Obecna pielęgnacja: cera wrażliwa, z niedoskonałościami




Po raz kolejny podejmuje się  tematu mojej aktualnej pielęgnacji twarzy. Nie będzie może to żaden odkrywczy wpis, gdyż w tej kwestii raczej unikam przesady. Uważam, że mniej znaczy więcej i nie kombinuje zbytnio z kosmetykami. Często wracam do produktów, które już mi się sprawdziły. Nie gonię za trendami, a przyglądam się aktualnym potrzebom cery. Stąd właśnie prosta droga do minimalizmu w pielęgnacji.


Jaka jest moja cera?


Z wiekiem zauważam jej zmiany. Coraz mniej kłopotów z przetłuszczaniem, więcej z suchością. Niestety niedoskonałości nie chcą dać za wygraną. Wiem jednak, że to nie wina kosmetyków, dlatego staram się podejść do tego na spokojnie. Nie ma sensu wyrzucać masy pieniędzy na nowinki, kiedy wszystko pochodzi od środka. Dbam więc o odżywianie, regularnie się wysypiam i zdrowiej odżywiam. Wszystko w granicach rozsądku. Zdrowy styl życia ma o wiele większy wpływ na stan skóry niż najlepsze kosmetyki. Pewnie wiele z Was o tym nie pamięta, skupiając się tylko na produktach.


Kosmetyki, które stosowałam w ciągu minionych trzech miesięcy:


Nourish London Kale 3D Cleanse, Oczyszczająca Emulsja.


Trzeci miesiąc używam  Emulsji  Nourish do mycia i jeszcze mi się nie skończyła, a opakowanie ma tylko 100 ml. To tylko świadczy o tym jak wydajny jest to produkt, przy czym zaznaczyć muszę, że używam go tylko do wieczornego oczyszczania. Do zmywania tuszu i cieni miałam jeszcze Mleczko kosmetyczne z innej marki.

Emulsja Nourish jest nadzwyczaj delikatna dla cery i nie powoduje jej przesuszania. Lubię ten efekt po myciu buzi. Makijaż dokładnie zmyty, pory czystsze, bez uczucia dyskomfortu. Ten produkt genialnie zmywa podkład mineralny.

Oczywiście Emulsja nie zastąpi innych kosmetyków do oczyszczania, jak peeling czy maseczka. Nie mniej jest to bardzo poprawny produkt myjący, który znacznie ułatwia pielęgnację cery problematycznej. Fajnie by było ją połączyć w pielęgnacje wieloetapową, aby jeszcze skuteczniej oczyścić cerę. Zwłaszcza jeśli lubi się ona zanieczyszczać.


Bielenda Serum zielona herbata


Serum Bielenda jest w mojej pielęgnacji od miesiąca, w tym czasie zdążyłam zauważam pozytywne skutki jego stosowania. Od kiedy dowiedziałam się, że moje problemy z cerą nie wynikają tylko z moich błędów pielęgnacyjnych, to podchodzę na luzie to wszelkich niedoskonałości. Co nie znaczy, że nie chce się ich pozbyć, a kosmetyki z zawartością kwasów zawsze były u mnie skuteczne.

Skład Serum, jak na kosmetyk drogeryjny nie jest zbyt skomplikowany i nie przeraża długością.
Serum szybko wpływa na poprawę wyglądu cery i zmniejsza widoczne niedoskonałości. Przyśpiesza gojenie, zapobiega nowym zmianom. Delikatnie rozjaśnia i wygładza.

Stosowane na przemian z Serum Duetus. Z tym, że to drugie zdecydowanie ma gorszy zapach. Serum Bielendy pachnie sztucznie, ale jest to zapach nie drażniący. Szybko się wchłania i nie pozostaje prawie żadna klejąca się warstwa.

Mam jednak dylemat co ze stosowaniem tego serum kiedy zrobi się bardziej słonecznie? Będzie potrzebne skuteczne zabezpieczenie przed UV.


Duetus Tonik do twarzy


Ten tonik do dla mnie powrót po dwóch latach. Bardzo mnie ucieszył fakt, że kosmetyki można było kupić w popularnej drogerii.  Brakowało mi prze pewien czas toniku w pielęgnacji, zwłaszcza, że nadal zdarza mi się myć twarz mydłem.

Toniku Duetus używam wieczorem, jak i z rana do odświeżenia cery po nocy. Naprawdę przyjemnie oczyszcza on moją skórę, odświeża, zmiękcza, nie pozostawiając żadnej warstwy.  Plusem jest też niezbyt uciążliwy zapach.

Myślę też, że ten tonik zapobiega też powstawaniu nowym zmian na skórze, o ile jakiś tonik jest w stanie to zrobić sam. Bo wiadomo, że liczy się całość pielęgnacji.

O tym, że tonik naprawdę działa zdążyłam się przekonać już po dwóch tygodniach jego stosowania. Z przyjemnością będę jeszcze do niego wracać. Dobry, polski produkt w rozsądnej cenie.


Duetus Serum Regulujące


Serum stosowane równocześnie wraz z tonikiem  tej serii. Przy pierwszym podejściu do Serum dwa lata temu efekty były lepsze. Widzę, że skład nie został zmieniony, więc nie wiem skąd gorsze działanie.

Ogólnie wiele osób narzeka na zapach Serum, ale mnie on nie przeszkadza, bo szybko się ulatnia.

Serum jest wydajne jeśli stosować go tylko na nie duży obszar skóry. Wchłania się szybko i można nakładać na niego inne produkty, jak i makijaż.

Bardzo spodobał mi się naturalny skład tego Serum. Nie wiem jednak, czy do niego wrócę ze względu na słabsze działanie na moją skórę. (recenzja) Mimo wszystko wart wypróbowania.


Nourish London Relax Calming Moisturiser, Kojący Krem nawilżający


Lżejszy Krem przeznaczony na cieplejsze dni lub na noc. Ogólnie to bardziej sprawdził mi się na noc niż na dzień. Jest to lekki krem, który nie kłóci się z makijażem. Jednak stosowany po podkład sypki mineralny nie dawał mi tej przyczepności. Ogólnie to moja cera bardziej lubi się z tłuściejszymi konsystencjami, pewnie ze względu na wiek. Też tak macie?

Kojący krem nawilżający z Nourish faktycznie ma działanie łagodzące na skórę, przez co znacznie rzadziej się czerwieni i  jest bardziej odporna na zmiany temperatury. Nawilżenie które zapewnia jest dla mnie na 4+.

Warto również wspomnieć o wyrazistym, relaksującym zapachu kremu. Szklane opakowanie to także duża zaleta dla tych co dbają o środowisko.


Martian Gebhardt Tassilo Linde Cream


Recenzje kremu do cery mieszanej z wyciągiem z lipy mogliście przeczytać w styczniu na moim blogu (recenzja). Chciałabym jeszcze wspomnieć o nim ponownie, gdyż akurat mam go na wykończeniu.

Jest to krem z gatunku tych cięższym, tłuściejszych, ale jego wchłanianie na mojej skórze nie jest utrudnione. Krem błyszczy się tylko parę minut od aplikacji, a daje to też szansę aby wykonać na twarzy delikatny masaż i dobrze wklepać produkt. Jest to korzystne, zwłaszcza jeśli skóra traci jędrność lub gdy występują drobne opuchnięcia po nocy (dla mnie jest odpowiedni także pod oczy).

Krem Tassilo Linde w składzie ma cenny wyciąg z lipy i naprawdę daje się odczuć jego łagodzące i regulujące właściwości. Zapach, który posiada jest bardzo naturalny i przyjemny.

Myślę, że byłby dla mnie niezły nawet na wiosnę, bo faktycznie po nim mam mniej krostek.
Krem świetny na dzień i pod makijaż mineralny, kiedy cera potrzebuje większej ochrony. Na lato dla wielu osób może okazać się zbyt ciężki.


Martina Gebhardt Winter Balm 


Ostatni z listy produktów które stosuje, to balsam zimowy z mojej ulubionej marki naturalnej.
Jak zauważyć można opakowanie kremu jest mniejsze i zawiera tylko 15 ml.

Z racji, że zima nas niestety ominęła to kremu nie używam na całą twarz, a jedynie na usta. Bardzo dobrze sprawdza się w roli ochronnego produktu.

Pozostawia wyraźną odżywczą warstwę, ale trzeba go aplikować parę razy w ciągu dnia. Używam go raczej kiedy jestem w domu, ze względu na higienę.

Jeśli chodzi o usta sprawdził się znakomicie i chętnie do niego wrócę w następny sezon zimowy.



Podsumowując:

Tak oto wygląda moja obecna, skromna pielęgnacja twarzy. Z racji, że zima nie była sroga to i stan cery nie jest zły. Obecnie rozglądam się już za lżejszymi kosmetykami oraz kremem z filtrami UV.





Komentarze

  1. Ja lubię z Bielendy linię Mezo :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tonik z duetus się u mnie nei sprawdził- był za mocny, teraz mam ich żel i jest ok, ale bez szału. To serum z zielonej herbaty miałam i bardzo miło wspominam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie, że zrobiłaś ten post :) Używasz bardzo ciekawych kosmetyków, których nie miałam okazji poznać :) Też sądzę, że sporo zależy od tego czy się wysypiamy oraz jak jemy, a ostatnio to u mnie szwankuje...

    OdpowiedzUsuń
  4. ja jestem wierna kremowi z Vianek :D a do oczyszczania Dermedic

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Copyright © Retromama.blog