5 Najgorszych zachowań sprzedawców



Dlaczego u nas nie ma kulturalnych sprzedawców? Dlaczego wchodząc do sklepu czujesz się jak złodziej, albo że raczyłeś zabrać czas sprzedawcy? Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Może to nasza narodowa tradycja, że jest się traktowanym gorzej, a sprzedawca nie umie oddzielić życia prywatnego od zawodowego.




Opiszę Wam kilka moich doświadczeń z ostatnich miesięcy.
  1. Ignorancja ze strony sprzedawcy. Wchodzisz do sklepu, a traktują cię jak klienta - widmo. Szukasz czegoś, sprzedawca tego nie zauważa. Rozmawia przez telefon, albo z koleżanką. Pytasz, prosisz o radę, a tu zero odpowiedzi.  Nie przeszkadzało mi to aż tak, dopóki nie stałam się matką. Każda minuta jest cenna, a stanie, czekanie aż sprzedawca się zlituje i mnie zauważy jest niedopuszczalne. Ja po prostu wtedy wychodzę (i często kończy się to zakupami przez internet).
  2. Dziecko, wróg nr jeden sklepu z zabawkami. Doprawdy nie mogę tego pojąć, dlaczego klient 3-letni  zostaje ostro upominany,  gdy chce dotknąć i obejrzeć zabawkę. To tak jakby opierniczać klienta w drogerii, że czyta skład na opakowaniu.  Dziecko też jest klientem, trochę więcej zaufania dla mamy, która przecież nadzoruje dziecko. Oczywiście, że są takie dzieci, które trzeba powstrzymać przed dewastowaniem sklepowych wystaw, ale chyba wtedy wypada zwrócić się do matki?
  3. Wciskanie ubrania, przedmiotu po który nie przyszłam. Najlepszy hit z ostatnich tygodni. Przyszłym kupić spodenki dla męża, dostałam ofertę spodni ciążowych z pasem. I jeszcze głupie tłumaczenie, że ja mam przecież brzuch! Takie rzeczy to chyba tylko w Polsce. Moja sprawa czy mam brzuch i jaki, czy się najadłam za dużo. Takie zachowanie ze strony sprzedawcy to dla mnie porażka.  Więcej to takiego sklepu nie wchodzę, bo nie mam ochoty aby ktoś komentował moją figurę. 
  4. Chęć sprzedania, pozbycia się towaru za wszelką  cenę. Dobry przykład to próba wciśnięcia mi nie tego rozmiaru biustonosza, po który przyszłam, albo kurtki na syna 3 rozmiary większej, bo przecież dziecko szybko rośnie ( a ja przytyję w biuście, dobre sobie).
  5. Nie respektowanie prawa do zwrotu towaru. Tu bardzo śmieszne "prawo" jakie sami sobie stworzyli sprzedawcy w sklepie z bielizną. Nie można zwrócić bielizny osobistej z metką, co chyba świadczy o tym, że była mierzona, a nie noszona. Całe szczęście prawie wszystkie sklepy internetowe z bielizną respektują prawo zwrotu i wymiany. 
Co  o tym myślicie. Czy tak powinna wyglądać obsługa w sklepie?

Ps: zdjęcie zrobione przeze mnie we Frankfurcie 5 lat temu.


Komentarze

  1. mnie zdarzyła się tylko tylko sytuacja, że pani odmówiła przyjęcia zwrotu i musiałam wybrać coś w zamian za zwracany towar. wiem, że to nie zgodne z prawem ale nie miałam ochoty się kłócić

    OdpowiedzUsuń
  2. O matko, rzeczywiście, to sytuacje z kategorii hardcorowych...serio...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Copyright © Retromama.blog