Minimalizm lekarstwem dla duszy ?



Żyjemy w materialnym świecie...


Otwieramy oczy rano i otaczają nas przedmioty. Na wyciągnięcie ręki, mające nam zapewnić komfort, służące utrzymaniu ciała w kondycji, poprawiające nastrój.

To prawda, że bez rzeczy materialnych trudno się obejść na tym świecie. Choćby samochód, który nie tylko ułatwia egzystencję, ale po prostu służy wygodzie. Czy więc potrzeba się pozbyć wszystkiego, aby być szczęśliwym? Spróbuję odpowiedzieć na to pytanie.

Mniej znaczy więcej ?


Poradniki minimalizmu radzą: Zostaw miejsce na ważniejsze rzeczy w życiu, niż tylko te materialne. Rzeczy są , ale... zużywają się, wyczerpują, niszczą. Przywiązywanie się do nich bywa zgubne i frustrujące. Poza tym, nadmierna konsumpcja na dłuższą metę robi się męcząca. Ciągły bieg, by kupować, coraz to nowsze, lepsze przedmioty...

A tak wiele człowiek może stracić w jednej chwili. Pożar, wypadek, kradzież, to zdarzenia, które mogą się przytrafić każdemu. Poza tym życie bywa tak krótkie, a przywiązywanie się tylko do materialnej sfery życia czyni nas niewolnikami.

Bo kiedyś trzeba będzie to wszystko zostawić. Czy nie lepiej jest postawić na doznania duchowe? Na podróże, na relacje, na emocje, które z biegiem lat nie zniszczeją i nie stracą na wartości? A ubogacą nasze życie głębiej, na poziomie duchowym.


Dom do ogarnięcia


Bałagan= odpływ energii

Prosta zasada minimalizmu, o której często nie pamiętamy na co dzień. Potrafimy ślepo podążać za modą. Niezależnie od tego, czy chodzi o wystrój domu, najnowsze cuda techniki, czy ubrania.

Moda sugeruje nam zmiany co sezon. Jednak, kiedy ciągle kupujemy, a nic nie oddajemy, nie wyrzucamy, to nasz dom może z biegiem czasu stać wielkim się śmietniskiem.

Każdy kąt w domu może gromadzić negatywne energie. I nie chodzi tu tylko o zalegający kurz, ale o przestarzałe emocje, które niczym skorupa będą oplatać i utrudniać nasze życie.

Negatywna energia gromadzi się na przedmiotach, z którymi wiążą się złe wspomnienia. Prezenty podarowane przez osoby, z którymi nie łączą nas dobre relacje. Mieszkając w takim domu możemy czuć się przytłoczeni, ospali, bez energii.

Szukamy przyczyn w sobie, podejrzewając nawet chorobę. A może się okazać, że to tylko nadmiar rzeczy wokół. Bałagan ciężko jest ogarnąć, kiedy ilość przedmiotów jest zbyt duża.

Nie mówiąc już o praktycznych aspektach. Przez bałagan ciężko jest przejść w codziennym życiu. Gorzej jest  pracować w bałaganie. Ciężko coś znaleźć, kiedy szukamy.

I są jeszcze roztocza, które też mogą być przyczyną alergii. Oczywiście nie mówię tu o chorobliwym gromadzeniu przedmiotów, bo to zupełnie inna sprawa.


Bardziej przemyślane zakupy


Porządki w szafie=porządki w życiu

Dobrze jest robić porządki w szafie nie tylko co sezon. Zanim pójdziemy na zakupy, czy ślepo ulegniemy na wyprzedażach, wcześniej przejrzeć zawartość szaf. Dotyczy to także sprzętów kuchennych i dodatków domowych.

Czy kolejna spódnica w pstrokatych kolorach nas uszczęśliwi? Czy może nie wyjdzie z mody za parę miesięcy, lub rozpadnie się w trakcie któregoś prania. Zostanie nam tylko niesmak z marnie wydanych pieniędzy.

A może lepiej jest uzbierać większą kwotę np. na badania, czy na terapię u psychologa. Aby nasze życie było bardziej pełne spokoju i harmonii.

O wiele łatwiej jest się ubierać na co dzień, kiedy w szafie nie wiele ubrań.  Minimalizm w szafie nie tyko służy oszczędnościom. Nie da się przeoczyć wielkich korzyści dla planety.

Coraz więcej osób interesuje się odpowiedzialną modą. Czy ubrania, które nosimy są dla nas bezpieczne? Czy zostały wyprodukowane zgodnie z etycznymi zasadami? Nie możemy tego stwierdzić, kiedy kupujemy tanie ciuchy.

Oczywiście inna sprawa to zakup w second hand. Krążą pogłoski, że na ubraniach z drugiej ręki też może się zbierać negatywna energia. Z tym też można sobie poradzić w łatwy sposób. Nie znamy osoby która nosiła te ubrania, ona też nas nie znała, nic nas nie łączy. Ubrania wystarczy uprać i wywietrzyć. Często mogą być one lepszej jakości, niż te zakupione z sieciówki.


Czy minimalizm leczy duszę?


Z pewnością posiadanie mniejszej ilości przedmiotów daje możliwość otwarcia się na inne dziedziny życia. Kiedy zaczniemy wszystko postrzegać z innej perspektywy, zmieni się  także nasz punkt odniesienia.  Pogoń za zdobywaniem rzeczy tak naprawdę może uczynić nas nieszczęśliwymi.

Poza tym, chyba mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że nadmiar rzeczy nie tylko zabiera nam energię, ale i nie pozwala skupić się na ważniejszym celach w życiu. A dowodem na to jest świetne samopoczucie po zrobieniu generalnych porządków w szafie.



Komentarze

  1. ja musze znowu ogarnac ubrania

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja kupuję w ciucholandzie bo lubię i nie wierzę w jakąś złą energię ale bardziej w złe bakterie :P Gdyby tak człowiek się doszukiwał, to tym tokiem ktoś kto robi ,,nowe" ubrania też może na nie tą złą energię przenosić. Ale co jak co, nie trudno przyznać Ci racji że minimalizm jest wręcz zbawieniem dla nas. Dlatego ja lubię się dzielić z innymi, bo już tak mam że nie lubię mieć za dużo

    OdpowiedzUsuń
  3. Święta prawda. Rzeczy powinny nam ułatwiać życie, a nie tworzyć nowe problemy. Z wiekiem mam chyba coraz mniej marzeń dotyczących przedmiotów.

    OdpowiedzUsuń
  4. moje szafy pękają w szwach, zawsze gdy się czegoś pozbywam czuje ulgę. może dziś znów zrobię podejście do eliminacji tego co nie noszę

    OdpowiedzUsuń
  5. właśnie jestem w trakcie odgruzowywania mojego domu z niepotrzebynch rzeczy... o większości nawet nie wiedziałam że je mam...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja w ostatnim czasie dążę do minimalizmu, co oczywiście nie jest zbyt prostym zadaniem :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Przyznam szczerze, że nigdy nie byłam fanką minimalizmu. W żadnej dziedzinie. Ale ostatnio ilość rzeczy, mebli, kosmetyków, ubrań zaczyna mnie przytłaczać ;/

    OdpowiedzUsuń
  8. Zgadzam się ze wszystkim. Mniej naprawdę znaczy więcej. Zarówno w kosmetykach jak i ubraniach i ogólnie...w życiu!
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Posiadanie tylko niezbędnych rzeczy ma sens

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Copyright © Retromama.blog