Orly dare to bare z wiosennej kolekcji Blush

 Dziś pokaże Wam jeden z moich ostatnio ulubionych kolorków na paznokciach, Orly dare to bare z wiosennej kolekcji Blush. Zakupiłam mini kit z 4 sztukami: Naked Canvas, Dare to Bare, Cheeky oraz First Blush. I chyba ten kawowo-beżowy dare to bare najbardziej przypadł mi do gustu, to jest taki kolor, który pasuje do wszystkiego i na każdą okazję, tak samo zresztą jak czerwień.

Skarb Matki Żel do mycia rąk

O tym, że higiena jest ważna uczą już od małego. Jednak za czasów mojego dzieciństwa nie było tak szerokiego pojęcia o higienie jak obecnie. Teraz   półki sklepowe uginają się od towaru i czasem ciężko jest wybrać właściwy produkt. Jeśli chcemy czuć się komfortowo np. w podróży wakacyjnej, czy nawet podczas wypadu na zakupy, dobrze jest mieć pod ręką coś co pozwoli odświeżyć dłonie. Ja nawet wolę sobie nie przypominać ile razy podczas wizyty w toalecie galerii handlowej napotkałam na brak mydła do higieny rąk , brrr.

Zazwyczaj w mojej torebce zawsze były jakieś chusteczki antybakteryjne czy odświeżające, ale ostatnio przekonałam się do Żelu do mycia rak bez wody Skarb Matki. Produkt ten otrzymałam wraz z Kremem nawilżającym  dzięki uprzejmości Pani Magdaleny. Myślę, że po miesiącu stosowania mogę Wam nieco więcej napisać właśnie o tym Żelu, Krem jak na razie dopiero co napoczęłam, więc ta druga recenzja będzie za jakiś czas .

Moja letnia pielęgnacja twarzy

Dziś przybywam z postem o mojej letniej pielęgnacji twarzy. Tego typu wpis powinien pojawić się już dawno, gdyż lato zmierza ku schyłkowi, nie łudźmy się, dni coraz chłodniejsze. Z jednej strony trochę szkoda, a z drugiej, jak przypomnę sobie te tropikalne upały to ciarki mam na plecach. 
Ta upalna pogoda niestety przyczyniła się do porażki z moją pielęgnacją, ponieważ wiele kosmetyków nie zdało egzaminu,  a najlepszym zabiegiem pielęgnacyjnym okazało się mycie twarzy  samą wodą. 
Ale pokrótce przedstawię Wam co najczęściej stosowałam podczas tych wakacji.
Na  jesień  będzie trochę zmian, o czym na pewno napiszę :

Kremy : 



Czy jesteś uzależniona od kosmetyków ?


Wczoraj zaczęłam się przekopywać przez moje zapasy kosmetyczne, w poszukiwaniu denek oraz  co  jeszcze mam prawie  na wykończeniu:  butelki, słoiczki , tubki zebrałam na jedną kupkę .  Wrzuciłam fotkę na Instagram a tam komentarz : sporo tego, a no sporo,  nie zaprzeczam. Ale dlaczego, gdy jestem w drogerii to ciągle szukam nowych  produktów ?

Analizuje stan mojej cery, włosów itd.  i widzę, że tego nie mam , tamtego,
 przydało by się zadbać w końcu o należyty makijaż,
 a i nadchodzi nowy sezon, nowe kolory,  przecież nie będę chodzić w pastelach jesienią,
tamta szminka mi nie służy, muszę kupić nową ,  ach nie lubię, gdy mi  coś wysusza usta,
włosy się przyzwyczaiły do szamponu, po odżywce nie widzę efektów, włosy mam dziś jak pióra,
paznokcie się rozdwajają, przydała by się odżywka,
mam rozstępy, co z tym zrobić ? może jaki balsam? bo z czekolady nie zrezygnuje,
skóra pięt jest twarda, potrzebny nowy  krem , i to zaraz, bo stary już nie działa,
jaki śliczny bronzer ma ta dziewczyna, muszę go mieć ...
 Powody do zakupów mnożą się jak grzyby po deszczu.  Lista się wydłuża, gdy wchodzą nowości, których pragnę ponad wszystko, dlatego m.in. rzadko kupuje drugi raz ten sam krem (ale nie ma reguły, czasem coś wyjątkowo mi pasuje) bo uwielbiam nowe rzeczy.

Czy kupując kolejny kosmetyk myślę o tym, że na świecie ludzie nie mają co jeść i gdzie mieszkać, psy w schroniskach zaniedbane, na świecie wojny zbierają swoje żniwa?  No dobra, żyje tu i teraz , korzystam z życia. Ale czy  przez moje codzienne wybory nie  jestem egoistą.  Ktoś może powiedzieć, po co szukać sobie problemu, trzeba się cieszyć życiem, bo trwa krótko. Jeśli zrezygnuje z tej szminki, to przecież nie zatrzyma to wojen na świecie.  A jak  kupie, przynajmniej humor będę miała dobry, a gdy szminka okaże się strzałem w dziesiątkę, będzie o jedną szczęśliwą osobę na świecie więcej.
Jednak, nie  raz w chwili refleksji, dochodziłam do wniosku, ile par butów, porządnych, skórzanych bym miała za te rzeczy, błahostki kosmetyczne zakupione w chwili słabości, złego humoru, chęci odreagowania stresu, czy po prostu z nudów. Takie zakupy są najgorsze. Bo zazwyczaj dana rzecz cieszy tylko krótką chwilę a później zalega na półce przekładana z kąta w kąt.
Staram się z tym walczyć, pewnym  rozwiązaniem jest tworzenie listy zakupów, dłuższe zastanawianie się nad tym, czy naprawdę tego mi potrzeba, czy skład jest dla mnie odpowiedni i czy chce przepłacać np. kupując znaną markę?

W chwili złego humoru  może po prostu lepiej nie wchodzić do drogerii, tylko pójść np. do parku lub na basen .

 Czy my blogerki kosmetyczne  jesteśmy uzależnione od kosmetyków ?   Myślę, że jesteśmy niejako narażone na  swoistą chorobę zawodową,  wystawiane na ciągłe  pokusy, bo siedzimy w tym po uszy, czyż nie?
Być może oceniam sprawę pochopnie, tylko  na własnym  przykładzie ale i  nie  mogę  oprzeć  się  temu wrażeniu, kiedy wchodzę na blogi innych dziewczyn, być może nie mam racji?  Każdy robi co chce, kupuje na ile go stać.  Nie chciałabym absolutnie nikogo urazić ani wywoływać nie potrzebnym wyrzutów sumienia.


Napiszcie co o tym myślicie, czy czujecie się uzależnione ?
A już jutro zapraszam na  moje nowe denko.


Luvos Maseczka łagodnie peelingująca z olejkiem z pestek brzoskwini

Chyba powinnam się usprawiedliwić za przestój na blogu, ale w sumie to  każdy ma prawo do chwili wytchnienia, czyż nie? w końcu pisanie powinno mi sprawiać przyjemność . Jednak dziś już bardzo mi się nudziło za blogiem i wrzucam zaległą recenzję.
Uwielbiam wszelkie maseczki oczyszczające, glinki, skuteczne ale łagodne dla skóry peelingi. Idealnym kosmetykiem  wydawała   mi się: Luvos Maseczka łagodnie peelingująca z olejkiem z pestek brzoskwini. 
Kupując maseczkę spodziewałam się delikatnego peelingu, jednak maseczka nie jest peelingiem, jest to produkt odżywczo-nawilżający.  Mogę nawet pokusić się o stwierdzenie, że jest przeznaczona do cery suchej.

Olej z ostropestu Laboratorium biooil

Hej dziś mam dla Was ciekawą propozycję, opiszę moje wrażenia odnośnie  stosowaniu Oleju z ostropestu Laboratorium Biooil.  Produkt ten otrzymałam do testów ponad miesiąc temu, dziś już butelka stoi opróżniona.  Jak się okazało olej ten sprawdza się zarówno w kuchni , jak i  w kosmetyce. Doceniłam jego pro zdrowotne właściwości, świetnie ułatwia trawienie i wspomaga pracę wątroby.

Absolute Organic, Organiczny nawilżający krem na dzień

  Absolute Organic Nawilżający Krem na dzień to nie wątpliwe zaskoczenie ostatnich miesięcy. Przyznam, że nigdy bym nie zwróciła na niego uwagi, gdyby nie próbka jaką dostałam od dystrybutora kosmetyków ekologicznych.
Krem okazał  się  idealny na dzień, pod makijaż. Pomimo przeciwzmarszczkowej formuły jest nad zwyczaj lekki i nie tworzy tłustej powierzchni na skórze.  Wspaniale odżywia i głęboko nawilża cerę. Ja mam cerę tłustą, ale i  wrażliwą, łatwo ulegającą  podrażnieniom i ten krem uratował mnie nie raz. Jeśli szukamy czegoś z dobrym składem warto mu się przyjrzeć bliżej.

Green Pharmacy Żel do higieny intymnej


Miesiąc temu w ramach udziału w klubie Elfa Pharm otrzymałam drogą pocztową bardzo ciekawy produkt:
Green Pharmacy, Normalizujący Żel do higieny intymnej,  Kora dębu i Drzewo herbaciane.
Żel stanowi dla mnie wielkie zaskoczenie, gdyż dotychczas unikałam tego typu produktów, które zazwyczaj nie spełniały swego zadania a czasem nawet siały spustoszenie.  

Kosmetyki za 5 zł: Krem Babydream Extra Sensitive


2 posty wcześniej pisałam Wam o jednym z ciekawych kosmetyków jakie odkryłam niedawno w Rossmann , dziś o następnym, tym razem z popularnej serii dzieciaczkowej, Babydream, Krem przeciw odparzeniom Extra Sensitive. Produkt z kategorii cenowej 5 zł , jak się okazuje tanie wcale nie oznacza złe . Krem znalazł u mnie szerokie zastosowanie, nie raz uratował moją skórę od podrażnień.

Alterra Szampon i żel pod prysznic Sensitive, bezzapachowy

szampon


Nie dawno trafiłam w Rossmann na ciekawy produkt w nowej szacie graficznej:

Alterra, Szampon i żel pod prysznic 2w1 Sensitive , bezzapachowy.

Jak się okazało zmienione zostało nie tylko opakowanie ale i skład . Formuła starych żeli pod prysznic była glutkowata i wg mnie bardzo nie wydajna. Żele chyba przeszły niezła metamorfozę, o tym w dalszej części...



Producent deklaruje na opakowaniu :

opis i skład

Skład obecnie wygląda tak :



Stara wersja składu w kwc

Skład zmienił się na plus, został wzbogacony o dodatkowe substancje nawilżające i kojące a przy tym właściwości myjące żelu wzrosły .

Moim zdaniem żel stanowi fajną i nie drogą alternatywę mocniejszych środków z Sls, które czasem mogą wysuszać.

Pomimo swej łagodności wykazuje nadzwyczaj dobre właściwości myjące. Sprawdził się u mnie jako żel pod prysznic, do mycia twarzy oraz do higieny intymnej.

Niestety nie polubiła się z  nim moja skóra głowy i włosy, a szkoda bo zapowiadał się naprawdę rewelacyjnie.

Żel świetnie sprawdza się do oczyszczania i demakijażu twarzy . Nie podrażnił moich ostatnio wrażliwych oczu oraz dobrze poradził sobie z tuszem do rzęs. Jeśli szukacie taniego i skutecznego żelu do twarzy o dobrym składzie to coś dla Was .




Konsystencja jest średnio gęsta, aby umyć ciało wystarcza nie wielka ilość, żel pieni się dostatecznie, ale też nie wytwarza przesadnych  ilości piany.

Zapach typowy dla naturalnych kosmetyków, lekko kwaśny . Według mnie raczej nie jest relaksujący, taki obojętny.

Kolor transparentny mleczny .

Opakowanie nie przezroczyste, ale za to solidne . Pojemność 250 ml .

Produkt testowany i zalecany przez Niemiecki związek ds. Alergii i Astmy .

W  promocji można kupić za ok 5 zł . Dostępny w Rossmann. 

Copyright © Retromama.blog