Klucz do autodestrukcji



Kiepska ze mnie modelka, chociaż niektórym się podobam. Tak samo myślę na temat mojego pisarstwa. Lubię to robić, ale efekt bywa różny. Mimo wszystko idę dalej, byle do przodu. Jak tylko będzie mi to sprawiać przyjemność, to będę pisać nadal, nie przejmując się zupełnie zdaniem innych. To dobry wstęp do czegoś większego...

Kobiece pogaduszki czasami potrafią zaowocować nowym tematem do napisania i takim właśnie jest: Klucz do autodestrukcji. Dzięki tobie Marzenko powstał ten wpis.

Czym jest autodestrukcja ?


Po wpisaniu w Google hasła autodestrukcja można przeczytać:
Agresja skierowana przeciwko sobie.
Wyrządzanie krzywdy samemu sobie.
Złość na samego siebie. Szaleństwo, pozbawione logiki...
Niskie poczucie własnej wartości.
Poczucie samotności. Próba radzenia sobie z własnymi emocjami...


Ciągle mam wyrzuty sumienia:


Zapewne czytając mojego bloga można mieć inne wrażenie. Staram się, aby było tu pozytywnie. Ostatnie dni sierpnia znowu dały mi się we znaki. Poszłam w bardzo złym kierunku nie tylko w kwestii diety. Generalnie to funkcjonuje na emocjonalnej huśtawce. Mam poczucie, że nie spełniam oczekiwań otoczenia. Nie jestem dostatecznie dobra. Olewam własne zasady. Porzucam to na czym zależało mi najbardziej, czyli własny rozwój.


Brak szacunku do własnego ciała


Dużo się teraz mówi, pisze o bodypositive. Ten fenomen miał kobietom pomóc w samoakceptacji. Jednak łatwo jest opublikować komuś zdjęcie na Instagram z hasztagiem bodypositive, kiedy w zasadzie nie ma się większych wad lub po prostu ująć temat przekłamując rzeczywistość.

Wszak zawsze można się dobrze ustawić do zdjęcia. Porobić tych fotek sporo, aby było co wybrać. A na koniec jeszcze nieźle obrobić zdjęcie. Oczywiście są i zdjęcia ukazujące prawdziwe wady, ale tam też wszystko jest jakoś tak pięknie ujęte, że miło się patrzy nawet na ten cellulit.

Pamiętam jak sama chciałam zrobić taką akcje: "piękne mamy po ciąży". W zasadzie to było parę chętnych, ale ostatecznie to może z 3 osoby wzięły udział. A później i tak usunęłam ten wpis. Po pewnym czasie, kiedy zaczęłam chodzić na terapię rozejścia jakoś łatwiej mi się o tym pisze. Tym bardziej, że czasami wyglądam już nawet ok. Nie wiem jednak dlaczego ten potwór ciągle powraca?

A później przychodzi mi na myśl, że to nie tylko po ciąży. To tkwiło we mnie od bardzo dawna. Ten brak miłości własnej, brak pewności, ciągle coś musi ściągać mnie w dół...Czy to już jest autodestrukcja, nie wiem. Pewnie przydałoby się znowu pogadać z psychologiem.


Spełnianie cudzych oczekiwań


Patrzenie na zdanie innych ludzi jest najgorszą rzeczą. Myślę, że mam to zakorzenione od dziecka. Wiem, że tych błędów nie da się już naprawić, bo dzieckiem nie będę drugi raz (przynajmniej w tym życiu). Natomiast mogę sama nie popełnić tego błędu i dam dziecku swobodę w wyborach. Będę liczyć się z jego zdaniem, niech uczy się na własnym doświadczeniu.

Wiele osób zgodzi się ze mną, że dawniej dzieci wychowywało się inaczej. Nawet w tych czasach nadal mówi się dziewczynkom: nie jedz zbyt wiele, bo przytyjesz. A chłopcom: nie maluj ust, bo nie wypada. Dlaczego takie podziały, ocenianie tak łatwo nam przychodzi?

Czy to tradycja, kultura, religia? Chyba nie można wskazać jednoznacznie. Wiem jedno, jeśli ludziom brakuje miłości własnej, wiary w siebie, to będą ciągle powielać te schematy i krzywdzić się nawzajem, z pokolenia na pokolenie.



Komentarze

  1. Ja mimo że się kochamy, ciągle uczę się tej miłości. Jestem w stosunku do siebie czasem za surowa. Ale czuje, że muszę os siebie coś wymagać, by się rozwijać i stawać się lepszą dla samej siebie. Chyba nigdy nie spełnię oczekiwań innych, grunt to żyć w zgodzie że sobą.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo cenny post. Często łapię się na tym czy innym spodoba się to, co robię. Jednak nie ma co się na to patrzeć. Ponad 20 lat pracowałam w zawodzie wymarzonym przez rodzinę, hahaha, ciekawe dlaczego sobie tego nie wybrali. Teraz czuję często na sobie nienawiść, ale przynajmniej nie idę do pracy z duszą na ramieniu i w paraliżującym stresie. Brak akceptacji odczuwam już wśród najbliższych, ale jakoś to przetrwam...

    OdpowiedzUsuń
  3. ooo sporo tu mnie, ciągle się o coś martwię i mam wyrzuty sumienia

    OdpowiedzUsuń
  4. kazdy ma inne spojrzenie na dany temat, dla mnie np mamy po ciazy to nie zadne wyzwanie ale np przebiegniecie 5 km to by było coś. Tak samo z autodestrukcją kazdy ma inne spojrzenie czesto cos innego jest dla kazdego wazne.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiara w siebie, kochanie siebie to bardzo ważna rzecz, czego ludziom niestety brakuje :( To smutne. Należy kochać się za to, kim się jest, samorealizować się, spełniać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Szczerze to chyba znam problem, zwłaszcza z ciałem. Próuję też gonić za tym, żeby zadowalać innych, a czy sama jestem? W bodypositiv nie wierzę. Jestem szczupła, ale co z tego, skoro nie czuję się ze sobą fajnie

    OdpowiedzUsuń
  7. Ooo, przeczytałam tylko ten jeden post i już mi się podoba jak piszesz. Chętnie będę zaglądać tutaj częściej. Co do całej akcji bodypositive mam trochę mieszane odczucia - bo z jednej strony tak, jak piszesz, kobiety z fajnymi ciałami, fajnym wyglądem, bez większych wad i #bodypositive, ale z drugiej strony (i to martwi mnie bardziej), jest grupa osób, która ten ruch wykorzystuje jako usprawiedliwienie dla swojej otyłości, która jest spowodowana objadaniem i brakiem ruchu. Oczywiście, co innego jeśli ktoś zmaga się nadwagą z uwagi na towarzyszące choroby. Ale odnoszę wrażenie, że idei bodypositive nie wykorzystuje większość "zwykłych" fajnych babek, które mają nieidealne ciała. A to do nich tak naprawdę było to (w moim odczuciu) skierowane / duzoszumuonic.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja powiem, rewelacja
    Sama znajomość własnych słabości to już sukces.

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Copyright © Retromama.blog