Vianek kuracja do rąk


Dla kogo kuracja do rąk?


Na kosmetykach do rąk nie powinna oszczędzać żadna Pani (ani Pan) domu. Nasze ręce wykonują codziennie tyle prac, że zasługują na solidną dawkę nawilżenia. Zwykły krem do rąk przeznaczony jest dla doraźnego stosowania w ciągu dnia. Natomiast wieczorem lepiej postawić na kosmetyki o intensywnym działaniu. Idealnie sprawdzi się kosmetyk z Vianek : Intensywnie regenerująca kuracja do rąk , z masłem shea, awokado i mocznikiem.


Maska do dłoni o pojemności 75 ml. Tubka plastikowa, zapakowana jeszcze w kartonik z informacjami. Dołączone w zestawie bawełniane rękawiczki stanowią nieodłączny element kuracji. 

Maska Vianek ma postać kremu o treściwej konsystencji. Wyróżnia się przyjemnym, intensywnym wiśniowym zapachem, który znacznie uprzyjemnia stosowanie. 

Opis kuracji do rąk na opakowaniu:



Czytając obietnice na opakowaniu nie sposób zauważyć, że są one naprawdę szczodre. Również koncentracja składników aktywnych jest spora. Produkt więc ma duże szanse na zyskanie miana kosmetycznego bestselera.

Jak wygląda skład kuracji ?



Nie ukrywam, że w składzie wiele moich ulubionych substancji, które u mnie wiele razy już się sprawdziły.

Jak działa kuracja do rąk Vianek?


Początkowo stosowałam tylko na noc w formie kuracji. Jednak nie zakładałam za każdym razem rękawiczek, bowiem produkt po pewnym czasie (do 10 minut) bardzo ładnie się wchłania i nie pozostawia uciążliwej, śliskiej czy mokrej warstewki. Oczywiści jest taka odżywcza, ochronna, która nie przeszkadza w normalnym funkcjonowaniu (np. w pisaniu na klawiaturze). 

Trzeba wspomnieć, że załączone w zestawie rękawiczki są bardzo przyjemne w noszeniu. Miałam kiedyś specjalne rękawiczki zakupione w drogerii, które nie były tak wygodne i dobrze uszyte. Według mnie powinny pasować i na większy rozmiar dłoni. Materiał jest w miarę elastyczny i dobrze się dopasowuje.

Jakie efekty po miesiącu? Muszę stwierdzić, że ta kuracja znacznie poprawiła stan skóry moich rąk.
Ponieważ miałam wiele pracy w ogrodzie, to skóra była w złym stanie. Aplikując Maskę także w ciągu dnia udało mi się doprowadzić dłonie do naprawdę dobrego stanu. Widzę jednak, że moja skóra potrzebuje takich odżywczych i bogatych kremów. Polecam, to naprawdę działa.


Wracam na rehabilitację ?



Czasem naprawdę jest ciężko;


Dziś o tym jak ciężko jest zebrać się w sobie, aby dalej walczyć. Z pewnością każda kobieta, która ma jakieś dolegliwości po-ciążowe (ale nie tylko takie), wie o co chodzi. Na zewnątrz jesteś uśmiechnięta i zadowolona. W środku wszystko pomału się sypie. Musisz podołać wszystkim codziennym obowiązkom i zapominasz powoli o sobie. Codzienna rutyna czasami tak bardzo nużąca...

 A ciało nie daje zapomnieć, ono w końcu się upomni o swoje. Kiedy czujesz się coraz gorzej sama ze sobą. I nie chodzi wcale tylko o wygląd zewnętrzny. To zawsze jest na drugim miejscu. Priorytetem zawsze powinno być zdrowie i sprawność. Moje dziecko na to zasługuję, aby miało zdrową matkę.


Przerywnik w życiorysie


Nie chciałabym absolutnie szukać wymówek.  Czy przestałam ćwiczyć z powodu czynników zewnętrznych? Z braku czasu, z niemożności skupienia się na sobie?

Po rozmowie z moją fizjoterapeutką jednak czuję się  usprawiedliwiona. Wiele kobiet z powodu panującej sytuacji było zmuszona przerwać terapie. PO prostu za dużo tego wszystkiego się złożyło na raz. Brak regularnych wizyt w gabinecie nie sprzyjał bieżącemu monitorowaniu sytuacji. Zabrakło więc  i motywacji, bo nie można było się przebadać.


Psychika rządzi


Oczywiście nastawienie do ćwiczeń to sprawa bardzo ważna. Łatwo jest ćwiczyć, kiedy widzi się efekty, kiedy ktoś stale Cię zmotywuje, zrobi pomiary itp.  A niestety własne lustro nie zawsze prawdę powie. Nie jest obiektywne, często zniekształca.

Do tego własna wyobraźnia, która lubi płatać figle. Kiedy już wierzę, że wszystko jest dobrze, że przecież jestem taka silna. A tu nagle spadam na sam dół,  znajduje się  na początku drogi. Ile razy jeszcze będę zaczynać walkę o własne zdrowie? Tyle, ile będzie trzeba. Powstanę na nowo, by znowu zawalczyć o siebie.


Co dalej?


Oczywiście zaczynam na nowo terapię. Nie mogę stwierdzić, że wszystko przepadło. Nie warto już  się starać? Tak mogłabym powiedzieć osoba, której nie zależy już na niczym. Spocząć na laurach, których nie ma tak naprawdę.

Zastanawiam się tylko, ile jeszcze będę kręcić się  tak w kółko? Dlaczego nie jestem bardziej konsekwentna w swoich postanowieniach? Czy nie mogę codziennie zorganizować sobie tych 30 minut tylko dla mnie? Oczywiście, że mogę, tylko trzeba to wpisać w plan dnia.


Postarać się jeszcze raz 


Ciągle sobie uświadamiam, jak w moim życiu rządzi ego. To wygodnickie, fałszywe, zmuszające do drogi na skróty. Trudno jest go pokonać, lepiej zaakceptować i przechytrzyć. Decydować o sobie, być świadomym człowiekiem. Skupić się na faktach, nad tym czego mi brak i w jaki sposób naprawić błędy.

Bo jestem tylko człowiekiem, nie Super-woman. Choć czasem chciałabym móc wykonać  te wszystkie zadania. A muszę zaakceptować moje słabości. Nauczyć się prosić innych o pomoc, zgubić gdzieś po drodze tą dumę. Jestem tylko słabą kobietą, która chce walczyć o siebie.



Fit ciasto czekoladowe, z daktyli i kokosa, z rodzynkami



Fit słodycze na topie


Zdrowsze wersje słodkości zdobywają nasze serca i kubki smakowe. Obecna wiedza o tym co zdrowe, a co nie,  jest już dostępna dla każdego. Staram się eliminować cukier rafinowany z diety. Tym sposobem zdrowe ciasta częściej goszczą na naszym stole.

Mój przepis na ciasto


Podzielę się z Wami przepisem na ciasto, które ostatnio wymyśliłam. W sumie piekłam go już 2 razy i za każdym razem wyszło inaczej, co nie znaczy że gorzej. Zawsze jest pyszne, nawet jak lekko zmodyfikuje proporcje, czegoś dam więcej, a czegoś mniej. Nawet mąż chwalił i nie domyślił się, że w tym nie ma cukru.


Składniki na foremkę o średnicy 25 cm


  • 6-7 sztuk średniej wielkości daktyli suszonych (Ener Bio)
  • 2 łyżki stołowe kakao
  • 50 gram wiórki kokosowe (Bakalland)
  • 1 jajko
  • Pół szklanki mleka roślinnego (można zamienić na mleko zwykłe)
  • 50 gram rodzynek (Ener bio)
  • 4- 5 łyżek stołowych Oleju kokosowego virgin (można użyć innego tłuszczu)
  • 2-3 łyżki stołowe płatków owsianych zwykłych 
  • Szklanka mąki orkiszowej pełnoziarnistej (Soligrano)
  • Mała łyżeczka proszku do pieczenia


Wykonanie ciasta 


Ciasto można wykonać na różne sposoby. Z wykorzystaniem blendera jest o wiele łatwiej. Ja robię tak, że daktyle i wiórki zalewam ciepłym mlekiem lub wodą i zostawiam na pół godziny. Po tym czasie wszystko razem wrzucam do blendera. Mielę kilka chwil i wylewa do miski.

Dalej dodaje kolejne składniki: jajko, roztopiony i przestudzony olej, mąkę, płatki owsiane, kakao,  proszek do pieczenia. Mieszam na pomocą rózgi, a jak już jest za gęste, to można łyżką. Ostatnio do ciasta użyłam wiórek, które zostały mi z produkcji domowego mleka roślinnego i też wyszło super. Na koniec dodaje rodzynki i mieszam.

Wykładam na formę wysmarowaną tłuszczem i hop do piekarnika na 40 minut w 160 stopniach. 
Ciasto wychodzi lekko wilgotne, o czekoladowym aromacie. Szybkie, proste i smaczne. 





Lavera Balance Szampon Rewitalizujący do włosów przetłuszczających się



Naturalny Szampon Lavera Balance


Pisałam wiele razy na blogu, że lubię naturalne szampony do włosów i wiele z nich się u mnie sprawdziło. Miewam epizody podrażnienia. Skóra głowy czasem się przetłuszcza bardziej niż zwykle. Całe szczęście ostatnimi czasy mam spokój. Z pewnością jest to też zasługa eliminacji niektórych produktów z diety, ale nie tylko.

Szampon Lavera Balance kupiłam na notino.pl wykorzystując kupon wygrany na Instagramie. Mam sentyment do tej marki, chociaż ostatnio bardziej preferuje polskie marki. Lepiej jest wspierać naszą rodzimą produkcje, która bądź co bądź zaczyna wyprzedzać konkurencje z zachodu.


Co nam obiecują?


Producent pisze, że  jest to szampon skutecznie oczyszczający. Ma dokładnie myć i przywracać naturalne piękno. Ponadto zapewnia regenerację, odżywienie, blask i objętość włosów.

Bez silikonów. Produkt wegański.


Dla mnie Szampon powinien spełniać funkcję myjącą. Nie mam jednak nic przeciwko temu, aby odżywiał moje włosy.



Skład Szamponu Lavera widoczny jest poniżej:






Recenzja Szamponu Lavera Balance do włosów przetłuszczających 


Szampon Lavera faktycznie zawiera substancje myjące pochodzenia roślinnego.  SCS jest dość mocnym detergentem.  A jak już pisałam wiele razy na blogu, substancje myjące nawet te pochodzenia naturalnego mogą wysuszać i podrażniać. Najlepiej więc wszystko sprawdzić na sobie.

Podobały mi się te ekstrakty roślinne m.in. z  ryżu, melisy, mięty i soi.  Sok z aloesu oraz probiotyk naprawdę powinny działać łagodząca. Dodam, że nie miałam nigdy uczulenia na aloes.

Spodziewałam się po Szamponie Lavera naprawdę dobrego działania. A jak było w praktyce?



Opakowanie szamponu jest smukłe i poręczne. Wykonane jest z plastiku PET.  Zamyka się sprawnie i szczelnie.

Zapach Szamponu Lavera jest przyjemny, świeży, ale nie utrzymuje się na włosach po umyciu i wysuszeniu.


Szampon Lavera Balance wg. mnie jest do włosów mocno przetłuszczających się.


To fakt, on naprawdę bardzo dobrze oczyszcza skórę głowy i włosy. Nie używałam go jednak zbyt długo, bo niestety podrażnił moją skórę głowy. W nocy, po wieczornym umyciu głowy tym szamponem zaczęła mnie bardzo swędzieć skóra. Ta przypadłość nie zdarza mi się już od jakiegoś czasu. Tym bardziej więc byłam zdziwiona, jak szampon z naturalnym składem mógł mi coś takiego zrobić?

Drugi mankament tego produktu, to bardzo mocne działanie oczyszczające. Ciężko jest mi po nim doprowadzić włosy do normalnego stanu. Aby nie były napuszone i suche. Z pewnością nie jest odpowiedni dla moim kręconych włosów.  Z drugiej strony kupowałam go z myślą tylko o tym, aby dobrze mył. Po umyciu tym szamponem żadna z odżywek i masek, jakie posiadam w domu (m.in. Garnier, rosyjskie maski Agafii, odżywka Bioturm), nie jest w stanie przywrócić nawilżenia moim włosom.


Szczegółowo wyjaśniałam Wam powody, dlaczego nie jest to szampon dla mnie. Jednak radzę go wypróbować osobom, które zmagają się z mocnym przetłuszczaniem skóry głowy. W moim przypadku, po umyciu włosów tym szamponem mogłabym ich nie myć przez następne dwa dni.



Czy kosmetyki naturalne są lepsze od zwykłych?



Zwykłe kosmetyki


Jeśli bym miała patrzeć na staż mojego bloga, to kosmetyków naturalnych używałam z 5-6 lat. Czy to zmieniło moją cerę na lepsze? Z perspektywy czasu nie mogę tego stwierdzić na 100%. Biorę pod uwagę inne czynniki, które wpłynęły destrukcyjnie na moją skórę.

Przede wszystkim macierzyństwo. Nie przespane noce przysporzyły mi nie tylko zmarszczek, ale i siwych włosów. Jakiś czas temu zmieniłam moje poglądy co do stosowania produktów wyłącznie naturalnych. I wiecie co, żyje, nie utopiłam się w tej całej chemii.


Dlaczego zmieniam poglądy


Bo tylko krowa ich nie zmienia. Przyglądałam się temu co się dzieje już dłuższy czas. Ile potrafiłam wydać pieniędzy na kosmetyki? Tylko dlatego, że miały one certyfikat? Co mi to miało zapewnić? Poczucie lepszego życia, czy tylko pustki w portfelu?
Bo nie ukrywam, że od kiedy jestem matką to patrzę już inaczej na finanse. I widzę, że kosmetyki drogeryjne są teraz coraz lepsze, z naprawdę wartościowymi składami. Inna sprawa to zakupoholizm, bez ilu rzeczy tak naprawdę można by się obyć? Temat na inny wpis...


Patrzymy na składy


Obecnie producenci kosmetyków dają nam to, czego oczekujemy. Składy produktów robią się lepsze. 95 % składników naturalnych bardziej nas przekonuje? Za tym też idzie wyższa cena, nie oszukujmy się. A często cena produktu bez certyfikatu eko jest o wiele bardziej atrakcyjna. Certyfikat eko też kosztuje, a kto za to tak naprawdę płaci?

Kosmetyk bez certyfikatu automatycznie robi się dla nas niebezpieczny? Niekoniecznie, zwykłe kosmetyki też muszą spełniać pewne normy. Nie mogą być szkodliwe, trujące. Alergie spotykane są i po produktach naturalnych i po drogeryjnych. Sami musimy rozważyć na co chcemy wydać. Co jest dla nas dobre, jakie składy lubimy. Decydujemy według własnych upodobań, nie jak nam sugerują inni.



Kosmetyki z apteki


Dzięki czytaniu znajomych blogów mogłam trafić na perełki. Przekonać się, że produkt apteczny też ma swoje standardy, wysoką jakość i skutecznie działa. Przykład - apteczne kremy z filtrami chemicznymi, które dla mnie są po prostu wygodniejsze w stosowaniu. Dzięki temu pierwszy raz od lat codziennie używam kremu z filtrem SPF. Twarz mi się nie świeci, nie klei, jest chroniona. Tym samym pielęgnacja cery w końcu ma większy sens. Bo nie wystarczy nawilżać, odżywiać, trzeba też chronić. A nie ukrywam, naturalne, eko filtry kosztują czasami sporo.


Tolerancja


Chciałabym w tym miejscu poruszyć jeszcze jeden temat. A mianowicie tego, że osoby stosujące tylko i wyłącznie produkty eko odnoszą się z jakąś dziwną pogardą do tych, co używają drogeryjnych, zwykłych. Bo niby te zwykłe kosmetyki nie mają prawa zadziałać? Wykazują dziwną troskę o naszą skórę, że coś na pewno nam zaszkodzi. Piszą, że jakiś krem np. zawiera konserwanty o działaniu rakotwórczym, hormonalnym. Sama kiedyś dałam się nabrać na takie wpisy.

Do tego dochodzi klasyfikacja produktu pod kątem jego ceny. Bo jak się nie wyda stówy na krem to na pewno jest on szkodliwy,  zły, nie ma prawa działać.  Czy jesteś lepszym człowiekiem, bo stać Cię na drogie kosmetyki?  Już dawno wiem, że nie takie są kryteria, zresztą nawet samo ocenianie jest czymś złym, dlatego lepiej go unikać.


Eko sekta 


Występuje osobliwe zjawisko, pewnego rodzaju sekta naturalna, która nawzajem się nakręca. Świadomie lub mniej wspiera też eko biznes. Bo nie ukrywajmy, to jest teraz na topie. A kto na tym zarabia najwięcej, odpowiedzcie sobie sami.

Oczywiście, że zdrowy styl życia jest korzystny, ale czy same kosmetyki mają o tym decydować?. Czy osoby z eko-sfery tak naprawdę zachowują się eko we wszystkich aspektach swojego życia? Tego nie wiemy, to jest tylko ułamek życia, który chcą nam pokazać. Nie można zaszufladkować kogoś tylko ze względu na to, jakich kosmetyków używa.  Vegańskich, organicznych, z certyfikatem...Czy użycie produktu testowanego na zwierzętach oznacza, że jesteśmy zbrodniarzami?


Lepiej spróbować wszystkiego


Kochani, patrząc na starsze wpisy zauważycie, że uwielbiałam pielęgnację naturalną. Bez SLS, bez aluminium, bez konserwantów itp. Nie kasuje tych wpisów, bo w tamtych chwilach te produkty się u mnie sprawdzały. Jednak daje sobie teraz furtkę na inne rodzaje kosmetyków.

Przekonałam się o tym,  kiedy miałam okazję przetestować również mniej "Naturalne" Produkty, że wcale mi to nie szkodzi. Dlaczego więc nie próbować nowych rzeczy? Życie jest zbyt krótkie, aby przywiązywać się do jednego rodzaju pielęgnacji. A najlepsza rzecz, to po prostu ograniczyć ilość stosowanych produktów. Mniejsze ryzyko alergii dla nas  i oddech dla Matki Ziemi.



Olimp Labs B12 Forte i Chela-Mag B6 + D3, czy warto?



Suplementy diety na czasie.


Nie rzadko rekomendowane jako lepsze od leków, co oczywiście jest błędem. Suplement diety możecie kupić nawet w drogerii, a lek dostępny jest w aptece. Suplement zalecany jest dla ludzi zdrowych i nie ma udowodnionego działania.


Jakie suplementy wzbudziły moje zaufanie?



Ogólnie lubię suplementy z Olimp labs, bo są łatwo dostępne w większości aptek, a  jak nie ma to zamawiam.  Firma działa na rynku parę lat, mają podobno własne laboratoria.  Na opakowaniach wszystko jest jasno opisane. Brałam powyższe suplementy dłuższy czas, więc wiem że działają na mnie pozytywnie.

Jak wiadomo, zdrowej diety nic nie zastąpi. W takich czasach żyjemy, że trzeba ratować się czym się tylko da.  Bo łatwiej czasem brać kapsułki, niż dłubać orzechy, moczyć  i zagryzać do każdego posiłku. Co też może okazać wcale nie takie pożyteczne.


Olimp Labs Chela-Mag B6+D3 ,  100 mg magnezu + 2000j.m. D3.


30 kapsułek . Zalecana dawka 1- 2 kapsułki dziennie. Cena 16 - 20 zł.

Dawki rekomendowane według powszechnych zaleceń. Wit. D3 biorę przez większość roku, wyłączając może wakacje, ale to nie zawsze. Po prostu biorąc Wit. D lepiej się czuję psychicznie.  Powszechnie wiadome jest, że w tym klimacie suplementacja Witaminy D jest konieczna.

Magnez zazwyczaj brałam osobno, więc to dla mnie duże ułatwienie, że jest w tym suplemencie. Magnez pomaga we wchłanianiu wit. D i jest też łatwiej przyswajalny z wit. D. Często zdarza się, że jak nie biorę magnezu (albo nie jadam orzechów), to mam nerwowy tik na powiekach.

Godna uwagi jest też forma magnezu: Diglicynian Magnezu jest opisany w książce "Plan Ratunkowy dla tarczycy i nadnerczy" (Recenzja). Zdajecie sobie sprawę, że nie wszystkie formy witamin i minerałów nasz organizm może przyswoić. Są różne niedyspozycje, a słaba wchłanialność to problem głębszy.

Zaznaczę również, że tu mamy w jednej kapsułce magnezu 27 % dawki dziennej. Kluczowa jest też zawartość wit. K 2, która również ułatwia wchłanianie samej wit. D. Kolejny wartościowy składnik to  Wit. B6 , aż 150 % zapotrzebowania dziennego w jednej kapsułce. Wit. B6 pozytywnie wpływa na układ nerwowy.

Kapsułka zawiera tylko niezbędne składniki, nie ma zbędnych wypełniaczy, a otoczka jest z żelatyny. Czasem miałam kłopot z połknięciem, trzeba popić dużą ilością wody.
Moim zdaniem suplement naprawdę godny uwagi.  W tej cenie  (nie cale 20 zł) znaleźć coś tak dobrego to może być ciężko.  W moim przypadku jednak muszę brać 2, 3 x dziennie.



Olimp Labs B12 Forte, bio-complex. Witamina B12 , Kwas foliowy, Witamina E, Wapń.


30 kapsułek . Dawkowanie 1 kapsułka dziennie.  Cena około 15 - 20 zł.

Suplement rekomendowany dla osób dbających o prawidłowy poziom homocysteiny. Kto interesuje się nowinkami zdrowotnymi zapewne wie, co to jest ta homocysteina i że wysoki jej poziom sprzyja chorobom układu sercowo-naczyniowego. To plaga dzisiejszych czasów.

Uważam jednak, że sama tabletka nie pomoże jeśli nie ma prawdziwej zmiany trybu życia. U mnie w rodzinie powszechne były zawały serca, a krewni nie dbali ani o dietę, ani o redukcję stresu. Nie wiem, czy ta kapsułka pomogła by mojej mamie, jeśli w jej życiu nastąpiła taka kumulacja negatywnej energii z zewnątrz. Druga sprawa, to starsze osoby często źle tolerują wszelkie zmiany w życiu, także diety. Są też doniesienia, że wiele osób ma jakiś gen, który zwiększa skłonność do niektórych chorób. Czy więc suplement jest w stanie coś zmienić, nie wiadomo?

Na co powinniśmy zwrócić uwagę, to bardzo wysokie dawki składników w 1 kapsułce:
Wit. B12 20 000%, Wit. B6 214%, Kwas foliowy 200%, Wapń 83%, Żelazo i Wit. jest w mniejszej dawce.  Może się wydawać, że to jakieś kosmiczne dawki, lecz pamiętajmy, że jeśli są już skłonności do podwyższonej homocysteiny, to są też zaburzenia wchłaniania w przewodzie pokarmowym, więc nie wszystko się wchłania. A z drugiej strony można dopasować dawkowanie indywidualnie i przyjmować np. raz na kilka dni, ja tak robię.

Na początku, kiedy zaczęłam brać suplement wydawało mi się, że dawka dla mnie faktyczni jest zbyt duża. Poza tym pamiętajcie, że jeśli spożywacie mięso i lubicie zielone na talerzu, to może wcale nie potrzeba Wam takiej suplementacji.

Suplement ten znajduje się w żelatynowych kapsułkach.

Nie wiem, czy kupię jeszcze B12 Forte bio-complex? Mam mieszane odczucia co do niego.



Powyżej przedstawiłam moje osobiste odczucia co do suplementacji tymi kapsułkami z Olimp Labs. Każdy musi zdecydować sam, jakie witaminy i minerały przyjmować.



Recenzje Oriflame: Mascara Giordani Gold i A-Z Cream Hydra Matte SPF 30



Kosmetyki Oriflame mają różne oceny. Wiele osób bardzo tępi tą markę, zupełnie nie wiem dlaczego. Marka jak każda inna, ma swoje hity i kity, słabe i mocne strony. Jej zdecydowaną zaletą jest łatwość zamawiania, bez konieczności niepotrzebnych wizyt w sklepach. Nie piszę tego ze względu na pandemię, mi zawsze było łatwiej zamówić coś z dostawą do domu, niż wychodzić na zakupy. 

Ostatnio stosowałam dwa produkty do makijażu: Tusz do rzęs i Krem koloryzujący z tej marki. Jeden wzbudził mieszane uczucia, drugi okazał się całkiem w porządku. Ciekawi? Zapraszam do recenzji:

Oriflame Giordani Gold Iconic All-in-One Masara

Wielofunkcyjny tusz do rzęs


8 ml/ cena około 34 zł 





Mascarę Giordani Gold Iconic otrzymałam w kwietniu od Klubu Oriflame. Na co dzień prawie się nie maluje, poza kremem CC z filtrami nie używam nic więcej. Tusz przetestowałam parę razy z ciekawości. Wrażenie, jakie na mnie wywarł nie jest zbyt dobre.

Sama aplikacja tuszu jest w porządku. Również szczoteczka wygląda na wygodną. Dobrze rozdziela rzęsy i nie tworzy grudek. Tusz ładnie unosi rzęsy i trochę je pogrubia.

Schody zaczynają się wraz z dłuższym noszeniem tuszu. Na rzęsach wytrzymuje tylko parę godzin. Moim zdaniem tych 8h w pracy by nie przetrwał.

Dodatkowo, jak jest cieplej, czy wilgoć w powietrzu, to tusz robi mi pandę, albo zaczyna się kruszyć i  wpada do oka, co kończy się uczuciem piasku pod powiekami.

Plusem Mascary Giordani Gold jest  łatwy demakijaż, zarówno za pomocą płynu micelarnego, jak i żelu do mycia twarzy.


Jak zarejestrować się do Klubu Oriflame - Tutaj.


Po prawej rzęsy z tuszem, po lewej bez (zdjęcie z telefonu):



Skład:
 Aqua, Hydrogenated Olive Oil Cetyl Esters, Oryza Sativa Cera, Stearic Acid, Palmitic Acid,Glucamine, Butylene Glycol, Copernicia Cerifera Cera, Helianthus Annuus Seed Cera, AcaciaSenegal Gum, PVP, Cyclopentasiloxane, VP/Eicosene Copolymer, Silica, Cyclohexasiloxane, Cera Alba, Synthetic Wax, Shorea Robusta Resin, Caprylyl Glycol, Imidazolidinyl Urea,Dimethicone, Rhus Verniciflua Peel Cera, Hydroxyethylcellulose, Methylparaben, Disodium EDTA, Hydrogenated Olive Oil Myristyl Esters, Lecithin, Ceteareth-20, Panthenol, Tocopheryl Acetate, Arachidic Acid, Lauric Acid, Myristic Acid, Propylparaben, Phenoxyethanol, BHT,Ascorbyl Palmitate, Tocopherol, Ethylparaben, CI 77499




Oriflame The One A-Z Cream Hydra Matte SPF 30
Koloryzyjący Krem do twarzy SPF 30


30ml/ obecnie w katalogu za 44,90 zł 





Lekki, udoskonalający wygląd skóry krem matujący, przeznaczony do cery mieszanej i tłustej. Zapobiega nieestetycznemu połyskowi skóry oraz zmniejsza pory, nadając cerze gładkość i wyrównując jej koloryt. Jeden krem a-z zapewnia aż 10 korzyści!

Odcień jaki testuje:   Beige




The One A-Z Cream bardzo ładnie rozprowadza się na skórze. Wyrównuje koloryt i ożywia cerę oraz wygładza. Nie podkreśla porów i zmarszczek. Lekko kryje drobne niedoskonałości.

W ofercie Oriflame dostępne są w sumie 4 odcienie do wyboru. Ja wzięłam najciemniejszy - beige. Muszę przyznać, że trafiłam z kolorem na 100%.

Ogólnie, jak czytam obietnice producenta, to trudno się z nimi nie zgodzić. Krem robi wszystko to co obiecują. Co do jego składu, to  uważam że każdy ma prawo wybrać co mu pasuje i jakie składy mu odpowiadają. Uważam, że jeden kosmetyk z gorszym składem mnie nie zabije.

Od  kremu A-Z oczekiwałam, aby chronił przed UV i faktycznie to robi. Cera się od niego nie błyszczy cały dzień, ale nie jest też super matowa. Krem nie jest wyczuwalny na skórze, nosi się go bardzo komfortowo. Nie wysusza i nie podrażnia. Nie wypowiem się co do zapychania, bo nie mam z tym problemów.


Skład:
AQUA, DIMETHICONE, ISODODECANE, ETHYLHEXYL METHOXYCINNAMATE, TITANIUM DIOXIDE, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, GLYCERIN, BUTYLENE GLYCOL, CETYL PEG/PPG-10/1 DIMETHICONE, DIMETHICONE/VINYL DIMETHICONE CROSSPOLYMER, PEG-10 DIMETHICONE, SODIUM CHLORIDE, TRIMETHYLSILOXYSILICATE, POLYHYDROXYSTEARIC ACID, STEARYL DIMETHICONE, DISTEARDIMONIUM HECTORITE, PHENOXYETHANOL, SILICA, ALUMINA, IMIDAZOLIDINYL UREA, STEARIC ACID, CAPRYLYL GLYCOL, OCTADECENE, PARFUM, DISODIUM EDTA, TRIETHOXYCAPRYLYLSILANE, BIOSACCHARIDE GUM-4, BISABOLOL, BHT, +/-: CI 77891, CI 77492, CI 77491, CI 77499


7th Heaven Maseczki : Panda, CBD, Peel-off



Dziś kolejna porcja nowości maseczkowych od 7th Heaven, jakie otrzymałam do testowania. Tym razem bez zbędnych wstępów zapraszam do mini-recenzji. 


Numer 1

Panda Face Mask Coconut and Banana

Maska Tkaninowa PANDA Kokos i Banan





Opis i skład Maseczki na opakowaniu:




Maska tkaninowa Panda to kolejna z tej serii, jakie testuje. Według producenta: nawilża i wygładza skórę.  Przepis  idealny na szybki relaks w 5-10 minut. Te maski tkaninowe są świetne i naprawdę spełniają obietnice. Robię je zwykle do śniadania, bo wtedy mam trochę czasu na pielęgnację.

Podoba mi się niekłopotliwe aplikowanie i noszenie maski. Można też ją szybko zdjąć i resztki wmasować w skórę. Od razu przystąpić do wykonania makijażu. W moim przypadku jest zwykle tylko krem CC z spf 30. 

Maska 7th Heaven Panda wykonana jest solidnie, z grubej tkaniny. Dobrze dopasowuje się do twarzy, podobnie jak poprzednio przeze mnie testowana Maska Kotek. Posiada wystarczającą ilość płynu, który nie spływa ze skóry. 

Zapach Maseczki Panda jest naturalny, lekko kokosowy. Bardzo przyjemnie mi się ją testowało i byłam zadowolona z nawilżenia jakie zapewniła cerze. 


Numer 2


CBD Infused Cannabis Clay Face Mask


CBD Maseczka Glinkowa z dodatkiem konopii siewnych





Niestety napisy mi się troszkę starły z opakowania zanim zrobiłam zdjęcie. Napiszę więc odręcznie to co udało mi się odczytać.


CBD- Maseczka Glinkowa z dodatkiem Konopii siewnych.

Musiałeś już słyszeć o oleju CBD - to najgorętszy składnik na rynku kosmetycznym. Łączymy tę cenną esencję z oczyszczającą solą morską i dwoma rodzajami wodorostów, aby nadać skórze zdrowy naturalnie niesamowity wygląd.

Skład :

Aqua, Kaolin, Glycerin, Bentonite, Magnesium aluminum silicate, Glucose,  Parfum, Helianthus annuus sunflawer seed oil, Xantan gum, Citric acid, Maris sal, Sodium Ascorbyl (Vitamin C) phosphate, Cannabis sattiva (Hemp) seed oil, Witamin E, Limonene, Linalool, Sorbitol, Potasium iodide, Chondrus crispus (Carragennan) extract (...)


Glinkowe maski zawsze się u mnie sprawdzają. Lubię to wygodne rozwiązanie, kiedy nie potrzeba już nic mieszać i od razu można przystąpić do aplikacji maski na skórę. Maska ma kremową konsystencję i łatwo się nakłada za pomocą palców. Zasycha stopniowo, sugerowałabym aby lekko spryskiwać ją wodą w trakcie jak schnie. 

Maseczka ma piękny świeży zapach. Przypomina mi on jakiś świeży płyn do kąpieli, wyczuwam jakby sosnę, ale chyba to nie jest to? Być może zapach pochodzi też od zawartego w składzie ekstraktu z rozmarynu. 

Po zmyciu maseczki skóra od razu wygląda na dobrze oczyszczoną, wygładzoną i zrelaksowaną. Jednak ja potrzebuję po niej jeszcze nałożyć krem pielęgnacyjny, aby nie czuć ściągnięcia cery. Typowe działanie glinki na moją skórę. 



 Numer 3

Hydration Stardust Heavenly Aqua Marine Peel-off Coconut and Clay Mask

Nawilżająca Maska do twarzy 




Opis i skład maseczki na opakowaniu:



Maseczka dla cery normalnej, mieszanej i suchej. Rodzaj maski Peel-off stanowi dla mnie miłą odmianę. W konsystencji kremowo-żelowa. Zawiera dużo drobinek jakby brokatu, ale są to raczej małe cekiny? Absolutnie nie ostre, nie wyczuwalne, dają tylko efekt wizualny na skórze. 

Maska stopniowo zastyga na skórze, tworząc cienką powłokę. Nie ściąga cery, ładnie się dostosowuje. Po około 20 minutach łatwo ją usunąć, odrywając małymi płatami. Pewnie udałoby się to zrobić także w całości. 

Maska Aqua Marine Peel-off posiada przyjemny zapach kokosa. W działaniu przede wszystkim nawilżająca i odrobinę odświeżająca. 


Maseczki 7th Heaven nie są testowana na zwierzętach. Odpowiednie dla Vegan. Bez parabenow.

Jak wyglądają te maseczki na twarzy pokazywałam na Instagram, mój profil: retromama.blog


Koktajl z majowej pokrzywy - kuracja, detox, bomba witaminowa



Koktajl dla zdrowia i urody


Wszelkie smoothie stały się bardzo popularne. Nie jest to tylko moda, co styl życia.  Z pewnością  urządzenie typu blender znacznie ułatwia dbanie o zdrowie. Od kiedy robię sobie koktajle, to przestałam sięgać po nie zdrowe przekąski ze sklepu. Jednym z przepisów, jaki chciałam od dawna sprawdzić, był ten na koktajl z pokrzywy. Wykonanie takiego napoju, aby był on zdatny do wypicia nie było łatwe. Pokrzywa posiada specyficzny smak, więc musiałam odrobinę pokombinować, aby była smaczniejsza.


Majowa pokrzywa


Pokrzywa majowa zawsze była mi bardzo bliska. Co roku, na wiosnę piję duże ilości herbaty ziołowej z pokrzywy. Daje to mojemu ciału poczucie wzmocnienia i regeneracji po długiej i ciężkiej zimie.

Z pewnością wiele osób czuje się gorzej, gdy nie spożywa zielonych roślin. Nie łudźmy się nawet, że mrożony szpinak z marketu zdoła nadrobić te straty. Oczywiście, jeśli ktoś nie ma możliwości zbierać świeżych pokrzyw i ma tylko dostęp do żywności z marketu, to moim zdaniem i tak lepiej jest kupić te warzywa bio.


Jakie właściwości posiada młoda pokrzywa?


Najbardziej jestem przekonana do działania odtruwającego pokrzywy. Działa cudowanie na organizm, który po zimie zdołał zmagazynować jakieś paskudztwa. Skutki złego odżywiania, osłabienie przez toksyny, których nie brak w żywności przetworzonej. Taka kuracja to prawdziwa terapia odmładzająca.

Znane są też właściwości krwiotwórcze pokrzywy. W zielonych  liściach gromadzi bardzo dużo chlorofilu.  Wykazuje on powinowactwo do naszej krwi. Jesteśmy częścią natury, dlatego powinniśmy korzystać z jej dobrodziejstw. Pokrzywa polecana jest osobom cierpiącym na anemię.

Pokrzywa skutecznie uzupełnia niedobory minerałów takich jak potas, krzem, żelazo, siarka, jod, magnez; oraz witaminy A, C, B2, K1.  Kuracje z pokrzywy przynoszą pozytywne efekty przy otyłości,  problemach z wątrobą oraz przy cukrzycy. Znane są też dobre rezultaty kuracji pokrzywą w przypadku wypadania włosów.




Przepis podstawowy na smaczny koktajl z majowej pokrzywy:

(na 600 ml napoju)

  • duża garść pokrzyw (wierzchołki, boczne górne liście)
  • 1 cytryna bio 
  • 1-2 łyżki miodu 
  • woda około 1,5 szklanki lub więcej

Wersje wzbogacone:

  • pokrzywa ilość dowolna
  • jabłko i/lub banan lub inny owoc
  • cytryna/ limonka
  • 5 daktyli suszonych
  • woda 

Miksujemy parę chwil, w zależności od mocy blendera. Odstawić na co najmniej pół godziny. Jak postoi nawet 3 godziny, to dla mnie jest o wiele lepszy. Cytryna likwiduje ten przykry smak pokrzywy, a miód dodaje słodyczy.  Pewnie jak blender ma większą moc i lepiej zmiele to nawet nie czuć tych drobin ziół. Dla mnie jednak ten koktajl jest wystarczający i mam już za sobą tygodniową kurację zielem pokrzywy. 




Jestem fanką takich zdrowych napojów. Wcześniej kupowałam  smoothie z owoców w sklepie, ale nie było to tanie. A widzę, że wykonanie jest bardzo proste i zajmuje tylko parę chwil. Korzystam z tego, że mam dobry dostęp do ziół z czystego terenu. Polecam Wam własne eksperymenty z wykonaniem zdrowych koktajli. Zapewne wypróbuję też koktajl z liści mniszka. 




5 korzyści jakie może przynieść medytacja




Znowu medytacja przychodzi na myśl?


Drodzy czytelnicy, będę krążyć wokół tego tematu, bo jest mi on bliski. Medytacja wciąga mnie coraz mocniej. Z pewnością jednak nie dążę do osiągania głębszych poziomów, tak jak to robią niektórzy. W moim życiu wszystko podąża swoim torem. Raz medytuje więcej, raz mniej. Robię to też na różne sposoby, bo metod medytacji jest wiele. Co mi daje ten dziwny stan, o tym napiszę dalej.



Relaks dla ciała i ducha


Tego potrzeba nie tylko zabieganym mamom. Wszyscy wiemy, że obecnie takie czasy. Jakaś straszna pogoń za niewiadomym celem. Brak spontaniczności, wolności, aby tylko zdążyć ze wszystkim. Medytacja pozwala zatrzymać się i uspokoić rozbiegane myśli. Pewnie każdy z Was miewa kłopoty z pędzącymi myślami. Czasem przybiera to rozmiary mani prześladowczej. Bo co będzie, jak zdarzy się coś nieprzewidywanego. W medytacji uspokajamy ciało i dusze. To drugiego przede wszystkim. Spokojny duch, to szczęśliwe ciało.


Lepszy sen


Zauważyłam, że medytowanie wieczorne na macie bardzo mi służy. Na podłodze lepiej czuje rozluźnienie ciała. Po medytacji szybciej zapadam w zdrowy, relaksujący sen. Nawet gdy śpię krótko, to nie jestem tak zmęczona. A kiedy nie pomedytuje, to ciężko mi zasnąć, rano budzę się słabo wypoczęta. Może to już uzależnienie?


Kreatywność


Nie zliczę, ile pomysłów przychodzi mi do głowy po wieczornej medytacji. Od razu mogłabym siadać do pisania. Niestety najczęściej muszę położyć się spać, bo nigdy nie wiadomo jak długo przyjdzie mi pospać z rana. Jeszcze jestem na etapie, że sen jest dla mnie priorytetem. Przyjdzie taki czas, że będę mogła także pisać. A poza tym, nawet krótki stan wyciszenia w ciągu dnia pozwala mi na lepsze zebranie myśli i kreatywną pracę.


Spokój


Czasem tak ciężko go zaznać przy rozbieganym i żywiołowym dziecku. Szczególnie obecnie, w tych dziwnych czasach, kiedy matki są zdane same na siebie. Chce być spokojnym człowiekiem, dla siebie, dla bliskich. Szkoda tracić życia na ciągłe nerwy. Świata nie zmienię, ale mogę zmienić siebie poprzez medytację. Znam osobę, która odstawiła psychotropy dzięki medytacji. Czy potrzeba jeszcze jakichś powodów, by uwierzyć w siłę medytacji?



Rozwój duchowy


Nie mam najmniejszych wątpliwości, że osoba która medytuje rozwija się też duchowo. Tak jak pisałam, nie chodzi o osiąganie kolejnych poziomów, ale o uzyskanie wewnętrznej równowagi. Medytując można odkryć w sobie  zupełnie nowe talenty. Poznawać siebie lepiej, dążyć do prawdy. Poszukiwać odpowiedzi na kolejne pytania. Bo kto raz wstąpi na ścieżkę rozwoju duchowego, ten nigdy już z niej nie zawróci.



A co na temat medytacji sądzą sceptycy? 


Podobno medytacja pochodzi od sił nieczystych i może sprowadzić twoją duszę na manowce. Zawsze chce mi się z tego śmiać, ale z drugiej strony szanuje zdanie innych ludzi. Każdy ma prawo wybierać to, co dla niego odpowiednie. Jeżeli ktoś znajduje spokój tylko w modlitwie, to niech to robi. Wolność jest kluczem do odnalezienia samego siebie i do naprawy świata wokół nas. Dajmy ludziom żyć tak, jak tego chcą.




Eveline Egyptian Miracle Krem-ratunek, hit czy kit?



Krem-Ratunek to cud?


Czytałam recenzje Kremu Eveline Egyptian Miracle i myślałam,  w drogeriach zaczynają się pojawiać dobre kosmetyki. Bo jeszcze tak niedawno trudno było dostać od ręki krem z dobrym składem.

Kremy z naturalnych olejów i maseł zwykle bardzo mi pasowały. Lubię tą tłustą warstewkę, która skutecznie regeneruje i odżywia moją cerę. Takie kosmetyki sprawdzają się też w pielęgnacji ciała.

Krem-Ratunek dla skóry szczególnie przesuszonej wydawał się być cudem odnalezionym. Szybko wpadł do koszyka, kiedy cena była promocyjna.




Co obiecują na opakowaniu?


Krem-Ratunek umieszczono w plastikowy słoiczku o pojemności 40 ml. Samo opakowanie z tekturki oraz słoiczek tworzą wrażenie że produktu jest o wiele więcej. Dla mnie to takie małe oszustwo, bo kiedy sięgnęłam po krem na półce, pomyślałam że starczy mi on na dłużej. Tym bardziej, że jego zastosowań podobno ma być naprawdę dużo.


Krem ratunek łączy w sobie działanie aż 7 kosmetyków:

1. Głęboko odżywczego kremu do twarzy,

2. Wygładzającej Maseczki do twarzy,

3. Nawilżającego Kremu pod oczy,

4. Odżywczego Balsamu do ust,

5. Regenerującego Kremu do rąk,

6. Silnie naprawczej Odżywki do włosów,

7. Profesjonalnej kuracji zmniejszającej widoczność blizn i niedoskonałości.


Egyptian Miracle sprawdził się u mnie jako balsam do ust i krem do rąk. Nie było jakichś rewelacyjnych efektów. Czasem smarowałam nim stopy i kolana, ale z marnym skutkiem. Włosy nim potraktowane robiły się tłuste i ciężko było je zmyć.

Krem-Ratunek  nie wywarł na mnie dobrego wrażenia i wydawał się całkiem przeciętnym środkiem do doraźnej pielęgnacji. Ogólnie na twarzy wydawał mi się zbyt ciężki. Cera się po nim świeciła, a nie odczułam jej głębszego odżywienia.





Skład Egyptian Miracle Krem-Ratunek


Olea Europaea Fruit Oil, Cera Alba, Helianthus Annuus Seed Oil, Mel, Propolis Extract, Royal Jelly Extract, Pollen Extract.

Sami widzicie, że skład ma naprawdę obiecujący. Ja jednak po raz kolejny przekonałam się, że to co sprawdza się u większości, u mnie często jest klapą. Kosmetycznych hitów poszukuje więc na własną rękę.






Jak zacząć zdrowiej się odżywiać?



Postanowienie;


Wiele osób podejmuje się tematu zdrowego odżywiania. Z różnych powodów chcemy zdrowiej jeść. Bo czujemy się źle i chcemy poprawić nasze zdrowie. Bo chcemy poprawić figurę i lepiej poczuć się ze własnym ciele. Bo takie trendy panują w mediach i wypada się dostosować. Nie ważne,  co tobą kieruje. Ważne, to zacząć już od dzisiaj.

Nie zliczę, ile razy sama przechodziłam na zdrowsze odżywianie. Zawsze z postanowieniem, że to już na stałe. Zdecydowanie odpowiada mi taki styl życia. Dbanie o siebie, poprawa wyglądu i samopoczucia. Byle tylko wytrwać dłużej. Na krótką metę to nie daje efektów i szybko wracam do starych nawyków.


Kiedy tracisz motywacje


Właściwie to całe życie mam takie okresy, że raz jem zdrowo, pilnuję się, aby po pewnym czasie wrócić do złych nawyków. Świadczy to zapewne o mojej słabej woli. A może czasem zbyt wiele problemów nie pozwala skupić się tylko na sobie. A życie mam jedno i nie chce go zmarnować przez złe wybory.

Po dłuższej analizie wyodrębniłam kilka punktów, które zawsze ułatwiały mi zdrowsze odżywianie. Widzę, że sama muszę do nich wracać, aby pozbywać się złych nawyków w odżywianiu.


Zakupy tylko z listą


Niby oczywiste, ale ile razy tej listy zapomniałam zrobić, albo zabrać ze sobą. Kończyło się na nieprzemyślanych zakupach i tym, że nie miałam co jeść przez kolejne dni. Jednak kiedy nie miałam do jedzenia nic zdrowego, to wchodziło śmieciowe jedzenie i byle co dostępne pod ręką.

Najlepiej takich rzeczy nigdy w domu nie mieć. Nie każdy może sobie pozwolić na samotne mieszkanie. Trudno jest wymagać, aby inni odżywiali się zdrowo, skoro nie mają na to ochoty. Dlatego pilnuje swojej listy zakupów na bieżąco.  Notuje na kartce wszystko co tylko mi się kończy.


A może własny ogród?



Wiele ludzi myśli, że mieszkańcy wsi to odżywiają się zdrowiej. I tak i nie.  Bo wieś, to niby jest dostęp do wszystkiego co świeże. Jednak najlepsze rozwiązanie to własny ogród warzywny i sad owocowy. Oczywiście, że nie każdy może sobie na to pozwolić, a druga sprawa to kosztuje to sporo pracy. Polecam Wam  wpis pt. Czy warto uprawiać Ogród. Tam podzieliłam się moimi wrażeniami odnośnie uprawy roślin.

Wiadomo, że człowiek nie da rady wszystkiego hodować sam i czasami potrzeba dojeżdżać dalej po zakupy.  Trzeba też zamawiać przez internet, co bywa niestety i droższe. Czy jednak, aby żyć zdrowo to wszystko musi być bio i eko? Uważam, że nie warto wydawać zbyt wielu pieniędzy na żywność typu superfoods, bo to też jest chwyt reklamowy. A mało wspomina się o tym, że np. kapusta to jest też super-żywność. Sięgajmy po nasze krajowe superfoods, naprawdę jest ich sporo i wcale nie są tak drogie. Zwłaszcza jeśli kupić lokalnie, od rolnika.  Lepiej jest też postawić na proste posiłki, aby już od początku się nie zniechęcać.


Nie wybieraj się głodna na zakupy



Zawsze staram się coś zjeść w domu,  zanim pojadę na zakupy. Zabieram ze sobą butelkę z wodą, aby nie kupować sklepowych napojów. Jeśli jednak już jestem głodna, a nie zabrałam czegoś z domu, to kupuje batony "Dobra kaloria" lub inne batony z ziaren, orzechów itp.

Z czasem, kiedy przestaje się już sięgać po te kupne słodycze, to człowiek traci nimi zainteresowanie. I to wybitnie dowodzi tego, jak cukier potrafi uzależniać.


Nie kupuj podczas stresu



Nie zliczę sama tego, ile razy poszłam do sklepu tylko dlatego, że humor nie dopisywał. Niby nic nie było mi potrzebne, więc żadnej listy nie miałam. Tak oto dorobiłam się nie tylko opony w pasie, ale próchnicy, złej flory w jelitach i bóg wie czego jeszcze. A wyjść z tego nałogu wcale nie jest łatwo. Jesteśmy niewolnikami swoich nawyków. A sięganie po niezdrowe przekąski to nawyk bardzo szkodliwy. Podobnie jak inne nałogi, może niszczyć nasze zdrowie.

Ciężko jest zmienić zły tok myślenia, że to tylko malutki batonik. Ile tych nie zdrowych przekąsek wchodzi w ciągu całego miesiąca, roku? To się kumuluje i obciąża organizm. Recepta jest tylko jedna, odnaleźć inne środki na zrelaksowanie się. I nie, wcale nie namawiam do brania czegoś nielegalnie. Na mnie wspaniale działa medytacja, kontemplacja i obserwowanie przyrody. Czasem, jak każdej matce brakuje mi tych chwil tylko dla siebie. Wierzę jednak, że uda mi się pokonać moje słabości.



Więcej warzy i owoców



Jesteśmy tylko ludźmi i każdy ma swoje upodobania smakowe. Trudniej jest osobie, która lubi np. mięso, aby jadła tylko warzywa. Dlatego dietę trzeba dostosować i zmodyfikować pod swoje upodobania kulinarne. Pewne potrawy jednak warto wykluczać, jeśli ewidentnie nam one szkodzą.

Co na pewno warto wprowadzić, to większa ilość warzy i owoców w diecie. Dla mnie skarbnicą zdrowych przepisów okazały się blogi wegetariańskie. Dzięki nim nauczyłam się, jak zrobić spaghetti z soczewicy. Kotlety z kaszy, ryżu , smalec z fasoli, te potrawy mogą posmakować nawet mięsożercy. Grunt to dobra obróbka, przyprawy i pasja włożona w przygotowanie posiłków.



Mam nadzieję, że moje przemyślenia odnośnie zdrowego odżywiania kogoś zainspirują do zmiany nawyków. A może czytają mojego bloga osoby, które wcale nie przejmują się dietą? Chętnie poczytam Wasze komentarze.



Majowe nowości: Avon Nutraeffects



Maj przyniósł mi kolejne ciekawe kosmetyki do testowania. Chociaż nie lubię tego słowa, bo ja kosmetyki naprawdę to stosuje, a nie testuje. Czasami zgłaszam się na @wizaz w KWC, kiedy są ciekawe zestawy kosmetyków. Tym sposobem dostałam te kosmetyki i dziś opiszę Wam moje pierwsze wrażenia na ich temat: Avon Nutraeffects, seria dla cery wrażliwej, o działaniu łagodzącym i ochronnym. 


Co zasługuje na podkreślenie, to że kosmetyki Avon Nutraeffects nie były testowane na zwierzętach. Świadczy o tym obecność znaczka na opakowaniu "Frame : Supporting Alternatives to Animal testing".

Poniżej opiszę wrażenia na temat każdego produktu.


Avon Nutraeffects Hydrating Day Cream Spf 20 Sensitive Skin
Krem nawilżający na dzień 



Krem umieszczono w szklanym słoiczku o pojemności 50 ml. Zakrętka wykonana jest z plastiku. Dodatkowo krem był zapakowany w kartonowe pudełko. W środku była też ulotka z informacjami w kilku językach.

Tak naprawdę ta seria jest nowością więc ciężko znaleźć na ich temat coś więcej. Nie wiem jaka jest cena, a kupić zapewne będzie można u konsultantek i on-line.

Bez zawartości alkoholu w składzie.


Skład Kremu nawilżającego Avon Nutraeffects:



Krem na dzień jest podstawowym kosmetykiem stosownym przeze mnie codzienne rano. Na co dzień zwykle się nie maluje, bo w moich pracach ogrodowych byłoby to bez celu. Zwracam jednak uwagę na obecność filtra ochronnego i to SPF 20 jest dla mnie ciut za mało. Stosowałam jednak krem parę dni i nie zauważyłam, aby cera była podrażniona od słońca. Z drugiej strony moja karnacja jest śniada, więc rzadko ulega poparzeniom. Myślę, że taka ochrona będzie ok dla osoby, która  przebywa na słońcu  niezbyt długi czas lub tak jak ja ma cerę odporniejszą na słońce.

Czy krem nadaje się pod makijaż? To też sprawdziłam, bo moja ciekawość mnie to tego zmusiła. Według mnie krem nie nadaje się pod makijaż. A dlaczego: po pierwsze pozostaje warstwa na skórze, przez co cera bardziej się błyszczy, a po drugie, krem wpływa na zmniejszenie trwałości makijażu. Jest jednak opcja, że krem będzie nadawał się pod minerały i pudry sypkie.

Czy jest to krem na co dzień dla cery wrażliwej, potrzebującej ochrony? Jak najbardziej, ponieważ pozostawia delikatną, kojącą warstwę. Działanie kremu utrzymuje się przez cały dzień. Odczuwam komfort na skórze, żadnych podrażnień. Ten krem będzie dobry, jeśli macie cerę wymagającą ochrony i nawilżenia.


Avon Nutraeffects Płyn Micelarny




Płyn w dużej pojemności 400 ml, dobry zapas dla tych co zużywają większe ilości. Butelka jest z plastiku nr 2.

Płyn nie zawiera: substancji zapachowych, alkoholu, siarczanów.


Skład Płynu micelarnego Avon Nutraeffects:



Skład tego płynu jest dla mojej skóry delikatny i jak najbardziej mi odpowiada. Na pochwałę zasługuje obecność ekstraktów roślinnych (jest ich całkiem sporo).

Producent deklaruje, że płyn nie wymaga spłukiwania. Osobiście jednak zawsze przemywam twarz po stosowaniu płynów micelarnych. Zalecany do zmywania makijażu z twarzy, oczu i ust.

Płyn micelarny, kiedy jest pozostawiony na twarzy, to nie daje na skórze klejącej warstwy i ogólnie można by było po nim robić dalszą pielęgnację.

Lubię go stosować do porannego oczyszczania twarzy, gdyż jest bardzo delikatny dla skóry. Później jeszcze przemywam twarz chłodną wodą i nakładam krem z tej samej serii.

Czy sprawdzi się do demakijażu? Jak najbardziej wykonał swoje zadanie. Przetestowałam go na podkładzie z silikonami, tuszu i pomadce. Nad zmyciem okolic oczu trzeba było popracować dłużej, ale płyn wcale nie podrażnia.


Avon Nutraeffects Żel Micelarny do oczyszczania twarzy
Avon Nutraefects Peeling Micelarny do twarzy




Żel micelarny do oczyszczania twarzy Avon Nutraeffects dozuje się  za pomocą pompki.
Pojemności wynosi 180 ml. Opakowanie PET.

Żel nie zawiera: perfum, alkoholu, siarczanów.

Nie jest to typowy żel do mycia twarzy, ponieważ prawie zupełnie się nie pieni. Posiada gęstą, żelową konsystencję. Świetny do zmywania twarzy za pomocą gąbki konjac. Według mnie dla cery wrażliwej jest jak najbardziej ok. Pozostawia cerę czystą, świeżą i chroni od przesuszenia.


Peeling micelarny do twarzy Avon Nutraeffects otrzymujemy w tubce 150 ml.

Nie zawiera alkoholu.

Produkty takie zwykle stosuje raz na tydzień, dlatego nie przeszkadza mi obecność SLS w składzie. Jednak kiedy producent  tworzy kosmetyki dla cery wrażliwej i w innych z tej samej serii deklaruje brak siarczanów, to jest to dla mnie trochę nie w porządku. Peeling zawiera również syntetyczne substancje zapachowe. Jego zapach nie jest zbyt wyrazisty i przyjemny dla nosa.

Peeling ma gęstą, żelową konsystencję. Funkcję peelingującą pełni zawarta w nim krzemionka. Drobin ściernych jest mnóstwo, są one drobniutkie i skuteczne. Produkt jest bardzo wydajny, stosowany tylko do samej twarzy starczy na bardzo długi czas.

Ogólnie z całej serii to ten Peeling wg mnie wypadł najgorzej składem. Jednak nie podrażnił mojej cery. Zastosowany wieczorem, jako etap pielęgnacji zdaje egzamin.



Składy z opakowań:
1. Żel Micelarny
2. Peeling Micelarny



Cała seria zrobiła na mnie dobre wrażenie. Pomimo tego, że z pielęgnacją Avon chyba nigdy nie miałam do czynienia. Nie mniej zabrałam się z chęcią za ich stosowanie i działanie miło mnie zaskoczyło. Moją opinię umieszczę również w #KlubRecenzentki i #MojeKWC .



Wyzwania majowe

kwiaty majowe


Maj nie jest dla mnie dobrym miesiącem w kwestii pisania. Pochłania mnie mnóstwo czynności, które nie sprzyjają chwili przed komputerem. Chciałam też zrobić sobie mały detoks blogowy, więc wpisów ostatnio mniej.

Jednak wracam z nowymi pomysłami i takim na pewno jest: 5 wyzwań na maj, które stworzyłam dla siebie. Zachęcam też Was do udziału i tworzenia własnych założeń,  których chcielibyście się podjąć.

Dobrze jest sobie wytyczać realne cele i robić to na bieżąco, dzięki temu łatwiej jest zadbać o swój rozwój.


Moje 5 wyzwań na maj


Wyzwanie rowerowe


"Zostańwdomu" zdecydowanie nie działa pozytywnie na mój nastrój. Ruch zawsze był i będzie priorytetowy w kwestii dbania o zdrowie. Chociaż na co dzień nie brakuje mi zajęć, to bardzo odczuwam potrzebę ruchu rekreacyjnego. Czyli takiego, który naprawdę daje mi korzyść dla zdrowia. 

Jazda na rowerze zdecydowanie do takich należy. Mieszkam w okolicy, gdzie wkoło pola i pusta przestrzeń, nie muszę więc nawet maski zakładać. A swoją drogą nie zrozumiem nigdy, jak można uprawiać sport w maseczce ochronnej. Lepiej jest wybierać odludne okolice do zajęć ruchowych, aby dobrze się dotlenić.

Mam nadzieję, że w maju uda mi się w końcu zaliczyć solidną dawkę ruchu na rowerze. 



Wyzwanie zdrowe odżywianie


Walka z nałogiem jakim jest uzależnienie od cukru białego bywa niezwykle mozolna, trwa czasem całe życie. Zewsząd kuszą nas gotowe produkty, wystarczy tylko sięgnąć na półkę sklepową i po raz kolejny ulegać złej rozkoszy. Powodów może być wiele: gorszy dzień, bo wszyscy wokoło ulegają więc czemu ja nie mogę? I tak można tkwić w tym bardzo długo, niszcząc sobie własne zdrowie.

W maju więc ze zdwojoną siłą opieram się wszelkim niezdrowym pokusom. Motywacją dla mnie jest zakup nowego blendera do przygotowywania zdrowych koktajli owocowych. Własny ogród owocowo-warzywny to również niezła motywacja. O wiele prościej jest sięgnąć po to, co się ma blisko. Muszę też unikać sklepów, gdzie towar jest marnej jakości. W końcu: to okazja czyni złodzieja.  Ach, nie będą już te swojskie truskawki...





Wyzwanie... do lasu, do lasu


Najpierw do lasu nie wolno było chodzić, a jak już można to byłam tylko raz. Częściej korzystam z wizyt w parku. Co prawda jest to park na pół dziki, gdzie ludzi nie uświadczy. Mimo wszystko las ma w sobie jakąś magię.

Każde drzewo może zachwycać i emanować dobrą energią. Lubimy z synem przytulać się do drzew. Wdychać powietrze leśne, które działa jak lekarstwo. Dziecko po powrocie z parku, czy z lasu zawsze jest spokojniejsze. Myślę więc, że zanim maj dobiegnie końca odbędę parę wypraw do lasu i skorzystam z dobrodziejstw natury.




Wyzwanie medytacyjne


W kwietniu zdecydowanie zabrakło mi tych chwil tylko dla siebie. Myślę, że jednak każdy kto doświadczył dobroci płynącej z medytacji chociaż raz, będzie do tego wracać. To jest jak narkotyk w pozytywnym znaczeniu, który wciąga coraz bardziej.

Niestety coś niepokojącego u siebie zauważam, zbyt duża ilość bezmyślnego szperania po internecie. To prawda, że w ten sposób załatwiam mnóstwo sprawunków. A drugiej strony jest też tak, że po prostu  gapie się na Instagram i przeglądam profile, które nie wiele wnoszą do mojego życia. Mówię więc: Stop, odrywam się i poświęcam czas temu co dla mnie ważne.

Naprawdę medytować można na wiele sposobów, np.  podczas spaceru, kiedy  podziwiamy naturę. Albo nawet słuchając muzyki, tańcząc, ćwicząc. Wszystko, co pozwala się nam zrelaksować,przynosi korzyści i jest dla nas dobre.

Jednak medytacja w ciszy, z oderwaniem się od rzeczywistości jest najbardziej korzystna. Mam więc nadzieję, skoro już o tym napisałam, to zmotywuje się do poświęcenia paru wieczorów na bycie poza problemami. Bycie tylko sama ze sobą, bo tego potrzeba każdej zabieganej osobie.



Wyzwanie książkowe


Kolejne wyzwanie, które czeka na realizację od dawna. To prawda, że rozpoczynam stale coś nowego, lecz jakoś skończyć nie mogę. Także jestem w trakcie czytania w sumie trzech tytułów.  I jeszcze dwie książki, bardzo ciekawe czekają dopiero na otwarcie. Myślę, że jednak ostatnio za dużo wzięłam na siebie. A ciągłe powtarzanie: nie mam czasu, nic tak naprawdę nie daje. Lepiej jest wyrażać się pozytywnie i stawiać sobie realny cel do wykonania.

Nie ukrywam, że pociągają mnie trochę innego typu książki. I chociaż informacje o otwarciu biblioteki przyjęłam z dużą radością, to niestety większość tego co mnie interesuje nie znajdę w tym miejscu. Chyba mi szkoda czasu na powieści, które nic nie wnoszą pożytecznego do życia. 

Poniżej moje książki na maj, a może i na czerwiec? Kto wie jak to wyjdzie?
"Pokochaj swoje życie" Luise L. Hay
"Buddyjska sztuka znikania" Ajahn Brahm
"Nieśmiertelność duszy Podróż między wcieleniami" Lisa Williams
"Odcinanie więzów energetycznych" Denise Linn




Zachęcam i Was, może przyjmiecie chociaż jedno wyzwanie na maj.



7th Heaven Maseczki do twarzy: Kotek, Głębokie oczyszczanie, Bąbelkowa


Nie tylko okres kwarantanny sprzyja noszeniu maseczek. Dla mnie maseczki mają być przede wszystkim przyjemnością i relaksem. 

Bardzo mnie ucieszyła możliwość testowania fantastycznych Masek pielęgnacyjnych 7th Heaven.
Widywałam je już wcześniej w drogeriach i wiem, że cieszą się dużą popularnością pośród Instagramerek. 

Przyszła i moja kolej na dodanie swoim doświadczeń. Dzisiaj przedstawię trzy pierwsze, które wypróbowałam: Maskę "Kotek", Głębokie oczyszczanie porów i Bąbelkową
Na samym końcu wpisu zdjęcia jak maski wyglądają na twarzy.


Numer 1.

7th Heaven Kitten Face Mask Cucumber&Aloe
Maska tkaninowa "Kotek" Ogórek Aloes




Moja maseczka "śniadaniowa", którą sobie zafundowałam pewnego dnia o poranku. Wystarczy rozłożyć maskę i położyć na świeżo umytą i osuszoną skórę. W tym czasie można zrobić sobie coś do jedzenia, albo wypić kawę.

Tkanina jest gruba i dobrze nasączona żelową substancją. Jednak nic nie spływa, zarówno przy aplikacji, jak  i w trakcie noszenia. Spokojne można połączyć zabieg pielęgnacyjny z inną czynnością.

Zapach maseczki jest naturalny, lekko ogórkowy. Mogę stwierdzić, że podziałał na mnie relaksująco.

Czas trzymania maseczki 5-10 minut. Nie wiem, czy dobrze zrozumiałam, ale maseczki nie potrzeba zmywać, wystarczy po zdjęciu wmasować pozostałości. Można przystąpić do dalszych etapów pielęgnacji.

Maseczka daje efekt jędrnej, odświeżonej i nawilżonej cery. Koloryt wizualnie jakby jaśniejszy. Chociaż wiadomo, że jeden zabieg cery nie rozjaśnia. Myślę, że warto jest ją wykonywać systematycznie.




Skład Maski tkaninowej "Kotek" pozytywnie mnie zaskoczył. Wiele naturalnych substancji aktywnych jest gwarancją sukcesu.

Maska tkaninowa z ogórkiem i aloesem nie podrażniła mnie pomimo tego, że przez wiele lat uważałam, że ogórek w kosmetykach mi szkodzi. Będę do tej Maseczki na pewno wracać.



Numer 2.

7th Heaven Renew You Deep Pore Cleanse
Głębokie oczyszczanie porów 




Maska Głębokie oczyszczanie porów to maska z kategorii "glinkowych". Saszetka wydawała mi się spora,  zawiera ilość 12 gram produktu. Po rozprowadzeniu na skórze widzę, że wystarcza na dokładne pokrycie całej twarzy oraz poniżej linii żuchwy.

Maska wygodnie się otwiera, wystarczy odciąć górą część saszetki. Podczas wyciskania z saszetki wydobywa się gęsty krem o gładkiej konsystencji i białym kolorze.

Zapach Maseczki Deep Pore Cleanse jest bardzo przyjemny. Od razu skojarzył mi się z aromatem kwiatów z ogrodu. Faktycznie w składzie widoczne są ekstrakty z lotosu i hibiskusa.

Czas trzymania maseczki to 15-20 minut. Produkt na skórze stopniowo zasycha, ale nie ściąga skóry, tak więc nie ma potrzeby zwilżania skóry wodą.




Maskę Deep Pore Cleanse zmywam jak każdą maskę glinkową, za pomocą gąbeczki. Zmywa się bez problemu. Nie daje się uniknąć przy tym pobrudzenia umywalki, ale to normalne przy takich zabiegach.

Momentalnie po zmyciu maseczki ukazuje mi się doskonale oczyszczona skóra. Pory wydają się bardziej jasne i zdecydowanie zwężone. Skóra nie jest nadmiernie ściągnięta.  Buzia wygląda jak po dobrym zabiegu pielęgnacyjnym. Myślę, że gdyby  maskę robić często, to można pozbyć się niedoskonałości.



Numer 3.

7th Heaven Pink Oxygen Bubble MaskRóżowa Detoksykująca Tkaninowa Maseczka Bąbelkowa




7th Heaven Bubble Mask z kategorii "pokazowych", czyli jak zrobić wrażenie na synu, mężu lub innej bliskiej osobie. Maseczkę zrobiłam sobie pewnego popołudnia, kiedy nuda dawała trochę o sobie znać.

Po wyjęciu z opakowania wygląda jak zwykła maską tkaninowa. Materiał z jakiego jest wykonana jest dość miękki i plastyczny. Łatwo dopasować ją do kształtu twarzy. Nasączona jest dużą ilością płynu. Według mnie nawet zbyt dużą.

Dopiero w trakcie aplikacji na skórę ukazuję się efekt tworzenia piany. Wygląda to nawet imponująco. Piana nie jest różowa, ale biała.  Jasno różowa jest tkanina maski.

Zapach Maski Pink Oxygen jest mocny, dość sztuczny, nie drażniący.




Maska Pink Oxygen jest szybka w wykonaniu i daje poczucie relaksu. Nie wiem jednak czy będę ją robić ponownie?
Po zmyciu Maski oczywiście jest uczucie świeżej cery, ale takie samo można osiągnąć myjąc twarz żelem.



Jak Maski 7th Heaven wyglądają na twarzy?


1. Kitten Face Mask
2. Deep Pore Cleanse
3. Pink Oxygen Bubble Mask





Jak wspierać czytelnictwo u dzieci?



Czytanie jest dla każdego?


Jestem osobą, która wychowała się na książkach. Od dziecka uwielbiałam dużo czytać. Książki były przepustką do świata fantazji. Bo nic tak nie pobudza wyobraźni jak wspaniała książka. Miłość do książek przelałam na syna i od czasów niemowlęcia codziennie czytamy mu przed snem. To nasze wieczorne rytuały, które pozwalają się wyciszyć i dobrze zakończyć dzień.

Uważam, że nawyk czytania są w stanie najlepiej przekazać rodzice. Bo kiedy rodzic nie czyta sam, nie proponuje dziecku książki, to niestety może ono nigdy nie nabrać chęci na samodzielne czytanie.



Książki  dla małych i dużych


Niektórzy czytają tylko romanse, inni wielbią się w kryminałach. Mnie porywają książki o rozwoju osobistym. Czytanie daje możliwość nieustannego doskonalenia się. Nawet powieści dla kobiet często niosą ze sobą przesłanie, które pomaga spojrzeć inaczej na świat. Tak samo jest i z książkami dla dzieci. Każda może wnieść do świata dziecka wiele dobrego.


Jaka książka dobra dla dziecka


Staram się, aby syn miał dostęp do różnego rodzaju książek. Czasem, kiedy czytam mu książkę, a on jest już na tym etapie zadawania pytań, więc różnie to wychodzi. A czasem syn lubi sam przeglądać książeczki, zwłaszcza takie gdzie jest dużo obrazków.

Myślę, że rodzic jest w stanie najlepiej dobrać książki dla swojego dziecka. Każde dziecko ma swoje ulubione pozycje do czytania.  Bliskich sercu bohaterów, którzy zabierają go w magiczne podróże.



"Kraina bez książek" Martyna Kwiatkowska

Ostatnio otrzymaliśmy książkę od pojedztam.pl/sklep.  Kiedy zobaczyłam ten sklep,  to pomyślałam to może być coś innego i nie myliłam się. Książka, którą otrzymałam ma 16 stron, więc jest idealna na dłuższe czytanie. Nie ma też wielu obrazków, więc będą ją lubiły także starsze dzieci, które już umieją czytać samodzielnie.

Okładka książki jest twarda, a strony w środku z dobrej jakości grubego i błyszczącego papieru. O czym jest ta książka, zasugeruje Wam już jej tytuł. Moje zdanie na temat treści jest takie, że książka idealna na czytanie przed snem.




Każdy może być pisarzem?


Co mnie zaskoczyło, to że autorka książki jest młodą osobą i prawdziwą kobietą sukcesu. Nie tylko pisze książki, ale i prowadzi własną firmę, stronę internetową, oraz dużo podróżuje. Widać, że jej pasja pochodzi z miłości do książek.

Tak mi się nasuwa przy okazji, że książki tak naprawdę może pisać wiele z nas. Ja swoją pasję wyrażam w pisaniu bloga. Od jakiegoś czasu chodzi za mną napisanie własnej książki, być może spełnię to marzenie.


Copyright © Retromama.blog