowego, to zawsze na drugi dzień można wybrać lepiej. Dość terroru zdrowego odżywania!


Jakie są wnioski?


Chciałam udowodnić sobie, że mam rozsądne podejście do diety. Wpadanie w dołki z powodu gorszego jedzenia nie jest już tak częste. Nie zamęczam się kiedy zdarzy mi się zjeść coś gorszego i dzięki temu szybciej wracam na właściwy tor. Poza tym ćwiczenia, ruch, medytacja, relaks, to wszystko daje mi jakiś punkt równowagi. Mam świadomość, że życie nie kończy się tylko na cm w pasie i kg na wadze. I chciałabym ten luz przekazać innym kobietom.


Kosmetyki Orientana w mojej pielęgnacji



Z kosmetykami Orientana miałam dotychczas małą styczność. Pamiętam, jak Tonik do twarzy z Imbirem i Trawą cytrynową dobrze się u mnie sprawdzał. Swego czasu zachwyty moje wzbudził także Ajurwedyjski tonik do włosów.

Przez dłuższy czas jakoś nie po drodze mi było z Orientana. Brak możliwości zdobycia próbek kosmetyków też czasami zniechęca. I jeszcze te sprzeczne opinie na forach co do Orientana. Wiadomo, że nie każdemu wszystko pasuje, dlatego nie można sugerować się jedną czy dwoma ocenami. Najlepiej wszystko wypróbować na sobie.

Ostatnio jednak pisałam Wam, że dbam o swoje samopoczucie, bo chce być dobrą mamą. Tym sposobem postanowiłam zrobić sobie prezent i zamówić kosmetyki Orientana na bee.pl.
Dziś napiszę Wam nieco więcej o moim zamówieniu oraz o tym, jakie wrażenie te kosmetyki na mnie zrobiły.


Oriantana Olejek do ciała Drzewo Sandałowe i Kurkuma




Olejki do ciała już na stałe zagościły w mojej pielęgnacji. Chciałam przekonać się na czym polega fenomen olejku Orientana i czy warto za niego zapłacić więcej?

Opakowanie olejku to butelka pojemności 210 mln. Niestety to tworzywo typu PET. Nie mogę jednak odmówić mu funkcjonalności. Opakowanie jest lekkie, poręczne, nie kapie, dozuje bardzo wygodnie. Również etykieta jest solidna i nie brudząca.

W składzie Olejku Orientana są tylko same oleje i naturalny konserwant. Wbrew pozorom ten olejek nie zmienia koloru skóry na żółty. Działanie jest jak najbardziej na Plus. Olejek pozostawia na skórze wrażenie lekkości, wygładza, nawilża i chroni.

Olejek Orientana sprawdza się w porze letniej, stosowany wieczorem pozwala wyciszyć się i zrelaksować. Idealny także na randkę. Zapach produktu jest zmysłowy, lecz nie uciążliwy, utrzymuje się parę godzin.



Orientana Naturalny Krem do rąk ze śluzem ślimaka



Naturalny Krem  do rąk ze śluzem ślimaka znajduje się w małej tubce pojemności 50 ml. Zapakowany jeszcze w opakowanie kartonowe z informacjami.

Producent deklaruje ponad 98℅ naturalnych składników. Skład wydaje mi się naprawdę wartościowy i bogaty.

Naturalny krem do rąk Orientana należy do produktów wysokopółkowych. Nieraz lepiej wydać na krem do rąk nieco więcej, jeśli oczekujemy bardziej skutecznego działania. W tym wypadku cena naprawdę idzie z jakością.

Konsystencję ma średnią, nie robi wrażenia tłustego i treściwego.  Wystarcza naprawdę niewielka ilość kremu, aby skutecznie nawilżyć, odżywić i zregenerować skórę. Jest bardzo komfortowy w stosowaniu. Otacza dłonie taką aksamitną, ochronną powłoką. Może też posłużyć jako forma kuracji, stosowany wieczorem. To krem dla wymagających, na pewno spełni wasze oczekiwania.


Neem Miodla Indyjska Odżywczy Bio Olejek do demakijażu twarzy i oczu do każdego typu cery



Olejki do demakijażu to wymysł pielęgnacji azjatyckiej, z którą nie bardzo się lubię. A może po prostu jeszcze za mało mam doświadczeń w tej dziedzinie? Ten olejek to bardzo dobra alternatywa dla innych metod demakijażu.

Odżywczy Olejek do demakijażu Orientana Neem przeznaczony jest do każdego typu cery, także do zmywania makijażu oczu. Nie mogę się nie zgodzić z producentem,  to produkt łagodny, gdyż podczas demakijażu faktycznie nic nie szczypie i nie podrażnia. Jednak osobnicza wrażliwość na składniki produktów to sprawa zupełnie inna. Pamiętam, jak kiedyś sam jeden olej potrafił mnie podrażnić.

Kosmetyk Orientana zawiera 98% olejów roślinnych. Konserwanty to olejki eteryczne.

Zapach jak dla mnie jest olejowo-ziołowy. Doszły mnie słuchy, że dla niektórych niezbyt przyjemny. Dla mnie całkiem w porządku. Naprawdę nie wyróżnia się jakoś bardzo.

Producent zaleca stosowanie oleju w oczyszczaniu dwuetapowym. To chyba jasne, że tak powinno wyglądać prawidłowe oczyszczanie cery. Pozostałości produktu do demakijażu zawsze powinno się zmyć, dzięki temu można osiągnąć naprawdę dobre rezultaty.

Moim zdaniem ten olejek jest lekki, nie obciąża skóry, nie zapycha. Przy dłuższych stosowaniu widzę, że pory skóry są lepiej oczyszczone. Okolice oczu zachowują większe nawilżenie, a rzęsy są w lepszej kondycji.

Peeling Enzymatyczny Kali Musli Cera wrażliwa i naczynkowa



Peeling enzymatyczny Orientana przeznaczony jest dla cery wyjątkowo wrażliwej, przesuszonej, ze zmianami naczyniowymi. Nie jestem wielką fanką tego typu peelingu, gdyż po tradycyjnym zwykle nie miewam podrażnień. Jednak postanowiłam wypróbować taką formę peelingu ze względu na porę letnią. Bywa, że moja cera bardziej jest narażona na niekorzystne czynniki (głównie przez słońce i UV miewam bardzo przesuszoną).

Opakowanie peelingu Kali Musli ma tylko 50 ml, ale produkt okazał się dość wydajny. Nie potrzeba go nakładać grubą warstwą, aby odczuć jego działanie.

Konsystencja jest gęsta, tłusta, przypomina wazelinę. W składzie jest substancja zapachowa, ale peeling pachnie bardzo delikatnie.

Czy peeling enzymatyczny sprawdza się i daje wyraziste efekty? Tego nie mogę stwierdzić jednoznacznie, gdyż jestem przyzwyczajona do szybkich efektów, jakie daje tradycyjna forma peelingu. Z pewnością po jego zastosowaniu cera staje się bardziej miękka, gładka i lepiej nawilżona. Myślę, że zużyję go z przyjemnością.


Orientana Maseczka z Glinki Migdał i szafran, cera normalna i sucha



Kremowe maseczki z glinką ostatnio bardzo lubię. Nie ma potrzeby mieszania suchej glinki z wodą samodzielnie. Mamy gotowy do użycia produkt.  Opakowanie to zgrabny, plastikowy słoiczek pojemności 50 gram. Mamy również kartonik z informacjami.

Skład maseczki jest nieco dłuższy, ale jak dla mnie całkiem dobry.  Jeśli po przetestowaniu produktu nic mnie nie podrażniło, to zazwyczaj nie doszukuję się w nim wad. Może tutaj skład jest trochę dłuższy, ale naprawdę obfituje w wartościowe dla cery substancje.

Maseczka z Glinki Migdał i Szafran ma kremową, gęstą konsystencję. Bez trudu mogę ją nakładać palcami. Stosują ją chętnie w wieczornej pielęgnacji, kiedy chce lepiej oczyścić moją cerę. Wystarczy ją trzymać 20 minut, aby cieszyć się efektem gładkiej i zdrowej cery. Maseczka nie zastyga na skorupę i nie przesusza. Bez trudu mogę ją zmyć za pomocą ściereczki do demakijażu.


Orientana Naturalny Krem ze śluzem ślimaka 



Mój pierwszy krem do twarzy ze śluzem ślimaka. Ten składnik robi furorę już od paru lat,  obecnie producenci sięgają po niego częściej. Niesie wiele korzyści w przypadku blizn, przebarwień i plam na skórze.  Śluz ślimaka pozyskiwany jest w sposób bezpieczny dla tych małych żyjątek.

Patrząc na skład odnoszę wrażenie, że jest on naprawdę wartościowy. Na opakowaniu wyróżnione są kluczowe składniki: Śluz ślimaka, Olej ze słodkich migdałów, Olej z kamelii japońskiej, Ekstrakt z Punarnavy.

Krem nadaje się do stosowania na noc i na dzień.

Krem ze śluzem ślimaka Orientana stosuje na tyle długo, że mogę potwierdzić jego skuteczność.

Konsystencja kremu jest przyjemna i lekka. Zapewnia długotrwałe nawilżenie skóry. Łagodzi podrażnienia, wycisza cerę, regeneruje. Ze względu na brak filtrów UV i obecną porę roku wolę go stosować tylko na noc.

Na uwagę zasługuję też opakowanie kremu. Jest to solidny słoiczek z grubego szkła. Może i mało praktyczny, ale jak elegancko prezentuje się na toaletce. Zdecydowanie ten Krem Orientana ze śluzem ślimaka należy do moich hitów.


Opisałam Wam moje wrażenia ze stosowania paru kosmetyków marki Orientana. Ogólnie odniosłam dobre wrażenie. Te kosmetyki u mnie się sprawdzają. Niektóre z nich, jak Maseczka z glinki,  Olejek do ciała, czy Krem do twarzy chętnie zamówię ponownie. Jestem przekonana o ich wysokiej jakości, oraz o tym, że naprawdę robią dobre efekty na skórze.

Na koniec chciałabym wspomnieć, że sklep Bee.pl to nie tylko kosmetyki. W swojej ofercie posiada również artykuły dla mamy i dziecka, zabawki, książki, zdrową żywność. Można zamówić wiele produktów w jednym miejscu, z jednym kosztem przesyłki, to niesamowite ułatwienie.


Czy jesteś dobrą mamą?



Być dobrą mamą:


Znana celebrytka wrzuca zdjęcia, kiedy kupuje obiad dla dzieci w barze mlecznym na dwa dni. Oczywiście jest ona sławna, ale nie oznacza to, że nie narazi się na krytykę. Mnóstwo zwykłych kobiet też idzie na łatwiznę, próbując jakoś pogodzić wszystkie obowiązki. Nie rzadko narażając się na przykre słowa ze strony partnera, rodziny, znajomych. Czy warto się tym przejmować?

Moim zdaniem nie, bo najważniejsze jest być dobrą mamą dla własnego dziecka. Nie oznacza to wcale tego, że będzie się idealną.

Są takie dni, kiedy naprawdę mam dosyć. Biegam cały dzień bez sensu i celu, a i tak wszystko nie jest perfekcyjnie. I dobrze, bo nigdy nie będzie, a tym wszystkim najważniejsza jest Ja.

Moje samopoczucie jest ważne, kondycja fizyczna, dobry humor. To wszystko tak naprawdę ma wpływ na moje dziecko. Ludziom i tak nie dogodzisz, ale czy musisz?

Dla mojego dziecka ważna jestem tylko Ja. Nie obiad, nie wysprzątany pokój,
najmodniejsze ubrania...Tylko czas spędzony razem.


Dlaczego chcemy być takie doskonałe?


Wokół nas są matki idealne. Może jesteśmy zapatrzone w znane nam osoby z otoczenia, czy też z Internetu. Idealne matki, kobiety, panie domu.

Osoby, które pokazują wysprzątane na błysk domy, chwalące się super figurą, spędzające czas na siłowni. Kobiety, które potrafią się dobrze zorganizować, dysponują zawsze mnóstwem czasu.

Posiłki, które serwują rodzinie zawsze są zdrowe, pyszne i kolorowe. Potrafią godzić karierę z byciem mamą.

Czy są one realne, czy tylko ich obraz wydaje się nam taki? To dwie różne sprawy. Postrzeganie własnej osoby, jak i innych wokół może być mocno zaburzone.

Nie można się porównywać.


Porównywanie nigdy nie było dobre. Dążenie do zaspokojenia oczekiwań innych ludzi jest bez sensu.

Po pierwsze nigdy nie spełnisz tych oczekiwań, po drugie będziesz tylko coraz bardziej sfrustrowana.

Dlatego odpuszczam sobie jak tylko mogę. Dbam o swój wolny czas. Wykonuje czynności, które są tylko konieczne. Nie biczuję się za to, że dziecko zje pizze, czy batonika. Bo kiedyś nie będzie miał o to pretensji. Za to straconego czasu nigdy nie odzyskam.

A ludzie wokół są teraz, ale kiedyś znikną. Ich ocena nie powinna mieć na mnie wpływu. 
To dziecko będzie pamiętać: czas  spędzony razem , uśmiech i łzy, zabawy, przygody, podróże.
 O braku obiadu szybko zapomni.

Zamiast bez sensu biegać na zakupy, dla synka zamawiam modne ubranka dziecięce przez Internet. Dzięki temu mam więcej czasu dla siebie i dla niego. 

Biobaza, moje kosmetyczne hity sierpnia



W lipcu otrzymałam kolejną paczkę-niespodziankę od marki Biobaza. Na temat ich produktów piszę nie po raz pierwszy na blogu. Polecam również wcześniejsze wpisy:
https://www.retromama.blog/2020/06/biobaza-sun-seria-kosmetykow-na-lato.html
https://www.retromama.blog/2019/11/kosmetyki-biobaza-warte-poznania.html


Biobaza zachęca nie tylko dobrymi składami, ale i miłymi dla oczu opakowaniami. Nie da się zaprzeczyć, że ich kosmetyki wyróżniają się na tle innych.


Biobaza Soap Mydło nawilżające w kostce Drzewo różane



Delikatne, glicerynowe mydło w kostce zostało wzbogacone olejkami z drzewa różanego aby zadbać o najbardziej delikatną skórę. Zarówno róża jak i gliceryna sprawiają, że dłonie stają się aksamitne. Mydło charakteryzuję się również antybakteryjną formułą.



Mydła w kostce to zdecydowanie moje ulubione. Przemawia do mnie nie tylko brak plastikowej butelki, ale i działanie. Jeśli chodzi o higienę i codzienne mycie rąk oczekuje, aby produkt myjący nie wysuszał delikatnej skóry. 

Mydło w kostce od Biobaza urzekło mnie cudownym, realistycznym zapachem róży. Piana jaką wytwarza podczas mycia nie jest  bardzo obfita, ale przyjemna i kremowa. Po umyciu rąk subtelny zapach przez jakiś czas utrzymuje się na skórze.


Gliceryna występuję już na drugim miejscu składu. Na uwagę zasługują nawilżające właściwości mydełka. Pierwszy raz mam tak dobrze nawilżające mydło, dzięki któremu moja skóra czuję się naprawdę rozpieszczona. 


Biobaza Body Mleczko do ciała jaśminowe



Odśwież swoją skórę i zmysły uwodzicielskim zapachem jaśminu, a odżywcze olejki i masła odżywiają i nawilżają skórę.


Jaśminowe Mleczko do ciała to kolejna wersja, jaką mam okazję używać. Podobnie jak w przypadku Mleczka z olejem konopnym właściwości nawilżające są bardzo dobre. Duże opakowanie 400 ml pozwala cieszyć się nim dłuższy czas.


Produkt nie jest zbyt ciężki, nie natłuszcza mocno, więc latem używa się go wyjątkowo przyjemnie. Pompka ułatwia dozowanie, a mleczko łatwo i szybko się wchłania, dając wyraźne efekty. 


Co jeszcze zasługuję na uwagę, to zapach. Pierwszy raz mam tak pięknie pachnący produkt do ciała. Jest to prawdziwy jaśmin, mocny, długo pozostaje na skórze, aż do następnej kąpieli. Mleczko posiada naturalną kompozycję zapachową. Nie podrażniło mnie, ani nie uczuliło. 


Biobaza Hair Detox Szampon i Peeling do włosów i skóry głowy


Innowacyjna, naturalna formuła zawiera delikatne drobinki do peelingu skóry głowy, dzięki którym usuwane są wszystkie zanieczyszczenia oraz nadmiar sebum.


Szampony peelingujące zazwyczaj kojarzą się mocnym oczyszczeniem skóry i włosów. Wiele osób obawia się ich, ponieważ mogą puszyć fryzurę i powodować dyskomfort skóry. W przypadku Szamponu Biobaza nic takiego nie ma miejsca. 


Zaskoczeniem okazał się kolor szamponu, który jest brunatno-burszynowy. Widać również drobinki peelingujące zawieszone w żelowej formule szamponu. Te drobinki jednak nie drapią skóry i dają się łatwo wypłukać w trakcie mycia. 

Zapach szamponu jest zmysłowy, kojarzący się z indyjskimi produktami do włosów. Producent podaje, że nie zawiera syntetycznych perfum i barwników. Pomimo intensywnego zapachu absolutnie nie podrażnia. Po umyciu włosy jednak nie pachną już tym szamponem.


Włosy są idealnie oczyszczone, ale zachowują swoje naturalne nawilżenie. Na moich kręconych włosach sprawdził się idealnie, to dla mnie hit.


Biobaza ORAHOL Olejek z orzecha włoskiego



Olej ze złotego orzecha włoskiego w koktajlu z dziewięciu wysokiej jakości olejków zapewnia skórze jedwabistą gładkość i pomaga uzyskać naturalną, brązową opaleniznę.


Olejki do ciała wydawały mi się niezbyt dobrym rozwiązaniem na lato. Obawiałam się tłustej formuły i plam na ubraniach. Orahol z Biobaza to olejek ze złotego orzecha włoskiego, przeznaczony do opalania. Niezbędnik każdej torby plażowej, produkt kultowy marki Biobaza od 1918 roku. 

Opakowanie olejku to 200 ml plastikowa, lekka butelka. Jest ona szczelna i bez trudu można ją zabrać w podróż. Dozując produkt nie problemów z niekontrolowanym wylewaniem się go z korka.


Olejek ma bardzo ładny zapach, kojarzący się z typowo wakacyjną pielęgnacją. W składzie widzę kilka naprawdę wartościowych olejów, m.in. olej migdałowy, masło kakaowe, olej kokosowy, olej sezamowy, oliwa z oliwek, olej jojoba, z awodado. Jednym słowem bomba wartości odżywczych dla skóry. 


Podoba mi się działanie tego olejku. Sprawdza się nie tylko do pielęgnacji skóry w ciągu dnia, ale i wieczorem. Wchłania się dość szybko, nie pozostawiając ciężkiej warstwy na skórze. Jak dla mnie jest on bardzo wydajny, gdyż na plaże nie chodzę, więc będzie mi się go przyjemnie stosowało chyba aż do jesieni. 


Biobaza Mineralny Lotion do opalania SPF 30



Innowacyjna, naturalna formuła z certyfikowanymi filtrami ECOCERT pochodzącymi z minerałów i roślin, jest odpowiednia dla najbardziej wrażliwej skóry i zapewnia skuteczną ochronę przed promieniami UVA i UVB. Szybko wchłaniający się, wodoodporny balsam idealnie nadaje się do pielęgnacji twarzy i ciała zarówno dla dorosłych jak i dzieci.

Lotion do opalania z Biobaza nie bez powodu znalazł się w moich ulubieńcach lipca. Bardzo szybko polubiłam go w pielęgnacji twarzy. Świetnie nadaje się do ochrony skóry przed słońcem. Zaskakuje nie tylko lekką konsystencją, ale i przyjemnych, nie dominującym zapachem.

Faktycznie dobrze chroni cerę przed słońcem. Nadaje się do wrażliwej skóry,  nie zapycha.
Skóra z nim oddycha i nie błyszczy się w ciągu dnia.

Świetny pod makijaż mineralny. Ulubieniec, nie tylko na upalną pogodę.



Biobaza Natural Deo Silky Comfort



Naturalna formuła z odżywczymi składnikami zapewnia wyjątkowe uczucie świeżości i jedwabistą gładkość.

Naturalne dezodoranty bez aluminium stosuje już parę lat. Nie wyobrażam sobie obecnie przejść na antyperspiranty. Z naturalnymi deo jest różnie, wiadomo że nie każdy jest zadowolony, więc nie zamierzam też nikogo na siłę przekonywać.


Silky Comfort Biobaza nie tylko ma naturalny, bezpieczny skład. Zaskoczyła mnie jego skuteczność w neutralizowaniu brzydkiego zapachu.

Co tu dużo pisać, ten deo działa cały dzień i w dodatku pięknie pachnie. Z nim jednak nie ma co liczyć na suche pachy, bo to nie jest antyperspirant. Mnie takie działanie odpowiada.



Kosmetyki Biobaza dostępne są np. na biobazaonline.pl
Na tej stronie przeczytać można także składy kosmetyków.


Zero waste dla kobiet: podpaski wielorazowe Loffme




Podpaski wielorazowe tak czy nie?



O podpaskach wielorazowych na razie nie jest zbyt głośno. Kobiety od bardzo dawna są już przyzwyczajone do stosowanie jednorazowych produktów. To rozwiązanie wydaje się o wiele bardziej higieniczne, proste i przede wszystkim szybkie. Mało która z nas myśli o tym, że przez wieki kobiety musiały sobie jednak radzić bez produktów jednorazowych.

Podpaski wielorazowe postanowiłam wypróbować jakiś czas temu. W ramach eksperymentu, jak się u mnie sprawdzą i czy w ogóle dam sobie radę z takim rozwiązaniem. Latem zwykle potrzebuję lepszej ochrony niż zimą. Przez pierwsze dwa dni muszę użyć podpaski w większym rozmiarze. Najlepiej, aby była ona przewiewna i komfortowa.

Marka Loffme w swoim asortymencie posiada podpaski w rozmiarze Normal, jak  i Long. Mam nadzieję kiedyś przetestować te drugie. Dostępne są również wkładki higieniczne, które są odrobinę mniejsze od podpaski Normal.


Korzyści ze stosowania podpasek wielorazowych?


Największą zaletą jest możliwość stosowania ich wielokrotnie. Nie trzeba już biegać co miesiąc do sklepu po nowe jednorazówki. Podpaski i wkładki po użyciu zapiera się w zimnej wodzie, a następnie można je wyprać w pralce  (max 60 stopni), bądź ręcznie w delikatnych środkach piorących. Po wypraniu są gotowe do ponownego użycia. Nie zauważyłam, aby niszczyły się w praniu.

Podpaski i wkładki zawierają membranę poliuretanową, dzięki temu nie przeciekają i nie plamią bielizny. Materiał z jakiego są wykonane to 70% poliester i 30% poliamid. Tkanina jest gładka, nie podrażnia skóry, nie odparza i ogólnie ma się wrażenie jakby była tam sama bielizna.

Zapięcie podpasek to rzep, który jest bardzo trwały i posłuży długo. Popaska i wkładka dopasowuje się komfortowo, ale tylko do tradycyjnej bielizny typu figi. Nie ma możliwości założenia jej do majtek typy szorty czy innych dziwnych krojów.

W trakcie noszenia podpaski dobrze jest skorzystać z toalety i sprawdzić czy podpaska jest na miejscu. Niestety brak kleju równa się przesuwaniu podpaski, jeśli jesteśmy bardzo aktywne. Z tego powodu wolę te podpaski  stosować już na koniec okresu. Zapewne rozmiar Long byłby lepszym rozwiązaniem, jeśli szukamy lepszej ochrony.





Jeżeli użyjemy podpaski wielorazowej nawet na koniec okresu, to stosując ją każdego miesiąca roku, zaoszczędzimy nie tylko pieniążki w portfelu, ale zyska też planeta.

Każdego dnia miliny kobiet wyrzuca odpady po miesiączce do kosza ze zmieszanymi. Te śmieci trafiają na wysypiska, do spalarni, są bezużyteczne, a nawet szkodliwe. Może warto zaopatrzyć się w wielorazowe produkty do higieny w te trudne dla nas dni?

Wielorazowe wkładki, podpaski znajdziecie np. na cudanatury.eu


Vita Liberata Fabulous Mist, Mgiełka samoopalająca


Wakacyjny look w kilka minut?


Marka Vita Liberata nie po raz pierwszy gości na moim blogu. Samoopalaczem w piance zachwycałam się już pięć lat temu. Ostatnio marka zarzuca nas co rusz nowymi produktami i jak tu się nie skusić? 

Bardzo lubię ten wakacyjny look na skórze. Opalona skóra niekoniecznie równa się z nie zdrową opalenizną. Produkty samoopalające pomagają nam osiągnąć zdrowy wygląd, bez konieczności długiego przebywania na słońcu. 

Jak się okazuje, stosowanie samoopalacza nie musi też być bardzo skomplikowane, ani też czasochłonne. 


Mgiełka Samoopalająca Vita Liberata


Ta mgiełka w opakowaniu z atomizerem wydawała się rozwiązaniem łatwym i przyjemnym. Pojemność mamy tutaj akurat do stosowania na ciało, bo 200ml. Jednak z tego co czytam na opakowaniu to można ją używać także do twarzy. 

Na opakowaniu mamy też opis w języku angielskim. Dobrze widoczny jest również skład produktu:



Mgiełka Fabulous jest w odcieniu Medium. Moim zdaniem nie do zbyt ciemnych karnacji. Po rozprowadzeniu na skórze jest przezroczysta. W ciągu kilku godzin ciemnieje na odcień ciemno-złoty. Aplikację można powtarzać co parę dni, aby cieszyć się stale pięknym odcieniem zdrowej opalenizny. 

Używałam jej już na wcześniej opalone nogi, więc tylko przyciemniła moją obecną opaleniznę. Muszę przyznać, że lubię mieć nogi w takim głębokim odcieniu opalenizny. Czuję się wtedy na bardziej zadbaną, a nogi wydają się zgrabne i szczupłe. 




Proste i szybkie stosowanie


Produkty samoopalające budzą odrobinę kontrowersji, ale minęły już czasy, kiedy ich stosowanie było ryzykowne i skomplikowane.

Mgiełka rozpyla się w łatwy sposób. Najlepiej jest to zrobić na specjalną rękawice do aplikacji produktów samoopalających. Bezpośrednie psikanie na skórę może bowiem skończyć się nierównomiernym efektem. A tego przecież chcemy uniknąć.

Opalenizna ma wyglądać naturalnie. Plamy na skórze nie są mile widziane.

Dużą zaletą mgiełki okazał się także jej zapach. Bardzo delikatny, nie wyrazisty jak w przypadku niektórych samoopalaczy. W trakcie kiedy produkt ciemnieje na skórze, unosi się tylko subtelny zapach samoopalacza.

Ja jestem z tej mgiełki samoopalającej Vita Liberata zadowolona. Stosując ją razem z rękawicą mam gwarancję przewidywalnego efektu na skórze. A powtarzając aplikację co parę dni mogę podtrzymać efekt na dłuższy czas.


Perfect Cup Kubeczek Menstruacyjny



Bardzo długo zbierałam się do napisania opinii na temat kubeczka menstruacyjnego. To rozwiązanie zero waste chodziło mi po głowie od jakiegoś czasu i kiedy miałam możliwość wypróbować, to postanowiłam to zrobić. 


Co to jest kubeczek menstruacyjny?


Kubeczek menstruacyjny jest to taki elastyczny "kielich" wykonany z silikonu medycznego. Zakończony z jednej strony uchwytem, który ma ułatwiać jego wyjmowanie. 

Zapewne wiele osób, tak jak zresztą i ja może sobie porównywać go z tamponem. Jednak to są zupełnie inne rzeczy. Tampon zakłada się inaczej, prościej. Poza tym kubeczek umieszcza się troszkę w innych miejscu niż tampon. Zasadnicza różnica jest też w zakładaniu kubeczka. Z pewnością tych dwóch przedmiotów nie powinno się porównywać. 


Kubeczek menstruacyjny to rozwiązanie zero waste?


Niezaprzeczalnym faktem jest możliwość wielokrotnego zastosowania kubeczka. Każda z nas w ciągu swojego życia używa miliony podpasek i tamponów. Produktów jednorazowych, które lądują w śmietniku. Większość z nich nigdy nie zostanie wykorzystana ponownie. 

To prawda, że obecnie możemy już kupować lepszej jakości produkty higieniczne. Nie musimy już wybierać pomiędzy plastikową podpaską, czy nie wygodnym tamponem. Kubeczek menstruacyjny jest takim kolejnym krokiem, który może okazać się przełomowym. Nie tylko dla naszego zdrowia, ale przede wszystkim dla dobra planety. 


Co piszą na opakowaniu Kubeczka:



Czytając opis na opakowaniu z pewnością można odnieść wrażenie, że Kubeczek jest rozwiązaniem naprawdę dobrym. Jest przeznaczony dla kobiet aktywnych, które dobrze czują się podczas okresu, ale nie tylko.  Można go stosować w dzień , jak i w nocy.

Muszę jednak przyznać, że zanim zastosowałam kubeczek, to poczytałam trochę opinii w Internecie. Przed wszystkim odnośnie zakładania, jak i samych wrażeń z jego użytkowania na co dzień. I niestety tu mogą zacząć się schody.

Po pierwsze, to trzeba się dobrze nauczyć go aplikować. A po drugie, nieco sobie zaplanować dzień menstruacji. Bo jak dla mnie to tampon, podpaskę mogę zmienić prawie zawsze i wszędzie. A z kubeczkiem potrzeba zachować higienę. Co tu dużo pisać, nie wyobrażam sobie używać kubeczka  w podróży, czy nawet w pracy, gdzie potrzeba korzystać z publicznej toalety.




Z mich spostrzeżeń, to kubeczek powinien starczać na dłuższy czas, niż przykładowo tampon. Ale nie jest to regułą. Wszystko zależy od indywidulanej budowy ciała. Także od naszej świadomości, jak przebiega okres. Kiedy jest bardziej obfity, a kiedy mniej. Z informacji przeze mnie zdobytych, to często właśnie nieprawidłowe umieszczenie kubeczka skutkuje jego przeciekaniem.


Jak dobrać rozmiar kubeczka?


Poniżej jest tabelka doboru rozmiaru, ale nie sugerowałabym się nią tak do końca. Dlaczego?



Obejrzałam kubeczki menstruacyjne z innych marek w sklepie.  Ten rozmiar M, który miałam testować z Perfect Cup , w innych markach wygląda jak S. Dlatego myślę, że zanim kubeczek kupimy, to najlepiej jest sobie poczytać informacje  różnych firm. Jak się okazuje kubeczki mają też różna giętkość, grubość materiału z jakiego są wykonane.

Bardzo duże znaczenie ma nie tylko nasz wzrost, waga, czy przebyty poród. Warto by znać jeszcze kondycję własnych mięśni dna miednicy. Jednym słowem potrzeba dużej świadomości własnego ciała. A z tym niestety wiele kobiet nadal ma duży problem.




Kubeczek Menstruacyjny Perfect Cup kupicie na : https://cudanatury.eu/


Podsumowanie lipca, nie tylko kosmetycznie.




Pisząc ten post zastanawiałam się, jakie zdjęcie wstawić jako główne. A że nie miewam zbyt wiele czasu na myślenie w ciągu dnia, to szybko wybrałam to piękne zdjęcie z Zalipia. To była krótka, ale pozytywna wyprawa, która przyniosła ukojenie i trochę  śmiechu. Zawsze kiedy pojadę tam z synem, bez końca zachwycamy się tym klimatem i urokiem polskiej wsi.


To jeszcze w czerwcu


Chciałabym zawsze pisać o pozytywnych rzeczach na moim blogu, bo to niesamowicie mi pomaga. Czasami jednak myślę, że okłamuje samą siebie, bo moja rzeczywistość nie bywa tak kolorowa, jak na zdjęciach. Myślę, że Internet stworzony jest do koloryzowania faktów.

Jeszcze w czerwcu napisałam temat: https://www.retromama.blog/2020/06/prawda-czy-fasz.html.
Niestety nie zdążyłam zrobić podsumowania czerwca, bo te wakacje niesamowicie szybko mi uciekają. Cieszę się jednak, że nie zaniedbałam bloga i ciągle mam nowe pomysły na wpisy.


Zakupy internetowe


Ostatnio synek jest moim fotografem, więc jakość zdjęć nie bywa rewelacyjna. Trochę ubolewam też nad tym, że mój telefon nie jest cudem techniki. A z drugiej strony cieszę się, że ktoś w ogóle może mi zrobić zdjęcia.

Na przykład te z moim zamówieniem z Femme Luxe: https://www.retromama.blog/2020/07/femme-luxe-kolejne-zamowienie.html

Obecnie nie planuję kolejnych zakupów z tego sklepu ponieważ wybór ubrań nie jest dla mnie zadowalający. Nie mniej z chęcią oglądam wpisy innych blogerek, które tam zamawiają.




Podążając dalej tropem zdjęć, to chyba po raz pierwszy odważyłam się nie tylko napisać, co  i pokazać moje niedoskonałości: https://www.retromama.blog/2020/07/kiedy-w-koncu-o-siebie-zadbasz.html . Napisałam bardzo ważny temat, odnośnie blizny po CC i jakim była dla mnie problemem.

 Mój blog robi się coraz bardziej osobisty, z czego mogę być dumna. Jest w końcu więcej mnie samej i moich spraw, a nie tylko recenzje kosmetyków. Oczywiście takowe też się będą pojawiać w przyszłości.


Relacje kobiet





Kolejny, bardzo ważny dla mnie temat, który napisałam prosto z serca: https://www.retromama.blog/2020/07/kobiety-potrzebuja-kobiet.html
O tym, jak trudne mogą być stosunki damko-damskie wiedzą nie tylko matki.

 W naszych rodzinach bywa naprawdę różnie. Jeśli chodzi o kobiety, to ich natura zdecydowanie jest bardziej skomplikowana. Kobiety potrafią wszystko komplikować i utrudniać.  Pewnie dlatego czasami tak ciężko o normalne, życzliwe relacje. Większość osób zgodnie twierdzi, że rodziną to dobrze tylko na zdjęciu. I coś w tym jest...


Macierzyństwo




Jak zwykle nie zabrakło i tematyki parenting, jednak chce wystrzegać się tego słowa. Blog mój nie jest typowo o dzieciach, bo nie czuję się ekspertem w tej dziedzinie. Czasami coś napiszę tylko z własnego doświadczenia, tak jak ten wpis: https://www.retromama.blog/2020/07/bunt-czterolatka-jak-sobie-z-nim-radze.html

Muszę przyznać, że nadal jest ciężko jeśli chodzi o bunt. Wiem też, że te emocje przeminą, że to tylko chwilowy kryzys. Później przyjdą następne, to jest tylko życie. Nie idealne, przeciętne, jak każdej mamy. A kolorowe fotki na Instagram, czy tutaj to jest tylko zaledwie ułamek sekundy.



To podsumowanie wyjątkowo krótkie i zwięzłe. Cieszę się jednak, że w ogóle miałam czas go zrobić. Oczywiście pokazałam tylko wpisy, które moim zdaniem zasługują na wyróżnienie. Wszystkich w sumie było 14, to i tak niezły wynik jak na moje możliwości.

Jeśli chodzi o plany na sierpień, to z pewnością chcę w końcu zrobić wpis o kubeczku menstruacyjnym i podpaskach wielorazowych. Przygotowuje także wpis o produkcie samoopalającym. Reszta wyniknie jak zwykle, spontanicznie.

Minimalizm lekarstwem dla duszy ?



Żyjemy w materialnym świecie...


Otwieramy oczy rano i otaczają nas przedmioty. Na wyciągnięcie ręki, mające nam zapewnić komfort, służące utrzymaniu ciała w kondycji, poprawiające nastrój.

To prawda, że bez rzeczy materialnych trudno się obejść na tym świecie. Choćby samochód, który nie tylko ułatwia egzystencję, ale po prostu służy wygodzie. Czy więc potrzeba się pozbyć wszystkiego, aby być szczęśliwym? Spróbuję odpowiedzieć na to pytanie.

Mniej znaczy więcej ?


Poradniki minimalizmu radzą: Zostaw miejsce na ważniejsze rzeczy w życiu, niż tylko te materialne. Rzeczy są , ale... zużywają się, wyczerpują, niszczą. Przywiązywanie się do nich bywa zgubne i frustrujące. Poza tym, nadmierna konsumpcja na dłuższą metę robi się męcząca. Ciągły bieg, by kupować, coraz to nowsze, lepsze przedmioty...

A tak wiele człowiek może stracić w jednej chwili. Pożar, wypadek, kradzież, to zdarzenia, które mogą się przytrafić każdemu. Poza tym życie bywa tak krótkie, a przywiązywanie się tylko do materialnej sfery życia czyni nas niewolnikami.

Bo kiedyś trzeba będzie to wszystko zostawić. Czy nie lepiej jest postawić na doznania duchowe? Na podróże, na relacje, na emocje, które z biegiem lat nie zniszczeją i nie stracą na wartości? A ubogacą nasze życie głębiej, na poziomie duchowym.


Dom do ogarnięcia


Bałagan= odpływ energii

Prosta zasada minimalizmu, o której często nie pamiętamy na co dzień. Potrafimy ślepo podążać za modą. Niezależnie od tego, czy chodzi o wystrój domu, najnowsze cuda techniki, czy ubrania.

Moda sugeruje nam zmiany co sezon. Jednak, kiedy ciągle kupujemy, a nic nie oddajemy, nie wyrzucamy, to nasz dom może z biegiem czasu stać wielkim się śmietniskiem.

Każdy kąt w domu może gromadzić negatywne energie. I nie chodzi tu tylko o zalegający kurz, ale o przestarzałe emocje, które niczym skorupa będą oplatać i utrudniać nasze życie.

Negatywna energia gromadzi się na przedmiotach, z którymi wiążą się złe wspomnienia. Prezenty podarowane przez osoby, z którymi nie łączą nas dobre relacje. Mieszkając w takim domu możemy czuć się przytłoczeni, ospali, bez energii.

Szukamy przyczyn w sobie, podejrzewając nawet chorobę. A może się okazać, że to tylko nadmiar rzeczy wokół. Bałagan ciężko jest ogarnąć, kiedy ilość przedmiotów jest zbyt duża.

Nie mówiąc już o praktycznych aspektach. Przez bałagan ciężko jest przejść w codziennym życiu. Gorzej jest  pracować w bałaganie. Ciężko coś znaleźć, kiedy szukamy.

I są jeszcze roztocza, które też mogą być przyczyną alergii. Oczywiście nie mówię tu o chorobliwym gromadzeniu przedmiotów, bo to zupełnie inna sprawa.


Bardziej przemyślane zakupy


Porządki w szafie=porządki w życiu

Dobrze jest robić porządki w szafie nie tylko co sezon. Zanim pójdziemy na zakupy, czy ślepo ulegniemy na wyprzedażach, wcześniej przejrzeć zawartość szaf. Dotyczy to także sprzętów kuchennych i dodatków domowych.

Czy kolejna spódnica w pstrokatych kolorach nas uszczęśliwi? Czy może nie wyjdzie z mody za parę miesięcy, lub rozpadnie się w trakcie któregoś prania. Zostanie nam tylko niesmak z marnie wydanych pieniędzy.

A może lepiej jest uzbierać większą kwotę np. na badania, czy na terapię u psychologa. Aby nasze życie było bardziej pełne spokoju i harmonii.

O wiele łatwiej jest się ubierać na co dzień, kiedy w szafie nie wiele ubrań.  Minimalizm w szafie nie tyko służy oszczędnościom. Nie da się przeoczyć wielkich korzyści dla planety.

Coraz więcej osób interesuje się odpowiedzialną modą. Czy ubrania, które nosimy są dla nas bezpieczne? Czy zostały wyprodukowane zgodnie z etycznymi zasadami? Nie możemy tego stwierdzić, kiedy kupujemy tanie ciuchy.

Oczywiście inna sprawa to zakup w second hand. Krążą pogłoski, że na ubraniach z drugiej ręki też może się zbierać negatywna energia. Z tym też można sobie poradzić w łatwy sposób. Nie znamy osoby która nosiła te ubrania, ona też nas nie znała, nic nas nie łączy. Ubrania wystarczy uprać i wywietrzyć. Często mogą być one lepszej jakości, niż te zakupione z sieciówki.


Czy minimalizm leczy duszę?


Z pewnością posiadanie mniejszej ilości przedmiotów daje możliwość otwarcia się na inne dziedziny życia. Kiedy zaczniemy wszystko postrzegać z innej perspektywy, zmieni się  także nasz punkt odniesienia.  Pogoń za zdobywaniem rzeczy tak naprawdę może uczynić nas nieszczęśliwymi.

Poza tym, chyba mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że nadmiar rzeczy nie tylko zabiera nam energię, ale i nie pozwala skupić się na ważniejszym celach w życiu. A dowodem na to jest świetne samopoczucie po zrobieniu generalnych porządków w szafie.



Vita Liberata Blur Luminosity Gold i Rose / Kremowe Rozświetlacze


Nigdy wcześniej nie byłam fanką rozświetlaczy w kremie. Ze względu na to, że moja cera lubiła się błyszczeć latem, wolałam unikać dodatkowej porcji blasku na skórze. Jednak w moje ręce trafiły te Rozświetlacze Vita Liberata, a że cenie sobie bardzo tą markę, więc postanowiłam wypróbować:

Vita Liberata Blur Luminosity Kremowe Rozświetlacze w odcieniach Rose i Gold


Blur Luminosity mają pojemność 30 ml. Produkt znajduje się w eleganckiej i praktycznej tubce z dozownikiem - pompką. Tubka jeszcze zapakowana jest w kartonik z informacjami.



Na opakowaniu można również przeczytać ich skład:



Składniki:

Aqua (Water), Homosalate, Propanediol, Squalane, Glycerin, Octocrylene, Ethylhexyl Salicylate, Dimethicone, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Sodium Hyaluronate, Aloe Barbadensis (Aloe Vera) Leaf Juice Powder, Butyrospermum Parkii (Shea Butter) Fruit, Hydrolysed Pea Protein , Tocopheryl Acetate, Panthenol, Phenoxyethanol, Neopentyl Glycol Diheptanoate, Isododecane, Isohexadecane, Ceteareth-20, Carbomer, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Xanthan Gum, Caprylyl Glycol, Potassium Sorbate, Sodium Chloride, Sodium Hydroxide, Tin Oxide, CI 77019 (Mica), CI 77891 (Titanium Dioxide), CI 77491 (Iron Oxides).

Jak można zobaczyć po składzie, nie jest to "zwykły" produkt do makijażu. Posiada on wiele cennych, nawilżających i odżywczych dla skóry substancji. Zawiera również chemiczny filtr UV.
Nie jestem w stanie wydać opinii na temat jego działania nawilżającego, gdyż stosuje go zbyt krótko. W każdym razie po pierwszym zastosowaniach nie zapchał mnie, ani nie spowodował podrażnień (nawet w okolicach oczu, chociaż wiadomo, że jako cienia do powiek go nie używałam).

Zapach obydwa kolory posiadają taki sam. Nie jest on niestety zbyt miły, raczej chemiczny, jednak nie czuć go po krótkim czasie na skórze. Generalnie, to myślę że produkt do makijaży pachnieć musi. Chyba że ktoś jest alergikiem, to powinien sięgać raczej po produkty bez zapachowe.


Poniżej można zobaczyć swatche na skórze. Niestety nie do końca udało mi się oddać ich blask za pomocą telefonu. Rozświetlacze o wiele więcej zyskują przy stosowaniu ich na słońce, a że mają filtr UV w składzie, to stanowi to dodatkowy atut.




Z pewnością Vita Liberata Blur Luminosity spełnią oczekiwania amatorów blasku na skórze. Bez problemu można ich używać do ciała, na większe partie w celu ich rozświetlenia. Sprawdzają się również na twarzy, do subtelnego podkreślenia policzków, łuków brwiowych czy skroni. Co do trwałości, to na pewno nie jest to produkt  bardzo odporny na wodę i pot. Raczej na eleganckie wyjścia, niż do uprawiania sportów.  Jak dla mnie bardzo dobra opcja do makijażu letniego, do opalonej skóry.



Copyright © Retromama.blog