Nieśmiertelność duszy, Podróż między wcieleniami

Nieśmiertelność duszy książka

 

Tematy związane z duchowością robią coraz większą furorę w Internecie. Materializm niektórym już się znudził i zaczynają szukać innych ścieżek do osiągnięcia szczęścia. Z pewnością jedną z dróg jest wiedza, książki i ogólny rozwój duchowy. Właściwie to jest źródło bez końca. 


"Nieśmiertelność Duszy" przeczytałam już jakiś czas temu. Musiałam jednak odłożyć i na spokojnie przemyśleć. Jestem osobą wrażliwą i takie rewelacje zawsze robią na mnie ogromne wrażenie. Właściwie to nie jest moja pierwsza książka o doświadczeniach poza ciałem. Swego czasu dwa razy przeczytałam "Dowód" (Eben Alexander) , książka ta do dziś bardzo mnie wzrusza. 




Lisa Williams autorka książki "Nieśmiertelność duszy"

Medium i jasnowidz o niezwykłej umiejętności komunikowania się z bliskimi i przyjaciółmi , którzy udali się na drugą stronę. Wystąpiła  w wielu popularnych programach. m.in. Oprah, Good Morning America.

Lisa posiadała mediumiczne zdolności od dziecka. Widywała duchy, rozmawiała z nimi, ale ukrywała to przed otoczeniem z obawy przed wyśmianiem przez otoczenie.  Z pewności posiada wyjątkowy dar. Również jej babcia była medium i zajmowała się tym zawodowo przez całe życie. 

Brzmi to może jak scenariusz  serialu. Nie da się jednak ukryć faktu, jak wielką karierę robi Lisa. Nie tylko pisze książki, które w dużej mierze opierają się na jej doświadczeniach, ale jest też znaną postacią z telewizji. Jej życiorys ewidentnie ukazuje, że w życiu nie ma przypadków i wszystko ma jakiś cel. 


książka


Śmierć nie jest tematem tabu...

Z pewnością wiele ludzi żyjąc Tu i Teraz nie myśli o śmierci. Przyzwyczajono nas do ignorowania tematu. Mam wrażenie, że nakręcają nas od dziecka tylko na konsumowanie. Bezustanną pogoń, by mieć jak  najwięcej, coraz lepsze przedmioty. Bycie maszynką w całym trybiku...

W środku jednak pozostaje pustka. I kiedy się zorientujemy, że czegoś brak, to zaczynamy poszukiwać prawdziwego sensu życia. Bo jaką wartość ma mieć tylko gromadzenie dóbr, skoro i tak kiedyś potrzeba to wszystko zostawić. Z tego powodu trzeba zadbać o wartości duchowe. 

Niektórych śmierć napawa tylko lękiem, wszak wszystko co nie znane budzi strach. Sięgając po takie książki, jak "Nieśmiertelność duszy" w łatwy sposób można rozwiać swoje wątpliwości. Czytanie opisów cudzych doświadczeń z pogranicza śmierci jest bardzo fascynujące. Jednak u niektórych może wzbudzić skojarzenia z fantastyką. Faktem jest na pewno, że każdy umrze, dlatego odkładanie tego tematu nie jest niczym mądrym. 


Kim są przewodnicy duchowi?

Lisa Williams otwarcie przyznaje, że nie napisałaby swojej książki, gdyby nie pomoc przewodników duchowych. Każdy z nas takich posiada, ale nie każdy może z nimi rozmawiać (w dosłownym znaczeniu tego słowa). Czasami jednak daje się odczuć subtelne podpowiedzi.

Niektórzy sądzą, że to tylko intuicja, albo podszepty świadomości. Jakby tego nie nazwać, to nie można oprzeć się wrażeniu, że autorka na pewno była bardzo natchniona. Niektóre rozdziały są dosłownym cytatem tego, co mówił do niej Duch. Nie jest to jednak książka dla osób z zamkniętych umysłem, czasami brakuje tu logiki.


Gdzie trafi dusza po śmierci?

Najbardziej przejmujący, barwny opis wędrówki duszy jaki dotychczas poznałam. Po przeczytaniu tego rozdziału z pewnością można powiedzieć, że strach przed śmiercią mija. Ukazana jest ona jako początek fascynującej podróży przez kolejne Sale, w których dusza się uczy, oczyszcza i przygotowuje do dalszej wędrówki. Spotyka tam pomocne istoty...

Lisa opisuje kolejne etapy, przez które musi przejść każda dusza. Czy trafi do piekła, czy do nieba? Gdzie idą po śmierci złe dusze? Czy psychopaci, zbrodniarze, samobójcy będą skazani na wieczne potępienie? Jak bardzo kocha nas Bóg? Tego Wam nie zdradzę, bo odebrałabym Wam całą przyjemność z czytania. 


Książka składa się czterech części i w sumie jest 16 rozdziałów. Liczba stron 323


Moje suplementy przy Hashimoto




Suplementy diety są dla każdego?


Wiele się o nich czyta, wszędzie starają się nam je wciskać, a mimo to nadal wiele osób jest przeciwko. Podstawą zawsze powinna być zbilansowana dieta. Po suplementy sięgamy wówczas, gdy mamy stwierdzony niedobór określonych witamin, minerałów. Można również sięgnąć po superfoods. A najlepiej to mocno dbać o wartościowe składniki w diecie.


Suplementy Przy Hashimoto


Pisząc o suplementach przy Hashimoto chciałabym od razu zaznaczyć, że na przykład biorę własny przypadek. Nie konsultowałam tych suplementów (z wyjątkiem magnez, cynk) z lekarzem. W sumie to zaczęło się od tego magnezu i cynku wczesną wiosną, które zalecił mi lekarz rodzinny. Oczywiście innej marki, a ja później sama sobie tylko zmieniłam i biorę to, co moim zdaniem przyswajam najlepiej. Lekarz zalecił mi te minerały, ponieważ czułam  się stale zmęczona i nerwowa. Na pewno przyczyniły się do tego również nieprzespane noce.

Co muszę też zaznaczyć, to nie badam poziomu Magnezu, Cynku, Witaminy B12, Witaminy D i innych w organizmie. Gdybym chciałam to zrobić, to kilkaset złotych nie moje. Oczywiście, że na zdrowiu się nie oszczędza. Regularnie wykonuje morfologię, TSH, FT3, FT4 oraz poziom przeciwciał Anty-TPO (zwykle powinno się też Anty-TG). Wszystko trzeba zapłacić z własnej kieszeni, ponieważ lekarz pierwszego kontaktu nie widzi zasadności wydawania skierowań.


Dlaczego suplementy?


Nawet  "zwykłe" suplementy powinno się konsultować z lekarzem. Nie diagnozujemy się przez Internet. Nie porównujemy objawów z innymi ludźmi. Dobry lekarz pierwszego kontaktu jest w stanie stwierdzić po objawach czego nam brakuje. Po krótkim czasie od przyjęcia tych tabletek powinno się odczuć poprawę. Dietetycy też zalecają nie brać czegoś cały czas, tylko zmieniać dawki, na pewien czas odstawić i obserwować co się dzieje.


Suplementy doraźne, brane okazjonalnie


Ashwagandha  często zalecana przy stresującym trybie życia. Jest to adaptogen, czyli produkt wspierający cały organizm, redukujący ujemne skutki stresu. Niektórzy po adaptogenie mogą czuć się lekko i przyjemnie.

Polecany przy Hashimoto, ale nie dla każdego. Każdy adaptogen należy przetestować i sprawdzić samopoczucie po nim. Możemy czuć się po nim zbyt nakręcone, z drugiej strony może też wcale nie podziałać.

Ashwagandha Purella Superfoods zawiera standaryzowany ekstrakt z korzenia żeń-szenia indyjskiego. Jest również źódłem piperyny, która ma ułatwiać wchłanianie, a nawet może lekko przyśpieszyć metabolizm.

Polecam również:
https://www.retromama.blog/2019/06/ashwagandha-naturell-suplement-na-dobre.html





Witamina C w proszku, w postaci Kwasu L-Askorbinowego. Najbardziej popularny suplement diety, szeroko polecany, bezpieczny. Stosuje go zwykle przy przeziębieniach. Pomaga mi również lekko dokwasić mój żołądek, który często przy Hashimoto "słabo trawi".

Z Witaminą C w tej formie trzeba jednak uważać, gdyż może podrażniać przy owrzodzeniach żołądka i układu pokarmowego. W takim przypadku lepiej sięgnąć po Witaminę C bezkwasową: https://www.retromama.blog/2020/02/mag-witamina-c-moj-eliksir-piekna-i.html


Jakie suplementy brać przy Hashimoto?



Kelp atlantycki czyli dobre źródło Jodu. Wsparcie przy tarczycy, roślinne pochodzenie. Jedna tabletka dziennie. 

Wiele osób jednak nie może przyjmować jodu. Gdy poziom przeciwciał AntyTG, czy AntyTPO jest duży, jod może zbyt mocno pobudzać tarczycę. Uzyskamy efekt odwrotny od zamierzonego. Warto skonsultować to ze swoim lekarzem, czy potrzebny nam Jod czy też nie. 

Zapotrzebowanie na Jod to sprawa indywidualna. Ja praktycznie po pierwszym dniu przyjmowania jodu odczułam poprawę samopoczucia. Zupełnie tak, jakbym przyjęła lek na tarczycę. Mam porównanie bo kiedyś brałam Euthyrox.

Wynik TSH i Ft4 obecnie mam w normie, chociaż na wiosnę TSH było powyżej 2,5 (przy normie do 4, ale należy brać uwagę samopoczucie oraz wiek). Jeśli dbam o odpoczynek, wysypiam się to czuję się bardzo dobrze. Przy Jodzie TSH spadło poniżej 2, ale mam zamiar to kontrolować regularnie. Pomimo tego, że lekarz nie widzi zasadności. Moje samopoczucie jest najlepszym miernikiem, czy coś mi służy, czy też nie. 


Selen+Cynk jest takim nie docenianym minerałem. Oczywiście o selenie przy tarczycy było głośno już pewien czas temu. Później wycofano się z rewelacji, jakoby selen leczył Hashimoto. A nawet oskarżono go potencjalne działanie rakotwórcze. Oczywiście, że przedawkowanie każdego składnika może skończyć się dla nas źle.

Dobrym źródłem selenu i cynku są orzechy brazylijskie, ale jak komuś nie chce się chrupać, to można brać ten Organiczny Selen i Cynk.

Niedobór cynku objawia się m.in. problemami ze skórą, wypadaniem włosów,  trądzikiem u dorosłych, mniejszą odpornością na przeziębienia, osłabieniem. Selen i Cynk są ważne również w przypadku niedoborów Magnezu, gdyż pierwiastki te oddziałują na siebie wzajemnie. Z reguły jeśli jest niedobór Magnezu to powinno się przyjmować też Cynk. 


Magnez + B6 . Magnez w formie Diglicynian Magnezu jest polecany dla osób z Hashimoto, gdyż jest to dobrze przyswajalne źródło tego pierwiastka. Wchłania się bardzo dobrze i daje szyki efekt.

Z Olimp Labs są dostępne różne dawki tego Magnezu, m.in. Forte, z Witaminą D3 w komplecie, więc nie trzeba już wtedy jej przyjmować osobno.

Witamina B6 ułatwia wchłanianie Magnezu. 
Magnez  ogólnie dobrze działa na układ nerwowy.  Stosowany wieczorem zapewnia lepszy sen. Uodparnia na stres. Pomocny przy tikach nerwowych.

Magnez często trudno jest uzupełnić, nawet stosując dobrą dietę. Jeżeli stresujemy się często, prowadzimy nieregularny tryb życia, a nawet kiedy się nie wysypiamy. Warto więc uzupełnić magnez w formie suplementu, a najlepiej nawet leku. 




Witamina D3. Nie trzeba już chyba przekonywać nikogo, że niedobór tej witaminy jest powszechny. Nawet po wakacjach w tropikach możemy mieć niedobór. Nie wiem, czy jest to tylko zależne od strefy klimatycznej w jakiej żyjemy? Może wpływ ma coraz gorsza jakość pożywienia i nasze słabsze zdolności do adaptacji w zatrutym środowisku.

Osoby z Hashimoto są jeszcze bardziej narażone na niedobory z uwagi na zaburzenia we wchłanianiu rozmaitych składników. Po prostu słońce nie działa na skórę tak jak powinno, albo skóra nie reaguje prawidłowo. Nie będę się w to bardziej zagłębiać, bo proces ten nie jest łatwy do wytłumaczenia.

Witamina D3 w kroplach to bardzo wygodna forma. W jednej kropelce jest 2000 j.m. Zwykle latem biorę jedną dawkę, a od jesieni do wiosny dwie. Przyjmując regularnie Witaminę D czuję się znacznie lepiej. I nie jest to tylko efekt Placebo.

https://www.retromama.blog/2020/02/myvita-100-naturalna-d-3-forte.html


Omega 3 doceniany ze względu na właściwości przeciwzapalne. Przy Hashimoto niestety jest duża skłonność do stanów zapalnych. Poza tym w diecie przeciętnego Polaka przeważają te Omega6, których oczywiście też nam potrzeba. Jednak za dużo Omega 6 to nasilenie procesów zapalnych.

Można oczywiście przemycić więcej ryb w diecie, pić olej lniany dobrej jakości. Kapsułka nie jest więc koniecznością. Wszystko zależy od nas, czy wybieramy suplement, czy dbamy o podaż Omega3 w diecie.


Witamina B12 w postaci Dibenkozyd czyli forma koenzymu. Po dostarczeniu go do organizmu sam przekształca się w witaminę B12.

Ogólnie Witaminę B12 poleca się przy Hashimoto. Zwłaszcza jeśli ograniczamy mięso, prowadzimy stresujący tryb życia, bądź mamy poczucie, że nasz żołądek nie przyswaja dobrze. Sama nie przyjmuje tej witaminy stale, robię przerwy. Moim zdaniem jednak jest przydatna, bo czasami naprawdę czuję się po niej lepiej.


Czy naprawdę potrzebuje tych wszystkich suplementów?


Najlepszym miernikiem jest samopoczucie. Obserwacja jak się czuję  przyjmując tabletki i kapsułki. Często robię sobie przerwę, nie biorę wszystkiego jak leci. Analizuje własną dietę, przyglądam się nawykom żywieniowym, które niestety nie są idealne.

Oczywiście, że chciałabym kiedyś zbadać poziomy tych witamin we krwi, ale jak się okazuje, badania laboratoryjne też mogą być niemiarodajne. Pytanie więc, czy warto wydać te kilkaset złotych? Czy brać w ciemno i wierzyć samej sobie, że to działa? Póki co mi służy więc biorę.




Przygotowania do jesieni...




Wrzesień dla mnie oznacza też dłuższe wieczory. Powoli przygotowuje się na te magiczne chwile. Mam plan poświęcić więcej czasu na czytanie. Usiąść z kocykiem na kolanach i kubkiem herbaty w dłoni.

To jest właśnie wspaniałe w jesieni, cisza, spokój. Wylegiwanie się w wannie z gorącą wodą i mnóstwem piany. No dobra, trochę popłynęła z marzeniami, ale kto powiedział, że nie mogę ich spełnić.

Przegląd jesiennej biblioteczki


Czytać zawsze lubiłam, ale literatura z gatunku parapsychologia jest tym, co ostatnio mocno mnie wciąga. Wiele osób uważać może, że czytam jakieś wymysły i  w ogóle nijak się ma to do życia realnego. Otóż nie...

Wyprowadzę Was z błędu. Przykładowo książka: "Myśli to materia" zawiera poparte naukowo dowody. Właściwie większość eksperymentów, wniosków z tej książki ma dołączoną liczbę badań, które przeprowadzono dla udowodnienia tych teorii.

"Sieć" jest za to trochę trudniejszą pozycją dla czytelnika. Jednak nieodparcie kojarzy mi się z pewnym filmem na YouTube obejrzanym już pewien czas temu. Trochę w niej języka naukowego, ale nie na tyle, żaby nie dało się tego przeczytać. Z kolei tutaj autorzy wysuwają więcej samych torii, niż naukowo popartych dowodów. Uważam jednak, że temat ten będzie nadal badany, a rozwijająca się technologia w końcu ułatwi dotarcie do prawdy.

 Myślę, że książka zainteresuje fanów serii "Matrix". Uwielbiam ten film, obejrzałam go parę razy i za każdym razem zachwycał. Wiem, że są osoby wierzące w tego typu teorie. Inni zaś naśmiewać się mogą, że mam bujną wyobraźnię. Jednak potrzeba otwartego umysłu i swego rodzaju dociekliwości, aby wczytywać się w takie lektury. Mimo wszystko polecam, choć nie przeczytałam jeszcze całości.

"Księga zaklęć kryształowych" jest dla mnie kontynuacją innej fascynującej książki. Po prostu czułam, że chce bardziej zagłębić się w informacje dotyczące kamieni szlachetnych. W Internecie niestety nie znalazłam wiarygodnych źródeł, albo jest ich tak wiele i są bardzo rozbieżne. Wydawało mi się, że osoba z trzydziestoletnim doświadczeniem będzie wiarygodna, aby przekazać podstawowe informacje odnośnie tej tematyki. Książkę dopiero zaczęłam czytać, ale już znalazłam w niej kilka inspiracji.


  • Dr Dawson Curch "Myśli to materia"
  • DR Doreen Virtue "Ocaleni przez anioły"
  • Marie D. Jones, Larry Flaxman "Sieć - Badanie ukrytej infrastruktury rzeczywistości"
  • Ember Grant "Księga zaklęć kryształowych"


To warto mieć na jesień


Duży kubek na herbatę, nie jeden a nawet parę na zmianę. Zrobiłam porządki i wyrzuciłam stare, brzydkie kubki. Jestem zdania,  że zasługuje na to by pić herbatę w ładnym kubku.
Poza tym rozmiar też ma znaczenie. Miałam dużo kubków o pojemności 250 ml , a to dla mnie za mało. Trzeba by parzyć napój w dzbanku i stale dolewać. Cieszy mnie moda na duże kubki, te 420 ml to już solidniej mnie nawodni.


Zapas herbat ziołowych 


Ostatnio zdałam sobie sprawę, jak bardzo lubię pić herbaty.  Kawę porzuciłam już pewien czas temu, zastąpiłam ją herbatą. 
Zielona wiedzie u mnie prym od paru lat. Ostatnio w końcu udało mi się kupić Herbatę Matcha. Naprawdę mi smakuje. Z limonką i imbirem tworzy ciekawą kompozycję. 

Ze względu na dolegliwości układu pokarmowego sięgam także po herbaty ziołowe, na trawienie. 
Lubię też miętę, lipę z własnych zbiorów. Mam też zapas suszonej pokrzywy zbieranej wiosną. 



Ostatni punkt w jesiennym must have to milutki kocyk, którym można się okryć podczas czytania książki. Ciekawe kocyki znalazłam w Kiku, ale mam już parę w domu. Można sobie zmieniać w zależności od nastroju i temperatury.

Dbajcie o siebie, wrzesień to trudny czas jeśli chodzi o przeziębienia. Wirusy dały już o sobie znać i trzeba się wzmacniać, aby nie dać się tej złej stronie jesieni. Najskuteczniejszą bronią jest dobre nastawienie, pozytywne myśli i dbanie o relaks.



Zakupy kosmetyczne



Dawno nie było wpisu typowo kosmetycznego na blogu. Ostatnio pojawiło się u mnie parę ciekawych rzeczy, więc pokazuje. Generalnie to ja kupuje, kiedy już coś mi się kończy i nie lubię robić zapasów kosmetycznych. Ostatnie dni sierpnia wymusiły na mnie nowe potrzeby. A to włosy suche, a to cera zbyt zanieczyszczona. Myślę, że czas przesilenia jesiennego nie jest łatwym ani dla cery, ani dla włosów.

Jakie kosmetyki kupiłam w drogerii?


Bardzo cieszy mnie coraz lepsza dostępność dobrych składem kosmetyków. Przy tym ceny bywają też całkiem do przyjęcia. Jak widać, stawiam ostatnio na popularne marki, ale to nie znaczy, że nie lubię poszukać też czegoś ekstra:

Gift of Nature by VisPlantis Nrmalizująca Odżywka do włosów Pięknych, choć przetłuszczających się. Wybrałam ją, ponieważ włosy po lecie bardziej mi się przetłuszczają. Po dwóch zastosowaniach, to nie wiele mogę napisać, ale obiecuje zrobić recenzję.

Gift of Nature Normalizujący Żel do mycia twarzy. Ogólnie jako produkt myjący do wieczornego oczyszczania sprawdza się. Tutaj muszę dodać, że najlepiej zmywa się go pod prysznicem, bądź za pomocą ściereczki do demakijażu. Potwierdzam, że będzie odpowiedni do cery raczej mieszanej, a nawet tłustej. Mnie troszkę po nim ściąga cerę, ale czy to jest minus, to nie koniecznie.

Argital Krem na brodawki i kurzajki z glistnikiem i olejkiem z czosnku. Kupicie w sklepie: https://greenline-sklep.pl/product-pol-2361-Krem-przeciw-brodawkom-z-glistnikiem-i-olejkiem-z-czosnku.html. Stosuje go dopiero parę dni na moją uporczywą kurzajkę na stopie. Wydaje mi się, że przy regularnej aplikacji powinien zadziałać. Charakteryzuje go bardzo intensywny, czosnkowy zapach, także ostrzegam wrażliwe nosy. Jest to kosmetyk super naturalny, z naprawdę fajnym składem. Dobra alternatywa dla chemicznych środków na brodawki, które u mnie niestety działają na krótką metę.

Lirene 100% Hydrolat z róży. Skusiłam się na promocję, niestety nie do końca spełnia moje oczekiwania. Wprawdzie atomizer dobrze działa i ogólnie to czuć przyjemne odświeżenie cery. Minusem jest to, że nie można pryskać na całą twarz, bo niestety powieki zareagowały mi trochę alergicznie. Przez cały dzień czułam, jakbym miała napuchnięte oczy. Od dawna jestem świadomą, że hydrolaty są bardziej skoncentrowane, z tego powodu ich działanie może być zbyt intensywne.

Lirene Skarpetki Złuszczające. Czekają jeszcze na użycie, ale pisały mi osoby na Instagram, że tego typu skarpetki nie są dobrą rzeczą. Podobno łuszczenie się naskórka trwa długo i  jest uciążliwe?





Tołpa to dobra marka?

Jakiś czas temu miałam super pastę do zębów marki Tołpa, dlatego ucieszyłam się kiedy seria Nature On pojawiła się w Rossmann. Od razu więc kupiłam  płyn do płukania ust, jak i też pastę. Przy okazji coś dla lepszego oczyszczenia twarzy. Zobaczcie co wzięłam:

Nature ON Wegański Płyn do płukania ust dla dzieci Junior 6+. Dodaje go synowi do kubka z wodą, gdyż dla niego aromat był zbyt mocny. Zapewne mój syn jeszcze nie mieści się w tym przedziale wiekowym. Kupiłam jako ciekawostkę.

Nature ON Wybielająca Pasta do zębów Carbon White. Przyjemnie odświeżająca pasta, przy regularnym szczotkowaniu widać efekt wybielenia. Wydaje mi się, że nie podrażnia. Producentem jest Torf Corporation.

Nature ON Wegański Płyn do płukania ust Aloe Vera Sensitive. Sprawdza się u mnie przy płukaniu ust raz dziennie, wieczorem, kiedy chce mocniej oczyścić zęby.

Tołpa dermo face Sebio Max Złuszczająca Pasta Maska do mycia twarzy. Na koniec trafił się hit, który mogę polecić do cer wrażliwych, jak moja. Faktycznie robi to, co obiecuje producent: oczyszcza, eliminuje niedoskonałości, działa antybakteryjnie, nie podrażnia. Nie ukrywam, że ważna była dla mnie jego promocyjna cena. Szukałam czegoś w aptece, ale dobrze że trafiłam do drogerii.


Na razie to tyle nowości kosmetycznych, ale przygotowuje się już do pielęgnacji jesiennej. Zapewne będę musiała też nabyć parę kosmetyków do regeneracji.



Jak ożywić sypialnię ? Plakaty i ramki Poster store



Dlaczego Poster store?


Poster Store to sklep, który dotychczas był mi znany tylko z blogów. Zachwycałam się aranżacjami, jakie potrafiły zrobić inne panie domu. Od dawna marzyła mi się taka przemiana mojego smutnego i minimalistycznego wnętrza.

Plakaty to obecnie bardzo modny sposób dekoracji ścian.  Co prawda obawiałam się troszkę, czy nie przesadzę z ilością, jednak zmiana była mi bardzo potrzebna. Chciałam kupić solidne ramki i piękne plakaty za jednym zamachem, najlepiej bez konieczności szukania w sklepach stacjonarnych.

Obrazy to bardzo szybki i prosty sposób na odmianę wnętrza. Nie trzeba od razu przemalowywać ścian, jeśli znudzi nam się np. biała sypialnia, tak jak to było u mnie. Wystarczy dobrać odpowiedni kolor ramek, do tego plakaty i można szaleć.


Moje wrażenia z zamówienia na Poster Store


Kiedy rozpakowałam moje ramki i plakaty, to byłam bardzo szczęśliwa. A jak zobaczyłam jakość wykonania, jeszcze bardziej się uradowałam. Dotychczas oglądałam ramki z jakichś sklepów sieciowych i one były innej jakości. Nie wiem czy gorszej, na pewno bardziej ciężkie.

Ramki z Poster store są lekkie, ale solidne. Ja wybrałam rozmiar ramki 30x40. Warto podkreślić, że szybki ramek są akrylowe, a wiec bezpieczne i nie stłuką się. Nie błyszczą się też tak jak szkło, ale nie są też matowe. Jak dla mnie to plus, bo moje ramki wiszą na wprost okna, które wychodzi na stronę południową.


Od góry kolejno: Plakat pióra, niżej Plakat Beżowa Natura, dalej Amalfi Łuk. Plakat Spring Migration, Łapacz snów, Fontanna. Ramki dębowe o wymiarach 30x40
Niestety nie wszystko udało się uchwycić ładnie na zdjęciu, gdyż jak wspominałam, jest to ściana, na którą pada światło z okna południowego.

Co jeszcze oferuje nam Poster Store


W Poster Store są dostępne również Plakaty dla dzieci, więc jak będę dekorować pokój dla syna to na pewno zajrzę ponownie. Moje dziecko uwielbia naturę. W tym sklepie widziałam fajne motywy zwierząt, obrazki z mapami geograficznymi,  a nawet zdjęcia z safari. Zapewne każdy rodzic wybierze coś dla swojej pociechy.

Natura&Botanika plakaty, jakie wybrałam idealnie odzwierciedlają moją romantyczną duszę. Oglądając takie, od razu czuję harmonię i spokój. Bardzo długo szukałam takich zdjęć, które by mi się podobały, ale nie były nadmiernie wyraziste. Myślę, że udało mi się bardzo dobrze dopasować do nich te ramki i wszystko naprawdę wygląda świetnie.

Poniżej widać, jak plakaty komponują się na ścianie :



Jeśli zachęciłam Was do takiej metamorfozy pokoju, sypialni, czy salonu, to mam dla Was jeszcze jedną gratkę.


Kod Rabatowy na plakaty, dający możliwość zakupu z 30% rabatem (z wyjątkiem kategorii Selection):  retromama30

Kod jest ważny przez miesiąc od dnia dzisiejszego.




Jak stać się widocznym w internecie?



Jakiś czas temu dotarło do mnie, że tak naprawdę prowadzę bloga na pół gwizdka. To prawda, że jestem mamą na pełen etat. Jednak cały czas marzę tylko o tym, aby się rozwinąć. Blog jest owocem wielu lat pracy, w dużym stopniu bezpłatnej, bo bardzo długi czas robiłam to tylko hobbystycznie.


Nierealne oczekiwania względem bloga?


Z niedowierzaniem czytam, jakie to wielkie zarobki potrafią mieć znani blogerzy. Nawet siedem tysięcy za jedną kampanię reklamową! Czy to ma być dla mnie tylko nieosiągalną wyspą skarbów, nie koniecznie.

Uważam, że przez te wszystkie lata bardzo się rozwinęłam. Kiedy czytam starsze wpisy, to widzę te wszystkie błędy ortograficzne i interpunkcyjne. Widzę zdjęcia złej jakości, słabo zaaranżowane. Ten czas z pewnością nie był straconym. Naprawdę wiele się nauczyłam w ciągu tych dziewięciu lat.


Internetowe znajomości


Nie wiem, czy wszyscy zdają sobie z tego sprawę, ale istnieje takie zjawisko: "znajomości w Internecie". Trochę tak jak w realnym życiu. Wiele można sobie załatwić dzięki pomocy kolegów i koleżanek. Nie twierdzę, że to jest złe, to normalny konsekwencja relacji międzyludzkich.  Jeśli jednak nie masz nikogo, kto by Ciebie poprowadził, to szybko możesz zniknąć w przepastnej otchłani Internetu.

Jeżeli prowadzenie bloga ma przynieść jakieś korzyści, to nie można tego robić przeciętnie. Musimy wiele sami się nauczyć. Mając słabe pojęcie na temat szablonu, to trzeba komuś zapłacić za zrobienie go.

Jeżeli wystąpią problemy, jak zablokowanie strony przez roboty indeksujące. Nie każdy poradzi sobie z odblokowaniem i cała praca na marne. Znikamy z internetu, nikt nas nie widzi.  Z kolei, kiedy chcemy zrobić profesjonalne wrażenie, to też trzeba wykupić tą domenę.

Jak widać pisanie bloga, to nie jest wcale łatwe zajęcie.  Wymaga zaangażowania oraz nakładów finansowych. Pytanie, czy chcemy to robić, nie mając z tego zupełnie nic? Nie inwestując, nie otrzymamy też wyników.


Jak być widocznym w Internecie?


Co jeśli pomimo wielu starań nasz blog zbiera słabe statystyki? Jesteśmy pewni swoich umiejętności, blog podoba się znajomym, a mimo to nikt go nie czyta?

To bardzo przykre, kiedy jest się mało docenianym. Czasami mam takie myśli, że może by warto zainwestować w Google Ads z Afterweb. Tak naprawdę cały czas dowiaduje się czegoś nowego, a być może to jest jakiś punkt zaczepienia. 

Czym jest  Google Ads sama była ciekawa. Ten skrót oznacza dokładnie Google AdWords czyli system reklamowy umożliwiający wyświetlanie linków sponsorowanych.

Obecnie Internet nie jest wolny od reklam. Na tym się opiera cały ten biznes.  Wyszukiwarki śledzą nasze działania i zbierają informacje o naszych preferencjach. Później, kiedy przeglądamy strony, to dostajemy subtelne podpowiedzi. 

Pisanie bloga to też oferowanie czytelnikom jakiegoś produktu. Ludzie obecnie potrzebują rozrywki, Internet ma im ułatwić znalezienie tego, czego im potrzeba. 

W porządku, jeżeli jest to dla nas tylko hobby, nie musimy nic robić. Mnie jednak nie stać już na przeciętność, więc inwestuje w siebie. Czytam książki i szukam różnym rozwiązań dla mojego bloga.  A być może w niedługim czasie też zmienię profil bloga. Dlatego właśnie rozważam różne możliwości. Z pewnością Google Ads może okazać się ciekawym narzędziem służącym skutecznej promocji w Internecie. Warto to rozważyć. 



Logo-AFTERWEB

Podsumowanie sierpnia, nie tylko kosmetyczne



Sierpień się skończył, a więc pora na podsumowanie miesiąca. Zastanawiałam się przez chwilę o czym pisać? A miesiąc ten obfitował w różne mini wyprawy. Nie wybraliśmy się na długie wakacje, bo tak wyszło...

Nie mam zamiaru z tego powody rozpaczać, bo cieszę się każdą atrakcją jaka się trafi. A dla mnie i tak najważniejszy jest spokój, kontemplacja chwili, wolny czas dla siebie. W sumie to pewnie wiele matek tak obecnie ma i tylko czeka aż pociecha pójdzie do przedszkola i szkoły ;)


Wakacje to dietetyczna porażka?




Jeżeli chodzi o sierpień, to nie mogę go niestety zaliczyć do udanych. Bardzo sobie odpuściłam dbanie o wartościową dietę. I nie, wcale nie rozpaczam bo przytyłam, tylko zdrowie podupadło. Niestety na sam koniec wakacji dopadła mnie straszna grypa żołądkowa. Jednak potrzebne to było, aby zrozumieć co jest dla mnie ważniejsze.  Moje ciało jest w okropnej dysharmonii, a i duch nie funkcjonuje najlepiej.

Muszę sobie odpowiedzieć, co dla mnie jest celem? Codzienne spełnianie niezdrowych zachcianek? Czy też dobre samopoczucie na dłuższą metę. Waga i centymetry nigdy nie były dla mnie punktem docelowym. A pogorszenie stanu zdrowia potrafi nieźle zmotywować. Zaczynamy więc nowy rok szkolny od zmiany nawyków (kolejnej) i zadbania o wartościowe składniki diety. Mniej przetworzonej żywności przede wszystkim. Więcej uważności przy posiłkach, bo to jest bardzo ważne.


Marzę tylko o spokoju



Jak wiele matek, które spędziło przedłużone wakacje z pociechami, ja też jestem już naprawdę przemęczona.  "Wolne" trwało od marca, nawet gdy inne przedszkola funkcjonowały jeszcze w maju, to naszego nie otwarto. Jeszcze trafił się nam bunt czterolatka. 

Nie każdy zapewne to przechodził, więc wyjaśnię. Upór, próby podporządkowania sobie wszystkich i wszystkiego, złość. Bardzo źle na mnie wpływają takie zachowania, bo ja jestem z reguły spokojną, ale wrażliwą osobą. Nawet chciałam zapisać się znowu z synem do psychologa, ale oczywiście była wakacyjna przerwa.

Nie twierdzę, że przedszkole wszystko za mnie załatwi. Nie da się też zaprzeczyć, że kontakt z rówieśnikami jest bardzo ważny dla mojego dziecka.

A mi przyda się trochę spokoju. Jestem pełna nadziei, że mimo wszystko przedszkole będzie długo otwarte i nie zamkną go zgodnie z przewidywaniami za dwa tygodnie.


Wyprawy małe i duże



Muszę się Wam do czegoś przyznać, marzę o podróżowaniu. I było tak od zawsze, tylko życie jakoś tak się poukładało, że nie było okazji. W tym roku, kiedy jeszcze bardziej czuję się ograniczona z powodu pandemicznej sytuacji, mam ochotę odwiedzać rodzinę dalszą i bliższą. Kiedy jestem w drodze, to jakby wszechświat dawał mi kolejną szansę na nowe doświadczenia.

Ja wiem, że nie mogę się pochwalić egzotycznymi wakacjami, ale przecież nie chodzi tu o jakiś wyścig. Cieszę się, że synek zobaczył po raz pierwszy zoo w Krakowie. W sumie w tym mieście byłam z nim już drugi raz. Poza tym odbyliśmy kilka krótszych wypraw, które również przyniosły sporo radości. Nawet zwykłe wycieczki do parku są dla mnie dużą przyjemnością. I o to właśnie chodzi, o docenianie małych rzeczy.

Kosmetyki Orientana



Sierpień to zdecydowanie czas udanych eksperymentów kosmetycznych. Po raz pierwszy od bardzo dawna miałam okazję wypróbować tak wiele produktów z jednej marki. Zazwyczaj w mojej pielęgnacji mieszam firmy, bo kupuje zwykle tylko co potrzebne. Nie da się ukryć, że kosmetyki Orientana spełniły moje oczekiwania.
Mogę Wam również polecić sklep, w którym można nabyć tą markę: bee.pl

Wszystkie recenzje Orientana przeczytacie: https://www.retromama.blog/2020/08/kosmetyki-orientana-w-mojej-pielegnacji.html


Biobaza



Moja kosmetyczna przygoda z kosmetykami Biobaza trwa już jakiś czas. W sierpniu opisałam Wam kolejne produkty, które mnie zachwyciły. Były to nie tylko typowo letnie produkty, ale i Szampon oczyszczający Detox oraz cudownie pachnące Jaśminowe Mleczko do ciała.

Wszystkie recenzje znajdziecie: https://www.retromama.blog/2020/08/biobaza-moje-kosmetyczne-hity-sierpnia.html


Jaki będzie dla nas ten wrzesień?


Nie ukrywam, że czuję lekką niepewność, co dalej? Podobno każdy jest kreatorem własnej rzeczywistości. Mam więc nadzieję, że pogoda będzie cudowna, po pierwszych dniach deszczu znowu wyjrzy słońce.

Pora też przygotować się na jesienne chłody oraz dłuższe wieczory. Chcę ten czas przyjemnie spędzić, rozkoszując się spokojem, ciepłą herbatą i dobrą książką.


Klucz do autodestrukcji



Kiepska ze mnie modelka, chociaż niektórym się podobam. Tak samo myślę na temat mojego pisarstwa. Lubię to robić, ale efekt bywa różny. Mimo wszystko idę dalej, byle do przodu. Jak tylko będzie mi to sprawiać przyjemność, to będę pisać nadal, nie przejmując się zupełnie zdaniem innych. To dobry wstęp do czegoś większego...

Kobiece pogaduszki czasami potrafią zaowocować nowym tematem do napisania i takim właśnie jest: Klucz do autodestrukcji. Dzięki tobie Marzenko powstał ten wpis.

Czym jest autodestrukcja ?


Po wpisaniu w Google hasła autodestrukcja można przeczytać:
Agresja skierowana przeciwko sobie.
Wyrządzanie krzywdy samemu sobie.
Złość na samego siebie. Szaleństwo, pozbawione logiki...
Niskie poczucie własnej wartości.
Poczucie samotności. Próba radzenia sobie z własnymi emocjami...


Ciągle mam wyrzuty sumienia:


Zapewne czytając mojego bloga można mieć inne wrażenie. Staram się, aby było tu pozytywnie. Ostatnie dni sierpnia znowu dały mi się we znaki. Poszłam w bardzo złym kierunku nie tylko w kwestii diety. Generalnie to funkcjonuje na emocjonalnej huśtawce. Mam poczucie, że nie spełniam oczekiwań otoczenia. Nie jestem dostatecznie dobra. Olewam własne zasady. Porzucam to na czym zależało mi najbardziej, czyli własny rozwój.


Brak szacunku do własnego ciała


Dużo się teraz mówi, pisze o bodypositive. Ten fenomen miał kobietom pomóc w samoakceptacji. Jednak łatwo jest opublikować komuś zdjęcie na Instagram z hasztagiem bodypositive, kiedy w zasadzie nie ma się większych wad lub po prostu ująć temat przekłamując rzeczywistość.

Wszak zawsze można się dobrze ustawić do zdjęcia. Porobić tych fotek sporo, aby było co wybrać. A na koniec jeszcze nieźle obrobić zdjęcie. Oczywiście są i zdjęcia ukazujące prawdziwe wady, ale tam też wszystko jest jakoś tak pięknie ujęte, że miło się patrzy nawet na ten cellulit.

Pamiętam jak sama chciałam zrobić taką akcje: "piękne mamy po ciąży". W zasadzie to było parę chętnych, ale ostatecznie to może z 3 osoby wzięły udział. A później i tak usunęłam ten wpis. Po pewnym czasie, kiedy zaczęłam chodzić na terapię rozejścia jakoś łatwiej mi się o tym pisze. Tym bardziej, że czasami wyglądam już nawet ok. Nie wiem jednak dlaczego ten potwór ciągle powraca?

A później przychodzi mi na myśl, że to nie tylko po ciąży. To tkwiło we mnie od bardzo dawna. Ten brak miłości własnej, brak pewności, ciągle coś musi ściągać mnie w dół...Czy to już jest autodestrukcja, nie wiem. Pewnie przydałoby się znowu pogadać z psychologiem.


Spełnianie cudzych oczekiwań


Patrzenie na zdanie innych ludzi jest najgorszą rzeczą. Myślę, że mam to zakorzenione od dziecka. Wiem, że tych błędów nie da się już naprawić, bo dzieckiem nie będę drugi raz (przynajmniej w tym życiu). Natomiast mogę sama nie popełnić tego błędu i dam dziecku swobodę w wyborach. Będę liczyć się z jego zdaniem, niech uczy się na własnym doświadczeniu.

Wiele osób zgodzi się ze mną, że dawniej dzieci wychowywało się inaczej. Nawet w tych czasach nadal mówi się dziewczynkom: nie jedz zbyt wiele, bo przytyjesz. A chłopcom: nie maluj ust, bo nie wypada. Dlaczego takie podziały, ocenianie tak łatwo nam przychodzi?

Czy to tradycja, kultura, religia? Chyba nie można wskazać jednoznacznie. Wiem jedno, jeśli ludziom brakuje miłości własnej, wiary w siebie, to będą ciągle powielać te schematy i krzywdzić się nawzajem, z pokolenia na pokolenie.



Czy warto wykupić promocje na Instagramie?



W tym wpisie postaram się przybliżyć Wam temat promocji na Instagramie.
Czy opłaca się takie wykupywać?
Czy jest to kosztowne i skomplikowane?
Jak ruch na Instagramie wpływa na statystyki mojego bloga?

Zapraszam ciekawych i nie tylko.


Blog + Instagram = Sukces?


W obecnych czasach każdy szanujący się bloger musi posiadać Instagram. Oczywiście nie każdy użytkownik Instagram musi posiadać bloga. Wiele osób czerpie wysokie profity tylko z posiadanego konta na Instagram. Zwykle są to dobrze rozwinięte profile, z milionami fanów i ogromnymi zasięgami.

Ciągle się słyszy, że era blogów już przemija. Czytelnik stawia na szybkie interakcje z autorem. Nie można więc uniknąć założenia konta na Instagram. Często jest tak, że to konto dźwiga bloga na wyżyny i pozwala uzyskać o wiele lepsze statystyki.


Ograniczone zasięgi


Zapewne większość z nas usłyszała też o ograniczaniu zasięgów na Instagram. Wiele z Was wkłada mnóstwo pracy w prowadzenie bloga oraz IG. Obecnie nie tylko wystarczy napisać dobry tekst, ale musi być on jeszcze zaopatrzony w ładne obrazki.

Instagram to często drugie tyle pracy do zrobienia. Osobiście wolę przelewać myśli w formie tekstu. Wiadomo też, że ludzie pragną łatwej rozrywki i nie każdy lubi czytać. Z tego powodu właśnie prowadzę Instagram. Nie od dziś wiem o ucinaniu zasięgów. Jednym słowem, to ja się staram, a często dany przekaz i tak nie nie dociera do odbiorcy. A dlaczego? Bo Instagram nie jest za free, każdy chce zarobić i mieć coś dla siebie.


Od czasu do czasu dostaje propozycje wykupienia sobie lajków, obserwatorów, jednak nigdy nie biorę ich na poważnie. To droga na skróty, która może okazać się gwoździem do trumny. Dlaczego? Bo w końcu kiedyś to może wypłynąć. Przykładowo odbiorcy z krajów arabskich, chińskich, dziwne fikcyjne konta stworzone przez internetowe boty.


Postaw na legalną reklamę


Dostałam mądrą radę od pewnej znajomej  z sieci. Dlaczego by nie wykupić legalnej reklamy na Instagram. Zapewnić sobie większej liczby odbiorców. A wbrew pozorom to wcale wiele nie kosztuje i nie jest też zbyt skomplikowane.


Co potrzeba do wykupienia promocji na Instagram?


Oczywiście konto na Instagram, najlepiej profesjonalne, bo wtedy mamy dobry wgląd w statystyki. Do tego koniecznie profil na Facebook. Ja korzystam z profilu Strony bloga, który jest połączony z moim prywatnym profilem Facebook. Trochę to zawiłe, ale nie miałam ochoty, aby wszyscy znajomi z okolicy czytali wpisy na blogu. Oczywiście do zrealizowania płatności niezbędna jest karta kredytowa ze środkami do dyspozycji. I to tyle, naprawdę nie wiele.

Samo podpięcie Instagram do Facebook nie jest skomplikowane i podczas rejestracji jesteśmy prowadzeni przez kolejne kroki.  Kiedy już mamy to skonfigurowane, to można w szybki sposób włączyć promowanie konkretnego wpisu na Instagram. Zdecydowanie jestem zdania, że warto to zrobić i zapłacić za reklamę. W końcu blogi też już nie są darmowe. Dziś nie wystarczy tylko talent i darmowa domena.


Czy opłaca się wykupić reklamę na Instagram?


Na to pytanie odpowiem Wam za pomocą zrzutów ekranu z mojego Instagram. Dodam, że ja raczej decyduję się na nisko budżetową reklamę, bo tak naprawdę jestem początkująca i nie chce zbyt wiele inwestować. Czasem wystarczy nawet 12 zł aby podnieść sobie oglądalność. A czy to Wam się opłaca, to musicie zdecydować sami.

Przykład wpisu promowanego:



Przykład zwykłego wpisu bez promocji:





Spowolniony metabolizm po 30-tce i inne mity ...




Na początku muszę podkreślić, że nie jestem ani dietetyczką, ani specjalistką w dziedzinie zdrowego odżywiania. Sama często gubię się w zasadach zdrowego żywienia. A nawet więcej: nie liczę kalorii, a czasami odżywiam się naprawdę w okropny sposób. Z moją wagą i figurą bywało już naprawdę różnie.

Na chwilę obecną dobrze czuję się w swoim ciele i mam fajną kondycję. W tym sensie, że coraz łatwiej mi się ubrać, nic mi nie wystaje i nie mam zadyszki, kiedy biegnę za synem. To chyba świadczy o znalezieniu jakiejś równowagi. Lubię obserwować i wyciągać wnioski, które mogą przydać się mi kiedyś w przyszłości.


Przybieranie na wadze w pewnym wieku to mus...


Często się słyszy, że po trzydziestce nasz metabolizm z pewnością zwalnia i potrzeba sobie ujmować kalorii, aby nie zamienić się w kulę. A ja na to gwiżdżę i nic sobie z tego nie robię. Być może i  specjaliści wiedzą lepiej, ale na mnie to nie działa.

Jednak aby przytyć, to nie trzeba wcale przekroczyć trzydziestki. Na proces przybierania na wadze składa się naprawdę wiele czynników. Przykładowy, nawet zaburzenia hormonalne. W pewnym wieku jest większa skłonność do takich, ale są jeszcze inne czynniki. Zależy, jaki tryb życia prowadzimy, czy dużo się stresujemy, czy śpimy wystarczającą ilość godzin.

Mam takiego śmiesznego lekarza rodzinnego, który nie raz mnie zdenerwował. Mówi źle po polsku, bywa sarkastyczny jak Dr House. Jednak jego porady o chodzeniu wcześnie spać, czy zmiany diety zawsze przynoszą dobry skutek.


Nigdy nie jedz po dwudziestej


Śniadanie jedz jak król, a kolacją podziel się...Coś w tym stylu.
Sama dbam o to, aby zjeść zdrowe śniadanie, które ma mi dać energię. Nie zawsze mam ochotę na ciężkie śniadanie. Różnie to bywa z zapotrzebowaniem na kalorie. Poza tym, czasami naprawdę wystarczy mi owoc, czy koktajl, bo np. dzień wcześniej przeciążyłam wątrobę. Wszystko należy dostosować do siebie.

Jako mama, pracując czasem i po 12-14 godzin, będąc w ruchu, nieraz wieczorem lubię sobie pojeść. W tej kwestii słucham swojego ciała. Jem tyle, aby nie czuć głodu w nocy. Dla mnie bezcelowe jest jedzenie przed godziną dwudziestą, bo jak idę spać późno, to będę już głodna. Jadam posiłki,  kiedy jestem głodna. A zasady odnośnie późnej kolacji do mnie nie trafiają.

Koktajle wyszczuplają


To następny mit, często powtarzany na jakichś forach o zdrowym odżywaniu. Dla mnie smoothie, czy koktajle mogą być naprawdę z różnych składników. Czasami nie żałowałam sobie do nich mleczka kokosowego, czy nawet masła orzechowego. Innym razem zrobiłam z samej pokrzywy, wody i cytryny.

Kaloryczność, konsystencja koktajlu może być różna. Sama nie boję się kaloryczności ani masła orzechowego, ani sezamu. Najważniejsze, aby było zdrowo i smacznie.

Nie można popadać też w przesadę i pić tylko samych owoców i jogurtu, bo po tym też człowiek szybko robi się głodny. A jeśli ktoś chce liczyć kalorie, bo akurat taką ma potrzebę, to proszę bardzo. Pamiętajcie, że na żadnej restrykcyjnej diecie nie wytrwacie długo. A organizm wygłodzony później wpada w efekt jo-jo.


Od słodyczy na pewno będę gruba


Jakie byłoby nasze życie, gdybyśmy sobie wszystkiego ciągle odmawiali. Człowiek wpada w poczucie krzywdy, kiedy widzi innych ludzi jedzących smakołyki. Nawet będąc na zakupach, przechodzi się koło różnych produktów. Trzeba mieć wiedzę, że niektóre rzeczy są naprawdę paskudne, ale z drugiej strony to zakazane też kusi.

Jeżeli czasem ulegniemy pokusie, to później nie mamy takiego dyskomfortu. Obecnie zdrowsze wersje słodyczy można kupić bez trudu. Batony białkowe, z daktyli, orzechów są tak samo smaczne, a może i nawet smaczniejsze niż popularne bomby kaloryczne. Wszystko zależy od nas, co wybierzemy w sklepie. A jeśli nawet czasem kupimy coś mniej zdrowego, to zawsze na drugi dzień można wybrać lepiej. Dość terroru zdrowego odżywania!


Jakie są wnioski?


Chciałam udowodnić sobie, że mam rozsądne podejście do diety. Wpadanie w dołki z powodu gorszego jedzenia nie jest już tak częste. Nie zamęczam się kiedy zdarzy mi się zjeść coś gorszego i dzięki temu szybciej wracam na właściwy tor. Poza tym ćwiczenia, ruch, medytacja, relaks, to wszystko daje mi jakiś punkt równowagi. Mam świadomość, że życie nie kończy się tylko na cm w pasie i kg na wadze. I chciałabym ten luz przekazać innym kobietom.


Kosmetyki Orientana w mojej pielęgnacji



Z kosmetykami Orientana miałam dotychczas małą styczność. Pamiętam, jak Tonik do twarzy z Imbirem i Trawą cytrynową dobrze się u mnie sprawdzał. Swego czasu zachwyty moje wzbudził także Ajurwedyjski tonik do włosów.

Przez dłuższy czas jakoś nie po drodze mi było z Orientana. Brak możliwości zdobycia próbek kosmetyków też czasami zniechęca. I jeszcze te sprzeczne opinie na forach co do Orientana. Wiadomo, że nie każdemu wszystko pasuje, dlatego nie można sugerować się jedną czy dwoma ocenami. Najlepiej wszystko wypróbować na sobie.

Ostatnio jednak pisałam Wam, że dbam o swoje samopoczucie, bo chce być dobrą mamą. Tym sposobem postanowiłam zrobić sobie prezent i zamówić kosmetyki Orientana na bee.pl.
Dziś napiszę Wam nieco więcej o moim zamówieniu oraz o tym, jakie wrażenie te kosmetyki na mnie zrobiły.


Oriantana Olejek do ciała Drzewo Sandałowe i Kurkuma




Olejki do ciała już na stałe zagościły w mojej pielęgnacji. Chciałam przekonać się na czym polega fenomen olejku Orientana i czy warto za niego zapłacić więcej?

Opakowanie olejku to butelka pojemności 210 mln. Niestety to tworzywo typu PET. Nie mogę jednak odmówić mu funkcjonalności. Opakowanie jest lekkie, poręczne, nie kapie, dozuje bardzo wygodnie. Również etykieta jest solidna i nie brudząca.

W składzie Olejku Orientana są tylko same oleje i naturalny konserwant. Wbrew pozorom ten olejek nie zmienia koloru skóry na żółty. Działanie jest jak najbardziej na Plus. Olejek pozostawia na skórze wrażenie lekkości, wygładza, nawilża i chroni.

Olejek Orientana sprawdza się w porze letniej, stosowany wieczorem pozwala wyciszyć się i zrelaksować. Idealny także na randkę. Zapach produktu jest zmysłowy, lecz nie uciążliwy, utrzymuje się parę godzin.



Orientana Naturalny Krem do rąk ze śluzem ślimaka



Naturalny Krem  do rąk ze śluzem ślimaka znajduje się w małej tubce pojemności 50 ml. Zapakowany jeszcze w opakowanie kartonowe z informacjami.

Producent deklaruje ponad 98℅ naturalnych składników. Skład wydaje mi się naprawdę wartościowy i bogaty.

Naturalny krem do rąk Orientana należy do produktów wysokopółkowych. Nieraz lepiej wydać na krem do rąk nieco więcej, jeśli oczekujemy bardziej skutecznego działania. W tym wypadku cena naprawdę idzie z jakością.

Konsystencję ma średnią, nie robi wrażenia tłustego i treściwego.  Wystarcza naprawdę niewielka ilość kremu, aby skutecznie nawilżyć, odżywić i zregenerować skórę. Jest bardzo komfortowy w stosowaniu. Otacza dłonie taką aksamitną, ochronną powłoką. Może też posłużyć jako forma kuracji, stosowany wieczorem. To krem dla wymagających, na pewno spełni wasze oczekiwania.


Neem Miodla Indyjska Odżywczy Bio Olejek do demakijażu twarzy i oczu do każdego typu cery



Olejki do demakijażu to wymysł pielęgnacji azjatyckiej, z którą nie bardzo się lubię. A może po prostu jeszcze za mało mam doświadczeń w tej dziedzinie? Ten olejek to bardzo dobra alternatywa dla innych metod demakijażu.

Odżywczy Olejek do demakijażu Orientana Neem przeznaczony jest do każdego typu cery, także do zmywania makijażu oczu. Nie mogę się nie zgodzić z producentem,  to produkt łagodny, gdyż podczas demakijażu faktycznie nic nie szczypie i nie podrażnia. Jednak osobnicza wrażliwość na składniki produktów to sprawa zupełnie inna. Pamiętam, jak kiedyś sam jeden olej potrafił mnie podrażnić.

Kosmetyk Orientana zawiera 98% olejów roślinnych. Konserwanty to olejki eteryczne.

Zapach jak dla mnie jest olejowo-ziołowy. Doszły mnie słuchy, że dla niektórych niezbyt przyjemny. Dla mnie całkiem w porządku. Naprawdę nie wyróżnia się jakoś bardzo.

Producent zaleca stosowanie oleju w oczyszczaniu dwuetapowym. To chyba jasne, że tak powinno wyglądać prawidłowe oczyszczanie cery. Pozostałości produktu do demakijażu zawsze powinno się zmyć, dzięki temu można osiągnąć naprawdę dobre rezultaty.

Moim zdaniem ten olejek jest lekki, nie obciąża skóry, nie zapycha. Przy dłuższych stosowaniu widzę, że pory skóry są lepiej oczyszczone. Okolice oczu zachowują większe nawilżenie, a rzęsy są w lepszej kondycji.

Peeling Enzymatyczny Kali Musli Cera wrażliwa i naczynkowa



Peeling enzymatyczny Orientana przeznaczony jest dla cery wyjątkowo wrażliwej, przesuszonej, ze zmianami naczyniowymi. Nie jestem wielką fanką tego typu peelingu, gdyż po tradycyjnym zwykle nie miewam podrażnień. Jednak postanowiłam wypróbować taką formę peelingu ze względu na porę letnią. Bywa, że moja cera bardziej jest narażona na niekorzystne czynniki (głównie przez słońce i UV miewam bardzo przesuszoną).

Opakowanie peelingu Kali Musli ma tylko 50 ml, ale produkt okazał się dość wydajny. Nie potrzeba go nakładać grubą warstwą, aby odczuć jego działanie.

Konsystencja jest gęsta, tłusta, przypomina wazelinę. W składzie jest substancja zapachowa, ale peeling pachnie bardzo delikatnie.

Czy peeling enzymatyczny sprawdza się i daje wyraziste efekty? Tego nie mogę stwierdzić jednoznacznie, gdyż jestem przyzwyczajona do szybkich efektów, jakie daje tradycyjna forma peelingu. Z pewnością po jego zastosowaniu cera staje się bardziej miękka, gładka i lepiej nawilżona. Myślę, że zużyję go z przyjemnością.


Orientana Maseczka z Glinki Migdał i szafran, cera normalna i sucha



Kremowe maseczki z glinką ostatnio bardzo lubię. Nie ma potrzeby mieszania suchej glinki z wodą samodzielnie. Mamy gotowy do użycia produkt.  Opakowanie to zgrabny, plastikowy słoiczek pojemności 50 gram. Mamy również kartonik z informacjami.

Skład maseczki jest nieco dłuższy, ale jak dla mnie całkiem dobry.  Jeśli po przetestowaniu produktu nic mnie nie podrażniło, to zazwyczaj nie doszukuję się w nim wad. Może tutaj skład jest trochę dłuższy, ale naprawdę obfituje w wartościowe dla cery substancje.

Maseczka z Glinki Migdał i Szafran ma kremową, gęstą konsystencję. Bez trudu mogę ją nakładać palcami. Stosują ją chętnie w wieczornej pielęgnacji, kiedy chce lepiej oczyścić moją cerę. Wystarczy ją trzymać 20 minut, aby cieszyć się efektem gładkiej i zdrowej cery. Maseczka nie zastyga na skorupę i nie przesusza. Bez trudu mogę ją zmyć za pomocą ściereczki do demakijażu.


Orientana Naturalny Krem ze śluzem ślimaka 



Mój pierwszy krem do twarzy ze śluzem ślimaka. Ten składnik robi furorę już od paru lat,  obecnie producenci sięgają po niego częściej. Niesie wiele korzyści w przypadku blizn, przebarwień i plam na skórze.  Śluz ślimaka pozyskiwany jest w sposób bezpieczny dla tych małych żyjątek.

Patrząc na skład odnoszę wrażenie, że jest on naprawdę wartościowy. Na opakowaniu wyróżnione są kluczowe składniki: Śluz ślimaka, Olej ze słodkich migdałów, Olej z kamelii japońskiej, Ekstrakt z Punarnavy.

Krem nadaje się do stosowania na noc i na dzień.

Krem ze śluzem ślimaka Orientana stosuje na tyle długo, że mogę potwierdzić jego skuteczność.

Konsystencja kremu jest przyjemna i lekka. Zapewnia długotrwałe nawilżenie skóry. Łagodzi podrażnienia, wycisza cerę, regeneruje. Ze względu na brak filtrów UV i obecną porę roku wolę go stosować tylko na noc.

Na uwagę zasługuję też opakowanie kremu. Jest to solidny słoiczek z grubego szkła. Może i mało praktyczny, ale jak elegancko prezentuje się na toaletce. Zdecydowanie ten Krem Orientana ze śluzem ślimaka należy do moich hitów.


Opisałam Wam moje wrażenia ze stosowania paru kosmetyków marki Orientana. Ogólnie odniosłam dobre wrażenie. Te kosmetyki u mnie się sprawdzają. Niektóre z nich, jak Maseczka z glinki,  Olejek do ciała, czy Krem do twarzy chętnie zamówię ponownie. Jestem przekonana o ich wysokiej jakości, oraz o tym, że naprawdę robią dobre efekty na skórze.

Na koniec chciałabym wspomnieć, że sklep Bee.pl to nie tylko kosmetyki. W swojej ofercie posiada również artykuły dla mamy i dziecka, zabawki, książki, zdrową żywność. Można zamówić wiele produktów w jednym miejscu, z jednym kosztem przesyłki, to niesamowite ułatwienie.


Czy jesteś dobrą mamą?



Być dobrą mamą:


Znana celebrytka wrzuca zdjęcia, kiedy kupuje obiad dla dzieci w barze mlecznym na dwa dni. Oczywiście jest ona sławna, ale nie oznacza to, że nie narazi się na krytykę. Mnóstwo zwykłych kobiet też idzie na łatwiznę, próbując jakoś pogodzić wszystkie obowiązki. Nie rzadko narażając się na przykre słowa ze strony partnera, rodziny, znajomych. Czy warto się tym przejmować?

Moim zdaniem nie, bo najważniejsze jest być dobrą mamą dla własnego dziecka. Nie oznacza to wcale tego, że będzie się idealną.

Są takie dni, kiedy naprawdę mam dosyć. Biegam cały dzień bez sensu i celu, a i tak wszystko nie jest perfekcyjnie. I dobrze, bo nigdy nie będzie, a tym wszystkim najważniejsza jest Ja.

Moje samopoczucie jest ważne, kondycja fizyczna, dobry humor. To wszystko tak naprawdę ma wpływ na moje dziecko. Ludziom i tak nie dogodzisz, ale czy musisz? Bo dla mojego dziecka ważna jestem tylko Ja. Nie obiad, nie wysprzątany pokój, nie wyprasowane ubrania...Tylko czas spędzony razem.


Dlaczego chcemy być takie doskonałe?


Wokół nas są matki idealne. Może jesteśmy zapatrzone w znane nam osoby z otoczenia, czy też z Internetu. Idealne matki, kobiety, panie domu.

Osoby, które pokazują wysprzątane na błysk domy, chwalące się super figurą, spędzające czas na siłowni. Kobiety, które potrafią się dobrze zorganizować, dysponują zawsze mnóstwem czasu.

Posiłki, które serwują rodzinie zawsze są zdrowe, pyszne i kolorowe. Potrafią godzić karierę z byciem mamą.

Czy są one realne, czy tylko ich obraz wydaje się nam taki? To dwie różne sprawy. Postrzeganie własnej osoby, jak i innych wokół może być mocno zaburzone.

Nie można się porównywać.


Porównywanie nigdy nie było dobre. Dążenie do zaspokojenia oczekiwań innych ludzi jest bez sensu.

Po pierwsze nigdy nie spełnisz tych oczekiwań, po drugie będziesz tylko coraz bardziej sfrustrowana.

Dlatego odpuszczam sobie jak tylko mogę. Dbam o swój wolny czas. Wykonuje czynności, które są tylko konieczne. Nie biczuję się za to, że dziecko zje pizze, czy batonika. Bo kiedyś nie będzie miał o to pretensji. Za to straconego czasu nigdy nie odzyskam.

A ludzie wokół są teraz, ale kiedyś znikną. Ich ocena nie powinna mieć na mnie wpływu. To dziecko będzie pamiętać: czas  spędzony razem , uśmiech i łzy, zabawy, przygody, podróże. O braku obiadu szybko zapomni.



Biobaza, moje kosmetyczne hity sierpnia



W lipcu otrzymałam kolejną paczkę-niespodziankę od marki Biobaza. Na temat ich produktów piszę nie po raz pierwszy na blogu. Polecam również wcześniejsze wpisy:
https://www.retromama.blog/2020/06/biobaza-sun-seria-kosmetykow-na-lato.html
https://www.retromama.blog/2019/11/kosmetyki-biobaza-warte-poznania.html


Biobaza zachęca nie tylko dobrymi składami, ale i miłymi dla oczu opakowaniami. Nie da się zaprzeczyć, że ich kosmetyki wyróżniają się na tle innych.


Biobaza Soap Mydło nawilżające w kostce Drzewo różane



Delikatne, glicerynowe mydło w kostce zostało wzbogacone olejkami z drzewa różanego aby zadbać o najbardziej delikatną skórę. Zarówno róża jak i gliceryna sprawiają, że dłonie stają się aksamitne. Mydło charakteryzuję się również antybakteryjną formułą.



Mydła w kostce to zdecydowanie moje ulubione. Przemawia do mnie nie tylko brak plastikowej butelki, ale i działanie. Jeśli chodzi o higienę i codzienne mycie rąk oczekuje, aby produkt myjący nie wysuszał delikatnej skóry. 

Mydło w kostce od Biobaza urzekło mnie cudownym, realistycznym zapachem róży. Piana jaką wytwarza podczas mycia nie jest  bardzo obfita, ale przyjemna i kremowa. Po umyciu rąk subtelny zapach przez jakiś czas utrzymuje się na skórze.


Gliceryna występuję już na drugim miejscu składu. Na uwagę zasługują nawilżające właściwości mydełka. Pierwszy raz mam tak dobrze nawilżające mydło, dzięki któremu moja skóra czuję się naprawdę rozpieszczona. 


Biobaza Body Mleczko do ciała jaśminowe



Odśwież swoją skórę i zmysły uwodzicielskim zapachem jaśminu, a odżywcze olejki i masła odżywiają i nawilżają skórę.


Jaśminowe Mleczko do ciała to kolejna wersja, jaką mam okazję używać. Podobnie jak w przypadku Mleczka z olejem konopnym właściwości nawilżające są bardzo dobre. Duże opakowanie 400 ml pozwala cieszyć się nim dłuższy czas.


Produkt nie jest zbyt ciężki, nie natłuszcza mocno, więc latem używa się go wyjątkowo przyjemnie. Pompka ułatwia dozowanie, a mleczko łatwo i szybko się wchłania, dając wyraźne efekty. 


Co jeszcze zasługuję na uwagę, to zapach. Pierwszy raz mam tak pięknie pachnący produkt do ciała. Jest to prawdziwy jaśmin, mocny, długo pozostaje na skórze, aż do następnej kąpieli. Mleczko posiada naturalną kompozycję zapachową. Nie podrażniło mnie, ani nie uczuliło. 


Biobaza Hair Detox Szampon i Peeling do włosów i skóry głowy


Innowacyjna, naturalna formuła zawiera delikatne drobinki do peelingu skóry głowy, dzięki którym usuwane są wszystkie zanieczyszczenia oraz nadmiar sebum.


Szampony peelingujące zazwyczaj kojarzą się mocnym oczyszczeniem skóry i włosów. Wiele osób obawia się ich, ponieważ mogą puszyć fryzurę i powodować dyskomfort skóry. W przypadku Szamponu Biobaza nic takiego nie ma miejsca. 


Zaskoczeniem okazał się kolor szamponu, który jest brunatno-burszynowy. Widać również drobinki peelingujące zawieszone w żelowej formule szamponu. Te drobinki jednak nie drapią skóry i dają się łatwo wypłukać w trakcie mycia. 

Zapach szamponu jest zmysłowy, kojarzący się z indyjskimi produktami do włosów. Producent podaje, że nie zawiera syntetycznych perfum i barwników. Pomimo intensywnego zapachu absolutnie nie podrażnia. Po umyciu włosy jednak nie pachną już tym szamponem.


Włosy są idealnie oczyszczone, ale zachowują swoje naturalne nawilżenie. Na moich kręconych włosach sprawdził się idealnie, to dla mnie hit.


Biobaza ORAHOL Olejek z orzecha włoskiego



Olej ze złotego orzecha włoskiego w koktajlu z dziewięciu wysokiej jakości olejków zapewnia skórze jedwabistą gładkość i pomaga uzyskać naturalną, brązową opaleniznę.


Olejki do ciała wydawały mi się niezbyt dobrym rozwiązaniem na lato. Obawiałam się tłustej formuły i plam na ubraniach. Orahol z Biobaza to olejek ze złotego orzecha włoskiego, przeznaczony do opalania. Niezbędnik każdej torby plażowej, produkt kultowy marki Biobaza od 1918 roku. 

Opakowanie olejku to 200 ml plastikowa, lekka butelka. Jest ona szczelna i bez trudu można ją zabrać w podróż. Dozując produkt nie problemów z niekontrolowanym wylewaniem się go z korka.


Olejek ma bardzo ładny zapach, kojarzący się z typowo wakacyjną pielęgnacją. W składzie widzę kilka naprawdę wartościowych olejów, m.in. olej migdałowy, masło kakaowe, olej kokosowy, olej sezamowy, oliwa z oliwek, olej jojoba, z awodado. Jednym słowem bomba wartości odżywczych dla skóry. 


Podoba mi się działanie tego olejku. Sprawdza się nie tylko do pielęgnacji skóry w ciągu dnia, ale i wieczorem. Wchłania się dość szybko, nie pozostawiając ciężkiej warstwy na skórze. Jak dla mnie jest on bardzo wydajny, gdyż na plaże nie chodzę, więc będzie mi się go przyjemnie stosowało chyba aż do jesieni. 


Biobaza Mineralny Lotion do opalania SPF 30



Innowacyjna, naturalna formuła z certyfikowanymi filtrami ECOCERT pochodzącymi z minerałów i roślin, jest odpowiednia dla najbardziej wrażliwej skóry i zapewnia skuteczną ochronę przed promieniami UVA i UVB. Szybko wchłaniający się, wodoodporny balsam idealnie nadaje się do pielęgnacji twarzy i ciała zarówno dla dorosłych jak i dzieci.

Lotion do opalania z Biobaza nie bez powodu znalazł się w moich ulubieńcach lipca. Bardzo szybko polubiłam go w pielęgnacji twarzy. Świetnie nadaje się do ochrony skóry przed słońcem. Zaskakuje nie tylko lekką konsystencją, ale i przyjemnych, nie dominującym zapachem.

Faktycznie dobrze chroni cerę przed słońcem. Nadaje się do wrażliwej skóry,  nie zapycha.
Skóra z nim oddycha i nie błyszczy się w ciągu dnia.

Świetny pod makijaż mineralny. Ulubieniec, nie tylko na upalną pogodę.



Biobaza Natural Deo Silky Comfort



Naturalna formuła z odżywczymi składnikami zapewnia wyjątkowe uczucie świeżości i jedwabistą gładkość.

Naturalne dezodoranty bez aluminium stosuje już parę lat. Nie wyobrażam sobie obecnie przejść na antyperspiranty. Z naturalnymi deo jest różnie, wiadomo że nie każdy jest zadowolony, więc nie zamierzam też nikogo na siłę przekonywać.


Silky Comfort Biobaza nie tylko ma naturalny, bezpieczny skład. Zaskoczyła mnie jego skuteczność w neutralizowaniu brzydkiego zapachu.

Co tu dużo pisać, ten deo działa cały dzień i w dodatku pięknie pachnie. Z nim jednak nie ma co liczyć na suche pachy, bo to nie jest antyperspirant. Mnie takie działanie odpowiada.



Kosmetyki Biobaza dostępne są np. na biobazaonline.pl
Na tej stronie przeczytać można także składy kosmetyków.


Zero waste dla kobiet: podpaski wielorazowe Loffme




Podpaski wielorazowe tak czy nie?



O podpaskach wielorazowych na razie nie jest zbyt głośno. Kobiety od bardzo dawna są już przyzwyczajone do stosowanie jednorazowych produktów. To rozwiązanie wydaje się o wiele bardziej higieniczne, proste i przede wszystkim szybkie. Mało która z nas myśli o tym, że przez wieki kobiety musiały sobie jednak radzić bez produktów jednorazowych.

Podpaski wielorazowe postanowiłam wypróbować jakiś czas temu. W ramach eksperymentu, jak się u mnie sprawdzą i czy w ogóle dam sobie radę z takim rozwiązaniem. Latem zwykle potrzebuję lepszej ochrony niż zimą. Przez pierwsze dwa dni muszę użyć podpaski w większym rozmiarze. Najlepiej, aby była ona przewiewna i komfortowa.

Marka Loffme w swoim asortymencie posiada podpaski w rozmiarze Normal, jak  i Long. Mam nadzieję kiedyś przetestować te drugie. Dostępne są również wkładki higieniczne, które są odrobinę mniejsze od podpaski Normal.


Korzyści ze stosowania podpasek wielorazowych?


Największą zaletą jest możliwość stosowania ich wielokrotnie. Nie trzeba już biegać co miesiąc do sklepu po nowe jednorazówki. Podpaski i wkładki po użyciu zapiera się w zimnej wodzie, a następnie można je wyprać w pralce  (max 60 stopni), bądź ręcznie w delikatnych środkach piorących. Po wypraniu są gotowe do ponownego użycia. Nie zauważyłam, aby niszczyły się w praniu.

Podpaski i wkładki zawierają membranę poliuretanową, dzięki temu nie przeciekają i nie plamią bielizny. Materiał z jakiego są wykonane to 70% poliester i 30% poliamid. Tkanina jest gładka, nie podrażnia skóry, nie odparza i ogólnie ma się wrażenie jakby była tam sama bielizna.

Zapięcie podpasek to rzep, który jest bardzo trwały i posłuży długo. Popaska i wkładka dopasowuje się komfortowo, ale tylko do tradycyjnej bielizny typu figi. Nie ma możliwości założenia jej do majtek typy szorty czy innych dziwnych krojów.

W trakcie noszenia podpaski dobrze jest skorzystać z toalety i sprawdzić czy podpaska jest na miejscu. Niestety brak kleju równa się przesuwaniu podpaski, jeśli jesteśmy bardzo aktywne. Z tego powodu wolę te podpaski  stosować już na koniec okresu. Zapewne rozmiar Long byłby lepszym rozwiązaniem, jeśli szukamy lepszej ochrony.





Jeżeli użyjemy podpaski wielorazowej nawet na koniec okresu, to stosując ją każdego miesiąca roku, zaoszczędzimy nie tylko pieniążki w portfelu, ale zyska też planeta.

Każdego dnia miliny kobiet wyrzuca odpady po miesiączce do kosza ze zmieszanymi. Te śmieci trafiają na wysypiska, do spalarni, są bezużyteczne, a nawet szkodliwe. Może warto zaopatrzyć się w wielorazowe produkty do higieny w te trudne dla nas dni?

Wielorazowe wkładki, podpaski znajdziecie np. na cudanatury.eu


Vita Liberata Fabulous Mist, Mgiełka samoopalająca


Wakacyjny look w kilka minut?


Marka Vita Liberata nie po raz pierwszy gości na moim blogu. Samoopalaczem w piance zachwycałam się już pięć lat temu. Ostatnio marka zarzuca nas co rusz nowymi produktami i jak tu się nie skusić? 

Bardzo lubię ten wakacyjny look na skórze. Opalona skóra niekoniecznie równa się z nie zdrową opalenizną. Produkty samoopalające pomagają nam osiągnąć zdrowy wygląd, bez konieczności długiego przebywania na słońcu. 

Jak się okazuje, stosowanie samoopalacza nie musi też być bardzo skomplikowane, ani też czasochłonne. 


Mgiełka Samoopalająca Vita Liberata


Ta mgiełka w opakowaniu z atomizerem wydawała się rozwiązaniem łatwym i przyjemnym. Pojemność mamy tutaj akurat do stosowania na ciało, bo 200ml. Jednak z tego co czytam na opakowaniu to można ją używać także do twarzy. 

Na opakowaniu mamy też opis w języku angielskim. Dobrze widoczny jest również skład produktu:



Mgiełka Fabulous jest w odcieniu Medium. Moim zdaniem nie do zbyt ciemnych karnacji. Po rozprowadzeniu na skórze jest przezroczysta. W ciągu kilku godzin ciemnieje na odcień ciemno-złoty. Aplikację można powtarzać co parę dni, aby cieszyć się stale pięknym odcieniem zdrowej opalenizny. 

Używałam jej już na wcześniej opalone nogi, więc tylko przyciemniła moją obecną opaleniznę. Muszę przyznać, że lubię mieć nogi w takim głębokim odcieniu opalenizny. Czuję się wtedy na bardziej zadbaną, a nogi wydają się zgrabne i szczupłe. 




Proste i szybkie stosowanie


Produkty samoopalające budzą odrobinę kontrowersji, ale minęły już czasy, kiedy ich stosowanie było ryzykowne i skomplikowane.

Mgiełka rozpyla się w łatwy sposób. Najlepiej jest to zrobić na specjalną rękawice do aplikacji produktów samoopalających. Bezpośrednie psikanie na skórę może bowiem skończyć się nierównomiernym efektem. A tego przecież chcemy uniknąć.

Opalenizna ma wyglądać naturalnie. Plamy na skórze nie są mile widziane.

Dużą zaletą mgiełki okazał się także jej zapach. Bardzo delikatny, nie wyrazisty jak w przypadku niektórych samoopalaczy. W trakcie kiedy produkt ciemnieje na skórze, unosi się tylko subtelny zapach samoopalacza.

Ja jestem z tej mgiełki samoopalającej Vita Liberata zadowolona. Stosując ją razem z rękawicą mam gwarancję przewidywalnego efektu na skórze. A powtarzając aplikację co parę dni mogę podtrzymać efekt na dłuższy czas.


Copyright © Retromama.blog