Naturalny makijaż + pielęgnacja, to naprawdę możliwe


Kiedyś myślałam, że aby dobrze wyglądać z rana, muszę poświęcić przynajmniej 20 minut na makijaż. Od kiedy jestem mamą musiałam się nauczyć dbać o siebie od nowa. Kosmetyki naturalne obecnie znacznie ułatwiają to zadanie. Nie trzeba już wybierać: pielęgnacja czy makijaż, bo mam to wszystko razem. Poranny makijaż nie zabiera mi więcej czasu niż 5 minut.


Pomimo tego, że wpis jest o kosmetykach do makijażu, to wspomnę najpierw o tym produkcie: Luvos Regenerujące Serum do twarzy z olejem kameliowym. A dlatego, gdyż jest to serum wprost idealne na zimne dni, kiedy cera jest wrażliwa, przesuszona, szara, lubi się czerwienić.  Zazwyczaj jednak stosuje go na noc, a rano nie mam już żadnych kłopotów z suchą, szorstką skórą,  (taka ewidentnie jest trudna do wykonania make-upu, nikt nie lubi takiej cery). Musiałabym nałożyć serum z silikonami, aby dać sobie radę, a przecież z rana nie mam na to czasu. Serum w 100% zastępuje chemiczny efekt wygładzenia na skórze.  Drugi plus, to bardzo minimalna skłonność do tworzenia zanieczyszczeń  i nadmiaru sebum, przez co rano wystarczy odświeżyć twarz tonikiem i jest już gotowa do makijażu. Serum czasem daje z rana pod krem CC, ale tylko kiedy jest  mroźno i wiem, że będę przebywać na zewnątrz dłuższy czas. Jednak wtedy wydłuża się czas jaki muszę poświęcić na pielęgnację z rana. Nie jest to jednak kosmetyk do ochrony przed wielkimi mrozami. Na takie zimowe dni trzeba coś naprawdę tłustego (polecam kremy Martina Gebhardt).


Serum bardzo skutecznie odbudowuje warstwę lipidową naskórka. Likwiduje objawy nadwrażliwości skóry na zmienne temperatury.
Konsystencja lekka, ale produkt daje lekko oleiste wykończenie na skórze i trzeba mu dać czas na wchłonięcie.
Idealne do stosowania na noc, nie potrzeba już dawać kremu, a rano skóra jest jak nowa.

Serum pochodzi z greenline-sklep.pl

Skład poniżej:


Serum znajduje się w opakowaniu air-less, które jest lekko przezroczyste, widać jak go ubywa.




Najważniejszy produkt obecnie stosowany każdego ranka to: So Bio Etic Organiczny Krem CC 5w 1, odcień 02. Zawsze poszukiwałam takiego rozwiązania, aby rano nałożyć na skórę tylko jeden  produkt i być zadowolona z jej wyglądu przez cały dzień. Moje marzenie ziściło się nie pierwszy raz. Od kiedy są dostępne w sprzedaży naturalne kremy BB , CC i tonujące mogę zadbać o siebie jednym gestem. Po prostu nakładam krem CC i w minutę wyglądam o niebo lepiej. 


Zapewnienia producenta m.in.:

1 – ujednolica kolor skóry
2 – odżywia i nawilża skórę
3 – rozświetla i wydobywa blask cery
4 – chroni dzięki antyoksydacyjnemu działaniu oleju z granatu
5 – SPF 10 chroni przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych

Muszę się z tym zgodzić. Jednak warto podkreślić, że jest to produkt do cery wybitnie suchej. Dla mnie idealne rozwiązanie na obecną porę roku, bo olejowe wykończenie CC bardzo mi służy. Chroni cerę, natłuszcza, zapobiega utracie wilgoci. Jest to nie tylko korektor kolorytu, ale całkiem dobry podkład kryjący. Serio, on kryje u mnie prawie wszystko: sińce pod oczami, wory, drobne blizny po wypryskach, a jeszcze tak pięknie wygładza i rozświetla cerę. Jedyny minus, to trzeba jednak czasem się przypudrować, bo tego blasku jest za wiele. Wszystko zależy od temperatury otoczenia, na pewno latem nie byłabym z niego zadowolona.

Obecnie do wykończenia makijażu stosuje jeszcze puder Benecos, który polecałam już na blogu wcześniej. Jego zalety to przede wszystkim transparenty kolor i brak wysuszania cery. 

Opis i skład kremu CC poniżej:



SO BIO Organiczny krem CC 5w1 kupicie np. na Matique.pl.
 Do wyboru są dwa odcienie: jasny beż i średni beż. Posiadam ten drugi i bardzo dobrze zgrał się z moją cerą, a mam typ urody brunetki, lubię podkłady o żółtawych odcieniach.  Kolor CC można zobaczyć na ostatnim foto.





Ktoś wyobraża sobie wyjście z domu bez wykonania choć drobnego makijażu oka? Ja obecnie jestem uzależniona od nałożenia tego tuszu: Lily Lolo Maskara naturalna Big Lash Mega Volume, który tworzy spektakularny efekt na rzęsach, choć niestety nie jest pozbawiony wad. Zanim jednak przejdę do plusów i minusów, wspomnę inny tusz z Lily Lolo, który spełniał moje oczekiwania w 100%  i był to: Lily Lolo Natural Mascara, o którym pisałam dawno temu .  W przypadku nowego tuszu z Lily Lolo szczoteczka jest bardziej wymyślna, ale czy każdemu może odpowiadać taki kształt, o tym trzeba zdecydować osobiście. 

Skład i opis tuszu Big Lash możecie przeczytać na Costasy.pl.


Zbliżenie na szczoteczkę:



Tak tusz Lily Lolo prezentuje się na rzęsach (nie używałam grzebyka):





Ta szczoteczka jest dość duża, o nietypowym kształcie. Na początku tusz jest bardzo mokry i jest go zbyt wiele na szczoteczce. Nawet po miesiącu stosowania, choć konsystencja uległa poprawie, nadal zdarza się nałożyć zbyt wiele Mascary, która skleja rzęsy. Najwygodniej jest po prostu rozczesać go grzebykiem i pozbyć się nadmiaru. Zdarza się również, że tusz lekko się osypie w ciągu dnia, zwłaszcza gdy jest mróz lub wilgoć na zewnątrz. Nie jest to produkt w 100 % trwały i mają na to wpływ warunki atmosferyczne.
Przechodząc do plusów to na pewno jest to całkowity brak podrażnień oraz bardzo łatwe zmywanie tyszu. Zarówno przeciętny płyn micelarny, naturalne mleczko kosmetyczne dobrze sobie poradzi . Tusz można zmyć nawet wodą i żelem.


Kaprys, na który nie zawsze mogę sobie pozwolić z racji czasu to: Lily Lolo Naturalny róż prasowany In the pink. Jednak udało mi się go przetestować kilkanaście razy, dlatego tu o nim napiszę. Przede wszystkim jest on bardzo łatwy w aplikacji i niemożliwe jest zrobić nim plamy na twarzy, tak pięknie się go nakłada. Cudowna, aksamitna konsystencja, dobre przyleganie do pędzla, brak osypywania, pylenia - to jego największe zalety. Nie trzeba nawet przypominać o składzie, bo wiemy, że Lily Lolo ma składy naturalne i przyjazne. 


Skład na opakowaniu:


Róż ma bardzo twarzowy, naturalnie wyglądający kolor. Chociaż w sklepie wyglądał na ciemny, to w rzeczywistości taki nie jest. Oczywiście, że na każdej cerze będzie wyglądał inaczej. Producent opisuje go jako dość intensywny. Ja zaryzykowałam i trafiłam z kolorem idealnie. Dla mnie jest to róż na dzień, wyglądający bardzo naturalnie (mam cerę w średnim kolorycie i wybieram podkłady z tonacji średniej).

Róż nie ma widocznych drobinek, choć wykończenie jest satynowe. Nie błyszczy się na twarzy, jest stonowany i nadaje cerze świeżości.
Do plusów należy dodać: bardzo wygodne i trwałe opakowanie oraz sporą wydajność.

Naturalne prasowane róże do policzków do kupienia na Costasy.pl




Swatche, Serum Luvos, które po roztarciu jest przezroczyste, Krem CC So bio etic odcień średni beż oraz Róż do policzków Lily Lolo In the pink:

Od lewej: Luvos Serum, So bio etic Krem CC nr 02, Lily Lolo In the pink


Wpis o porannej pielęgnacji ust oraz makijażu zrobię osobno. 

Komentarze

  1. Naturalny makijaż jak najbardziej wskazaany.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne zestawienie kosmetyków, sama z chęcią bym użyła ich do makijażu :D Ciekawi mnie ten krem CC, ja niestety nie umiem jeszcze trafić na dobry krem bb czy cc z naturalnym składem

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mam totalnego parcia na kosmetyki naturalne, ale w mojej pielęgnacji pojawia się ich całkiem sporo :)

    OdpowiedzUsuń
  4. bardzo lubię lekki, oddychający makijaż a taki zapewnia mi właśnie lilylolo

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja z naturalnych kosmetyków do makijażu uwielbiam właśnie Lily Lolo :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mialam tusz z Lily Lolo ale pierwszą wersję.. tu chyba szczoteczka jest inna 😊 miałam też ten kremik CC ale dawno..i coś nie byłam zadowolona z jego trwałości 🤔 za to róż wygląda ślicznie 😍

    OdpowiedzUsuń
  7. Miałam poprzednią wersję tego tuszu i nie byłam zadowolona. Po godzinie panda pod okiem i potwornie posklejane rzęsy.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Copyright © Retromama.blog