Mineralny Szampon Zdrojowy Sulphur Busko Zdrój






Problemy z łupieżem i podrażnienie skóry głowy to dość częsta dolegliwość. Co gorsza lubi nawracać. Wpływ na to mają różne czynniki, także psychologiczne. Całę szczęście mamy obecnie wiele szamponów leczniczych, które mogą nam pomów w walce z łupieżem i jednym z takich jest:


Mineralny Szampon Zdrojowy Sulphur Busko-Zdrój



Opakowanie zawiera 200 gram , cena około 15 - 20 zł . 
Miałam pewne problemy z dostępnością , musiałam zamówić w aptece bo niestety produkty Sulphur nie są bardzo popularne na wsi gdzie przyszło mi mieszkać. 

Na pewno nie jest to spowodowane jakością bo ta jest w porządku , może za słaba świadomość konsumenta? W każdym razie szampon miałam po 3 dniach do odebrania. 

Opcja z zamówieniem w internecie wydaje się znacznie bardziej przystępna .


Obietnice producenta : 


Szampon dedykowany jest dla włosów tłustych , z uporczywym łupieżem oraz swędzeniem skalpu . Ma za zadanie dogłębnie oczyszczać przy jednoczesnym odżywieniu dając przy tym mocne i lśniące włosy. Wiadomo zdrowy włos zaczyna się od samych cebulek . To nie wszystko , rezultaty są potwierdzone badaniami - myjąc włosy tym Szamponem otrzymamy redukcje łupieżu , zmniejszenie objawów świądu , zmniejszenie przetłuszczania , puszyste i miękkie włosy bez przesuszenia . Warto też zwrócić uwagę na skład szamponu . Jest on bardzo krótki , na czele zawiera naturalną solankę siarczkową 

Polecam poczytać opis  na opakowaniu :






Opakowanie:

Butelka wykonana z solidnego białego plastiku, zamykanie jest wygodne i nic nie wylewa się nawet gdy butelka się przewróci.

Wydajność:

Szampon starczył na około 2 miesiące, jednak nie stosowałam go do każdego mycia, średnio 2 razy w tygodniu na zmianę myjąc łagodniejszym szamponem bez Sls.






Konsystencja, kolor, zapach szamponu:

Średnio gęsta , można rozcieńczać wodą , wtedy uzyskujemy lepszą pianę i łatwiej jest umyć skórę i całe włosy a szampon starcza na dłużej.
Kolor śnieżno-biały. 
Zapach cytryna podszyta aptecznym aromatem .





Moja opinia odnośnie szamponu Sulphur


Działanie szamponu czyli to co najważniejsze.  Z pewnością mogę go polecić z czystym sumieniem. Uważam, że radzi sobie dobrze z problemami wymienionymi przez producenta czyli z łupieżem, nadmiernym złuszczeniem i świądem.

Praktycznie od kiedy zaczęłam stosować ten szampon głowa nie swędziała ani razu . Nie było żadnego podrażnienia mimo że szampon zawiera Sls - nie ma co uprzedzać się bo tak naprawdę liczy się jakość oraz połączenie składników,  a nie nazwy wymienione na opakowaniu.

Lecznicze działanie szamponu zawdzięczamy solance siarczkowej, to nie mit jakim karmią nas drogeryjne marki. Solanki siarczkowe są wykorzystywane do leczenia poważnych chorób w uzdrowiskach.

Przechodząc do działania na same włosy chciałam podkreślić że szampon nie powoduje puszenia, nie rozwala skrętu. Nawet gdy nie użyłam po nim mocnej odżywki włosy nie były splątane,  były gładkie i błyszczące. Nie wypadało więcej włosów niż zwykle.

Do zmycia olejów niestety trzeba użyć szampon dwa razy bo zdarzyło mi się że nie domył, zależy też jaki olej użyłam , z rycynowym nie radził sobie wcale natomiast migdałowy zmywa  w porządku.

Co do działanie na przetłuszczanie włosów to nie zauważyłam wpływu, włosy myłam co 2 dni.








Podsumowując:

polecam  wam ten produkt. Bardzo dobra jakość i niska cena , spora wydajność, trochę trzeba się namęczyć, aby go odszukać.

Komentarze

  1. Uwielbiam ten szampon i regularnie do niego wracam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ooo bardzo ciekawy, szampon mineralny? to jakaś nowość.
    interesujący kosmetyk.,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na rynku kosmetyki Sulphur są dostępne już jakiś czas .

      Usuń
  3. mój tata mi go kiedyś przywiózł...

    jest świenty

    OdpowiedzUsuń
  4. nie spotkałam się z nim jeszcze ;o

    OdpowiedzUsuń
  5. nie znam ale brzmi kusząco :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czyli to co blogowiczki lubią najbardziej wysoka jakość a niska cena :) Jupi. Chętnie będę obserwować:) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Copyright © Retromama.blog